41, 42. Następnego dnia

Porównywałem nowego ze starym; zupełnie jasne, że należą do tego samego gatunku. Zamierzałem jednego wypchać jako okaz do mojej kolekcji, ale ona, nie wiadomo dlaczego, nie chce się na to zgodzić. Przesądy! Musiałem wyrzec się tej myśli, chociaż wiem, że źle robię. Jeżeli zginę — będzie to dla nauki niepowetowana strata. Starszy jest o wiele spokojniejszy, gada i śmieje się, jak papuga. Najwidoczniej nauczył się tego od papugi; co prawda długi czas żyli razem, a przy tym on ma zdumiewające zdolności naśladowcze. A jednak zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że jest to odmiana papugi. Chociaż — cóż w tym dziwnego? Mógłbym się już z tym oswoić. Wszakże od pierwszego dnia, kiedy był jeszcze rybą, okazywało się zawsze, że jest zgoła czym innym, aniżeli przypuszczałem. Nowy jest teraz tak samo niekształtny, jak był z początku tamten. Ciało ma tak samo barwy surowego mięsa, a głowę tak samo brzydką — bez sierści. Ona nazywa go: Abel.