Sobie na urodziny
Za wiele powietrza zabieram bliźnim, oni tacy nadęci z głodu
i ząb na ząb trafia pusto, miejsca też podobno za wiele odkąd
się przechadzam i samowtór z siebie do siebie przesypuję
cukier, a choćby o stół jaki zadrzeć, po swojemu zbiorę — tak
co więcej, gdzie milej, komu ciszej ustępować z drogi? Kiedy
wreszcie dobijamy targu, znowu zaczną, znowu połknę za
wiele, za słodko.
***
Śpij tu śpij nie zmruż oka! Nie moje, nie moje słowa meble
ozdoby, czyszczą. Dom chwieją raz do mnie raz do słuchu,
wkiwnęli. Oko w oko na siebie mnie biorą, przedstawiają
żywe obrazy. Aż się zapadnie na głucho rozkruszy niezdo-
byta forteca.
***
Wykołowali mnie na człowieka i dalej kołują, a ja im się
dziwię. Tacy biedni rodzice, tacy rozrzutni, mogli mieć ze
mnie nie wiedzieć co jeszcze.