SCENA PIĄTA
CIŻ — LECHICKI — KWASKIEWICZ — potem LEONIDAS — w końcu PETRONELA
LECHICKI
prowadząc pod rękę Kwaskiewicza, wesoło
Więc ostatecznie dałeś się namówić na ten powóz?
KWASKIEWICZ
w kontuszu, który na nim wisi niezgrabnie
Cóż miałem robić? Jak mi zaczęła baba trajkotać za uszami, narzekać, stękać, że dziś lada Żydówka wozi się powozami, a ona, jakby jaka ekonomska córka, poniewiera się na nędznych dryndulkach, tak dla miłego spokoju, skąd wziąć, to wziąć, a musiałem kupić. Poufnie. Zrobiło się po części ten luksus i dla Leonidasa.
LECHICKI
E!
KWASKIEWICZ
Żona moja, uważasz, rada by go koniecznie umieścić przy księciu, bo utrzymuje, że on ma wielkie zdolności na dyplomatę. Więc żeby się jakoś lepiej zaprezentować księciu... rozumiesz?...
Mówi dalej po cichu.
LEONIDAS
wpada w krakowskim ubraniu i kłaniając się obecnym, mówi
Sanowanie!... Sanowanie!... Sanowanie!... Staje przed Giętkowskimi. A co?... Psepysny ze mnie krakowiacek — co?... Śpiewa: „Krakowiacek ci ja — na całą gromadę”...
AURORA
na stronie
Imbecile72!
Odwraca się z Idalią w inną stronę.
GIĘTKOWSKI
wstaje, idzie do żony i mówi półgłosem:
Plus confidence, que73...
Dalej cicho.
LEONIDAS
do ojca
A co?... Mówił już ojciec panu o moim wirsu?...
LECHICKI
O jakim wierszu?
KWASKIEWICZ
A coś tam nabazgrał na powitanie księcia.
LEONIDAS
Psepysny wiers na ceść księcia!... Niby od ludu, którego mam zascyt być psedstawicielem. Wiers panegirycny. Właściwie to ja nie wiem, co on takiego waznego w zyciu zrobił, bo nic o nim nie cytałem ani nie słysałem, ale od cegóz licencja poetycna. Zrobiłem z niego pirsozędnego bohatera. Tylko ja musę sam ten wirs deklamować, bo inacej cała jego piękność psepadnie.
PETRONELA
wchodzi powoli, nadęta, wystrojona, suknia aksamitna z długim ogonem, ubrana koronkami, na głowie pióra i wachlarz z piór
A wiesz pan, panie Lechicki, że urządziłeś dwór wspaniale, cudownie, do niepoznania... Co za komfort, jaka elegancja!
AURORA
do męża
Ona się też na tym rozumie!...
PETRONELA
do Leonidasa
Patrzaj, teraz udają, że nas nie widzą, a przed chwilą stali wszyscy przy oknie. Zobaczysz, ona tu żółtaczki dostanie z zazdrości. Słodko: A!... witam kochane panie!
AURORA
kładąc gazetę
O, to pani!... Doprawdy nie zauważyłam. Takeśmy się z Idalką zaczytały w „Journale amusant”74.
Witają się grzecznie, ale chłodno.
LECHICKI
zbliżając się do Petroneli, siadającej obok Aurory
Ale, co suknia, to suknia, pi-pi, co za ogon!
PETRONELA
wyniośle i z powagą
Jestem z zasady przeciwna wszelkim ogonom, ale zrobiłam dla kraju tę ofiarę.
LECHICKI
zdziwiony, z uśmiechem
Dla kraju!?...
PETRONELA
z powagą
Tak... Żeby książę nie myślał, że tu u nas taka barbaria, jak głoszą wiedeńskie gazety, i że nie wiemy, jak się ubrać na przyjęcie takiej osoby...
AURORA
do Idalii, drwiąco
Co ta plecie!
Śmieje się skrycie.
KWASKIEWICZ
do Lechickiego
I to trzeba ci wiedzieć, suknia aż z samego Paryża!
PETRONELA
O, bo nie ma jak Paryż!... Do Leonidasa. Nie uważałeś, jak pozieleniała?... Ona tu jeszcze zemdleje albo ją szlag trafi, zobaczysz...