Noc

Szyby deszczu zamknęły noc,

rozdzielając światło i świat,

śpiewał jeszcze jakiś obłok przelotny

i mijały ulewy lat.

Niebo rosło tylko. Jeszcze mniejszy

w trzaskających burzach magnetycznych

tulił ciepło wiolinowych ramion

i obłoki nalewał w policzki.

I tak nadzy, w pierwotny czas

zasypiali zatuleni w futro

podpalonych gwiazdami niedźwiedzi

i wiewiórek łuskających lata

jak orzechy z zielonej miedzi,

i kołysząc się w ziemi kolebie,

wyrastając z niej i w siebie rosnąc

obudzili się w ptasim niebie,

w które lilią wywiedli się prosto.