SCENA IV

Lanckor, Joyzella.

JOYZELLA

wstrząśnięta

Lanceorze!...

LANCEOR

Skądże przychodzisz, Joyzello?

JOYZELLA

Widziałam i słyszałam...

LANCEOR

A więc cóż? Cożeś widziała?... Spójrz dokoła siebie, nic tu nie widać... Laury kwitną, woda w cysternie drzemie, gołębie gruchają, nenufary się otwierają. Oto wszystko, co widzę, i wszystko, co ty możesz widzieć.

JOYZELLA

Czy ty ją kochasz?

LANCEOR

Kogo?

JOYZELLA

Tę, co właśnie stąd uciekła.

LANCEOR

Jakże mógłbym ją kochać? Nigdy jej nie widziałem. Ta kobieta była tutaj, przechodziłem przypadkiem... Wydaje okrzyk... Nadbiegam... Zdawało się, że mdleje, i w chwili, gdym wyciągał do niej rękę, daje mi pocałunek, który słyszałaś.

JOYZELLA

Czy to ty mówisz? Ty?

LANCEOR

Tak, spójrz na mnie: to właśnie ja. Zbliż się, dotknij, jeżeli wątpisz.

JOYZELLA

Próba była okropna... Ale to jest śmiertelne...

LANCEOR

Co?

JOYZELLA

Czy po raz pierwszy widziałeś tę kobietę?

LANCEOR

Po raz pierwszy.

JOYZELLA

Nie będę już o tym mówiła... Może zrozumiem. W każdym razie przebaczam!

LANCEOR

Nie masz nic do przebaczenia.

JOYZELLA

Co ty mówisz?

LANCEOR

Mówię, że niepotrzebne jest przebaczenie, którym mnie przygnębiasz, za błąd, którego nie popełniłem.

JOYZELLA

Którego nie popełniłeś?... Więc ja nie widziałam tego, com widziała, nie słyszałam tego, com słyszała?...

LANCEOR

Nie widziałaś, nie słyszałaś!

JOYZELLA

Lanceorze...

LANCEOR

Lanceorze, Lanceorze!... Gdybyś tak wołała na mnie przez tysiąc lat, nic nie zmieni się tam, gdzie nie było nic...

JOYZELLA

Nie wiem, co się dzieje ze szczęściem nas obojga... Ale patrz na mnie i dotknij moich rąk, abym wiedziała, gdzie jesteś... Przecież jeżeli tak mówisz, to nie ciebie widziałam w cudownym ogrodzie, gdziem swoją duszę oddała. Nie, jest coś, co igra z naszą mocą. Nie, to niepodobna, aby wszystko tak przepadło przez jedno słowo. Szukam, błądzę. Widziałam wówczas ciebie i całą prawdę, całą wiarę, jak widzi się nieraz morze pomiędzy drzewami!... Byłam pewna, wiedziałam... Miłość nie kłamała... teraz ona kłamie... Nie może być, aby wszystko miało runąć przez tak lub nie... Nie, nie, ja nie chcę!... Pójdź, jeszcze nie za późno, jeszcześmy nie utracili szczęścia. Jest w naszych rękach, które odpychają los... To, coś uczynił, jest może szaleństwem... Zapomniałam o tym, drwię z tego, nic nie widziałam, mówię ci... To nie istnieje: jednym słowem zacierasz to, co było... Wiesz równie dobrze, jak i ja, że miłość ma słowa, którym nic się nie opiera, i że największy błąd, wyznany w wiernym pocałunku, staje się prawdą piękniejszą niż niewinność... Powiedz mi to słowo, daj ten pocałunek; wyznaj prawdę, tę prawdę, którą widziałam, którą słyszałam, a wszystko na nowo będzie tak czyste jak było przedtem — i powtórnie odnajdę wszystko, coś mi dał.

LANCEOR

Powiedziałem, com powiedział; jeżeli mi nie wierzysz, odejdź, przeszkadzasz mi...

JOYZELLA

Spójrz na mnie... Ty ją kochasz, ponieważ tak kłamiesz...

LANCEOR

Nie, nie kocham nikogo, a ciebie mniej niż kogokolwiek...

JOYZELLA

Lanceorze, cóż zrobiłam?... Może bezwiednie...

LANCEOR

Nic, to nie to... Ale ja nie jestem tym, którym wierzyłaś, że jestem, i nie chcę nim być... Jestem podobny do wszystkich: chcę, abyś o tym wiedziała i abyś się pocieszyła... i niechaj wszystkie moje przysięgi rozwieją się na wietrze nowego marzenia, jak ten zeschły liść, który kruszę w dłoni... Ach, miłość kobiety!... Tym gorzej dla nich... Żyć będę jak inni w świecie bez wiary, gdzie się nikt nie kocha i gdzie wszystkie przysięgi ustępują przed pierwszą próbą... Ach, ty płaczesz... Tak, to było potrzebne, czekałem na to... Jesteś twarda, ja to wiem, i łzy twoje są rzadkie... Liczę je kropla po kropli... Tyś mnie nie kochała. Miłość, co tak się zjawia, na pierwsze zawołanie, nie jest tą miłością, na której można trwałe szczęście zbudować... W każdym razie nie jest tą, której oczekiwałem. A potem jeszcze łzy... zbyt późno popłynęły... Tyś mnie nie kochała, i ja cię nie kochałem... Inna by mi powiedziała... Inna by odgadła... Ale ty nie, nie, idź... Idźże sobie, powiadam!

JOYZELLA

oddala się w milczeniu, łkając. Zrobiwszy kilka kroków, odwraca się, waha, smutnie patrzy na Lanceora i znika, wołając cichym głosem:

Kocham cię!...

LANCEOR

zgnębiony, błędny, chwiejnie idzie oprzeć się o pień drzewa.

Cóżem uczynił?... Jestem posłuszny... Posłuszny czemu?... Nie wiem... Com powiedział?... To nie ja mówię... Utraciłem szczęście, teraźniejszość, przyszłość... Nie należę do siebie... Robię to, co mi jest nienawistne... Nie wiem, kim jestem... Joyzello, ach, moja Joyzello!...

Upada we łzach twarzą do ziemi.