II

Unosiły się jelenie i sarny,

wiały lotem migotliwym i sennym,

zanosiło grzybami i ptakiem

na zielonych polan uciszenie,

aż wiatr począł wznosić szkliste dłonie

i rozgrzane kształty z wolna studzić,

więc stawały niedźwiedzie i konie

i łasice zastygały z wolna,

aż stanęły i w posągi żywe

zamieniły się, a rude śliwy

obrzucały ich w stygnący czas

ulewami niedojrzałych gwiazd.