SCENA DRUGA
LEONIDAS, KWASKIEWICZ, PETRONELA, potem AURORA, IDALIA, w końcu BAJKOWSKI, ŻURYŁO
LEONIDAS
wchodzi z prawej i paląc papierosa, puszcza duże kłęby dymu — ujrzawszy Julka, woła
Julek, Julek, pst! Słysys! Poleciał jak salony!... Do ojca, który chmurny, zły, kwaśny idzie za nim, paląc cygaro. Ucieka psed nami, bo mu wstyd, ze się tak okrutecnie zblamował z tym księciem.
Siada obok ojca i zakładając nogę na nogę, pali jak wyżej — kłęby dymu irytują ojca i dlatego je odpędza ręką.
PETRONELA
wchodzi z prawej
Ach, skończył się nareszcie ten obiad.
KWASKIEWICZ
Obiad? Wzrusza ramionami. To obiad?!... To stypa pogrzebowa! Do Leonidasa. A dajże u sto diabłów pokój z tymi papierosiskami! Dymi i dymi, jak z komina!
Wstaje i odchodzi na lewo.
LEONIDAS
Ciekawym, co ojcu moze skodzić, ze ja kuzę!
KWASKIEWICZ
Jak ja byłem w twoim wieku, tom jeszcze nie wiedział, co to papieros albo cygaro.
LEONIDAS
Totez z ojca i teraz jesce nietęgi kuzac.
KWASKIEWICZ
Będziesz ty cicho!... Ja ci dam odzywać się tak do ojca!
PETRONELA
Ależ dajżeż chłopcu pokój.
LEONIDAS
Tatko dziś nie w humoze, to mu wsystko skodzi.
PETRONELA
całuje Leonidasa w czoło, idąc na prawo
KWASKIEWICZ
A z czegóż to mam mieć humor, trutniu jakiś? Namówiliście mnie z matką na te zbytki, zaciągnąłem nowe długi, a teraz co? Pieniądze się rozeszły, a tyś mi został na karku. A!... Rzuca cygaro rozgniewany, potem staje nad siedzącym Leonidasem. I co ja teraz biedny człowiek zrobię z tym nicponiem?
LEONIDAS
wstaje z dumą
Juz niech ojca o to głowa nie boli! Niech no ja tylko wysumię, to sobie potem posukam jakiej posaznej panny i ozenię się, a wtedy psy moich zdolnościach, zobacy ojciec, jakie ja sobie stanowisko wyrobię na świecie.
PETRONELA
do męża
Słyszysz? Jeszcze będziesz się szczycił takim synem.
Całuje Leonidasa w czoło.
KWASKIEWICZ
E!
Macha ręką i na bok odchodzi.
AURORA
wchodzi z prawej, prowadząc Idalię
Idalio, zmiłuj się, panuj nad sobą — regarde88 — patrzą na nas.
Sadza ją na kanapie.
IDALIA
Ach, maman, taki zawód! Je perdu tout espoir89.
AURORA
Uspokój się! Pojedziemy na karnawał do Lwowa albo do Wiednia, gdzie zechcesz! Rozerwiesz się, zapomnisz o tym niewdzięczniku!... Wierz mi, to nie był mąż dla ciebie. Pomyśl tylko, jaka różnica wieku! On sam zapewne rozważył sobie niestosowność takiego związku i dlatego nie miał odwagi przyjechać.
BAJKOWSKI
Wchodzi z prawej z Żuryłą pod rękę
Pan miałeś święty rozum, żeś się trzymał z daleka.
KWASKIEWICZ
Zbliża się do nich
Oj, wielki rozum, żeś się nie dał namówić na te szopki, komedie.
BAJKOWSKI
A wszystkiemu temu Lechiccy winni, jak Boga kocham! Jak zaczęli, panie, namawiać, że wypada, że należy, że to jest naszym obowiązkiem, tak, panie, wmówili w nas, a my, osły, daliśmy się wziąć na to.
KWASKIEWICZ
Żeby im kasztany z ognia wyciągać własnymi łapami.
ŻURYŁO
Jak to?
KWASKIEWICZ
No! Bo przecież to jasne, że oni mieli tylko swój interes na względzie. Polowali na tytuły, na ordery.
AURORA
A może i na coś więcej!
ŻURYŁO
No, na cóż jeszcze?
AURORA
Na małżeństwo panny Broni z księciem.
ŻURYŁO
Cooo?
AURORA
Jak to? Pan tego nie spostrzegłeś?
ŻURYŁO
Przyznam się, pani, że anim pomyślał90.
AURORA
Bo pan nie jesteś kobietą.
PETRONELA
Ale my, kobiety, mamy nos na takie rzeczy.
BAJKOWSKI
Toteż dobrze im tak. Ja ich nie żałuję ani trochę, bo przez ich głupią ambicję myśmy się także dali wystrychnąć na dudków! O! Zjedzą diabła, jeżeli im się uda złapać nas na drugi raz na coś podobnego. Po kiego kroć diabłów mamy się wysługiwać jakimś tam zagranicznym pankom?
ŻURYŁO
Brawo! Panie Bajkowski, brawo! Otóż to nazywa się rozumnie mówić! Bo to straszna wada nasza, że się lubimy wysługiwać obcym, popisywać się przed obcymi, szukać pomocy u obcych, zamiast ufać we własne siły.
BAJKOWSKI
O, niedoczekanie ich, żeby Bajkowski zrobił jeszcze kiedy coś podobnego! Pójdziemy, panie, o własnych siłach — prawda, co?
ŻURYŁO
Tak! Dalej zajdzie, kto się na drugich nie ogląda.
Przechodzi głębią na prawo ku przodowi sceny.
KWASKIEWICZ
I nie pozwolimy, żeby lada kto drwił sobie z uczciwych obywateli i traktował ich jak fagasów. Prawda, panie Żuryło!
AURORA
Nie pozwolimy się lekceważyć. N’est ce pas, ma chère?