SOS
Tytuł to banalny —
Na pewno myślicie? Katastrofa
wstrząsnęła całą Europą.
Eter przepełniony jest:
SOS — SOS
Wybuch min w Zatoce Hudson21!
Zaginął nowy Amundsen22!
SOS — SOS — SOS!
Nie, nie! Nic takiego nie było.
Byłaś tylko ty i byłem tylko ja,
i jeszcze coś było...
Aha!
Była miłość...
Widziałem cię na skrzyżowaniu ulic,
ja szedłem pieszo, bosy i obdarty,
a ciebie w lśniącej limuzynie jakiś pan tulił
i pieścił uparcie.
Łajdak! No i już!
Słuchaj! Przyszedł do mnie wczoraj stróż
i powiedział, że w alejach są wolne dla mnie ławki
i że na nich mogę spać.
O, jak ja się zacząłem śmiać,
ha, ha, pomyśl! Ja na ławce,
a ty tam, no... tam, u tego pana...
Wiesz, jednak to przyjemnie mieć nad głową kasztany...
Ot, żyję
i ty też żyjesz.
Przypominam sobie, noc po nocy, ciebie
i mrugają mi twoimi oczami gwiazdy na niebie.
Ja mam czasem oczy strasznie wilgotne...
Nie! Co myślisz? Broń Boże! Nie daj temu wiary!
Są... co prawda... wilgotne...
ale to z... kataru...
Śmieszny jest ten wiersz
i śmieszne jest życie i śmierć.
Wiesz?
Noc ma dziwne wonie,
tak dziwnie pachnie tobą uschła żerdź.
Wierz mi lub nie wierz,
ale jest mi tak... dobrze. Tylko że ktoś z nas tonie,
a nie wiem, kto bardziej, czy ty w złocie,
czy ja w tęsknocie.
Tonę. Pod parkanem skomli kopnięty pies...
Ot, tonę... I stąd ten głupi wiersz
i jeszcze głupszy tytuł: SOS.