Dni nienawiści

Trzeba nam było długo iść w nienawiść

(roztarty w gwiazdy kryształ chrupał nam pod butem18)

i dni w przegniły, żółty blask rozkrwawić,

na bezoblicze iść pod zwiędłą nutę

z chrypnących gardeł zdartą suchym skrzekiem.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

w bryzgi i sople krwi cuchnącej trupem,

idzie się tędy, by się stać człowiekiem

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A nocą więdły w oknach ciche okiennice

i czerń wsychała z błotem w szorstki, ciężki drelich,

żeby ją świt odkruszył, którym niebo pęka,

świt... jeszcze jeden granat spadły w gęstej bieli.

A nocą okna w obcych, pustych miastach

pluły nam nienawiścią w czarny kontur twarzy

i szczekały po nocach charczącym budzikiem

dalekich karabinów,

by usta nam sparzyć,

i budziły gwałtownym, z żył wyprutym krzykiem,

który sypał się w czaszce w rozpalony ołów

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

a potem znowu było dno nakisłe ciszą

i znów przelewające szprychy w ciemność, koło.

Zostaną...

noce ukrzyżowane zamarzłymi snami,

zostaną oczy z mroków wyrżnięte w łez kryształ

i oczy, które wykwitną przegniłe —

— niezapominajkami...

1939