Rozmowy rodzinne po latach

Tutaj wybuduję kort,

powiadomił ją,

ale na tyle głośno,

że słyszeli go wszyscy.

Południowe światło

przedarło się właśnie

przez mgłę, w której,

jak w dolinie,

tonęło miasto.

Samochody z ulicy

wprawiały szyby

w metaliczny dreszcz.

W kominku ogień

płonął przyjaźnie,

zaczerniając systematycznie

ochronne szkło.

Fasada i schody domu,

obserwowane z dołu,

istotnie prezentowały się

imponująco: ta kreska...

i włoski marmur

o niepowtarzalnej fakturze —

kazałem go sprowadzić

prosto z Palermo!

Na podjeździe, obok lipy,

jak zawstydzona dziewczynka

nie odrywająca wzroku

od sznurowadeł,

stała jodła mongolska.

Tutaj wybuduję kort —

chciał, aby to zdanie dotarło.

Oni jednak zapamiętają

nieokreślony gest matki.

Dłonie kreślące nad głową

znak kapitulacji.

Lub zgody.