Powrót II
Noc znowu przychodząca nabrzmiała od mgieł;
bruk zwilgły nakrywa mdławiejąca wata
i tłusta, rozpylona, srebrnoszara biel
rozewrze się szeroko na kamiennych matach...
Latarnie — mdli1 pielgrzymi wypędzeni w noc,
konduktami długimi przechodzą chodnikiem;
drga stłumiona, matowa, poplątana czerń,
nalana w szklanki ulic jak zmącony likier...
Dalekie doki murów pełzną w szarym śnie;
po neonowych światłach szumią białym pyłem —
— szarzejące obłoki kolorowej mgły...
Noc przegniła wilgocią nakłębia zawiłe,
nieodgadłe krzyżówki już odeszłych dni,
które plączą się męką nad myślą zmęczoną,
zatopioną szarzyzną w bezobraze sny...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Życie zsiada się w ustach nocą gorzko-słoną...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Odpływają pociągi noc prujące szumem...
(obudzone sekundy narastają w świst).
Dziś ręce trzymające śliskość mgły wśród palców
załomocą do ciemnych, parterowych drzwi...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
16. X. 38
L’esclave2
(tłum. z J. M. d’Hérédia3)
Nagi, brudny, obdarty i z głodu półżywy
niewolnik — spójrz! Me ciało sine pręgi kratą,
choć rodziłem się wolny w miękkich liniach zatok,
gdzie Hybla4 w lustro wody wperla swoje grzywy.
Rzuciłem wyspę szczęścia!... O, jeżeli wrócisz
do winnic, do Syrakuz5 brzęczących pszczołami,
szlakiem dzikich łabędzi, który w błękit zamilkł,
może tej, którą kocham, pieśń wspomnień zanucisz.
Czy zobaczę te oczy fioletem głębokie,
w których niebo ojczyste chmur rośnie natłokiem
pod lukiem triumfalnym napiętym w brwi czerni?...
Zlituj się! Odnajdź miłą i powiedz ode mnie,
że żyję jeszcze dla niej, że jestem jej wierny.
Poznasz ją po tęskniących oczach w smutnej ciemni.