Poezja jesienna

Bo cóż ja poradzę, że astry tęsknie na nas patrzą,

a werbel deszczu monotonny wiersze łzami znaczy.

Mam pisać o szczęściu, gdy liście drżą na mokrej ławie?

Nie mogę! Nie mogę śnić, bo życie płynie na jawie.

Dlatego smutne są moje dni i jesienne wiersze

jak tybetańskich, żółtych kapłanów modlitwy werset

i nie piszę dziś o słońcu w strofach sentymentalnych,

i dlatego świata i ludzi, i siebie tak żal mi...

Wiersz o jesiennej żałości

Lusi W.

Tak samo jęczał jak dziś smutny wiatr jesienny,

tak samo morze obłoków szumiało łzami

i dzień był taki jak dziś zgrzybiały i senny

i wieczór tak jak dziś przytulny jak aksamit.

Mrok w pokoju liliową togą się utulił —

pamiętasz? — Siedzieliśmy, wzrok kierując w niebo,

co modliło się deszczem na kamieniach ulic.

— Mówiłaś, że wiatr wraca z pięknego pogrzebu.

Jestem sam. Mgła liliowa całuje me wiersze

i w otchłań melancholii zamroczona prze się —

pamiętasz? — wtedy wiosna drżała w naszych piersiach.

...a dziś, w wieczór jesienny, płacze we mnie jesień.

Ballada o szwedzkiej dziewczynie

Myślami biegnę daleko, gdzie ty mieszkasz

w czystym miasteczku na półwyspie o kształcie pieska.

Masz blade czoło. Griegem23 ci gra śnieżna cisza.

A twój król, „mister G.”24, świetnie gra w tenisa.

Blady jest twój uśmiech jak więdnące astry,

spowita jasnym smutkiem, złotowłosa Astrid.

Tęsknisz może za mną lub za złotym słońcem,

co nas tak parzyło — pamiętasz? — na Południu gorącym.

Rozdzieliło nas morze. Mam w sobie jesień

i serce moje dziwną jakąś boleść niesie,

a u ciebie już zima. I jedziesz na nartach,

wysmukła Astrid!

Zapomniałaś. Zapewne kochasz się w jakimś chłopcu dystyngowanym.

Na oczach mam deszcz.

Z płaczących wichrem drzew spadają polskie kasztany.