SCENA III

Merlin, Lanceor, Ariella.

ARIELLA

Mistrzu, należy się śpieszyć, nową gotować zasadzkę.

MERLIN

Myślisz, że w nią wpadnie?

ARIELLA

Człowiek zawsze w nią wpada, gdy instynkt go prowadzi; ale zasłońmy mu rozum, zmieńmy jego charakter; będziemy mieli widok, co śmiech wywoła.

MERLIN

Ja się nie uśmiechnę, bo to widok smutny, i nie lubię patrzeć, gdy piękna i szlachetna miłość, miłość, która się uważa za wyrocznię jedyną, pryska za pierwszą próbą, w ramionach widma...

ARIELLA

Lanceor nie jest wolny, bo nie jest już sobą samym, i od godziny oddaję go na pastwę instynktu...

MERLIN

Powinien by go zwyciężyć.

ARIELLA

Mówisz tak, bo ci jestem uległa; ale przypomnij sobie te czasy, kiedy byłam mniej posłuszna.

MERLIN

Uważasz się za uległą, bo cię zwyciężyłem; ale nawet w światłości, w której cię potrafiłem wychować, pozostaje w tobie wiele cienia i spostrzegam w tobie coś okrutnego, co nazbyt urąga słabościom ludzkim.

ARIELLA

Słabości ludzkie często są konieczne do przeznaczeń życiowych...

MERLIN

Cóż się stanie, jeżeli ulegnie pokusie?...

ARIELLA

Ulegnie, to zapisane... Idzie o to, czy miłość Joyzelli przeważy tę próbę.

MERLIN

A ty o tym nie wiesz?

ARIELLA

Nie wiem. Dusza jej nie całkiem się mieści w moim kole, zależy od pierwiastka, którego nie znam, który widzę tylko w niej, a który zmienia przyszłość... Starałam się ją poddać swej władzy, ale ona słucha mnie tylko w drobiazgach. Jednak czas działać. Idź, poszukaj Joyzelli, a mnie pozostaw syna. Idź, aby próba nie była chybiona. Ożywię go, odnowię i pogłębię, i bardziej jeszcze zaślepię upojenie, w którym go pogrążyłam, i stanę się widzialna jego oczom, aby okłamać jego pocałunki.

MERLIN

z uśmiechniętym wyrzutem

Ariello!

ARIELLA

Idź, pozwól mi działać!... Ty wiesz, że pocałunki, które się daje biednej Arielli, są jak muśnięcie skrzydła, co się zamyka nad wartką wodą...

Merlin odchodzi. Ariella idzie do marmurowej cysterny, tam, pół ukryta za gąszczem laurów, zwija skrzydła, które ją osłaniają, siada na stopniach darniowych koło cysterny i powoli rozpuszcza swe długie włosy. Tymczasowo Lanceor budzi się z wolna, po omacku.

LANCEOR

Gdzież to ja usnąłem? Nie wiem, co za trucizna weszła w moje serce... Już nie jestem ten sam, a rozum mój się obłąkał... Walczę przeciw upojeniu i nie wiem, dokąd idę...

ujrzawszy Ariellę

Ale cóż to za kobieta — tam — za gąszczem wawrzynów...

zbliża się i spogląda

Jest piękna... Jest półnaga, a nóżka jej zgięta niby kwiat przezorny, z lekka pluszcze się w wodzie, co się uśmiecha, okrążając ją pianką pereł... podnosi ramiona, aby związać włosy; światłość niebieska jaśnieje u jej ramion, jak woda promienista na skrzydłach z marmuru...

zbliża się jeszcze

Ona jest piękna! Muszę ją zobaczyć... Oto się odwraca, a jedna z jej nagich piersi — poprzez włosy — dodaje promienie do promieni, co ją ozłociły... Nasłuchuje, słyszy... jej oczy się rozszerzyły, rozmawiają z kwiatami. Spostrzegła mnie, kryje się, chce uciekać...

przeskakując przez gąszcz

Nie, nie, nie uciekaj ode mnie... Widziałem cię... Za późno...

porywa Ariellę w ramiona

Chcę znać imię tego czystego zjawiska, które w noc pogrąża wszystko, com kochał... Chcę wiedzieć też, jaki cień zbyt zazdrosny, jaka kryjówka zbyt głęboka taiła cudo, które mam w objęciu... Jakie drzewa, jakie groty, jakie wieże, jakie mury mogły dusić promienistość tego ciała, zapach tego życia, płomień tych oczu... Gdzie się kryłaś, ty, którą nawet ślepiec by odkrył bez trudu w ogromnym świętującym tłumie... Nie, nie odpychaj mnie! To nie namiętność, upojenie chwili; to wiecznotrwałe olśnienie miłości... Klęczę u twoich nóg, całuję je pokornie... Tobie jednej się oddaję... Twój jestem jedynie, twój! O nic cię nie błagam, tylko o jeden pocałunek twych ust, aby zapomnieć o wszystkim i zapieczętować przyszłość... Nakłoń swą głowę... Oto głowa się chyli, zgadza się na me błagania i przywołuje znak, którego nic już nie zmaże...

Całuje ją gorąco. Słychać okrzyk rozpaczy za gąszczem.

Co to?

Ariella, którą trzymał w objęciach, uchodzi i znika. Wchodzi Joyzella.