Sonet po przerwie

Kontra słońca, kiedy banery klaszczą

niczym powieki PRZYJAZDY/ODJAZDY

w holu opustoszałego dworca.

Jakże zdumiewają dziś zdania ulic,

równoważniki przecznic!

Mężczyźni wylegli z bram —

armia niepewnych przecinków

w drodze pod „Biedronkę”.

Średniki kobiet chłoną chłód w cieniu akacji,

wesoło płyną kursywy witryn.

Mówi to ktoś ukryty w naparstku cienia.

Notował na kartoniku, ale przestał.

Szatynka nuci szanty, wiatr dmie w żagiel

jej prania, jakby chciał przestawić Główną.