SCENA ÓSMA
BRONIA, NATALKA, potem JULIUSZ
NATALKA
w eleganckim podróżnym ubraniu, w białej woalce
Nigdzie nikogo, żeby choć spytać można. Spostrzega Bronię. A, jakaś facetka! — Moja mała, gdzie ja bym tu mogła znaleźć pana Juliusza Lechickiego, wszak tutaj mieszka?
BRONIA
patrzy zdziwiona
Tak...
NATALKA
I jest w domu?
BRONIA
Jest. Na stronie. Kto to być może?
NATALKA
To idźże mu powiedzieć, że jego znajoma, jego dobra znajoma z Wiednia, chce się z nim widzieć.
BRONIA
Pani zna się tak dobrze z moim bratem?
NATALKA
Phi! Znaliśmy się jak łyse konie. On mnie nie nazywał inaczej tylko swoją najdroższą Natalką — swoje szacerle — kochaliśmy się, że nie idzie dalej.
BRONIA
Więc pani może jesteś jego narzeczoną?
NATALKA
Coś więcej, moja ty dzierlateczko.
BRONIA
Więcej? Więc chyba żona?
NATALKA
Coś w tym rodzaju. Na stronie. A to naiwna gąska.
BRONIA
To dziwna rzecz, że Julek nic nam nie wspominał o tym. A może obawiał się, że ojciec nie zgodzi się?
NATALKA
A cóż stary miał się wtrącać do tego? Przecież Julek pełnoletni.
BRONIA
No tak, ale zawsze...
NATALKA
ujrzawszy wchodzącego Juliusza
A, servus!
JULIUSZ
przerażony
Natalka!... Broniu, proszę cię, odejdź.
BRONIA
Ależ braciszku, ja już wiem wszystko. Ta pani powiedziała mi...
JULIUSZ
Proszę cię, odejdź, zostaw nas samych. Potrzebuję rozmówić się z tą panią. Bierze ją za rękę i odprowadza ku drzwiom na lewo. Idź do babci.
BRONIA
ociągając się
Ha, skoro tak chcesz...
JULIUSZ
cicho
Tylko przed ojcem ani słowa, rozumiesz?
BRONIA
Nie bój się, nie powiem ani słóweczka. Odchodząc, mówi na stronie. A więc to z obawy przed ojcem. Biedny Julek.
Wychodzi.
JULIUSZ
wraca do Natalki z miną groźną, a zarazem zakłopotaną
Przede wszystkim, którędyś tu weszła?
NATALKA
drwiąco
Także pytanie. Przecież nie oknem.
JULIUSZ
Widział cię kto?
NATALKA
Oprócz tej małej nikt więcej.
JULIUSZ
A teraz powiedz, jak śmiałaś wchodzić do tego domu?
NATALKA
O wa! Ja nie na takie rzeczy się ośmielałam. Trzeba było odpisywać na moje listy, tobym nie była potrzebowała fatygować się aż tu z Wiednia.
JULIUSZ
oglądając się niespokojnie
Mów ciszej, bo gotów kto usłyszeć.
NATALKA
Niech słyszy, a cóż mnie to obchodzi.
JULIUSZ
Nie zapominaj, że jesteś w uczciwym, obywatelskim domu.
NATALKA
pogardliwie
E, mój panie, mnie książęce nie dziwne.
JULIUSZ
gwałtownie
Milcz, bo...
NATALKA
Spróbuj tylko, a zobaczysz, jaką zrobię awanturę. Mam ja tu swoich obrońców. Tam za ogrodem w powozie, który mnie tu przywiózł ze stacji, czeka mój brat, co był atletą w cyrku Renza, i mój narzeczony, nauczyciel fechtunku. Niech tylko dam znak z tego okna, a wnet zjawią się tutaj i obronią mnie przed każdą napaścią.
JULIUSZ
desperacko
Więc czegóż chcesz ostatecznie? Po coś tu przyszła?
NATALKA
Dobry sobie, jeszcze się pyta! Cóż to pan myślałeś, że mnie można porzucić jak pierwszą lepszą? Byłam ci wierną blisko półtora roku, a ty zamiast wdzięczności, odjechałeś mnie jednego pięknego dnia tak mir nichts, dir nichts82 i sądziłeś, że już rzecz skończona. O! Nie, mój panie, z Natalką tak się nie postępuje!
JULIUSZ
Przecież u stu diabłów nie mogłaś myśleć, że się z tobą ożenię?
NATALKA
Bo bym też nie chciała.
JULIUSZ
Ona by nie chciała. Dobra sobie.
NATALKA
Jeżeli pan chciałeś zerwać ze mną, to należało to zrobić w godziwy sposób, tak jak robią uczciwi i szlachetni ludzie — pożegnać się.
JULIUSZ
No, więc teraz żegnam się z tobą, bądź zdrowa i daj mi święty pokój.
NATALKA
O mój panie, ja nie rozumiem takiego pożegnania.
JULIUSZ
Więc jakże chcesz u stu lichów, żebym się żegnał jeszcze?
NATALKA
Jak? Cóż to, pan nie wiesz, jak się żegnać należy?
JULIUSZ
Ależ żeby mnie diabli wzięli, tak nie wiem, o co ci właściwie idzie.
NATALKA
To ja panu powiem. Siada i patrząc w sufit, swobodnie mówi. Kiedy hrabia Alfons miał się żenić i musiał rozstać się ze mną, dał mi na ukojenie i otarcie łez sześć blatów po tysiąc guldenów każdy i garnitur szmargdowy za 600 florenów w dodatku. Po chwili. Ernest Goltz, bankier, gdyśmy się rozchodzili, był jeszcze hojniejszy, bo mi ofiarował dwadzieścia tysięcy marek i odwiózł mnie własnym kosztem z Berlina do Wiednia. Wstaje. Otóż to tak, mój panie, żegnają się prawdziwi gentelmeni, a nie tak, jak pan postąpiłeś sobie ze mną. Służącej w ten sposób się nie oddala, a nie dopiero mnie. To było niegodziwie, mój panie, nikczemnie.
JULIUSZ
wybucha gwałtownie
Natalka, milcz — bo...
NATALKA
cofa się do okna
Czy mam zawołać moich obrońców?
JULIUSZ
ogląda się niespokojnie i mówi na stronie
Ha, co za fatalne położenie. Głośno. Więc ostatecznie idzie ci o pieniądze.
NATALKA
Spodziewam się. Przecież nie o twoją miłość.
JULIUSZ
Więc ileż chcesz?
NATALKA
Ile? Po chwili namysłu. Ponieważ nie jesteś ani hrabią, ani bankierem, tylko zwyczajnym sobie szlachetką, więc żądam tylko trzy tysiące.
JULIUSZ
dobitnie
Trzy tysiące guldenów!
NATALKA
No, przecież nie krajcarów!
JULIUSZ
Zwariowałaś?... Trzy tysiące? Za co?
NATALKA
z lekceważeniem
No, daj dwa, żeby raz skończyć, bo mnie już nudzi ta cała historia.
JULIUSZ
po chwili namysłu, z rezygnacją
Dobrze, dam, ale później, teraz nie mogę, nie mam.
NATALKA
Obiecanki cacanki, nie ma głupich.
Siada.
JULIUSZ
niecierpliwie
Klnę ci się na wszystko, że nie mam.
NATALKA
bawiąc się parasolką
To daj mi weksel.
JULIUSZ
po namyśle
Pal cię licho, dam. Nadsłuchuje. Cicho, ktoś tutaj idzie. Wejdź tymczasem do tego pokoju. Wskazuje pierwszy pokój na lewo. Ukryj się tam. Za chwilę przyniosę ci weksel.
NATALKA
Cóż, ja się mam chować? Albom ja to kogo zabiła albo okradła?
JULIUSZ
błagalnie
Natalko, bój się Boga, zgubisz mnie. Tu idzie o moją reputację. Zrobię wszystko, co zechcesz, tylko ukryj się.
NATALKA
śmiejąc się
Jakiś ty zabawny w tej chwili.
JULIUSZ
nadsłuchując
Natalko, zmiłuj się...
NATALKA
idąc powoli
No, idę już, idę... Ale pamiętaj, że ja mam obrońców.
JULIUSZ
Dobrze, już dobrze. Popychając ją delikatnie do pokoju, zamyka prędko drzwi i chowa klucz. A tom wlazł w kabałę!... Niech licho porwie. Karol miał rację.
Ociera pot z czoła i siada zmęczony na kanapie.