Dnia 30 czerwca

Odebrałam list Twój z doniesieniem o przyszłym zamężciu siostry Twojej Marianny. Wyznaję, że spełniły się w tym modły moje, bom dawno życzyła hrabiego Jabłonowskiego dla jednej z siostrzenic moich. Znałam bardzo dobrze ojca jego, równie był szacowany dla379 przymiotów serca, jak dla rozumu; jak mi piszesz, syn je wszystkie odziedziczył. Dziękujmy Bogu za opatrzność, którą w postanowieniu sióstr Twoich pokazuje, to Ci powinno być pociechą. I druga także, Zofia, idzie za Karczewskiego? Tego ojca nie tyle znałam. W rozpaczy jestem, że nic dla obudwóch w ten moment uczynić nie mogę, ale interesa nasze w bardzo złym stanie, tak z powodu wojny, jako i dla smutnych okoliczności, w których się Polska znajduje. Czuję bardzo, co by uczynić należało, ale muszę jeszcze czekać owej szczęśliwej pory, kiedy moim użyteczną być potrafię. Jeszcze ich więc dwie pozostanie... Ufność w Bogu! Nikt jej więcej nade mnie zalecać nie ma prawa. Bóg kierował przeznaczeniem moim. On mi dopomógł do przebycia wszystkich udręczeń i zawad losu mojego. Nie sądź, kochana Anielo, ażebym i teraz bardzo silnych nie napotykała, ale ten Bóg, który mnie dotąd wspierał, i teraz nie opuści; On dopomoże do przebycia ich, On mi pozwoli zapewnić los córki i być kiedyś użyteczną moim. Z Jego ręki jedynie spodziewam się tego szczęścia i mam je za nieochybne... I teraz w wielkich byłam niespokojnościach: córka bardzo mi chorowała ze skutków kataru. Kaszle jeszcze, ale mi ręczą, że ani na teraz, ani na potem nie mam się czego obawiać. O, bodajby żadna z córek Twoich nie dała Ci nigdy do takiej trwogi powodu!