SCENA PIERWSZA
MATLACHOWSKI, później JULIUSZ, potem NATALKA
MATLACHOWSKI
wchodzi z prawej.
Oj! Coś naszym panom diablo miny spadły na kwintę po tym wypadku z księciem. Siedzą przy stole jak struci — mało co jedzą. Nawet Bajkowski stracił apetyt. A nasz pan — Chryste Jezu — taki zły, że strach. Nic nie mówi, tylko wąsy kręci. I coby nie, tyle przypadków, przygotowań — a tu nic z tego, tylko wstyd, bo jak się to rozniesie po okolicy, to będzie z tego śmiechu niemało. Oj! Diablo sobie ten książę zadrwił z naszych panów. A to wszystko przez pana Juliusza, bo gdyby nie on... Słychać pukanie w pierwsze drzwi na lewo. A tam co? Któż się tam dobywa? Idzie do drzwi. Kto tam?
NATALKA
za drzwiami, z gniewem
Proszę mnie puścić, bo ja nie myślę tu siedzieć Bóg wie dokąd!
MATLACHOWSKI
mocno zdziwiony
Jakaś kobieta!... Kto to być może?
JULIUSZ
wchodzi z prawej
Trzeba korzystać z czasu i zanim goście wstaną od stołu, wyprawić tę... Spostrzega Matlachowskiego. Masz tobie!... Głośno. Czego Matlachowski się tu kręci? Tu nie ma żadnej roboty. Proszę iść sobie.
MATLACHOWSKI
tajemniczo
Bo tam, proszę pana, jakaś obca kobieta w pokoju naszej panienki. Słychać przewracanie stołka. O! Jak się tłucze!
JULIUSZ
niecierpliwie
Niech Matlachowski nie wtrąca się do tego, co do niego nie należy, i idzie sobie do wszystkich diabłów!
MATLACHOWSKI
na stronie
O! Coś mi się to podejrzanym wydaje. Muszę ja to powiedzieć starszej pani, bo to jakaś nieczysta sprawa!
Wychodzi głębią, patrząc spode łba na Juliusza.
JULIUSZ
Przekonawszy się, że Matlachowski poszedł, wraca i otwiera drzwi dobijającej się Natalce, która wchodzi
Dlaczego wyprawiasz hałasy, skoro prosiłem, żebyś siedziała cicho.
NATALKA
Cóż ty myślisz mnie tu głodem zamorzyć? Skończmy już raz tę sprawę, bo mnie to nudzić zaczyna. Ja muszę iść, tam czekają na mnie.
JULIUSZ
Nasłuchuje
Wstają od stołu. Teraz niepodobna. Popycha ją lekko ku drzwiom. Goście tu idą, schowaj się... tędy w żaden sposób wyjść nie można!
NATALKA
wskazuje na pokój, z którego wyszła
A tamtędy? Tam są jakieś drzwi z tamtej strony.
JULIUSZ
Idź do kredensu. Tam służba ciągle się kreci.
NATALKA
To dopókiż ty mnie myślisz trzymać w tym areszcie?
JULIUSZ
Musisz zaczekać do zmroku, goście się tymczasem rozjadą, a wtedy łatwiej mi będzie przeprowadzić cię. Przyjdę sam po ciebie. A teraz idź, bo nadchodzą.
NATALKA
Ależ ja głodna jak pies!
JULIUSZ
Każę ci przynieść co z obiadu — sam przyniosę — tylko idź już... idź. Popycha ją i zamyka. Ach, żeby się to już skończyło!
Wychodzi środkiem.