VII. Zosia pierze

Przepraszamy bardzo panie,

Lecz dziś u nas duże pranie.

Cały sznur się w słonku suszy,

W domu niema żywej duszy!

Od soboty do soboty

Dość nazbiera się roboty.

To na łące zmacza rosa,

To znów plama z żółtonosa,

To śmietana z garnka pryśnie,

To sok z siebie puszczą wiśnie...

Albo przy pieczeniu chleba,

Czy to mówić nawet trzeba,

Ile wszędzie mąki, ciasta?

Na nic każdy się zachlasta!

Nie dałabym nigdy rady,

Gdyby nie to, że sąsiady

Pomagają, jak kto może...

Niech im Pan Bóg dopomoże!

Wody da mi modra struga,

Gałąź jedna, gałąź druga

Sznur mi trzyma w cieniu drzewa,

Słonko świeci, wiatr powiewa,

Jaskółeczki mi nad głową

Szczebiotają piosnkę nową,

Kasia mydli większe plamy,

I tak sobie pomagamy.

Zato, kiedy się w niedzielę

Lalki me ubiorą czysto,

To się dziwi dziad w kościele

Razem z panem organistą.

Lecz dziś u nas duże pranie,

Przepraszamy bardzo panie!