Marzenia
Chciałbym księżyca dosięgnąć rękami
i na nim usiąść jak w miękkim fotelu,
między gwiazdami pofikać nogami
i Mleczną Drogą gdzieś jechać bez celu.
Chciałbym, by kamień, który w ręce trzymam,
stał się potężnym jakimś Everestem
i abym po nim stopami olbrzyma
stąpał wyniośle z nonszalanckim gestem.
Łapałbym mocną dłonią samoloty,
armaty groźne wrzucałbym do morza,
a sam mieszkałbym w wielobarwnej grocie,
w której byłyby złotodajne złoża.
Chciałbym mieć chleba, wina pod dostatkiem,
a złoto ludziom ubogim rzucałbym
tak incognito, tak cicho, ukradkiem.
O Boże! Czego wszystkiego nie chciałbym.
Lecz jest złośliwy księżyc lodowaty
i nigdy gwiazd już nie osiągnę drżących,
samotny krążę po cierniach bez kwiatów
parą nóg słabych, upiornie błądzących.