SCENA SZÓSTA

CIŻ — BAJKOWSKI — później ŻURYŁO

BAJKOWSKI

wchodzi środkiem

Nie, wiecie państwo, to szkandał, szkandał na gruby kamień!

LECHICKI, KWASKIEWICZ, PETRONELA, LEONIDAS

No, no, co takiego?

BAJKOWSKI

Wyobraźcie sobie... Żuryłowie przyjechali w surdutach! Stary nawet w jakiejś kapocie czy czamarze!

WSZYSCY

z oburzeniem

Być nie może!

BAJKOWSKI

Jak was kocham!

LECHICKI

idzie do okna

Gdzież oni są?... Nigdzie ich nie widać!

BAJKOWSKI

Zajechali przed stajnię, żeby odprzęgnąć konia, bo nawet furmana ze sobą nie wzięli.

PETRONELA

To jest lekceważenie nas wszystkich!

GIĘTKOWSKI

A przede wszystkim księcia!

BAJKOWSKI

Jak Boga kocham, nie wytrzymam i palnę im takie verba veritatis75, że im aż w pięty pójdzie!

GIĘTKOWSKI

patrząc przez okno

Voila76, idzie tutaj ten oryginał!

AURORA

zrywając się z Idalią, do męża

Chodźmy, mon chère, bo ja nie życzę sobie wcale spotkać się z tym gburem!

Wychodzi z Idalią środkiem.

ŻURYŁO

wchodzi środkowymi drzwiami, w czamarze z pętlicami, kłania się wychodzącym, przypatrując się im z podziwem, potem wchodzi na scenę również zdziwiony

Sługa, służka łaskawych pań i panów... Miły Boże, a cóż to za prześliczna maskarada!... Wszyscy tak poubierani, że poznać trudno! A, pani Kwaskiewiczowa dobrodziejka, dalibóg nie poznałem także, bo pani dobrodziejka wygląda dziś co najmniej na księżnę. I mówią, że bieda w kraju, że ciężkie czasy, a toż nabob77 by suciej78 swojej żony nie wystroił.

BAJKOWSKI

A cóż pan chciałeś, żebyśmy kapoty powdziewali, jak pan?

ŻURYŁO

Ta to, dobrodzieju, moja świąteczna kapota, od wielkiego dzwonu, a ja także!

BAJKOWSKI

Być może, tylko wcale niestosowna na przyjęcie takiego dygnitarza jak książę.

ŻURYŁO

Jeżeli ja się panu Bogu prezentuję w takim stroju co niedzielę...

KWASKIEWICZ

To inna rzecz Pan Bóg, a inna książę!...

ŻURYŁO

Ha, jeżeli panowie uważacie, że książę coś lepszego od Pana Boga, to ja mu się gotów na oczy nie pokazywać, żeby go nie obrazić tą kapotą!

BAJKOWSKI

Tobyś pan najmądrzej zrobił!

LECHICKI

Ależ Maciusiu! Proszę cię, daj spokój!

BAJKOWSKI

Ja wiem, co mówię, i nie cofam tego, com powiedział. Bo jeżeli książę fatyguje się tyle mil do nas, to nasz psi obowiązek przyjąć go, jak należy, i dać mu poznać nas i nasz kraj!

Odchodzi.

ŻURYŁO

idąc za nim

Ależ łaskawco dobrodzieju! Jeżeli idzie o to, aby ten pan poznał istotnie nasz kraj, to powinniśmy stanąć przed nim w łachmanach i dziurawych butach, bo to dopiero byłby rzeczywisty obraz naszego kraju! No, nie?

PETRONELA

Chodź Leonidasie, ja kazań słuchać nie potrzebuję!

Wychodzi środkiem, oparta na ręku syna.

BAJKOWSKI

Racja! Co będziemy słuchać takich bredni... Chodź, Jasiu!

Wychodzi z Kwaskiewiczem pod rękę.

ŻURYŁO

patrząc za nimi, kiwa głową

Prawda w oczy kole! Do Lechickiego. Wypłoszyłem ci gości, panie Lechicki. Siada przy nim. Nic nie szkodzi! Lepiej, że sobie poszli, pogadamy swobodniej o naszych interesach. Przysuwa się. Bo ja tu przyjechałem do kochanego pana ułożyć się względem weseliska. Może byśmy to z dożynkiem złączyli... hę? Co? Byłoby i taniej, i ładniej.

LECHICKI

Jak to?... Teraz... już?...

ŻURYŁO

A na cóż czekać? Szkoda czasu na długie amory. Skoro się kochają, niech się żenią i kwita.

LECHICKI

kwaśno, niechętnie

Ależ to niemożliwe! Wyprawa jeszcze niegotowa. Bronia dopiero na święty Michał79 pojedzie ze mną do miasta nakupić materii na suknie.

ŻURYŁO

A to po co? A komuż ona te jedwabie będzie pokazywać na wsi? Krowom na pastwisku albo chłopom w kościele? Czyż to nie szkoda pieniędzy na takie zbytki?

LECHICKI

wstaje zniecierpliwiony

Przecież trzeba mieć wzgląd na godność, na stanowisko. Cóż by świat na to powiedział? Przecież to szlachecka córka!

ŻURYŁO

Toć nią będzie, choćby i w perkalikach80. A wierz mi, dobrodzieju, że szkoda wyrzucać grosz na takie fatałaszki!...

LECHICKI

jw.

Być może, być może, ale daruj, kochany panie, teraz nie pora gadać o tym, kiedy lada chwila spodziewam się dostojnego gościa. Daruje pan, ale muszę jeszcze wydać niektóre rozkazy. Pogamy kiedy indziej, później, do widzenia.

Nie patrząc na niego, wychodzi szybko środkowymi drzwiami.