Socjalizm

Socjalizm...

W centrali Histadruth Haowdim powiedziano mi: kibuce przeprowadziły w stu procentach wszystkie teorie socjalistyczne. Nie ma wspólnej własności. Dzieci żyją, wychowują się, mieszkają osobno od rodziców.

Ale w „bogaczu kibuców”, w Ain Charoth, wchodząc wieczorem do pokoju-mieszkania Jonaja, gdzie miałem spać, zobaczyłem w przylegającej doń alkowie śpiących już dwoje dzieci.

— To u was dzieci śpią z rodzicami?

Jonaj był zakłopotany:

— Widzicie, myśmy doszli do wniosku, że lepiej, by dzieci starsze spały przy rodzicach... I milej jakoś... I w dziecińcach więcej miejsca na sale zabaw, na sypialnie niemowląt...

Mało mnie to ostatecznie obchodziło. Tylko że w parę dni później zwiedzałem najstarszy bodaj kibuc, Daganię Alfa. Oprowadzająca nas Hajuta Bussel pokazała jedno z mieszkań. W ciasnym pokoju mieściły się trzy białe dziecinne łóżeczka...

Tu już byłem silniej zdziwiony:

— Jak to, towarzyszko? W Histadrucie mówiono mi wyraźnie, że dzieci są odłączane od rodziców, mieszkają od pierwszego dnia osobno, kolektywnie, nie rodzinnie. Dlaczegóż u was...

Ale Hajuta Bussel odparła tonem praktyka, który mało sobie robi z teoretyków:

— W naszym kibucu (Dagania jako stary kibuc zażywa sławy) doszliśmy do wniosku, że lepiej jest, gdy małe, niedorosłe jeszcze dzieci, chowają się i mieszkają z rodzicami...

Kibuc liczy się na rodziny. „Mamy tyle a tyle rodzin, tyle a tyle niezamężnych i nieżonatych” — informowano mnie w każdym kibucu. Rodzina jest tu podstawą, jednostką. W kibucu, który się zakłada jeszcze, nie ma rodzin, stadeł, jeszcze nie ma dzieci. Im kibuc dłużej trwa, tym więcej wchodzi w stałe związki małżeńskie. Wszędzie, gdzie byłem, mimo młodego wieku kibucników, ogromna, przygniatająca większość to byli właśnie tacy.

Nikt się nie zajął statystyką stosunku liczbowego dzieci do dorosłych w kibucach. Bez trudu na całym szeregu poszczególnych wypadków mogłem stwierdzić, że przeciętne małżeństwo w kibucu — to raczej troje niż dwoje dzieci. Są to małżeństwa zaledwie paroletnie. Podobno Anglicy nie lubią kibuców dlatego, że tam procent ludności żydowskiej „wzrasta niewspółmiernie dużo” w stosunku do pozwolenia na to Wielkiej Brytanii. Rzadko dochodzi do wielkiej ilości dzieci, to prawda. Ale jednak wyraźnym celem małżeństwa jest to, co katolicyzm określa procreatio. Płodzenie ubrane tu jest w wymóg narodowego interesu: chodzi o nowych bojowników i pionierów odzyskania Palestyny.

Nim ci ludzie przyszli do kraju, szczepiono im nie tylko ospę, ale przeszli oni całą szkołę propagandy „eugenistycznej”, znali wszystkie jej argumenty i racje. Szczepionki eugenizmu dziwnie się nie przyjęły, choć warunki życiowe raczej przemawiać by mogły za nimi. Choć znowu teorie socjalistyczne propagowały to wszystko, co się u nas popularnie nazywa „propagandą Boya”76. W wielu kibucach ludzie żyją w nędzy. We wszystkich są dzieci, dużo dzieci. Małżeństwa (poprzedza je bodaj z reguły okres próbnego pożycia) bezdzietne są uważane za wypadek natury i są nimi. Małżeństwa kibucowe mają też zazwyczaj po kilka dzieci77. Dzieje się to mimo tego, że ogół kobiet w kibucach Emeku jest zniszczony kilkuletnią bezsensowną pracą na szosach, gdy to wyznawcy haseł równouprawnienia byli przekonani, że kobieta nadaje się do tej pracy równie dobrze jak mężczyzna.

Nie mogłem ani wtedy w Daganii, ani gdy widziałem, że tam się wszystko opiera na rodzinie, tej samej rodzinie, na której wyrósł nasz ustrój społeczny i którą tak radykalnie chce się zniszczyć w innych kolektywach, oprzeć się wrażeniu, że w kibucach palestyńskich dokonało się to samo, co dokonało się w planach „robotniczego budownictwa” Histadruthu: ludzie załamali dogmatykę marksizmu. Czy źle zrobili? Załamali socjalizm — ocalili życie zbiorowe...

*

Tylko na marginesie, tylko ubocznie zrobiłbym może jedną uwagę: plenność ludzi w kibucach ma za przyczynę i tę okoliczność, że kibuc zawsze da nowemu członkowi egzystencję, a jak nie on, to inny kibuc, podczas gdy u nas... Ale nie tylko owej czysto materialnej racji przypisać należy to zjawisko; zdaje mi się, że ci ludzie czują podświadomie czy nie, że prócz egzystencji materialnej, jaką dziecku zapewnią, przekażą mu coś więcej, przekażą pewną wielką ideę, pewne wyższe do urzeczywistnienia cele.

Nie wiem zaś, czy w tej dziedzinie wielu u nas ma coś do przekazania.

Miłość w kolektywie

Przybywszy do jednego z kibuców wieczorem, poszedłem co rychlej spać. Położono mnie w pokoju, gdzie stały jeszcze cztery inne łóżka. Rano zobaczyłem, że były wszystkie zajęte przez kobiety.

Socjalistyczna Palestyna upodobniła się tu do Rosji sowieckiej. W sypialni kobiet nie umieszczono mnie oczywiście przez żadne parti pris78, zrobiono to po prostu dlatego, że gdzie indziej nie było miejsca. Nie było to również dowodem jakiejś „wschodniej rozwiązłości”. Po prostu życie w warunkach, w których znikły te niezliczone środki ekscytacji seksualnej, jakie w nasze życie wnosi książka, kino, ilustracja, gazeta, widowisko, aż do reklamowych plakatów włącznie, ułożyło stosunek płci inaczej.

W drodze powrotnej do Polski jadący za mną kibucnik opowiedział mi, że w kibucu wszelkie stosunki płciowe nieoparte na miłości są wykluczone. Wiedziałem już o tym, potwierdziło to tylko poprzednie informacje. Żywot kibucowy jest monogamiczny. Nie takie rzadkie są wypadki, że ludzie najzupełniej zdrowi i normalni muszą żyć w pełnej abstynencji dlatego, że to, co określamy brakiem wzajemności, uniemożliwia im obcowanie płciowe. Twierdzenie socjalistów, że tam, gdzie nie ma pieniądza, nie ma i prostytucji, potwierdza się w całej pełni. Dorywcze stosunki płciowe, o charakterze poligamicznym, ustąpiły miejsca monogamii. Poprzedza ją zresztą bodaj z reguły pewnego rodzaju „pożycie próbne”. Słyszę, jak ktoś powie: „małżeństwa koleżeńskie”, tak rozpowszechnione na Zachodzie, gdzie (jak wśród studenterii paryskiej np.) każda koleżanka hibernuje u siebie kolegę, a te „małżeństwa” — to jednak mimo wszystko wielka różnica. Jeżeli tam przekształcenie się podobnego „małżeństwa” w trwały związek należy do wyjątków, i to wyjątków niesłychanie rzadkich, to tu jest regułą. Nawet daleko idącą regułą.