Szczęście
Od tylu lat cię już szukam, a nigdzie znaleźć nie mogę,
nie wiem, gdzie jesteś i mieszkasz i kogo spytać o drogę.
Od tylu lat się wałęsam, wędrowiec szary i bosy,
i szukam ciebie wytrwale dzień po dniu i noc po nocy.
Odwiedzam zamki książęce i małe chaty ubogie,
od tylu lat cię już szukam i nigdzie znaleźć nie mogę.
Wiatr mnie wywraca słabego, śnieg zasypuje mi ślady,
a ja cię szukam i szukam, wiecznie spragniony i blady.
I nie wiem, kiedy cię znajdę i kiedy odpocznę drżący
u progu twojego domu, ja — człowiek wszechniewiedzący,
bo tyle lat cię już szukam, niebiosa pytam o drogę,
czołgam się, biegnę i błądzę, a nigdzie znaleźć nie mogę...
Elżbieta Bergner11
Wdarłem się z huczącego jak wieczny dynamit,
krwawego, cuchnącego jazzem zgiełku ulic
w ciemności melodyjnej przemiękki aksamit,
co upieścił mnie słowem i dźwiękiem przytulił.
Wprzągnięty w rydwan szumu i cieni już jadę
po smugach, wysyłanych z kabiny na ekran
ponad widzów głowami i blaskiem zwierciadeł.
Śpiewają mi kolory prozaicznych reklam.
Drgają ręce twe białe jak zefirów skrzydła —
osnuta melancholią, naiwna Ariano.
Aż chciałoby się czarne odegnać straszydła
i prozie szarych godzin powiedzieć: dobranoc!
Chciałoby się iść stale z tobą lub za tobą
po błyszczących asfaltach i chrzęszczących chrustach
i jak w boski talizman, przepiękną ozdobę
patrzeć, patrzeć i patrzeć w twe marzące usta.
Świat za ścianą kina mizdrzy się i łajdaczy.
A twoje piękne oczy goreją jak fosfor,
chciałoby się smucić i płakać twoim płaczem
lub cieszyć się twym szczęścia uśmiechem radosnym.