II. Na bocianie

No, i poszedł! Stał nad rzeką

Domek Janka niedaleko,

A że zwykle do podróży

Jest potrzebny statek duży,

O czym łatwo z Robinsona2

Każdy, kto chce, się przekona,

Więc skierował Janek kroki

Na brzeg stromy i wysoki.

Tutaj wszakże niespodzianie

Osobliwsze miał spotkanie.

Z boćkiem w własnej swej osobie,

Który trzymał kiełbia3 w dziobie.

Janek w prośby:

«Mój bocianie!

Gdzie okrętów tu dostanie?4»

Bocian patrzy, aż po chwili

Rzecze:

«Jeśli mnie nie myli

Wzrok, bom zgubił okulary,

Brodząc wiosną przez moczary,

To my się już trochę znamy...

Bom panicza niósł do Mamy!

Więc to panicz tak już duży,

Że zamyśla o podróży?

Statków nie ma tu, ni łodzi,

Ale jeśli o to chodzi,

To po dawnej znajomości

Grzbietem służę jegomości».

Tu zatrzepał w wielkie loty.

No, cóż było do roboty?

Janek skoczył, jak na konia,

I pomknęli het, nad błonia5!