SCENA DZIEWIĄTA
JULIUSZ — LECHICKI — KWASKIEWICZ — GIĘTKOWSKI — ŻURYŁO — potem SŁUŻĄCY
JULIUSZ
wchodzi z prawej prędko z teką, z papierami, z miną człowieka zajętego i zamyślonego
Przepraszam panów za spóźnienie, ale musiałem pierwej zebrać trochę myśli, uporządkować papiery.
BAJKOWSKI
witając się z nim serdecznie
Julku kochany, my tu na ciebie jak na Mesjasza czekamy.
JULIUSZ
chłodno, z powagą
A więc proszę panów zająć miejsca, przystąpimy od razu do rzeczy, bo czas to pieniądz.
GIĘTKOWSKI
siadając wraz z innymi
Oui, the time is the money44 — jak mówi hrabia Artur...
Wszyscy siadają.
JULIUSZ
otwiera tekę na stoliku, wyjmuje papiery, czyta jakąś notatkę, opiera się jedną ręką, chwilę patrzy w ziemię zamyślony, potem zaczyna mówić
Panowie!... Nie tajno to nikomu, że nasza Galicja przechodzi obecnie ciężkie czasy.
KWASKIEWICZ
wzdycha i popija
Oj, bardzo ciężkie.
JULIUSZ
Chwila jest krytyczna, panowie — rolnictwo doszczętnie upada...
BAJKOWSKI
Święta prawda! Jak Boga kocham.
JULIUSZ
Ameryka z roku na rok zasypuje coraz więcej swoim zbożem targi europejskie... Czyta z notatki: W roku 1880 dostarczyła 7 600 000 hektolitrów zboża. W tym roku dostarczyła go już cztery razy tyle, panowie, bo dwadzieścia osiem milionów trzykroć pięćdziesiąt tysięcy. Progresja szalona!
BAJKOWSKI
A to szelmy, te Amerykany.
JULIUSZ
Z tego widzicie, panowie, że konkurencja na tym polu jest absolutnie niemożliwą. Trzeba więc nam szukać nowych źródeł zarobku, wytworzyć nowe rodzaje produkcji, na której można by oprzeć rozwój kultury krajowej. A mianowicie...
Bierze do rąk notatkę.
SŁUŻĄCY
który wszedł przed chwilą z telegramem
Proszę pana.
LECHICKI
półgłosem, niecierpliwie
Cicho! Czego chcesz? Nie przerywaj teraz.
SŁUŻĄCY
pokazuje telegram
Telegram, proszę pana.
LECHICKI
odbiera i czyta adres
To do ciebie, Julku. Oddaje mu. Telegram z Wiednia.
JULIUSZ
zmieszany, na stronie
Czyby Natalka ośmieliła się do tego stopnia? Rozrywa kopertę i mówi ucieszony. A! nie... Po przeczytaniu. Panowie! Wielka nowina.
BAJKOWSKI
wstaje i zbliża się
No... co takiego?
JULIUSZ
Książę Tutafoni pragnie nabyć jakie dobra w Galicji i w tym celu wybiera się do nas.
BAJKOWSKI
Tutafoni?
Ogląda się na Giętkowskiego.
GIĘTKOWSKI
Czy to nie ten Tutafoni, który tego roku był w Karlsbadzie?
JULIUSZ
Być może, bo on tam co rok jeździ.
GIĘTKOWSKI
z przechwałką
No, to moje panie znają go bardzo dobrze. A ty znasz go także?
JULIUSZ
Kolegowałem z jego bratankiem w Hochschule für Bodenkultur45 — i stąd bywałem częstym gościem w ich domu.
GIĘTKOWSKI
W takim razie książę znajdzie się tu w kółku dobrych znajomych.
BAJKOWSKI
I będzie miał w czym wybierać, bo tu u nas w Galicji dóbr do kupowania mu nie zabraknie, a ja sam pierwszy...
GIĘTKOWSKI
tajemniczo
A ja wam powiadam, panowie, że to kupno dóbr to tylko pretekst, pozór...
BAJKOWSKI
Jak to pozór? Dlaczego pozór?
GIĘTKOWSKI
z zarozumiałością i powagą
Panowie! Jeżeli figura położona tak wysoko, zostająca w tak intymnych stosunkach ze sferami rządzącymi, raczy się fatygować do takiego kraju jak nasz, leżącego bądź co bądź poza krańcami cywilizacji europejskiej, i chce tu niejako się aklimatyzować, to, panowie, w tym musi się coś głębszego ukrywać. To nie jest bez znaczenia, panowie, to jest fakt niesłychanej doniosłości, panowie, bo to pokazuje, że rząd pośrednio przez tego rodzaju osobistości chce się zbliżyć do nas, poznać nas lepiej.
KWASKIEWICZ
Racja, jak Boga kocham, racja.
BAJKOWSKI
A ty co myślisz, Julek?
JULIUSZ
z namysłem
To być bardzo może.
GIĘTKOWSKI
Z tych względów, panowie, ja ofiaruję mój pałac na przyjęcie Jego Wysokości.
BAJKOWSKI
Ciekawym bardzo, dlaczego ty?
KWASKIEWICZ
Tak. Dlaczego ty, a nie który z nas?
GIĘTKOWSKI
z ironicznym uśmiechem
Bo żaden z was, panowie, nie ma domu urządzonego na tej stopie, aby mógł godnie przyjąć tak dostojnego gościa.
BAJKOWSKI
E! Mój kochany, księciu pałace nie dziwne. On nie będzie patrzał na pałace, tylko na serca nasze... Uderza się mocno po piersi które każdy z nas otworzy mu chętnie z staropolską gościnnością i uczci wedle sił swoich.
JULIUSZ
Panowie! Książę już zrobił wybór i nasz dom raczył obrać sobie na kwaterę.
LECHICKI
zdziwiony i ucieszony
Jak to? Nasz?
JULIUSZ
uderzając ręką w telegram
Tak donosi mi jego bratanek.
BAJKOWSKI
Szczęśliwy ten Lechicki, jak Boga kocham.
Uderza go poufale po ramieniu.
KWASKIEWICZ
Taki zaszczyt! Ściska mu rękę. Powinszować ci, Olesiu! Z westchnieniem. Jak się komu szczęści, to we wszystkim.
GIĘTKOWSKI
na stronie
Ależ to byłby szkandał, żeby książę miał mieszkać w takiej chałupie. Ja na to nigdy nie zezwolę. Muszę naradzić się z Aurorą.
Wychodzi na lewo do drugich drzwi.
BAJKOWSKI
patrząc za nim
Uważaliście, jak Giętkowskiemu mina zrzedła? Diablo mu poszło po nosie, że go ten zaszczyt ominął.
LECHICKI
do Juliusza
I kiedyż książę przyjeżdża?
JULIUSZ
patrząc w telegram
Dwudziestego lipca.
KWASKIEWICZ
A więc od dziś za dwa tygodnie.
LECHICKI
To trzeba będzie jakieś porządki porobić, coś przygotować.
JULIUSZ
Niech to ojciec już mnie zostawi... Ja się tym zajmę i wszystko urządzę, jak należy.
BAJKOWSKI
klepiąc go po ramieniu
A ja ci pomogę. Bo ja, panie, praktyk stary, należałem przecież do tylu komitetów, to wiem, jak, co... Zobaczysz, urządzimy mu przyjęcie, że to ha! — banderie, ognie sztuczne, obrazy żywe, krakowskie wesele, bo oni to tam w Wiedniu pasjami lubią.
KWASKIEWICZ
wchodząc między nich
Za pozwoleniem, daruj mój kochany, ale i my także chcemy wziąć udział w przyjęciu tak dostojnego gościa.
LECHICKI
A to się rozumie. Wszyscy przyjmować go będziemy.
JULIUSZ
Cała szlachta stanie jak jeden mąż.
BAJKOWSKI
Tylko, panowie; czy fraki, czy kontusze? Chwila milczenia, wszyscy patrzą po sobie. Bo to ważne, panowie. Julek, jak ty sądzisz?
JULIUSZ
wahająco
Ja myślę, że rząd nie miałby nic przeciw temu, gdybyśmy wystąpili w kontuszach.
KWASKIEWICZ
Trzeba nam się dobrze nad tym zastanowić, panowie, żeby nie palnąć bąka. A może by było dobrze poradzić się starosty?
LECHICKI
Ja myślę, że to zbyteczne. Teraz przecież kontusze są dozwolone, nawet na balach dworskich bardzo dobrze są widziane.
JULIUSZ
Tak. Książę Adam zrobił furorę w Burgu swoim kontuszem.
BAJKOWSKI
A więc kontusz — zgoda. Wystąpimy, panie, jak prawdziwi Sarmaci — kontusze, karabele, hej, ha! Hejże, ha! Zatańczymy im, panie, mazura, poloneza... Niech znają Niemcy, jaki to u nas animusz do tańca.
ŻURYŁO
To wszystko bardzo ładnie, ale powiedzcie mi panowie, co ten książę zrobił takiego, że go tak honorujecie.
BAJKOWSKI
Co zrobił — nic, cóż my to Żydy, żeby zaraz geszefty46 robić!
ŻURYŁO
który dotąd siedział na boku, wstaje
No, to teraz może pan Juliusz przeczyta nam dalszy ciąg swego programu.
BAJKOWSKI
A dajżeż nam pan pokój z programem. Także trafił! Właśnie teraz czas na to.
LECHICKI
To prawda. Mamy zaledwie dwa tygodnie na zrobienie wszystkiego.
BAJKOWSKI
Trzeba nam się będzie diablo zwijać.
JULIUSZ
składa tekę
Narady odłoży się na czas wolniejszy.
KWASKIEWICZ
A to się rozumie. Narady nie uciekną, a tu książę pilnieszy.
BAJKOWSKI
Przede wszystkim, panowie, trzeba wybrać komitet: prezesa, wiceprezesa i sekretarza. Następnie podzielimy się na sekcje: sekcję przyjęcia, gospodarczą, dekoracyjną itd. Któż prezesem? Ja proponuję Lechickiego.
KWASKIEWICZ
Brawo, brawo!
JULIUSZ
Brawo!
Biorą go pod ręce i sadzają za stołem.
ŻURYŁO
na przodzie sceny, kiwając głową
I oni się dziwią, skąd się biorą ciężkie czasy.
Zasłona spada — koniec aktu I