Hymn wieczorów miejskich

Miasto tańczy drżącego kankana29

w barwnym mleku świateł rozproszone

dyszy niebo jak zgaszony dywan

namarszczony z flandryjskich30 koronek

asfalt ślisko ucieka przed światłem

w łuk

w umarłym kadłubie ulicy

można bardzo głośno mówić

można... bardzo cicho krzyczeć.

Latarniami miasto zgasi gwiazdy

i dźwięk zacznie w banię nieba wnikać

sam zostanę na czarnym asfalcie

balansując krawędzią chodnika.

II. [39]

Pieśń Wagabundów31

Wiedziemy wonny żywot wagabundów

codziennie jasne słowa wdychamy jak opium.

Przestrzeń potrafi wchłonąć nas jedną sekundą

w którą się płynne serca całą wieczność topią

nocami podchodzimy do otwartych okien

wylatujemy w sady kwitnące jak zapach

patrzeć jak senna zieleń ciepłe niebo żłopie

jak cisza dźwięcznym światłem w szyby zacznie kapać.

Potem płyniemy wolno w ciepłych żaglach cieni

we wzdęte morza światła brzęczące jak pszczoły

odrzucające błękit odpływów jak włosy

na białe ciała ławic wolno zbiegłe dołem.

Silni w miękkie dąbrowy wchodzimy jak w szelest.

Przez góry w płynnych dzwonach bielone oddalą

w wysokich zamkach turni przesypiamy otchłań

wtuleni w futro lasu noc jak ogień paląc

i czekamy na porty jak inni na statki

aż staniemy się tacy ot tacy maleńcy

stateczkiem z łup orzecha w zapach wody gładki

popłyniemy daleko do zielonych Indii.

II. 39 r.