Lis
— Czy to «Orbis»1?
— Tak, proszę pana.
— Gdzie jest Ciemnogród2?
— Stacja nieznana.
— Jak to nieznana?
— Tak to nieznana.
— Czy to «Orbis»?
— Tak, proszę pana.
Bulwieć słuchawkę cisnął: łoskot.
A niech to jasny piorun!
Za oknem jesień jak kalejdoskop.
Lub szarfa. Do wyboru.
Bulwieć słuchawkę poprawia na widełkach;
porządku wzywa głos go.
Za oknem jesień jak barwne szkiełka,
czyli wspomniany kalejdoskop.
Taką jesienią, gdy liście lecą,
chętka na podróż bierze.
Bulwieć w atlasach szuka ze świecą.
O, Ciemnogrodzie, gdzieżeś?
Jesienią odkrył Guglielmo Mezzo
Wyspę Łotrów Panteję;
Bulwieć też mógłby odkryć co nieco,
np. Ciemnogród gdzie jest.
Chryzostom Bulwieć chce Ciemnogród ujrzeć;
wciąż o tym piszą gazety;
patrzy na globus: Barcelona, Brema,
a gdzie Ciemnogród? Oto problemat.
Bo Ciemnogrodu nie ma i nie ma,
nie ma i nie ma.
Niestety.
Gdzie się dowiedzieć?
Jak to wyjaśnić?
Chryzostom Bulwieć
nie może zasnąć.
Wertuje księgi,
szuka w opisach;
w końcu po radę
idzie do Lisa.
— Lisie kochany,
lisku, liseczku,
gdzie jest Ciemnogród,
gdzie to miasteczko?
— Panie — Lis powie —
w tym jest coś z szykan3.
Może pan myśli,
że to Watykan4 ?
Pan mnie znieważa!
Pan mnie potrąca!
Ciemnogród to rzecz
nieistniejąca.
nie mówię, że nie,
Ale Ciemnogród
to przywidzenie.
Bulwieć coś bąknął.
Lis zmrużył ślepie.
Nie ma, to nie ma.
Może i lepiej.
A jednak myśli:
lisy to zbóje.
Pójdę. Spróbuję.
Wypenetruję.