V. Ochronka Zosi

Zimny deszczyk dzisiaj pada.

Mokro! Iść nie można w pole.

Niech kompanja cała siada,

Będzie lekcja w mojej szkole!

Wnet tu panny się nauczą,

Jak nad mleczkiem kotki mruczą,

Jak do kątka pod kanapką

Kizia toczy kłębek łapką,

Jak wesoło Filuś szczeka,

Gdy zobaczy mnie zdaleka,

Kiedy, niosąc polne kwiatki,

Z Marcinowej idę chatki.

Chcecie wiedzieć, co tam robię?

Ot, przed chatą siedzę sobie,

Słonko jasno z nieba świeci,

A dokoła siedzą dzieci.

Siedzi Maciuś, siedzi Kasia,

Z lnianą główką siedzi Basia,

Siedzi Janek tuż przy ziemi,

A ja sobie śpiewam z niemi:

Trala-lala! Trala-lala!

Aż się echo śmieje zdala!

Marcinowa nie ma czasu,

Poszła zbierać chróst do lasu.

Łuśka w łąkach bieli płótno,

A tu dzieciom samym smutno...

Jeszcze które się, broń Boże,

U komina sparzyć może!

Więc im śliczne bajki prawię,

A to słucha tak ciekawie,

Że nie zmruży nawet oka!

— Jak to Krakus zabił smoka,

Jak się Wanda utopiła,

Co to Niemców nie lubiła,

Jak do Piasta, wzór jasności,

Aniołowie przyszli w gości...

Aż się modre oczki śmieją,

Aż się z dziwu główki chwieją!

— Co to? Słonko już przebija?

Wstawać, cała kompanija!

VI. Zosia w kłopotach

Ach, mój Boże! To nie żarty,

Przeprowadzać się raz czwarty,

Z parasolem, z dzieckiem małem,

Z gospodarstwem swojem całem!

W jednym kącie szafa stoi,

W drugim szczotka od pokoi,

W trzecim dzieci Maik stroją...

Gdzież ja pójdę z dziatwą moją?

Do ogrodu?... Lecz w ogrodzie

Jest baranek! Może bodzie?

I Staś na mnie wodą pryska...

Ach, nieznośne te chłopczyska!

Jeszcze lalka mi, broń Boże,

Zaziębić się z tego może!

— Zawracajże, miły Janku!

Będziem chyba mieszkać w ganku,

Z parasolem, z dzieckiem małem,

Z gospodarstwem naszem całem.