SCENA SIÓDMA

ŻURYŁOBRONIAKAROL — później SŁUŻĄCY

ŻURYŁO

patrząc za odchodzącym

O, nie podoba mi się jakoś dzisiaj ten pan Lechicki! Coś w tym jest!...

BRONIA

w białej sukience, wchodzi z drugich drzwi z lewej

Cóż, mówił pan z ojcem?

ŻURYŁO

zamyślony, powtarza machinalnie

Z ojcem?

BRONIA

No bo Karol mówił mi, że pan dziś miał z nim pogadać o nas! I cóż ojciec?

ŻURYŁO

Nie chciał wcale mówić o weselu.

BRONIA

wystraszona

Dlaczego? Z jakiego powodu?

ŻURYŁO

Czy ja wiem? Może ta wizyta księcia tak go zmieniła? Może teraz Żuryło dla jego córki za małą wydaje się figurą.

BRONIA

Ależ panie!...

ŻURYŁO

U nas takie rzeczy łatwo ludziom zawracają głowy. Ale ja także mam swoją ambicję i prosić się nie myślę. Jak nie — to kłaniam się uniżenie — zabieram Karola i bywajcie zdrowi.

BRONIA

A ja? Z płaczem. Cóż wtedy biedna pocznę?

ŻURYŁO

Prawda!... O tobie dzieweczko nie myślałem. — Tfu!... Samolub ze mnie paskudny!

BRONIA

rzuca mu się na piersi

Ja bym tu umarła z rozpaczy!

ŻURYŁO

Więc ty tak bardzo kochasz mego Karola?

BRONIA

O bardzo, bardzo!

ŻURYŁO

A skoro tak, to nam nie wolno rejterować81 z placu.

BRONIA

Ja poproszę ojca, powiem mu, że ja bez Karola żyć nie mogę, że jak nie pójdę za niego... to nie pójdę za nikogo...

ŻURYŁO

tuląc ją i głaszcząc

Przypuścimy do niego szturm ze wszystkich stron.

BRONIA

Tylko przed Karolem ani słowa o tym, że ojciec robi jakie trudności. On taki ambitny, to by go ubodło, zmartwiło.

ŻURYŁO

Poczciwa dzieweczka i o tym pomyślała. No, dobrze, dobrze, będziemy grali oboje komedię, żeby go nie zmartwić.

BRONIA

żywo dając znak

Pst!... Idzie.

KAROL

wchodzi żywo

I cóż, ojcze, mówiłeś z panem Lechickim?

ŻURYŁO

udając wesołość

A jakże, mówiłem — o, mówiłem!

BRONIA

Nawet bardzo długo mówili panowie ze sobą.

KAROL

Długo? Dlaczego długo? Czy może pan Lechicki ma jakie wątpliwości? Waha się?

BRONIA

Ale gdzież tam...

Daje znaki Żuryle, aby mówił dalej.

ŻURYŁO

Owszem — przeciwnie.

KAROL

ucieszony

Więc zgadza się? Przystaje?...

ŻURYŁO

Ależ rozumie się!

KAROL

Cóż mówił?

BRONIA

Ucieszył się ogromnie.

KAROL

z żywą radością

Czy tak? Ojcze, ucieszył się?

ŻURYŁO

Ale ogromnie, powiadam ci, skakał z radości!

KAROL

odetchnąwszy

Ach, to dobrze, bo przyznam się wam, bałem się.

BRONIA

Czego?

KAROL

Sam nie wiem. Ale pan Lechicki wydawał mi się dzisiaj taki jakiś zimny, obojętny.

ŻURYŁO

do Broni

A co, nie mówiłem ci?

KAROL

Jak to? Więc i ojciec to zauważyłeś?

ŻURYŁO

zmieszany

Ja? Ale, zdaje ci się — przeciwnie.

BRONIA

Zdawało się panu.

ŻURYŁO

Tak, pewnie ci się zdawało.

KAROL

Być może. Ale przed chwilą gdyśmy się spotkali, przeszedł koło mnie, jakby mnie nie widział, a raczej nie chciał widzieć.

BRONIA

Nie dziw mu się pan. On teraz taki zajęty tym przyjazdem księcia.

Słychać za sceną huk gwałtowny, potem gwar, hałas, wołanie, zamieszanie. Karol biegnie do okna.

ŻURYŁO

A to co? Co się tam stało?

KAROL

stojąc przy oknie

Wszyscy biegną ku stodołom. Wołają o sikawki.

ŻURYŁO

A niechże ręka boska broni, chodźmy Karolu.

Wybiegają szybko.

BRONIA

w oknie, wystraszona składając ręce

Matko Najświętsza, Królowo nieba i ziemi! Co to takiego? Giętkowscy, Kwaskiewicze, wszystko to biegnie z ganku w tamtą stronę... Do wchodzącego służącego. Antoni! Co się tam stało?

SŁUŻĄCY

E, nic, panienko... Więcej strachu jak czego. A to te fajerwerki, co były przygotowane na przyjęcie księcia, zapaliły się i buchły od razu. Huku było dużo, ale nic się nie stało dzięki Bogu. Idę powiedzieć to starszej pani, żeby się niepotrzebnie nie trwożyła.

BRONIA

głaszcząc go po ramieniu

Idź, Antoni, idź, ja tam zaraz przyjdę z panem Karolem i jego ojcem, tylko wrócę od stodół. Służący odchodzi do pokoju babki, Bronia po jego odejściu idzie do okna. A to kto? Jakaś dama elegancko ubrana idzie tu od furtki ogrodowej. Nie znam jej, nigdy jej tu nie widziałam. Ogląda się, jakby szukała kogoś. Wchodzi do domu. Kto tu być może?