1.
Dziś miasto mówi do mnie.
Zamykam Balaton i idę Francuską. Listopadowy wieczór jest zaskakująco ciepły, choć może rozgrzewa mnie poczucie wewnętrznej potęgi. Nogi niosą bez żadnego wysiłku. W plecy dmucha gorący wiatr.
Mówią do mnie wystawy pełne markowych alkoholi, billboard reklamujący luksusowe wakacje na Malcie, ale i kobiety popijające wino we włoskiej restauracyjce. Słyszę rozkoszny szelest miękkiej pościeli, trzask tasowanych kart, kulkę przeskakującą po wirujących polach ruletki. Brzmi śpiew najwyższych pięter w Novotelu, huk odkorkowanego szampana i brzęk kieliszka roztrzaskanego o ścianę. Słyszę śmiech. Oklaski. Niech żyje Irek Król!
Jeszcze niedawno miasto zwracało się do innych. Do menedżerów pracujących szesnaście godzin dziennie, nawalonych koksem, w kleszczach presji i sukcesu. Do wiceprezesów spółek z kapitałem zagranicznym, którzy zapraszają do Balatonu ubogich krewnych, płacą za wszystko i mówią tylko o sobie. Do chciwych rop z telewizora o twarzach tak ponaciąganych, że wyglądają jak bęben od Murzyna. Do Kutavaggia, który uczynił się głuchy na tę kuszącą mowę. Miał wszystko, a żył, jakby nie miał nic.
Skręcam w Walecznych. Już niedaleko.
Miasto mówi do mnie, bo będę miał pieniądze. Skończy się ciułanie na bilet, denarki i ramkę fajek. Wrócą dobre czasy. Jak za Kameralnej. Dziadowałem prawie dekadę. Ale teraz dosyć. W końcu moje nazwisko do czegoś zobowiązuje.
Mogłem zmienić zawód. Mogłem pracować ciężej. Mogłem wyjechać za granicę, gdzie tyrałbym jak frajer. Mowy nie ma.
Przez dekadę od zamknięcia Kameralnej rżnąłem głupa. Naprawdę zaś czekałem na okazję, której się chwycę i dostąpię wyniesienia. Pracowałem tylko tyle, ile trzeba, bo nie mam wiary w pracę. Praca zabiera czas i czyni ślepym. Od pracy ma się tylko garba. Pracowitego poznasz po tym, że łazi z nosem przy ziemi. Znajdzie najwyżej miedziaki, po które innym nie chciało się schylać.
Prawdziwe pieniądze są gdzie indziej. Wystarczy cierpliwie czekać. Przyjdą same prędzej czy później. Jak do mnie za sprawą telefonu Kutavaggia.
Dom Janiny jest cichy i ciemny. Z wyjątkiem jednego okna, w którym pali się światło.