4

Nie ma strzelca. Panna płacze.

Zanim minął mleczny dzień,

idzie panna modrym lasem,

płacząc niesie strzelca cień.

Na gałęziach promień biały

porozpalał jak płomyki

sierść wiewiórek — rudy mech.

Wiodły pannę w zagajniki,

wiodły pannę złotym dnem,

wiodły pannę nad jezioro,

gdzie czerwoną kryte korą

drzewa stały.

Nad jeziorem zła poświata,

leży strzelec w blasku biały,

a w jeziorze, w kręgach wód,

w kolorowym wieńcu nut

tańczą łanie, niosą taniec

w głąb.

«Wstań, kochany». Plotła wieniec

z białych rąk.

«Wstań, kochany». Z nóg mu zdjęła

zaplątany jak sznur trop.

«Wstań, kochany». Leży strzelec.

Płaczę panna i na ziemię

kładzie strzelca cień i klnie się:

«Jeśli cieniem nie uniesie,

jeśli zieleń nie odnowi,

jeśli bicze łez — niech w knieje

sama drzewem skamienieję.

Wtedy, kniejo, z nim mnie zamień

w jeden krwią porosły kamień,

zamień w drzewo».

Cień u stóp jak motyl drżał.

Zmilkła panna. Strzelec wstał,

zgarnął z powiek ciężkie niebo —

pułap snu.

Ze słonecznych witek promień

jeden wyciął — sczynił2 łuk.

Wracał strzelec, przy nim panna,

przepłynęli bór do rana.

Już się świt dopalał,

rósł jak mleczny porost.

Trąbka srebrna, złoty łuk.

Utonęli w mleczny puch,

w oplot dłoni, w zachwyt ciał,

tylko cień u stóp im drżał

jak ptak zamyślenia.

26 luty 1942 r.

Przypisy:

1. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

2. sczynić (daw.) — zrobić. [przypis edytorski]