Opowiem ci bajkę...

Noc mrokiem dyszy. Jest wonno i ciemno,

wiatr chmury rozpędza świszczącą nahajką.

Jesteśmy sami. Ja z tobą — ty ze mną.

Siądź sobie tu przy mnie, opowiem ci bajkę...

Masz ciepłe oczy, a twe złote włosy

z ciemnością się w szczęścia złożyły mozaikę.

Na drogach jęczą pogarbione brzozy.

Siądź sobie tu przy mnie, opowiem ci bajkę...

Było mi smutno, gdy odeszłaś sama,

i myśli krążyły jak szalone czajki.

A dziś tyś smutna. Czemu drżą kolana?

Patrz w ciemność i we mnie, opowiem ci bajkę:

Żył raz na świecie chłopczyna mizerny,

co pokochał dziewczę — niezapominajkę.

On jej był wierny, ona mu niewierna...

Dlaczego znów płaczesz, gdy gadam tę bajkę?

Wiersz o lęku wieczornym

Dziś już nawet wspomnień nie mamy.

W otchłań cichą pogrążył się wichrów dźwięk,

co tak pięknie grał między konarami.

Jest wieczór, jest mrok i niewytłumaczony lęk.

Smutno jest w noc bezgwiaździstą.

Coś nam brakuje, a nie wiemy co.

Mrok jest czarny i czysty,

niebo się nim otuliło jak szlafmycą.

Siedzimy w trwożnym, milczącym spokoju,

bojaźliwie się kokietują ogniki naszych papierosów

i nie wiem, co bardziej pachnie i niepokoi,

czy kora drzew bezlistnych, czy len twoich włosów.