VII. Epilog
Purpurowa i złota jesień słała się po drzewach Tepeńca i uścielała ścieżki szpalerów szeleszczącym dywanem suchych liści. Ciepło było, pogodnie i bardzo uroczo w owym olbrzymim parku, otoczonym huczącą Prypecią.
Nie brakło tam rzadkich kwiatów ani fantastycznych gęstwin, z których niekiedy wymykała się oswojona sarna, ani ślicznych altanek opiętych winem lub kapryfolium219, a chyba najpiękniej było przed samym pałacem, gdzie kwitły setki szczepionych róż, a u stóp marmurowych schodów ganku szemrała fontanna, obryzgując perłami wody bukiety cieplarnianych roślin.
Wśród tych róż siadywał całymi dniami cień człowieka, chudy, zarośnięty, apatycznie patrzący przed siebie w próżnię.
Nawet Żabba nie poznałby wesołego Rucia. Tyfus go strawił ze szczętem, odarł z sił, z woli, z myśli, zostawił nieczułą, wyniszczoną ruinę. Śmierć nie wydarła go dziadowi, ale jak na urągowisko rzuciła ten żółty szkielet, który nie miał mocy żyć. Zemściła się okrutnie.
Starzec myślał o tym właśnie z goryczą, patrząc na wnuka z drzwi ganku. Jak plama wyglądał biedak na tle jasnego nieba, krasnych220 liści i tych róż odurzających wonią.
Pan Polikarp westchnął ciężko i zszedł powoli ze schodów. Przybycia jego nie zauważył Hieronim, ale nie okazał zdziwienia ani radości na głos dziada, choć był to głos nieznanej słodyczy.
— Jakże ci dziś, chłopcze?
— Dobrze — odparł obojętnie.
Starzec schylił się i pocałował go w czoło.
— Głowa nie boli?
— Nie. Nic mi nie jest.
— Może chcesz czego?
— Nie, dziadku, dziękuję!
Było to zwykłe pytanie i niezmienna odpowiedź od kilku tygodni.
Była to rozpacz dziada, ta niczym niezwalczona apatia.
— No przecie, może byś się przejechał? Ruch ci służy.
— Kiedy bo nie chcę.
— Może byś się przeszedł trochę?
— Ej, nie.
— Może byś rad czytać?
— Dobrze mi tak. Nic mi się nie chce, dziadku, nic.
Stary targnął wąsy desperacko. Szukał sposobu na ten nieszczęsny brak woli.
Medycyna nie miała na to środka. Wróciła życie, nie dała do niego chęci. Co ono było warte?
Nagle twarz chorego poruszyła się nieco. Popatrzył na szereg okien w lewym skrzydle, potem na dziada i ozwał się, po raz pierwszy niezapytany:
— To matki okna, tam?
Pan Polikarp rozjaśnił czoło. Jakaś myśl jak piorun tknęła go, aż się zatrzymał z odpowiedzią, potem uśmiechnął się lekko.
— Tak, chłopcze. A te obok, to z twego pokoju.
— Czy mogę tam pójść?
— Nie, mój chłopcze, nie możesz.
Hieronim oczy podniósł. Odmowa spotykała go po raz pierwszy, gdy czegoś żądał. Od czasu choroby był samorządcą w Tepeńcu.
— Czemu? — spytał.
— Bo te pokoje są zamknięte pod nieobecność lokatorki. Klucz u niej. Jeśli chcesz bardzo, to napiszę, niech przyśle.
— E, nie, wszystko mi jedno, kiedy zajęte.
Patrzył jednak ciągle w okna też same i po przerwie zapytał znów:
— Czemu tam firanki ciemniejsze od dołu?
— Ona potrzebuje takiego światła — rzekł lakonicznie starzec.
Sądził, że obudzi ciekawość wnuka tajemniczością odpowiedzi, ale Hieronim urwał zupełnie rozmowę.
Milczał, ale zaczynał myśleć. Okna te obudziły uśpioną duszę. Jak zawsze w wielkich wypadkach życia, pamięć matki podniosła mu z głębi wspomnień tysiące, a gdzież ich mogło być więcej, jak nie w Tepeńcu?
I poszedł myślą w dalekie lata, gdy dzieckiem bawił się221 po trawnikach, a z owych okien śledziły jego każdy ruch śliczne, szafirowe oczy smutnej kobiety. Patrzył w górę, jakby czekał, że lada chwila uchyli się firanka i wyjrzy, jak wtedy, złotowłosa głowa, a dźwięczny głos zawoła go po imieniu.
Ale okna były szczelnie zamknięte i nikt go nie wołał z pieszczotą. Daleko były te lata, daleko odeszła smutna kobieta.
Ale zaczarowane koło martwoty przedarła ta myśl, snuła się teraz jak strumyk — tęskna, żałosna. Czy też dziad wypełnił obietnicę ostatniego listu, zaspokoił żądania zmarłej, czy leżała teraz obok męża w rodzinnym grobie?
Przez wrodzoną delikatność nie pytał o to dziada. Mogło mu to sprawić przykrość, wzbudzić złe wspomnienia, może go rozgniewać, a on był teraz taki dobry! Po co drażnić? Można samemu zobaczyć.
Raz pierwszy poruszył się żywo — szukał pretekstu pozbycia się starca.
— Dziadku — rzekł — ja bym poczytał jaką gazetę.
— Dobrze, mój drogi, zaraz ci przyślę przez Bazylego.
Pan Polikarp wszedł do domu, chłopiec się obejrzał i ruszył pomału znanymi ścieżkami. Była to jego pierwsza przechadzka.
Dziad dotrzymał obietnicy — obok ojca zajęte było miejsce i świecił złocony napis na płycie marmuru. Smutna kobieta wróciła do Tepeńca. Hieronim usiadł przed grobem, rzewnie uśmiechnięty. Matka musiała być szczęśliwa teraz.
Odtąd codziennie biedny rekonwalescent odwiedzał swych zmarłych, stroił kwiatami mogiły, znalazł dla dziada smętny uśmiech i serdeczną podziękę.
— Nie dziękuj, a wyzdrowiej! — rzekł starzec gładząc go po głowie. — Zechciej czego, choćby moje progi podpalić, zrobisz mi największą przyjemność.
Ale Hieronim nic nie chciał, byle mu nie przerywano dumań posępnych i samotnych odwiedzin grobowca.
Zdziwiła go jednak pewnego ranka zmiana zaszła w lewym skrzydle. Otwarto okna, podniesiono firanki, służba sprzątała tam jak na królewski przyjazd; drzwi jednak od swego pokoju znalazł szczelnie zamknięte.
— Co tam się dzieje, Bazyli? — spytał wiernego sługi.
— Trzepią meble, paniczu, od moli.
Była to bardzo prozaiczna informacja.
Hieronim udał się do dziada.
— Może mi wolno tam pójść teraz? — prosił.
— Jak chcesz, mój drogi. Po cudzych mieszkaniach nie wypada.
— Któż tam mieszka?
— Moja pupilka, sierota. Wziąłem ją na wychowanie.
— Gdzież ona teraz?
— Za granicą. Spodziewam się jej tymi czasy. Zwykle jesienią odwiedza Tepeniec.
Hieronim się skrzywił jak po gorzkim lekarstwie.
— Nie lękaj się! — uspokajał dziad. — Ona ci wody nie zamąci. Możecie się nie spotykać, jest tu dosyć miejsca.
— Kobieta i koza wszędzie się wciśnie, dziadku — rzekł kapryśnie chłopiec. — Gatunki to bardzo podobne, wszystko ogryzą, popsują, zawsze je znajdziesz w szkodzie. Że też dziad to znosić może!
— Cóż zrobić? Nie tylko znoszę, ale mam słabość do tej jedynej kobiety. Była mi na starość jak kwiatek zimą — rozgrzała serce.
„To ci majster dopiero!” — pomyślał Hieronim, bynajmniej nieprzejednany.
Kobiety nie miały nigdy łaski w jego oczach. Miał jeszcze Afrę w pamięci.
Gniewały go przygotowania i mina rozradowana pana Polikarpa, gdy go powitał raz wieścią, że pupilka przysłała depeszę, i patrzył złym okiem, gdy oznaczonego dnia kareta i sześć koni pod eskortą liberyjnej222 zgrai ruszyła do przystani, skąd on niegdyś furmanką jechał do Tepeńca.
W całym pałacu panował ruch odświętny. Nawet Bazyli biegł uśmiechnięty z miną tajemniczą sfinksa223, pomagając ogrodnikowi znosić wazony i kosze owoców.
— Czy nie będzie jeszcze bramy triumfalnej i moździerzy na salwę honorową? — pytał chłopiec zgryźliwie.
— Panienka nie pozwala rwać kwiatów — odparł Bazyli.
— A ty skąd możesz o tym wiedzieć?
— Każdy w Tepeńcu musi znać jej gusta, żeby potrafił dogodzić. Pan by się gniewał inaczej!
— Tej fatygi ja sobie nie zadam — burknął Hieronim, ruszając do grobowca i zrywając najpiękniejsze róże.
Dziad był niewidzialny w ów dzień uroczysty. O naszego bohatera nikt się nie troszczył. Schodził na drugi plan przed nową gwiazdą.
— Trzeba ruszyć znów w świat, matusiu — poskarżył się żałośnie grobom. — Dosyć pasożytem być. Już niedługo będę tu przychodził. Pójdę za chlebem, jakeś nauczyła. Tak, dosyć próżniaczej rozkoszy. Trzeba wzbudzić całą siłą chęć do pracy, trzeba ruszać w świat po nowe klęski i zawody.
Dawny pryncypał pisał co tydzień, dopominając się o swego ulubieńca, wzywał go coraz gwałtowniej; gdy tylko co wstał z posłania, zasypywał go prośbami. Trzeba ruszać.
Z nagłą determinacją porwał się z miejsca, chciał iść do dziada, za łaski podziękować i ruszać choć jutro.
Był w połowie drogi do domu, gdy usłyszał turkot, palenie z bata, zajazd nowych gości.
— Masz diable tabaki — mruknął, zawracając do ustronnej altanki.
Przysiadł tam jak szczwany zając224, ledwie go Bazyli znalazł pod wieczór.
— Jezus Maria! Co pan wyrabia? Taki chłód! Gotowa choroba! — wrzasnął przerażony.
— Czekam, aż się uspokoją z tą panną.
— Proszę wracać prędzej! Panie już śpią od dawna.
— To ich jest kilka? Kilka wychowanic, sierot?
— Albo to jasny pan nie może utrzymać i tuzina? — odparł Bazyli dumnie.
— I owszem! Niech ma sobie cztery tysiące i świętą Urszulę z nimi225, bylebym ja ich nie spotykał.
— Stary pan zaraz na wstępie powiedział, żeby nie chodziły w stronę grobowca. Ma panicz lewą połowę parku, a one prawą.
— Z tym wszystkim dosyć nam tu popasać. Pakuj manatki, jutro wyjeżdżamy do roboty nad Wołgę.
— A cóż pan tam robić będzie? Toż pan ledwie chodzi, pióra w ręku nie utrzyma.
— To nie twoja rzecz! Pakuj się i basta! Chyba że zostać wolisz.
— Jak pan każe.
Pan Polikarp szukał już wnuka i zburczał go należycie za nieoględność226 na zdrowie.
Spędzali razem wieczór. O przybyłej nie wzmiankował żaden z nich.
Nazajutrz raniutko wymknął się z domu Hieronim, myśląc, że wszystkich wyprzedzi. Mylił się. Na odkrytej łączce, skąd otwierał się szeroki widok na Prypeć i okoliczne bory, dama jakaś, w szarej bluzie i kusej spódniczce, rozstawiła sztalugi, rozpięła karton i szkicowała gorliwie krajobraz, podnosząc co chwila od roboty spiczasty nos, bladoniebieskie oczy i pomarszczoną twarz czterdziestoletnią. Zielony parasol barwił ją w dodatku trupim kolorytem.
Hieronim skoczył jak przed widmem i uciekł w gęstwinę, widząc jednak dosyć, żeby móc krytykować do woli.
— Śliczna, powabna, urocza! Stworzona do rozgrzania serca! To dopiero śliczny kwiatek znalazł dziad na zimę! Winszuję! Ale smaruje zapamiętale, można pokazać figę o krok, pewnie nie dopatrzy! Jak na złość poszła na lewo, w moje państwo! Nie byłaby kobietą vel227 kozą! Już w szkodzie! Bodaj się udławiła blaszanką od farb albo przebiła tym pięknym parasolem! Nie można się rozminąć z tą biedą!
Przepadły samotne dumania. Cały dzień mu zeszedł w popłochu przed zielonym parasolem. Podróżował bezustannie ów nieszczęsny deszczochron z jednego punktu w drugi; zawsze tam, gdzie on był się ulokował228.
Dama była strasznie łakoma na piękne widoki — szkicowała to drzewo, to wysepkę, to strumyk, to bydło; nie wiadomo, kiedy jadła i odpoczywała.
Hieronim klął na czym świat stoi. Pod wieczór, widząc, że nie zdoła uciec przed złym losem, wyszedł prosto na obmierzły parasol.
— Niech i mnie odszkicuje! Może się uspokoi! — mruczał, zły jak piorun.
Dama podniosła dziobaty nos, obejrzała go obojętnie i rysowała dalej dwoje młodych sarniąt na łączce.
Ukłonił się i minął ją, obdarzając eleganckim przymiotnikiem.
Czekała go jeszcze druga niespodzianka.
Pod kwitnącymi różami stał stolik z herbatą, przy którym, rozparty w fotelu, siedział dziad Polikarp, paląc flegmatycznie fajkę, a naprzeciw niego, plecami do ogrodu — postać kobieca. Rozmawiali wesoło. Było zbyt daleko, żeby głos rozróżnić i Hieronim widział tylko białą sukienkę i słomiany, duży kapelusz. Schował się za krzak.
Dziad go widocznie zobaczył, bo rzekł słów parę, biała sukienka mignęła na ganku i znikła wewnątrz domu. Wówczas chłopiec podszedł.
— Coś taki kwaśny, Hieronimie? — zagadnął dziad.
— Czy to dziadka wychowanka, ta dama z zielonym parasolem? — zawołał cały wzburzony.
— Albo co? Poznajomiłeś się z nią?
— Uchowaj Boże! Ścigała mnie bezustannie swą pasją malarską. Nie dała tchnąć, zjeść, odpocząć.
— No, to siądź tu, posil się, uspokój! Będę cię strzegł.
— Dziękuję, pójdę do siebie. Mam list do pisania.
— Do kogo?
— Do mego naczelnika. Wzywa mnie od dawna. Myślę wziąć się do pracy. Już wyzdrowiałem zupełnie.
— Czyś się zaraził pracowitością od pani z parasolem?
— Nie, ale czas wziąć się do czego. Trzy miesiące jem darmo dziadka chleb. To dla mnie niesłychana rzecz. Zresztą teraz goście...
— Nie sądziłem, żeś taki dziki. Co ci szkodzą te dwie damy? Od jutra zabronię robić studiów w tej stronie, gdzie się obracasz. Zostań jeszcze!
— Dziękuję, dziadku, za waszą dobroć! Czy wam się może próżniak podobać? Lubicie samotność.
— Lubiłem — poprawił stary — teraz rad jestem tobie. Chodź do siebie. Każesz sobie tam podać jeść.
Wieczór był chłodny i mglisty. Bazyli rozłożył ogień na kominie, dziad z wnukiem usiedli koło niego. Trzask suchych szczap zastępował rozmowę, milczeli obydwaj.
Słyszeli za to wyraźnie za ścianą powrót malarki, zachwyty nad przyrodą, wołanie o posiłek, zapytania, wykrzykniki, wybuchy śmiechu. Mieszało się w tym kilka języków.
— Twoja prześladowczyni jest znów niedaleko — rzekł dziad z cicha.
Hieronim nic nie odrzekł. Może nie słyszał. Patrzył w węgle po dawnemu — bezmyślnie. Wyglądał zmęczony, osłabły. Zwiesił ręce i głowę.
— Może ci czego braknie, Ruciu?
— Mnie, dziadku? Nie, nic mi się nie chce.
Po chwili pan Polikarp zadzwonił na Bazylego, dał mu jakieś zlecenie po cichu i zabrał się do czytania gazet. Gwar za ścianą się oddalił. Nagle Hieronim podniósł głowę. W sąsiednim pokoju rozległy się delikatne tony fortepianu.
Ktoś preludiował229 bardzo biegle, snadź bez nut, z myśli; dotknięcie było mistrzowskie.
Smętna, cicha melodia snuła się, milknąc chwilowo zupełnie; czasem parę huczniejszych akordów i znów ta sama pieśń bez słów, z ciągłą zmianą jednego motywu, dziwnie przejmująca.
— Kto to gra, dziadku?
— A któż by? Bronia zapewne.
Młody podniósł oczy.
— Bronia nazywa się dziadka pupilka?
— A tak. Albo co? Znasz ją może?
— Ej, nie. Ale mi to imię kogoś przypomina. Dziwna rzecz. I tamta była sierotą. Nigdy bym nie przypuszczał, żeby ta dama z parasolem nosiła to imię.
— A któż mówi o damie z parasolem? Ona się wabi Adelgunda podobno, czy coś równie dzikiego.
— Więc to nie wychowanica dziadka?
— Cóż za absurdum! Jest to dama do towarzystwa, cerber230 strzegący zaczarowanej księżniczki! Wychowano ją w zamierzchłej przeszłości.
— Ach, tak! Ta panienka ślicznie gra!
— A nieźle! Patrz no, twój naczelnik podjął się budowy drogi żelaznej w guberni samarskiej231. Siedemnaście mostów żelaznych. I ty się tam wybierasz?
— Tak. Mosty to moja specjalność.
Zamilkł i słuchał. Z preludiów wybiła się wreszcie czysta melodia pieśni i śliczny sopran zaczął śpiewać.
Pan Polikarp udawał, że czyta. Znad gazety utkwił oczy we wnuka, śledził wrażenie.
Hieronim słuchał, przejęty nie tyle pięknością głosu, jak znajomym dźwiękiem. Gdzieś go on już słyszał w życiu, ale gdzie i kiedy — nie mógł sobie przypomnieć.
Głos, zrazu cichy, opanował po kilku taktach akompaniament i brzmiał pełnią młodych płuc. Można było rozróżnić słowa.
A gdy będziesz dzwon ulewał,
Czarodziejski dzwon,
Co by szczęścia pieśni śpiewał
Przecudowny ton —
To nie wrzucaj doń metali
Ani srebra, ani stali,
Ni we wrzątek strun lutnisty,
By dźwięk był jak lutnia czysty,
Ani ognia po iskierce,
Ale daj mu złote serce!
Daj mu serce!
— Dziadku — szepnął Hieronim niepewnym głosem — gdzie ja słyszałem ten dźwięk?
— Słyszałeś? Może za granicą. Bronia tam się kształciła.
— A ona sama skąd, dziadku?
— Sierota po żołnierzu.
— Dziad ją dawno wychowuje?
— Och, dawno. Może ci przykry ten śpiew? Każę przestać.
— Przykry! Ale to śliczne, słuchałbym wieki! Ten głos tak mi kogoś przypomina!
— No, to zamiast tu pleśnieć, chodźmy do niej. Będziesz słyszał wyraźniej.
— Może ta pani będzie nierada przerwie?
Mówił to, a drżał z niepokoju. „Ten głos, ten głos!”
Zamiast odpowiedzi dziad podszedł do drzwi i zapukał.
Śpiew ustał.
— Broniu, czy przyjmujesz gości na herbatę?
— Z całą przyjemnością dziadku! — odparł srebrny głosik.
Otwarto żwawo drzwi.
Hieronim spojrzał. Przed nim, oświetlona wiszącym świecznikiem, stała smukła postać dziewczęcia, otulona w biały batyst232 i koronki. Jedną ręką podnosiła wdzięcznym ruchem portierę233 u drzwi, drugą wyciągnęła z powitaniem.
Ściągła234 twarzyczka miała wyraz trochę dziki w piwnych głębokich oczach, ale za to na ustach błyszczał szczery uśmiech, pokazując dwa rzędy drobnych białych ząbków.
Nie widziała Hieronima w cieniu i on ją ledwie dostrzegł zza pleców dziada.
— Ale ja nie jestem sam. Jest ze mną kawaler, który chce usłyszeć drugą zwrotkę tej piosenki. Oto go masz. Czy mam go przedstawić?
Pan Polikarp się usunął. Młodzi spojrzeli sobie w oczy i nagle — jednocześnie — dwa okrzyki wyrwały im się z piersi. Był to wybuch szczęśliwości, rozradowania, bezbrzeżnego podziwu. Dziewczyna puściła portierę, przez chmurne jej oczy mignęła fala blasków, pokraśniała jak różyczka.
Rzucili się ku sobie. Rączki jej chwyciły Hieronima i patrzyli na siebie, nie mogąc się nasycić widokiem, odurzeni kompletnie.
— Bronka, mój dzieciak! — mówił chłopak zmienionym głosem.
— Panie mój, panie! — szeptało dziewczę.
Zza portiery wyplątał się wreszcie dziad i zajrzał.
— To wy się znacie? — spytał.
Hieronim się obejrzał.
— Dziadku! — zawołał z wyrzutem. — Toście wy mi ją wzięli wtedy! Zabraliście mi słońce życia!
— Oddaję ci teraz to słońce. Niech ci świeci. Zżymać się nie masz czego. Płataliśmy sobie nawzajem figle, alem ci tego skarbu strzegł jak oka w głowie. Oddaję w całości. Proszę tylko o szklankę herbaty. Zadowolę się towarzystwem panny Adelgundy tymczasem.
Ale młodzi nie słyszeli, co mówił. Pan Polikarp zeszedł na drugi plan. Niemka spała od dawna, herbaty mu przyniósł Bazyli. Zostały mu na pociechę gazety.
Tych dwoje usiadło obok, patrzyli na siebie i opowiadali dzieje długich lat.
Było tyle do mówienia. Zapomnieli o świecie. Oczy dziewczęcia podczas opowieści Hieronima stanęły łez pełne za Żabbą i „panią Dulską”. O swojej nędzy nie wspominał Hieronim — zapomniał, że niegdyś istniała: był niezmiernie szczęśliwy.
Potem on słuchał.
Dziecko porwano podstępem ze stolicy. Gryzła i drapała — nic nie pomogło. Bazyli coś wiedział o tym, on ją przywiózł do Tepeńca.
Niesłodki mieli żywot nauczyciele i służba — nie chciała słuchać nikogo ani się uczyć. Morzyła się głodem, próbowała ucieczki. Złowiona, zapadała w swój upór piekielny; była na wszystko głucha i niema.
Wówczas to dziad Polikarp użył innego argumentu:
„Jeżeli się będziesz uczyć i ulegniesz, to cię oddam Ruciowi. Inaczej go nigdy nie zobaczysz!”
Nauka poszła jak czarem na to zaklęcie. Znalazła się ochota i zdolności, rosła, kształciła się, ale nie zapomniała nigdy obietnicy dziada. Od roku w Dreźnie uczyła się rzeźby, skończywszy zakład235 zagraniczny. Do Tepeńca przyjeżdżała co jesień. Oto i wszystko.
Spojrzeli znów na siebie. W oczach chłopca błyskała gorąca łuna, w jej źrenicach zjawił się cień jakiś; spuściła powieki. Milczeli, ogarnięci wielką potęgą, co nagle stanęła wśród nich.
— Czy to już koniec, dzieci? — zagadnął pan Polikarp, wstając. — Rucio wyznał swoje grzechy, a ty, Broniu, wyspowiadałaś się detalicznie, ilu podrapałaś ludzi, gdy cię od niego zabrali? No, teraz gdzie ta piosenka? Chcemy ją słyszeć.
— Jutro, dziadku! — prosiła dziewczyna. — Dzisiaj nie mogę.
— A to coś nowego! Nabierasz chimerów236, dziecko! To zły znak. Za to zabieram ci teraz Rucia. Nie zobaczysz go więcej; wyślę na koniec świata.
— Dwa razy jedna sztuka się nie udaje! — zaśmiał się chłopiec. — Ze mną by sobie dziad nie dał rady.
— Z człowiekiem bez woli można zrobić, co się chce! Jemu wszystko jedno! Dobranoc, Broniu!...
Stary pocałował ją w czoło i wyszedł. Hieronim wyciągnął dłoń. I on ją całował niegdyś, ale dziś zamiast w skroń, podniósł rączkę do ust. Wyrwała mu ją i spojrzała z wyrzutem, lecz nie przygarnęła się, jak niegdyś, do jego ramion — pożegnała chmurnym spojrzeniem.
Dawny stosunek ich był pochowany bezpowrotnie.
Nazajutrz rano Hieronim wyszedł do ogrodu. Przed nim mignął zielony parasol. Szanowna Adelgunda uprzedziła go. Teraz to go mało obchodziło.
Spojrzał w okna lewego skrzydła; były jeszcze zasłonięte, ruszył więc do grobowca.
Przez tę jedną noc stał się z niego inny człowiek. Dawny szalony Rucio zbudził się znów, z domieszką czegoś głębszego, poważniejszego w błyszczących oczach. Szedł lekko, wesoło, znikła chorobliwa bladość i zmęczenie; był wyświeżony, ogolony, ubrany elegancko, z kwiatkiem u surduta, z uśmiechem na ustach. I, rzecz dziwna, przez tę noc stracił też swój brak chęci do czegokolwiek.
O, teraz pragnął wielu rzeczy, pragnął gorąco, niecierpliwie, całą siłą duszy. Był zdrów nareszcie.
Ktoś go uprzedził i w odwiedzinach katakumb. Na progu spotkał się oko w oko z Bronią.
Powitali się rumieńcem i uśmiechem.
— Pani tak rano! — rzekł.
Owo „pani” urosło także przez tę jedną noc, nie wiadomo skąd.
— O, ze mnie ranny ptak! Oboje z dziadkiem wstaliśmy o świcie, on mnie przyprowadził tu i pojechał w pole do robót.
Hieronim dużo by dał za usłyszenie owej wczesnej rozmowy opiekuna z pupilką!
— Pani tu na długo? — spytał.
— Ja? Ile dziadek zechce. A pan?
— Tydzień. Czekają na mnie roboty.
— Tylko tydzień! — szepnęła smutno.
W tej chwili sylwetka Bazylego ukazała się na zakręcie, oznajmił śniadanie.
Hieronim napadł na niego z góry.
— Szpiegu! Zaprzedańcze! Toś ty donosił o wszystkim dziadkowi! Toś ty dręczył panienkę.
— Uchowaj Boże! Panienka mnie drapała i gryzła, sądny dzień miałem. Służyłem wiernie staremu panu; co kazał, robiłem. Wy go nie znacie, paniczu. On mi nie mówił, po co to lub owo każe robić, ale ja pojąłem. Chciał, żeby z panicza był człowiek, jakiego drugiego nie znaleźć na świecie, i zrobił. Oj, to wielki pan, rozumny! Prowadził was przez biedę i różne utrapienia, żeby wypróbować. Ot, i ma pociechę! A tamtemu sypali złoto i zmarniał! Kto chce duszę zgubić, niech się czepia pieniędzy.
— Tyś na to niełakomy, zdaje się?
— Ja? Ot, pieniądze kosztowały mnie oko, to dosyć! Nie cierpię ich za to.
— A to jakim sposobem? — zagadnęła dziewczyna. — Dziad zawsze cię drażni, żeś je postradał w przeprawie ze mną.
— Rodzony brat mi je wybił kamieniem w kłótni o dziesięć rubli! Warto było? A panicz niech do mnie złości nie ma. Pan każe, sługa musi!
— Ja dziś nawet bym do diabła złości mieć nie potrafił! — zaśmiał się chłopiec.
Śniadali we dwoje w wielkiej jadalni, potem dziewczyna wezwała go za sobą.
— Pokażę panu moją pracownię. Pamięta pan główkę Medora? Figurek nie zapomniałam lepić.
Pracownia to była urządzona z całym przepychem. Mnóstwo studiów, modeli, gipsów napełniało ją po brzegi. Zaprowadziła go do niewielkiej grupy z gliny, świeżo ukończonej.
— To moja pierwsza praca na wystawę — rzekła.
Grupa przedstawiała młodzieńca wyzwolonego, kruszącego w ręku laskę, godło niewoli. Ruch był śmiały i naturalny, postać gibka i wyniosła, szczęście promieniało z oblicza.
— Lubi pani sztukę? — spytał Hieronim.
— Ubóstwiam! W życiu kochałam tylko figurki swoje i...
Zająknęła się i urwała:
— I co? — spytał, obejmując ją spojrzeniem.
— Ej! Nie! Pomyliłam się! Widzi pan tę główkę dziada? Czy podobna?
— Figurki i kogo? — spytał powtórnie.
Podniosła na niego przelotnie oczy.
— Po co pan pyta, kiedy wie? — rzuciła z odbłyskiem dawnej dzikości.
Męczyła ją ta rozmowa widocznie. Nie umiała udawać.
— Znałem panią dzieckiem. Co mogę wiedzieć o dorosłej?
— A jednak ja wiem wszystko o panu! I pan kochał w życiu tylko matkę i...
— I panią! — rzekł. — Ot, jestem szczery!
Uśmiech szczęścia rozjaśnił chmurną twarzyczkę. Spojrzała mu w oczy tak cudnie, tak miłośnie, że ani się spostrzegł, jak po dawnemu wziął ją w ramiona i przycisnął do piersi.
— Figurki i mnie? — szepnął pochylony.
— A kogóż by innego? — mruknęła niewyraźnie. — Ja nie zapominam nigdy.
— Dziękuję!
Usta chłopca znalazły koralowe wargi dziewczęcia i spoczęły na nich długo, gorąco.
Bronia po chwili podniosła głowę i spojrzała mu w oczy przejmująco.
— Niech pan pamięta, jak ja — szepnęła głucho — bo teraz już nie potrafię żyć bez pana. Wolę umrzeć.
— Jeśli dochowałem wiary dziecku, to teraz nie będę miał żadnej trudności i zasługi! — odparł wesoło, całując jej spuszczane powieki.
— Broniu, Broniu! — rozległ się w dalszych pokojach głos dziada Polikarpa.
Dziewczyna spojrzała żałośnie na ukochanego i wyrwała mu się z objęć.
— Słucham! — zawołała, wybiegając na spotkanie.
— Czy nie wiesz, gdzie się schował Hieronim? — pytał dziad.
— Jest tutaj. Pokazywałam mu pracownię.
— To jednak dziwne, żeby się przy artystycznych odwiedzinach tak zgrzać okropnie. Czerwonaś jak upiór! Myślałem, że co najmniej tańczyliście trzy godziny mazura.
Hieronim parsknął śmiechem.
— Mogę zaręczyć, żeśmy nie pokazywali żadnych sztuk choreograficznych! — zawołał zza pleców Broni.
— Coście robili zatem?
— Kochaliśmy się, dziadku! — zaśmiał się chłopiec, cały promieniejąc szczęściem.
— W to wierzę. To wam z oczu patrzy. Bronia od wczoraj nauczyła się kłamać. To smutny nabytek! No, nie licz kwadratów posadzki, dziewczyno! Nie marnuj chwil szczęścia! Ono się wam obojgu całe, wielkie należy. Nie rozrzuciliście go po świecie, jesteście warci dobrej doli.
Oboje pochylili się do jego rąk. Objął dwie młode głowy i przycisnął je do piersi.
— Słuchajcie mnie! — rzekł. — Byłem suchy jak próchno, to dziecko nauczyło mnie kochać. Pogardzałem ludźmi, nie cierpiałem ich. Ten chłopiec wrócił mi wiarę w szlachetność i dobroć. Przeprowadziłem go przez piekło życia, wyszedł z niego czysty jak złoto. Weź go sobie, Broniu, on cię potrafi uszczęśliwić. A ty, chłopcze, byłeś wzorowym synem, bratem, przyjacielem — wszystkich. Bądź mi teraz wnukiem i podporą, a ją kochaj i szanuj. To nie petersburska studentka. No, a teraz powiem wam naukę na przyszłość. Jeśli będziecie wychowywać ludzi, bierzcie lepiej dziewczęta. To wynik mego doświadczenia.
— A chłopcom nie dawajcie pieniędzy! — dopowiedział wesoło Hieronim.
— A prawda! Przypomniałeś mi, z czym szedłem do ciebie. Masz, czytaj!
Starzec podał mu gazetę. W rubryce faits divers237 paryskiego „Figara”238 Hieronim przeczytał:
„Wczoraj w klubie X zdarzył się tragiczny wypadek. Podczas gry w baccarat239 wynikła sprzeczka, wskutek której jeden z grających wystrzałem z rewolweru zabił na miejscu przeciwnika, któremu dowiedziono oszustwo. Zabójcą był książę O., zabitym Albert B., przybyły od niedawna do Paryża. Śledztwo się toczy”.
— Jakie życie, taka śmierć! — rzekł ponuro Hieronim, opuszczając gazetę.
— Kosztował mnie dwa miliony rubli. Mogę ci pokazać rachunki — dodał stary.
— Wielkopolski patron nie dodał mu wielu cnót, a miliony nie dały szczęścia. Szkoda Wojtaszka.
— Bardzo mała! Nie sfałszuje nic więcej. Niech go tam sobie chowają. Ten kochany książę O. godzien orderu. Oczyścił świat z jednego zbrodniarza. Dosyć o nim. Nie wart wzmianki. Chodźcie, dzieci, do salonu. Bronia nam dokończy piosenki. Jest tu jeszcze list do ciebie. Naczelnik widocznie nie może istnieć bez twojej obecności. Dziś ci pozwalam odpisać! Spokojny jestem, że nie zdezerterujesz! Piosenki, Broniu!
Dziewczyna siadła do fortepianu i, zapatrzona marzycielsko przed siebie, snuła melodię:
A gdy będziesz kuł z granitu
Posąg bohatera,
Aby stworzyć cel zachwytu,
Który nie umiera,
Nie kładź laurów mu na skronie,
Nie dawaj mu gromów w dłonie,
Nie staraj się, żeby głazy
Były śnieżne i bez skazy,
Bo te ludzi nie poruszą,
Lecz pierś natchnij wielką duszą!
Natchnij duszą!...
Przy końcowych wierszach oczy jej przeszły na Hieronima, pełne gorących blasków i zachwytu.
Śpiewała o nim i dla niego z serca.
A naczelnik wyglądał z dnia na dzień przybycia swego socjusza240; zamiast niego przyszedł nareszcie list następującej treści:
„Szanowny Panie! Nie mogę Panu służyć, bo dziś wyszły moje pierwsze zapowiedzi241. Zresztą nie mógłbym być teraz użyteczny, bo zapomniałem nie tylko matematyki, ale nawet prostego dodawania. Smutne to byłyby mosty, budowane przez zakochanego, i to szalenie! Popsułbym sobie reputację i stracił pańskie zaufanie, które cenię nade wszystko.
Za miesiąc wyjeżdżam z żoną na zimę do Włoch. Jeżeli kiedy oprzytomnieję z miłości, a żona zechce, to stanę na usługi pana. Sądzę jednak, że to dalekie czasy”.
— I ja tak sądzę! — mruknął naczelnik, rzucając ze złością list na stół. — On co robi, to robi dobrze i wytrwale! Jak kocha, to kocha. Już ja go nie zobaczę! Biedne moje mosty!...
Przypisy:
1. burka — dawne wierzchnie okrycie z grubej tkaniny, rodzaj obszernej peleryny z kapturem, zwykle używanej podczas podróży. [przypis edytorski]
2. płowy — żółtawy o szarym odcieniu. [przypis edytorski]
3. Olimp — najwyższy masyw górski w Grecji; w mit. gr. siedziba najważniejszych bogów. [przypis edytorski]
4. Walhalla (mit. germ.) — zaświaty, kraina wiecznego szczęścia; zamek najwyższego boga germ. Odyna, w którym gości on poległych chwalebnie na polu bitwy wojowników. Tu użyte błędnie jako siedziba bogów, Asgard. [przypis edytorski]
5. alkierz — osobna izba w rogu budynku; w domach mieszkalnych używana często jako sypialnia. [przypis edytorski]
6. ciekawym — skrócenie: ciekawy [jeste]m. [przypis edytorski]
7. Hiob — bohater biblijnej Księgi Hioba, ciężko doświadczony na skutek zakładu między Bogiem a diabłem zawartego w celu wypróbowania jego wiary. Skutkiem zakładu było zesłanie na Hioba trądu, śmierć jego rodziny i pozbawienie go bogactwa. Mimo namów przyjaciół, nie zwątpił w Boga, za co został nagrodzony późniejszym zdrowiem, nowymi dziećmi i ponownym bogactwem. [przypis edytorski]
8. wniwecz (daw.) — w nicość, doszczętnie, całkiem. [przypis edytorski]
9. juści (daw., gw.) — pewnie, oczywiście. [przypis edytorski]
10. Dlategom nierad — skrócone: dlatego [jeste]m nierad (niezadowolony). [przypis edytorski]
11. zatrata (daw.) — zatracenie, zguba. [przypis edytorski]
12. Dajże pokój — dziś: dajże spokój. [przypis edytorski]
13. nikczemny (daw.) — mało warty, marny, mizerny. [przypis edytorski]
14. fircyk — lekkoduch, modniś, elegant. [przypis edytorski]
15. durzyć głowę (komuś) (daw.) — zawracać głowę. [przypis edytorski]
16. salve (łac.) — witaj. [przypis edytorski]
17. pierwej (daw.) — najpierw. [przypis edytorski]
18. rak, co to chodził po drożdże — w ludowej opowiastce rak został posłany po drożdże do ciasta na nadchodzące święta Bożego Narodzenia. Zanim dotarł do sklepiku i wrócił, była już Wielka Sobota, dzień przed Wielkanocą. Kiedy gospodyni zaczęła mu wytykać powolność, rak potknął się na progu i stłukł niesione naczynie z drożdżami. [przypis edytorski]
19. ozwać się (daw., gw.) — odezwać się. [przypis edytorski]
20. zagrać „Tadeusza” — zagrać pieśń o św. Judzie Tadeuszu, orędowniku w sprawach beznadziejnych. Śpiewali ją żebracy, stąd śpiewać a. grać Tadeusza oznaczało wpaść w nędzę, pójść z torbami. [przypis edytorski]
21. Przypomniała babka dziewic wieczór — przysł. litewskie. [przypis edytorski]
22. facecja (daw.) — żart, dowcip. [przypis edytorski]
23. najady (mit. gr.) — nimfy wodne, opiekunki strumyków, jezior i źródeł. [przypis edytorski]
24. swawolnik (daw.) — psotnik, figlarz, wesołek. [przypis edytorski]
25. Newa — rzeka w Rosji, wypływająca z jeziora Ładoga i uchodząca do Zatoki Fińskiej w Sankt Petersburgu. [przypis edytorski]
26. Kronsztad — ufortyfikowany ros. port morski na wyspie Kotlin w Zatoce Fińskiej, położony ok. 30 km na zach. od Petersburga; wyspę Kotlin od płd. brzegu zatoki dzieli ok. 10 km. [przypis edytorski]
27. rozpaczny (daw.) — dziś: rozpaczliwy. [przypis edytorski]
28. szynkować (daw.) — sprzedawać trunki w szynku; kupczyć; tu przen.: traktować. [przypis edytorski]
29. bałwan — tu: fala. [przypis edytorski]
30. szczap — dziś popr.: szczapa, kawałek odłupanego drewna. [przypis edytorski]
31. dyszkant — wysoki, piskliwy głos. [przypis edytorski]
32. indemnizacja (praw.) — odszkodowanie, wynagrodzenie szkód. [przypis edytorski]
33. pawi głos — taki, jak wydawany przez pawie: wysoki, przenikliwy. [przypis edytorski]
34. interpelować — składać oficjalne zapytanie w sprawach urzędowych; tu żart.: pytać. [przypis edytorski]
35. mantelzak (z niem.) — tobołek podróżny, zawiniątko. [przypis edytorski]
36. starka — odmiana wódki poddawanej leżakowaniu. [przypis edytorski]
37. rżnięta flaszka — butelka z rżniętego szkła. [przypis edytorski]
38. Ledwiem ją oderwał — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: ledwie ją oderwałem. [przypis edytorski]
39. onegdaj (daw.) — przedwczoraj; także: kiedyś. [przypis edytorski]
40. burka — dawne wierzchnie okrycie w formie peleryny z kapturem, zwykle używane podczas podróży. [przypis edytorski]
41. rzesza — tu: gromada ludzi. [przypis edytorski]
42. szkarlatyna — płonica, ostra choroba zakaźna wieku dziecięcego, której towarzyszy czerwona drobna wysypka na całym ciele. Przed 2 poł. XX w. szkarlatyna była najczęstszą chorobą wieku dziecięcego o bardzo ciężkim przebiegu, jej śmiertelność wynosiła 25%. [przypis edytorski]
43. subordynacja — podporządkowanie, karność, posłuszeństwo. [przypis edytorski]
44. gotówem — skrócenie od: gotów [jeste]m. [przypis edytorski]
45. komora (daw.) — izba, pokój; także: pomieszczenie przeznaczone do przechowywania rzeczy. [przypis edytorski]
46. impertynencko — arogancko, obraźliwie. [przypis edytorski]
47. ambarasować (daw.) — niepokoić, kłopotać, fatygować. [przypis edytorski]
48. Małom jej słuchał — przykład konstrukcji z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: mało jej słuchałem. [przypis edytorski]
49. Mozyrskie — rejon położonego nad Prypecią miasta Mozyrz w ob. Białorusi; w czasach caratu: powiat mozyrski w guberni mińskiej. [przypis edytorski]
50. firma — przen.: nazwisko osoby mającej ustaloną reputację, dobrą sławę w jakiejś dziedzinie; tu: użyczanie swojego autorytetu dla czyjejś sprawy, firmowanie. [przypis edytorski]
51. kursy — tu: wykłady na uczelni. [przypis edytorski]
52. Olgierd (ok. 1296–1377) — syn Giedymina, wielki książę litewski, ojciec Władysława Jagiełły; wspólnie ze swoim bratem Kiejstutem zbudował potęgę Wielkiego Księstwa Litewskiego, poszerzając jego terytoria, kosztem państwa moskiewskiego i Złotej Ordy, daleko na wschód i południe. [przypis edytorski]
53. ekonomować (daw.) — pracować jako ekonom, nadzorca prac rolnych w majątku ziemskim. [przypis edytorski]
54. drumlić (żart.) — grać (na instrumencie muz.); od drumla: prosty, niewielki ludowy instrument muzyczny, zbudowany z ruchomej podłużnej blaszki ujętej obejmą; grający zwykle wkłada nieruchomą obejmę do ust, językiem wprawiając w drgania blaszkę, przy czym jama ustna pełni rolę pudła rezonansowego. [przypis edytorski]
55. asygnata (daw.) — pieniądz papierowy; banknot. [przypis edytorski]
56. towarzyszów — dziś popr. forma B. lm: towarzyszy. [przypis edytorski]
57. Ksantypa — żona Sokratesa, której późniejsze źródła przypisywały nieznośny charakter; pot.: zrzędliwa, kłótliwa kobieta. [przypis edytorski]
58. Ledwiem dał rady! — dziś z B. lp: ledwie dałem radę. [przypis edytorski]
59. amatorstwo — tu: upodobanie, zamiłowanie do czegoś. [przypis edytorski]
60. gorączka — przen.: popędliwość. [przypis edytorski]
61. Chimera (mit. gr.) — ziejący ogniem potwór z głową lwa, ciałem kozy i ogonem węża; tu przen.: coś nierealnego, istniejącego tylko w marzeniach. [przypis edytorski]
62. racja — tu: powód. [przypis edytorski]
63. błaźnica (daw., reg.) — pieszczotliwie: młódka, panienka. [przypis edytorski]
64. tiurma (ros.) — więzienie. [przypis edytorski]
65. popas (daw.) — postój w czasie podróży w celu nakarmienia koni i odpoczynku. [przypis edytorski]
66. patent na wódkę (daw.) — pisemne zezwolenie na sprzedaż alkoholu, dziś nazywane koncesją. [przypis edytorski]
67. fleta — dziś popr. D. lp: fletu. [przypis edytorski]
68. kum — ojciec chrzestny. [przypis edytorski]
69. Biruta — żeńskie imię pochodzenia litewskiego, noszone m.in. przez matkę wielkiego księcia litewskiego Witolda, stryjecznego brata Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]
70. publika — daw.: dobro powszechne, sprawy publiczne; zgromadzenie publiczne, publiczność. [przypis edytorski]
71. pamiętny — tu daw.: pamiętający. [przypis edytorski]
72. Prypeć — rzeka na Ukrainie i Białorusi, prawy dopływ Dniepru. [przypis edytorski]
73. apopleksja — wylew krwi do mózgu. [przypis edytorski]
74. odezwa (daw.) — odezwanie się, wypowiedź ustna lub pisemna. [przypis edytorski]
75. przysięgłem — dziś popr. forma: przysiągłem. [przypis edytorski]
76. patent — tu daw.: świadectwo maturalne. [przypis edytorski]
77. marka (daw.) — znaczek pocztowy. [przypis edytorski]
78. Mane, Tekel, Fares — słowa, które według opowieści biblijnej z Ks. Daniela (5,25) wypisała tajemnicza ręka na ścianie pałacu w Babilonie podczas uczty króla Baltazara. Znaczenie napisu: „policzono, zważono, rozproszono” (w jęz. hebr., aramejskim a. chaldejskim) zostało odczytane jako przepowiednia upadku państwa, który miał stanowić karę za grzechy Babilonu. [przypis edytorski]
79. satrapa — namiestnik prowincji (satrapii) w starożytnej Persji, który posiadał uprawnienia administracyjne, sądowe i wojskowe; synonim tyrana. [przypis edytorski]
80. Kastor i Polluks (mit. gr.) — bliźniacy, synowie Zeusa i Ledy, bracia Heleny. [przypis edytorski]
81. Dulska — niezamierzona zbieżność z nazwiskiem bohaterki dramatu Gabrieli Zapolskiej Moralność pani Dulskiej, który powstał niemal 20 lat później. [przypis edytorski]
82. wydawać lekcję (daw.) — recytować przed kimś zadany materiał lekcyjny; por. wydawać głos. [przypis edytorski]
83. biskup męczennik — tu: św. Wojciech Sławnikowic (ok. 956–997), czeski duchowny zabity przez Prusów. Podczas bierzmowania, na cześć swego mentora, arcybiskupa Magdeburga, przyjął imię Adalbert, pod którym jest znany na Zachodzie. Imię Albert powstało jako skrócona forma imienia Adalbert i bywa z nim utożsamiane. [przypis edytorski]
84. paltot (z fr., przestarz.) — palto. [przypis edytorski]
85. melodrama (daw.) — dziś popr.: melodramat, utwór dramatyczny z wątkiem miłosnym, nasycony sentymentalizmem; przen.: zachowanie przesadnie wyrażające emocje, egzaltowane. [przypis edytorski]
86. servus (łac.: sługa) — tu daw. pot.: cześć, witam (skrót od daw. zwrotu grzecznościowego: „jestem pańskim uniżonym sługą”). [przypis edytorski]
87. bez rachunku (daw.) — bez przemyślenia. [przypis edytorski]
88. Sameś nie wiedział — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: sam nie wiedziałeś. [przypis edytorski]
89. kobierzec — ozdobna jednostronna tkanina, służąca do przykrywania podłogi lub powieszenia na ścianie. [przypis edytorski]
90. hardo — dumnie, wyniośle. [przypis edytorski]
91. mars — surowy wyraz twarzy; od imienia Marsa, rzym. boga wojny. [przypis edytorski]
92. lulka (daw.) — fajka. [przypis edytorski]
93. nie więcej mili — dziś: nie więcej niż mila. [przypis edytorski]
94. szynkowa gościna — gościna w szynku. [przypis edytorski]
95. sierdityj pan (ros.) — srogi pan. [przypis edytorski]
96. swojak — krewny; mieszkaniec tej samej wsi, tych samych okolic. [przypis edytorski]
97. wysada (daw.) — szereg drzew wysadzonych wzdłuż czegoś. [przypis edytorski]
98. szpaler — dwa równolegle ułożone szeregi, rzadziej pojedynczy szereg; tu: szpaler drzew lub krzewów tworzących aleję ogrodową. [przypis edytorski]
99. krypta — sklepiona podziemna komora grobowa a. pomieszczenie w podziemiach kościoła przeznaczone do pochówku znamienitych zmarłych, czasem też do przechowywania relikwii świętych. [przypis edytorski]
100. samodziałowy — wykonany z grubego płótna wyprodukowanego na ręcznym warsztacie. [przypis edytorski]
101. jałowicze — wykonane ze skóry jałowicy (jałówki), młodej krowy, która jeszcze nie miała potomstwa. [przypis edytorski]
102. katakumba — tu: grobowiec; dziś katakumby: system połączonych ze sobą podziemnych korytarzy z wnękami lub komorami grobowymi, pełniący funkcję cmentarza. [przypis edytorski]
103. znaleźć coś jakimś (daw.) — uznać coś za jakieś; ocenić jako. [przypis edytorski]
104. Wolnym — skrócenie od: wolny jestem. [przypis edytorski]
105. kurs (daw.) — rok nauki w szkole wyższej; kursy: studia. [przypis edytorski]
106. protoplasta — założyciel rodu; tu ogólnie: przodek. [przypis edytorski]
107. mahoń — cenione czerwonobrunatne, twarde drewno tropikalnego mahoniowca, pochodzącego z Ameryki Śr. i basenu M. Karaibskiego. [przypis edytorski]
108. o wstawienie się do mnie — dziś: o wstawienie się u mnie (za nim). [przypis edytorski]
109. Nie darowywam (daw.) — dziś popr.: nie darowuję. [przypis edytorski]
110. rad (daw.) — zadowolony; chętny, przychylny. [przypis edytorski]
111. rezon (z fr.) — pewność siebie, śmiałość. [przypis edytorski]
112. defektowy (daw.) — mający defekt, usterkę. [przypis edytorski]
113. Arka Przymierza — obita złotem skrzynia, która stanowiła najważniejszy przedmiot w kulcie religijnym staroż. Izraelitów; przechowywano w niej kamienne tablice z przykazaniami, otrzymane przez Mojżesza na górze Synaj. [przypis edytorski]
114. patriarcha — głowa rodu; w Biblii: jeden z legendarnych przodków Izraela, np. Abraham, Izaak, Jakub. [przypis edytorski]
115. nieprodukcyjny (daw.) — bezproduktywny, nie przynoszący korzyści. [przypis edytorski]
116. masztalerz — starszy stajenny mający w dworskich stajniach nadzór nad służbą i końmi. [przypis edytorski]
117. nadleśny (daw.) — dziś popr.: nadleśniczy, starszy leśniczy. [przypis edytorski]
118. wawelowy — dziś popr.: wawelski. [przypis edytorski]
119. napędzać — tu: popędzać, przynaglać. [przypis edytorski]
120. podobnież — tu: podobnie (tj. również lakonicznie). [przypis edytorski]
121. nad wieczór (daw.) — dziś: pod wieczór. [przypis edytorski]
122. wybić — tu: sprawić lanie, zbić. [przypis edytorski]
123. rezonować — wypowiadać się z dużą pewnością siebie. [przypis edytorski]
124. in anima vili (łac.: na duszy lichej) — na lichej istocie, o doświadczeniach wykonywanych na zwierzętach. [przypis edytorski]
125. stać (daw.) — wystarczać. [przypis edytorski]
126. frasobliwie (daw., gw.) — martwiąc się. [przypis edytorski]
127. nieakuratność (daw.) — niepunktualność. [przypis edytorski]
128. falanga — w staroż. Grecji zwarty szyk ciężkozbrojnej piechoty; dziś przen.: zbity, zwarty szereg ludzi; tu: gromada. [przypis edytorski]
129. wpadłe oczy — dziś: zapadłe a. zapadnięte oczy. [przypis edytorski]
130. awizacja — awizo, pisemne powiadomienie o przesyłce pocztowej do odebrania. [przypis edytorski]
131. ni domu, ni łomu — wyrażenie przysłowiowe; łom (daw.): gruzowisko. [przypis edytorski]
132. samochcąc (daw.) — z własnej woli. [przypis edytorski]
133. tuman — kłąb czegoś sypkiego (np. płatów śniegowych) lub lotnego (pary wodnej) unoszący się w powietrzu i powodujący jego nieprzejrzystość. [przypis edytorski]
134. trzaska — mały, odłupany kawałek drewna, używany zazwyczaj na podpałkę. [przypis edytorski]
135. tetryk — człowiek zgorzkniały, zgryźliwy, zrzędliwy. [przypis edytorski]
136. sobole — tu: futro ze skórek soboli, zwierząt z rodziny łasicowatych o jedwabistej, gęstej sierści. [przypis edytorski]
137. Ostenda — miasto w płn.-zach. Belgii, nad M. Północnym; od XIX w., kiedy zaczęli spędzać w nim wakacje królowie belgijscy, stało się modnym kurortem. [przypis edytorski]
138. werniks — substancja na bazie żywicy, którą pokrywa się powierzchnię obrazów olejnych; tu przen.: połysk. [przypis edytorski]
139. Monte Carlo — dzielnica księstwa Monako, słynna z kasyna gry (zał. 1863). [przypis edytorski]
140. Eden (hebr.) — biblijny rajski ogród, miejsce pierwotnej szczęśliwości. [przypis edytorski]
141. umizgać się a. umizgiwać się — nadskakiwać komuś, przymilać się; zalecać się. [przypis edytorski]
142. dać kominka (daw. reg.) — dać nogę, uciec. [przypis edytorski]
143. karować (daw.) — karać (w formie wyrażającej powtarzalność). [przypis edytorski]
144. idèe fixe (fr.) — powracająca, natrętna myśl; obsesja. [przypis edytorski]
145. konsumcja a. konsumpcja (daw. med.) — choroba stopniowo trawiąca, wyniszczająca organizm; suchoty, gruźlica płuc. [przypis edytorski]
146. á propos (fr.) — przy sposobności, w związku z tematem. [przypis edytorski]
147. nie formalizuj się — nie baw się w formalności, nie przejmuj się konwenansami. [przypis edytorski]
148. Don Juan — postać literacka będąca uosobieniem kochanka; bohater sztuki Tirso de Moliny Zwodziciel z Sewilli i kamienny gość (1630), następnie dramatu Moliera (Don Juan, 1665), opery Mozarta (Don Juan, 1788) i poematu dygresyjnego Georga Byrona (Don Juan 1818); pot. uwodziciel, entuzjasta przygód miłosnych. [przypis edytorski]
149. kuplet — żartobliwa, satyryczna piosenka o budowie zwrotkowej z wyrazistym refrenem, występująca jako element wodewilu i operetki a. samodzielna forma kabaretowa. [przypis edytorski]
150. binokle — rodzaj okularów bez uchwytów, mocowanych na nosie z pomocą sprężynki. [przypis edytorski]
151. Servus! (łac.: sługa) — tu daw. pot.: cześć, witam (skrót od daw. zwrotu grzecznościowego: „jestem pańskim uniżonym sługą”). [przypis edytorski]
152. nie stało (daw.) — zabrakło. [przypis edytorski]
153. pozór (daw.) — wygląd zewnętrzny. [przypis edytorski]
154. restaurować (daw.) — odnawiać; dziś tylko w odniesieniu do zabytków a. dzieł sztuki. [przypis edytorski]
155. Tableau! (fr.: obraz) — co za scena! [przypis edytorski]
156. poncz — gorący napój alkoholowy na bazie herbaty i rumu. [przypis edytorski]
157. Savonarola, Girolamo (1452–1498) — florencki kaznodzieja dominikański, reformator religijno-polityczny; zdobył popularność gwałtownymi kazaniami potępiającymi zepsucie świeckich i duchowieństwa, nawołującymi do pokuty, porzucenia bogactw i surowego, skromnego życia; szczególne poparcie zyskał wśród pobożnych kobiet, wrażliwie reagujących na jego wystąpienia; w 1494 stał się głową republiki Florencji, doprowadzając do zmiany obyczajów w mieście; w 1495 ogłoszony przez papieża fałszywym prorokiem z zakazem prowadzenia kazań, w 1497 ekskomunikowany, zaczął występować przeciwko władzy papieża; podczas rozruchów w 1498 ujęty, uwięziony jako heretyk i spalony na stosie. [przypis edytorski]
158. Vederemo! (wł.) — zobaczymy. [przypis edytorski]
159. parol zagiąć na kogoś — upatrzyć sobie kogoś, uwziąć się na kogoś. [przypis edytorski]
160. noclegować (daw.) — nocować. [przypis edytorski]
161. święty imiennik — święty Hieronim ze Strydonu (ok. 347–420), chrześcijański apologeta i teolog, jeden z Doktorów Kościoła; jego przekład Biblii na łacinę, znany jako Wulgata, stał się podstawowym tekstem Biblii w Kościele zachodnim, a od 1545 oficjalnym tekstem Biblii w Kościele rzymskokatolickim; Hieronim słynął z gorliwego praktykowania i propagowania ascetycznego trybu życia. [przypis edytorski]
162. samum a. chamsin — gwałtowny, gorący i suchy wiatr pustynny wiejący w północnej Afryce i na Półwyspie Arabskim, pojawiający się najczęściej od kwietnia do czerwca; jego porywy wywołują burze piaskowe i pyłowe. [przypis edytorski]
163. Minerwa (mit. rzym.) — bogini mądrości, opiekunka rzemiosła, sztuki i literatury; odpowiednik greckiej Ateny, córki Zeusa, zrodzonej z jego głowy. [przypis edytorski]
164. gawędka — dziś: pogawędka. [przypis edytorski]
165. cypryjska bogini — Afrodyta, gr. bogini miłości, urodzona z morskiej piany u wybrzeży Cypru. [przypis edytorski]
166. jednokonka — powóz zaprzężony w jednego konia. [przypis edytorski]
167. Romulus nie miałby (...) kłopotu z Sabinkami — wg rzymskiej legendy w nowo założonej przez Romulusa i jego towarzyszy osadzie Rzym brakowało kobiet. Szukając żon, Rzymianie zwrócili się z prośbą do sąsiedniego plemienia Sabinów, jednak spotkali się z odmową. Zorganizowali więc święto ku czci Neptuna, na które zaproszono mieszkańców okolic. Podczas święta na umówiony sygnał porwano panny sabińskie, które wkrótce wydano za mąż za Rzymian. Stało się to przyczyną wojny, przerwanej na prośbę porwanych kobiet. [przypis edytorski]
168. pyszny — tu: wspaniały, wyśmienity, świetny. [przypis edytorski]
169. wolnieć (daw.) — zwalniać, zmniejszać prędkość. [przypis edytorski]
170. uszak (daw.) — rama drzwi a. okien; futryna. [przypis edytorski]
171. legat — zapis testamentowy. [przypis edytorski]
172. zydel (daw.) — prosty, drewniany stołek. [przypis edytorski]
173. absurdum (łac.) — absurd, bezsens. [przypis edytorski]
174. kupić się (daw.) — skupiać się, gromadzić się. [przypis edytorski]
175. Rubikon — rzeka w płn. Włoszech w czasach republiki rzymskiej stanowiąca granicę pomiędzy leżącą na płn. Galią Przedalpejską a położoną na płd. Italią, do której wodzom rzym. nie wolno było wkraczać z armią. Zakaz, chroniący republikę przez zamachem stanu, został złamany w r. 49 p.n.e. przez Juliusza Cezara, który przekroczył Rubikon ze swoim legionem, rozpoczynając w ten sposób wojnę domową. „Przekroczenie Rubikonu” oznacza wykonanie przełomowego kroku, którego skutków nie da się cofnąć. [przypis edytorski]
176. wieczornice z Łysej Góry — zloty czarownic i demonów, jakie wg legend odbywały się nocą na szczycie Łysej Góry w Górach Świętokrzyskich. [przypis edytorski]
177. czarna polewka — czernina, zupa z krwi zwierzęcej, podana do stołu mężczyźnie starającemu się o rękę panny oznaczała odmowę; dziś przen. [przypis edytorski]
178. dobić się (czegoś) — pokonując trudności dotrzeć do jakiegoś celu, osiągnąć coś. [przypis edytorski]
179. bąk błotny, właśc. bąk zwyczajny — duży ptak wodny z rodziny czaplowatych; w okresie godowym samce wydają niski głos, przypominający ryk krowy. [przypis edytorski]
180. basetla — polski ludowy instrument smyczkowy o niskiej skali, kształtem przypominający wiolonczelę. [przypis edytorski]
181. Hej, użyjmy żywota... — Pieśń filaretów Adama Mickiewicza. [przypis edytorski]
182. snadź (daw.) — widocznie. [przypis edytorski]
183. weksel — dokument stanowiący pisemne zobowiązanie wystawcy do zapłacenia określonej osobie (lub okazicielowi) określonej sumy w oznaczonym terminie; używany m.in. jako zabezpieczenie zobowiązań pieniężnych, zamiast natychmiastowej zapłaty za towar lub usługę. [przypis edytorski]
184. stemplowy papier — specjalny papier z odciśniętym podczas produkcji stemplem rządowym, służący do sporządzania na nim dokumentów cywilnych; później zastąpiony znaczkami opłaty skarbowej, kupowanymi i przyklejanymi na dokumencie (tu: na wekslu) oraz, jak obecnie, regulowaniem odpowiedniej opłaty przelewem lub gotówką w kasie urzędu. [przypis edytorski]
185. drezyna — mały pojazd szynowy, używany przy robotach torowych. [przypis edytorski]
186. pryncypał (daw.) — zwierzchnik, przełożony. [przypis edytorski]
187. bezprzytomnie — dziś: nieprzytomnie. [przypis edytorski]
188. plwać (daw.) — pluć. [przypis edytorski]
189. zwit — dziś: zwitek. [przypis edytorski]
190. pugilares (daw.) — portfel. [przypis edytorski]
191. szynel — mundurowy płaszcz wełniany, noszony przez wojskowych, policjantów oraz urzędników w Rosji w XIX i na pocz. XX w. [przypis edytorski]
192. Rotszyld — tu: przen.: bogacz; Rotszyldowie, właśc. Rothschildowie, to bogata i wpływowa rodzina niemieckich Żydów, zajmująca się bankowością i finansami, jedna z najbogatszych rodzin na świecie. [przypis edytorski]
193. kufa — duża, drewniana beczka. [przypis edytorski]
194. fizjonomia (daw.) — twarz. [przypis edytorski]
195. obstalować (daw.) — zamówić, zlecić wykonanie czegoś. [przypis edytorski]
196. rewizja — tu: kontrola. [przypis edytorski]
197. konsyliarz (daw.) — członek rady, doradca (por. konsylium); lekarz, doktor. [przypis edytorski]
198. symptomat (daw.) — symptom, objaw. [przypis edytorski]
199. galonik inżynierski — w carskiej Rosji inżynierowie nosili mundury zdobione galonami. [przypis edytorski]
200. niewywczas — brak wypoczynku. [przypis edytorski]
201. corpus delicti (łac.) — dowód rzeczowy potwierdzający dokonanie przestępstwa. [przypis edytorski]
202. łokciowe litery — przen.: litery bardzo dużej wielkości, jak odmierzane łokciami (daw. miara długości, licząca ok. 55–60 cm). [przypis edytorski]
203. Nie klekoc — dziś popr.: nie klekocz. [przypis edytorski]
204. afekt — emocja, daw.: skłonność, sympatia, miłość; dziś popr. M. i B. lm: afekty. [przypis edytorski]
205. mamona — pieniądze. [przypis edytorski]
206. maić (daw.) — ozdabiać kwiatami. [przypis edytorski]
207. libacja — spotkanie towarzyskie, w trakcie którego spożywa się duże ilości alkoholu. [przypis edytorski]
208. premium (daw., z łac. praemium) — premia, nagroda. [przypis edytorski]
209. cyfra — tu: liczba, wielkość liczbowa, kwota. [przypis edytorski]
210. oblig (daw.) — zobowiązanie, zwłaszcza na piśmie. [przypis edytorski]
211. szmatek — tu: kawałek. [przypis edytorski]
212. wartoż — konstrukcja z partykułą -że, skróconą do -ż; znaczenie: czy warto. [przypis edytorski]
213. marzony — taki, o którym się marzy; dziś: wymarzony. [przypis edytorski]
214. srom (daw.) — wstyd, hańba. [przypis edytorski]
215. wnijście (daw.) — wejście. [przypis edytorski]
216. półimperiał — złota moneta carskiej Rosji, mająca wartość 5 rubli. [przypis edytorski]
217. unisono (muz., wł.: jednym dźwiękiem) — jednym głosem, w jednej tonacji; przen.: zgodnie. [przypis edytorski]
218. eskulap (żart.) — lekarz (od zlatynizowanej formy imienia gr. Asklepiosa, boga sztuki lekarskiej). [przypis edytorski]
219. kapryfolium — wiciokrzew; roślina pnąca, kwitnąca na biało lub różowo. [przypis edytorski]
220. krasny (daw.) — czerwony; barwny; ładny, piękny. [przypis edytorski]
221. dzieckiem bawił się — jako dziecko bawił się. [przypis edytorski]
222. liberia — rodzaj munduru noszonego przez służbę. [przypis edytorski]
223. sfinks (mit. gr.) — skrzydlaty potwór o głowie kobiety i tułowiu lwa, zadający zagadki i pożerający tych, co nie umieli na nie odpowiedzieć; symbol tajemniczości, przenośnie: zagadkowa istota. [przypis edytorski]
224. szczwany zając — tu: zaszczuwany zając, na którego polują psy myśliwskie. [przypis edytorski]
225. cztery tysiące (wychowanic) i święta Urszula z nimi — św. Urszula z Kolonii (IV a. V w.), legendarna rzymsko-brytyjska księżniczka, która wyruszywszy w podróż ze swoim orszakiem jedenastu tysięcy służek-dziewic, razem z nimi została zamordowana przez oblegających Kolonię Hunów. [przypis edytorski]
226. nieoględność na coś (daw.) — nieoglądanie się na coś, niezważanie na coś. [przypis edytorski]
227. vel (łac.) — lub; czyli. [przypis edytorski]
228. był się ulokował — przykład użycia czasu zaprzeszłego, wyrażającego czynność wcześniejszą niż inna, opisana czasem przeszłym; dziś: ulokował się. [przypis edytorski]
229. preludiować — neologizm od: grać preludium, krótką formę muzyczną lub wprowadzającą część do większej formy muzycznej. [przypis edytorski]
230. Cerber (mit. gr.) — trzygłowy pies, pilnujący wejścia do krainy zmarłych; tu przen.: groźny strażnik. [przypis edytorski]
231. samarska gubernia — gubernia imperium rosyjskiego ze stolicą w Samarze nad środkową Wołgą. Od 2 poł. XIX w. Samara dynamicznie się rozwijała, stając się gł. centrum handlowym i przemysłowym rejonu Wołgi oraz ważnym węzłem kolejowym. [przypis edytorski]
232. batyst — cienka tkanina z bawełny lub z lnu. [przypis edytorski]
233. portiera — zasłona z grubego, ciężkiego materiału, umieszczana przy drzwiach. [przypis edytorski]
234. ściągła twarz (daw.) — pociągła twarz, szczupła. [przypis edytorski]
235. zakład — tu: instytucja naukowa a. artystyczna. [przypis edytorski]
236. chimerów — dziś popr. r.ż., D. lm: chimer. [przypis edytorski]
237. faits divers (fr.) — fakty różne; określenie rubryki z drobnymi notatkami na temat niedawnych wydarzeń i wypadków. [przypis edytorski]
238. „Le Figaro” — fr. gazeta, założona w 1826 w Paryżu, od 1866 ukazująca się jako dziennik; ob. jeden z największych i najstarszy z dzienników francuskich. [przypis edytorski]
239. baccarat (fr.) — bakarat, hazardowa gra w karty. [przypis edytorski]
240. socjusz (daw., z łac. socius) — sprzymierzeniec, wspólnik, towarzysz. [przypis edytorski]
241. zapowiedzi — uroczyste ogłoszenie w kościele mającego się odbyć ślubu. [przypis edytorski]