Rozdział XXXIX. Uwagi nad Cyceronem
Jeszcze jeden rys ku porównaniu tych dwu par. Można znaleźć w pismach Cycerona i Pliniusza481 (mało odbiegającego, mym zdaniem, od natury swego wuja) niezliczone świadectwa natury nad miarę ambitnej; między innymi to, iż jawnie, wobec całego świata, wspominają się u historyków swego czasu, aby nie przepomnieli ich w swoich regestrach. Fortuna, jakby na przekór, dała przetrwać aż do naszego wieku tym dokumentom próżności, podczas gdy dawno zagubiła same owe historie. Ale co przekracza wszelką miarę małości serca to to, aby osoby tej rangi chciały czerpać główną swą chwałę w paplarstwie i gadaninach. Ba, obracają do tego pięknego celu nawet prywatne listy do przyjaciół; tak iż zgoła te, dla których minął czas wysłania, mimo to dali ogłosić, z tą godną wymówką iż nie chcieli tracić czasu i trudu na marne. Ha! bardzo w istocie przystoi dwom konsulom rzymskim, najwyższym urzędnikom Rzeczypospolitej, władczyni całego świata, obracać swe wywczasy na układanie i trefienie nadobnych listeczków, aby stąd ciągnąć chwałę, iż dobrze rozumieją język swoich mamek! Cóż by mógł gorszego uczynić prosty bakałarz, zarabiający tym kształtem życie? Gdyby czyny Ksenofona i Cezara nie przewyższyły o wiele ich wymowy, nie sądzę, aby je byli kiedykolwiek spisali: chodziło o to, aby zalecić nie swoje słówka lecz postępki. I gdyby doskonałość w rymowaniu wyrazów mogła przyczynić jakiejkolwiek przystojnej chluby wielkiej osobie, z pewnością Scypion i Leliusz nie byliby oddali chwały swych komedii i wszystkich wdzięków i rozkoszy wybornej łacińskiej mowy wyzwoleńcowi afrykańskiemu: że to bowiem dzieło było ich ręki, dosyć dowodzi piękność jego i doskonałość, i Terencjusz sam to przyznaje; przykrość by mi wyrządził, kto by mnie chciał wyzuć z tej wiary.
To są istne drwiny i zniewaga chcieć podnosić wartość człowieka przymiotami nieprzystojnymi jego randze, choćby skądinąd godne były pochwały; jak również przymiotami, które nie powinny być u niego główne. To tak, jak gdyby kto chwalił króla, że jest dobrym malarzem albo architektem, albo nawet dobrym puszkarzem, albo że dobrze goni do pierścienia. Te pochwały nie przynoszą zaszczytu, chyba że się je przyrzuca w tłumie innych i po tych, które mu są właściwe; a tymi są: sprawiedliwość i umiejętność władania krajem w wojnie i pokoju. W ten sposób biorąc, przynosi Cyrusowi zaszczyt jego znajomość rolnictwa, a Karolowi Wielkiemu wymowa i świadomość nauk. Widywałem za mego czasu osobistości, które ze sztuki pisania czerpały swoje tytuły i zaszczyty, później zasię wypierali się swojej nauki, tępili pióro i udawali pospolite szlacheckie nieuctwo, żądni szukać chluby w dostojniejszych przymiotach. Towarzysze Demostenesa posłujący z nim do Filipa, chwalili owego książęcia, iż jest piękny, wymowny i tęgi bibuła482: na co Demostenes powiadał, iż te pochwały radziej483 przystałyby białej głowie, kauzyperdzie i gąbce, niźli królowi484:
Imperet bellante prior, iacentem
Lenis in hostem485.
To nie jest jego rzemiosło być tęgim myśliwcem albo dobrym tancerzem:
Orabunt causas alii, coelique meatus
Describent radio, et fulgentia sidera dicent;
Hic regere imperio populus sciat486.
Plutarch powiada więcej: iż okazywać się tak wybornym w podrzędnych sprawach, znaczy dawać przeciw sobie świadectwo, że się źle gospodarowało czasem i nauką, którą raczej należało obrócić na rzeczy bardziej potrzebne i użyteczne. Filip, król Macedonii, usłyszawszy wielkiego Aleksandra, swego syna, jak śpiewał na jakimś festynie, zawstydzając najlepszych muzyków: „Czy się nie wstydzisz — rzekł — śpiewać tak dobrze?”. A znowuż Filipowi, gdy spierał się z pewnym muzykiem o jego sztukę: „Niech was Bóg broni, panie — rzekł tamten — aby się wam kiedy przygodziło487 lepiej pojmować te rzeczy ode mnie!”. Król powinien móc odpowiedzieć, jak Ifikrates odpowiedział mówcy, który go w ten sposób przypierał do muru: „I cóż! Czym żeś ty jest, aby się nieść tak górnie? czyś jest żołnierzem? łucznikiem? oszczepnikiem?” — „Nie jestem; ale jestem ów, który umie rozkazywać wszystkim tamtym”. Antystenes czerpie w tym dowód niewielkiej dzielności Ismeniasza, iż go chwalono jako wybornego fletnistę.
To wiem, iż kiedy słyszę, jak się ktoś rozwodzi nad językiem tych Prób, wolałbym, aby zmilknął: taka pochwała nie tyle podnosi słowa, ile poniża sens, i to tym złośliwiej i podstępniej. Nie sądzę wszelako, aby się znalazło wielu pisarzy, którzy by w swym przedmiocie dawali więcej treści, i aby w jakimkolwiek rozumieniu (niechby były złe albo dobre) jaki pisarz posiał myśli na papierze bogaciej lub przynajmniej gęściej. Aby pomieścić ich więcej, traktuję przedmioty jeno po główkach; gdybym chciał doczepić resztę, musiałbym tom ten wielekroć pomnożyć. A ile rozsiałem tu historii, które ledwie że mówią słowo, a które, gdyby zapuścić się w nie nieco głębiej, dałyby niezliczoną ilość tematu dalszych Prób? I historie moje, i cytacje, nie zawsze służą jeno po prostu za przykład, autorytet lub ozdobę. Nie sam tylko użytek, jaki z nich dobywam określa ich wartość. Często poza moim przedmiotem, zawierają one nasienie bogatszej i śmielszej treści; często obok głównego tonu bardziej delikatny odcień i dla mnie, gdy nie chcę w danym miejscu wyrazić się jaśniej, i dla tych, którzy nastawią się do mego stroju.
Wracając do cnoty pięknego mówienia: nie widzę wielkiej różnicy między tym, który umie mówić tylko licho, a tym, co nie umie nic więcej, jak tylko dobrze mówić. Non est ornamentum virile, concinnitas488. Mędrcy powiadają, że co się tyczy wiedzy, jedynie filozofia, co się zaś tyczy działania, jedynie cnota powszechnie jest pożyteczna we wszelkich stopniach i dla każdego stanu.
Jest coś podobnego w owych dwóch filozofach489: oni bowiem też przyrzekają wieczne trwanie listom, które piszą do przyjaciół: ale czynią to w inny sposób, naginając się z dobrych pobudek do próżności drugich. Piszą im, że jeśli troska o pamięć i sławę przyszłych wieków zatrzymuje ich jeszcze w zgiełku świata i każe się obawiać błogosławionej samotności i ustronia, tedy mogą być spokojni: dość mają (owi filozofowie) uważania u potomności, aby ich upewnić, że chociażby tylko przez swoje listy zyskają imię równie głośne i sławne, jakby to mogli osiągnąć przez sprawy publiczne. Ale poza tą różnicą zważmy, iż nie są to listy puste i bezkrwiste, trzymające się jeno misternym doborem słów i wdzięczną kadencją; jeno przeciwnie, pełne i nadziane zdaniami głębokiej mądrości; przez które zdania staje się człek nie wymowniejszym, ale roztropniejszym, i które uczą nas nie dobrze mówić, ale dobrze czynić. Do diaska z elokwencją, która budzi podziw dla siebie samej, nie dla rzeczy! Chyba że powiemy, iż wymowa Cycerona sięga takiego stopnia doskonałości, że sama w sobie czerpie treść i wagę.
Dołączę jeszcze opowiastkę, którą czytamy o nim w tym przedmiocie, aby już namacalnie dać poznać jego charakter. Otóż miał raz przemawiać publicznie, a nie stało mu czasu, aby się przygotować do woli. Wśród tego Eros, jeden z niewolników, przyniósł wiadomość, że zgromadzenie odwołano do następnego dnia: z czego Cycero był tak rad, iż darował mu wolność za tę dobrą nowinę490.
Kiedy mowa o listach, pozwolę sobie dodać, iż jest to sztuka, do której, jak twierdzą przyjaciele, nie brak mi talentu491: i chętnie obrałbym tę formę dla wyrażenia swych rojeń, gdybym miał do kogo mówić. Trzeba by mi (jak to miałem niegdyś) niejakiego wspólnego porozumienia, które by mnie pociągało, krzepiło i podnosiło. Tak gadać w powietrze, jak niektórzy czynią, umiałbym chyba we śnie; toż samo kować492 zmyślone imiona, aby mówić o poważnych rzeczach; jestem bowiem zajadłym wrogiem wszelkiego fałszerstwa. Czułbym się o wiele uważniejszy i pewniejszy, gdybym kierował te słowa pod adresem jednego dobrego przyjaciela, niźli mając przed oczyma mieniące się oblicze publiki: i bardzo snać493 mylę się co do siebie, jeśliby mi się tym samym lepiej nie powiodło. Mam z natury styl żartobliwy i swobodny, ale to jest forma poufna, nieodpowiednia do publicznych negocjacji; jako w ogóle język mój jest nadto zwięzły, nieporządny, urywany, osobny. Nie rozumiem się na sztuce owych ceremonialnych listów, które nie mają innej treści, jak jeno przepych uprzejmych wyrazów. Nie czuję ani zdatności, ani smaku do tych długich nastręczań się z przyjaźnią i służbą; zbywa mi w tym cokolwieczek wiary, a nierad mówię coś ponad to, w co istotnie wierzę. Jestem w tym bardzo oddalony od obecnego zwyczaju; nigdy bowiem chyba nie kwitło tak szpetne i służalcze poniewieranie owych wielkich zaklęć: Życie, Dusza, Oddanie, Uwielbienie, Sługa, Niewolnik, te słowa obiegają tak powszechnie, że kiedy się chce wyrazić osobliwsze dla kogoś chęci i szacunek, nie ma już na to słów ani sposobu.
Śmiertelnie nienawidzę wszelkiego cienia pochlebstwa; stąd łacno wpadam w mowę suchą, zwięzłą i szorstką, która, o ile mnie kto nie zna skądinąd, trąci nieco lekceważeniem. Najwięcej świadczę szacunku tym, których najmniej szanuję; tam zaś, gdzie dusza moja spieszy z wielką radością, tam zapominam miarkować krok przystojnie; ofiaruję się sucho i dumnie tym, którym oddałem się z wyboru, i najmniej tym, którym najwięcej czuję się oddany. Zda mi się, że powinni czytać w moim sercu, i że słowa przyniosłyby tu uszczerbek uczuciom. Co się tyczy pozdrowień, pożegnań, dziękowań, pokłonów, przedkładania służb i tym podobnych obfitych w słowa ceremonialnych prawideł uprzejmości, nie znam człowieka jałowszego w tym ode mnie. Nie zdarzyło mi się wymęczyć listu z owymi oświadczeniami i poleceniami, iżby ten, do którego był przeznaczony, nie znalazł go suchym i niedbałym. Włosi byli zawżdy wielkimi mistrzami w układaniu listów; mam ich ze sto rozmaitych tomów; listy Hanibala Karo zdadzą mi się najlepsze. Gdyby istniał gdzie jeszcze ów plik papieru, na którym kleciłem niegdyś piękne słówka dla dam, kiedy to rękę moją wiodła w istocie szczera namiętność, znalazłaby się w nich może jakaś stronica godna udzielenia próżniaczej młodzieży opętanej podobnym szaleństwem. Zwykłem pisywać listy w ostatniej chwili, można rzec pod trąbką pocztyliona i tak pośpiesznie, iż mimo że bazgrzę bardzo szpetnie, wolę już pisać własną ręką, niż uciec się do cudzej, nikt by mi bowiem nie nadążył; i nigdy nie przepisuję. Przyzwyczaiłem wielkie osoby, które mnie znają, cierpieć kreślenia i mazania, i papier bez krajuszka i byle jak złożony. Najmniej warte są te listy, których pisanie kosztuje mnie najwięcej. Gdy mi trzeba głowę sobie łamać, znak to, że rzecz nie płynie z serca. Zaczynam rad bez planu; pierwszy wiersz rodzi następny. Dzisiejsze listy obfitsze są zazwyczaj w ozdoby i przedmowy niż w treść. Co do mnie, lżej mi przychodzi napisać dwa listy, niż złożyć po formie i zapieczętować jeden; toż zwykle zdaję ten trud komuś drugiemu. Tak samo kiedy wyczerpię już treść, chętnie zostawiłbym drugiemu przyczynienie owych długich przemów, służb i zaleceń, jakimi okrasza się koniec listu. Pragnąłbym, aby jakowaś nowa moda zwolniła nas od tego, tak samo jak od wypisywania na czele listu wszystkich tytułów i godności, przeciw którym by w czym nie wykroczyć, nieraz wolałem zaniechać pisania listu, zwłaszcza do dygnitarzy sądowych i finansowych: tyle tam odmian w godnościach, tak trudne rozróżnienie i porządek rozmaitych zaszczytnych tytułów, które zbyt drogo nabyto, aby je można bez obrazy przepomnieć494 lub pomieniać495. Tak samo niesmaczne wydaje mi się zdobić nimi czoło i tytuł książek, które dajemy drukować.
Rozdział XL. Iż poczucie dobrego i złego zależy w znacznej mierze od naszego o tym mniemania
Starożytna sentencja grecka powiada, iż ludzi dręczy mniemanie, jakie mają o rzeczach, a nie rzeczy same496. Byłoby to wielką zdobyczą dla ulżenia nędznej ludzkiej kondycji, gdyby kto mógł ustalić i rozpowszechnić prawdę tego twierdzenia. Jeśli zło ma przystęp jedynie drogą naszego sądu, zdaje się, że jest w naszej mocy gardzić nim albo przekształcić na dobre. Jeśli rzeczy zdane są na naszą łaskę, czemuż nie mielibyśmy ich zażywać lub też przysposabiać wedle naszej korzyści? Jeśli to, co nazywamy złem albo cierpieniem, nie jest ani złem, ani cierpieniem samo w sobie, jeno tylko wyobraźnia nasza daje mu tę własność, w naszej jest mocy ją odmienić; i skoro możemy w tym wybierać, jeśli nie niewoli nas żaden przymus, osobliwi z nas zaiste szaleńcy, aby się upierać przy zapatrywaniach najbardziej nam dotkliwych i dawać chorobie, ubóstwu i hańbie smak zły i cierpki, skoro możemy dać im dobry i skoro los dostarcza jedynie materii, do nas zasię należy nadać jej kształt i formę. Owo zobaczmyż, czy da się utrzymać zdanie, że to, co nazywamy złem, nie jest nim samo w sobie; albo przynajmniej, iż czym bądź jest, od nas zależy dać mu inny smak i postać (co wychodzi w gruncie na jedno).
Gdyby zasadnicza istota rzeczy, których się obawiamy, miała zdolność objawiać się nam własną siłą, objawiałaby się jednako i podobnie wszystkim: ludzie bowiem są wszyscy z jednego gatunku i, z małymi różnicami, opatrzeni jednakimi narządami i zmysłami dla pojmowania i sądzenia. Ale rozmaitość mniemań, jakie mamy o rzeczach ukazuje jasno, że wchodzą w nas one jedynie przekształcone i zaprawione. Ten i ów przypadkowo może je ogarnąć w ich prawdziwej istocie, ale tysiąc innych daje tym samym rzeczom nową i odmienną postać. Uważamy śmierć, cierpienie i ból za naszych głównych wrogów. Owo tę śmierć, którą jedni nazywają rzeczą „ze straszliwych najstraszliwszą”, któż nie wie, że drudzy zowią ją „jedynym portem od cierpień życia, najwyższym dobrem natury, jedyną rękojmią naszej wolności, powszechnym i rychłym lekarstwem na wszystkie cierpienia”? I gdy jedni czekają jej drżący i przerażeni, drudzy znoszą ją łatwiej niż życie; co więcej, skarżą się na jej zbytnią łatwość:
Mors, utinam pavidos vitae subducere nolles,
Sed virtus te sola daret497!
Owo zostawmy na stronie te tak wspaniałe serca. Teodor odpowiedział Lizymachowi grożącemu, że go zabije: „Wiele zaiste dokażesz, iż uczynisz to, co potrafi i złośliwa mucha!”. Widzimy, iż większość filozofów albo uprzedziła z rozmysłu, albo też przyśpieszyła i przypomogła swą śmierć. Iluż widzi się zwyczajnych ludzi, którzy prowadzeni na śmierć, i to nie na śmierć zwykłą, ale połączoną z hańbą, a niekiedy z dotkliwym cierpieniem, okazują bądź przez upór, bądź przez naturalną tępotę, taki spokój ducha, iż nie spostrzega się w nich żadnej zgoła odmiany498; porządkują sprawy domowe, zalecają się przyjaciołom, śpiewają, przemawiają do ludu, ba, nawet wtrącają niekiedy jakieś trefne słówka i przepijają do znajomych, nie gorzej od Sokratesa?
Pewien człowiek prowadzony na szubienicę powiadał, „aby się nie ważono wieść go przez taką a taką ulicę, iżby snać kupiec nie przycapił499 go z powodu starego długu”. Inny powiadał do kata, „aby mu przypadkiem nie tykał szyi, bardzo bowiem jest łaskotliwy i zacząłby podrygać500 nieprzystojnie od śmiechu”. Inny odpowiedział spowiednikowi, który przyrzekał mu, iż tego dnia będzie wieczerzał ze Zbawicielem: „Idźcie tedy, ojcze, za mnie: ja dziś poszczę”. Inny, gdy żądał pić, zasię kat napił się pierwszy, rzekł, iż nie chce pić po nim z obawy przed przymiotem501. Każdy słyszał powiastkę o owym Pikardczyku: gdy już był na drabinie, przyprowadzono mu dziewkę z tym, że (jak prawo zezwala niekiedy) jeśli zechce ją poślubić, darują mu życie: zasię on, przyjrzawszy się nieco i spostrzegłszy, że kuleje: „Ciągnij! ciągnij! — rzekł — nic mi po kuternodze”. Toż samo opowiadają, iż w Danii pewien człowiek skazany na ucięcie głowy, będąc na rusztowaniu i mogąc się ocalić w podobny sposób, odmówił, gdyż dziewka, którą mu ofiarowano, miała zapadłe policzki i nos zbyt spiczasty. Pewien pachołek w Tuluzie oskarżony o herezję za całą rację swego wierzenia powoływał się na to, iż jest to wiara jego pana, młodego szkolarza uwięzionego wraz z nim; i chętniej wolał zginąć, niż dać się przekonać, by jego pan mógł błądzić. Czytamy o mieszkańcach miasta Arrasu, wówczas gdy król Ludwik jedenasty je zdobył, iż znalazła się między ludem znaczna liczba takich, którzy raczej dali się powiesić, niżby mieli wołać: niech żyje król!
Toż między owymi niskimi duszami błaznów dworskich byli tacy, którzy nie chcieli poniechać swego trefnowania nawet w obliczu śmierci. Jeden, gdy go kat właśnie strącał z drabinki, zawołał: „Daj Boże zdrowie”, co było jego zwyczajne porzekadło. Drugi, gdy go wydającego ostatni dech ułożono przy ogniu na słomie, lekarz zaś pytał, gdzie mieści się jego choroba, odpowiedział: „między ławą a kominem”: a gdy ksiądz, mając mu udzielić ostatnich olejów, szukał jego stóp, które miał zwinięte i skurczone od bólu, rzekł: „Znajdziecie je na końcu nóg”. Tego, kto go upominał, aby się polecił Bogu, spytał: „Kto się tam wybiera?”, zasię gdy drugi odpowiedział: „ty, i to niebawem, jeśli taka jego wola”, odparł: „a czy zajdę tam na jutro wieczór?” — „Poleć mu się tylko, znajdziesz się przed nim już rychło”. — „Tedy lepiej będzie — odparł — gdy mu sam zaniosę swoje służby”.
W królestwie Narsyngii dziś jeszcze żony tamecznych kapłanów grzebie się żywcem z ciałami mężów: wszelkie inne niewiasty pali się podczas ceremonii pogrzebu małżonka, co znoszą nie tylko mężnie, ale wesoło. Przy śmierci króla żony jego i nałożnice, wszyscy jego ulubieńcy, oficerowie i słudzy, których jest cała gromada, cisną się radośnie w ogień, na którym płonie ciało, uważając sobie za wielki zaszczyt towarzyszyć w tym panu.
Podczas naszych ostatnich wojen w Mediolanie i tylu kolejnych i sprzecznych obrotów lud sprzykrzony częstymi odmianami fortuny oswoił się tak ze śmiercią, iż (wiem to ze świadectw mego ojca) więcej niż dwudziestu i pięciu obywatelów502 zbawiło się własną ręką życia w jednym tygodniu. Oto wypadek zbliżony do rezolucji Ksantyńczyków: którzy, oblegani przez Brutusa, popadli wszyscy bez różnicy, mężowie, niewiasty i dzieci, w tak szaloną żądzę śmierci, iż wszystko, co zazwyczaj czyni się dla ocalenia życia, oni czynili dla ucieczki przed nim: tak iż z wielkim trudem Brutus zdołał ocalić ledwie małą garstkę.
Wszelkie mniemanie dość ma siły, aby się mogło człowiekowi stać droższe niż życie. Pierwszym artykułem owej wielkodusznej przysięgi, którą Grecja złożyła (i dotrzymała jej) w wojnie medyjskiej, było: iż każdy zmieni raczej życie na śmierć niż własne prawa na perskie. W wojnach między Turcją a Grecją, iluż godzi się chętniej na bardzo dotkliwą śmierć, niżby się mieli wyrzec obrzezania, a dać się ochrzcić? Nie ma religii, która by nie mogła dostarczyć takich przykładów.
Gdy królowie Kastylii wygnali ze swoich ziem Żydów, król Jan Portugalski sprzedał im za osiem talarów od głowy czasowe schronienie w swym państwie; pod tym warunkiem, że w oznaczonym terminie mają je opuścić; zarazem przyrzekł dostarczyć statków, które ich przewiozą do Afryki. Nadszedł dzień, z upływem którego mocą umowy ci, którzy nie usłuchają, mieli popaść w niedolę. Owo dostarczono im okrętów bardzo skąpo. Tych, którzy na nie wsiedli, traktowała załoga bardzo surowo i szpetnie; prócz innych bezeceństw, wozili ich po morzu tam i sam, póki nie zjedli wszystkich zapasów: zaczem zmuszeni byli kupować je od tamtych tak drogo i tak długo, aż wysadzono ich na ląd wprost w samych koszulach. Gdy wieść o tym okrucieństwie doszła do innych, którzy czekali na lądzie swej kolei, większość namyśliła się na niedolę; niektórzy okazali gotowość do zmiany religii. Emanuel, następca Jana, doszedłszy do rządów, wypuścił ich zrazu na wolność; później, zmieniając zamiar, kazał im wyjść ze swoich ziem, wyznaczając w tym celu trzy porty. Spodziewał się, powiada biskup Ozoriusz (nie byle jaki historyk łaciński naszych czasów), że skoro łaska wolności, jaką ich obdarzył, nie zdołała ich nawrócić na chrześcijaństwo, może lęk wystawienia się na łupiestwo marynarzy i opuszczenia kraju (w którym posiadali wielkie bogactwa), aby wędrować kędyś w strony obce i nieznane, doprowadzi do tego celu. Gdy go zawiodła ta nadzieja i ujrzał, że wszyscy gotują się do odjazdu, odjął dwa porty z tych, które im był przyrzekł, a to iżby długość i uciążliwość przeprawy odwiodła od niej niektórych, i aby miał sposób zgromadzenia wszystkich w jedno miejsce dla dogodniejszego przeprowadzenia egzekucji, jaką postanowił. Rozkazał mianowicie, aby wydarto z rąk ojców i matek wszystkie dzieci niżej czternastu lat i aby z dala od widoku i towarzystwa rodziców przeniesiono je w miejsce, gdzie by były ćwiczone w naszej religii. Powiadają, iż postępek ten wywołał straszliwe widowisko: wrodzone przywiązanie między rodzicami a dziećmi, a co większa, gorliwość ich w dawnej wierze, stanęły dęba przeciw temu okrutnemu nakazowi. Widziano mnogość ojców i matek, jak sobie odbierali życie lub z jeszcze straszliwszą determinacją wrzucali wiedzeni miłością i współczuciem nieletnie swe dzieci do studzien, aby je umknąć temu prawu. Zresztą, gdy termin naznaczony upłynął, pozbawieni wszelkich środków do życia, zdali się z powrotem w niewolę. Niektórzy przyjęli chrześcijaństwo; dziś jeszcze wszelako, po stu latach, Portugalczycy mało mają ufności w szczerą wiarę ich albo ich potomstwa, mimo iż w takich przeobrażeniach nawyk i długi upływ czasu silniej działają od wszelkiego przymusu.
W mieście Castelnau Darry pięćdziesięciu albigeńskich heretyków ścierpiało jednomyślnie, z niezłomną odwagą, aby ich spalono żywcem na stosie, raczej niżby się mieli zaprzeć swej wiary. Quoties non modo ductores nostri, powiada Cycero, sed universi etiam exercitus ad non dubiam mortem concurrenint503? Widziałem kogoś z moich bliskich przyjaciół, jak biegł tak wprost na śmierć, z zapałem szczerym i umocnionym w sercu przez rozmaite przekonania, których nie umiałem w nim osłabić; za pierwszą okazją, która mu się nastręczyła przybrana w blaski chwały, rzucił się w nią bez żadnej konieczności, pędzony jakoby ostrym i piekącym głodem. Wiele mamy w naszych czasach takich przykładów. Widywano zgoła dzieci, jak z obawy jakiejś lekkiej przykrości zadawały sobie śmierć. Ku temu też zmierza ów starożytny, mówiąc: „czegóż nie będzie się trzeba obawiać, jeśli mamy się obawiać tego, co tchórzostwo samo obrało za swą ucieczkę i schronienie?”.
Nigdy bym nie skończył, gdybym chciał tu wyliczać osoby wszelkiej płci i stanów, i wszystkich sekt, w najszczęśliwszych wiekach, które albo oczekiwały śmierci mężnie, albo szukały jej własnowolnie i to nie tylko, aby uciec przed jakąś niedolą, ale nieraz po prostu przed sytością życia; inni znów przez nadzieję lepszego bytu. Liczba ich jest tak nieskończona, że w istocie mniej miałbym roboty z wyliczeniem tych, którzy się jej obawiali. To jedno przyczynię: Pyrron filozof, znalazłszy się w czas wielkiej burzy na statku, dodawał najbardziej wystraszonym w ten sposób odwagi, iż ukazywał im za przykład świnię, która była na okręcie, zgoła nietroskająca się nawałnicą. Czyż odważymy się powiedzieć, iż tę przewagę rozumu, którą się tyle pysznimy i dla której uważamy się za panów i władców stworzenia, dano nam jeno dla naszej męki? Na co się zda znajomość rzeczy, jeśli stajemy się przez nią tchórzliwsi? jeśli wytrąca nam ona spokój i bezpieczeństwo, jakich byśmy zażywali inaczej? Jeśli nas stawia w stan żałośliwszy niż świnię Pyrrona? Rozumu, który w nas włożono dla naszego większego dobra, czyż mamy używać dla własnej niedoli? Mamyż w ten sposób zwalczać zamiar natury i powszechny porządek, który żąda, by każdy posługiwał się swymi narzędziami i środkami dla własnego pożytku?
Dobrze, powie mi ktoś, twoja reguła dobra jest dla śmierci, ale co powiesz o ubóstwie? o cierpieniu? które Arystyp, Hieronimus i większość mędrców osądzili jako największe zło: ci zaś, którzy przeczyli temu słowem, potwierdzali w uczynkach. Pozydoniusza srodze nękanego ostrą i dotkliwą chorobą odwiedził Pompejusz: zaczem gdy wymawiał się, iż tak niewczesną obrał godzinę, aby posłuchać jego filozofii, odrzekł Pozydoniusz: „Niech mnie Bóg broni, aby ból miał tyle na mnie zyskać, by mi przeszkodził rozprawiać o nim”. Jakoż zwrócił rozmowę właśnie na przedmiot tyczący wzgardy dla cierpienia; ale tymczasem ono robiło swoje i doskwierało mu nieustannie; na co wykrzyknął: „Daremnie siłujesz się, bólu, i tak nie powiem o tobie, iżbyś był złem504”. Ta opowieść, z którą się tak obnoszą, i w czymże dowodzi wzgardy dla cierpienia? To jeno puste słowa: jeśli dolegliwości nie wzruszają go zgoła, czemu przerywa swe rozprawy? czemu mniema, iż wiele wymoże na sobie, nie nazywając ich złem? Tu już nie wszystko polega na wyobrażeniu: o innych rzeczach jeno mniemamy: tu mamy pewną wiedzę, która mówi swoim głosem; same zmysły nasze są jej sędziami:
Qui nisi sunt veri, ratio quoque falsa sit omnis505.
Czyż potrafimy wmówić naszej skórze, że razy rzemienia ją głaszczą? smakowi, że aloes to graweńskie wino? Świnia Pyrrona jest tu po naszej stronie: nie zna, co obawa śmierci, ale jeśli ją bić, kurczy się i kwiczy. Czyż zdołamy przemóc powszechne prawo natury objawiające się we wszystkim, co jest żywego pod słońcem, to jest drżenie przed bólem? Drzewa nawet zdają się jęczeć pod uderzeniami. Śmierć czujemy jeno pojęciem rozumu, tu zasię wstrząśnienie jest nagłe i doraźne;
Aut fuit aut veniet; nihil est praesentis in ilia:
Morsque minus poenae, quam mora mortis, habet506.
Tysiące zwierząt, tysiące ludzi umiera bez świadomości umierania. Czego najbardziej obawiamy się w śmierci, to cierpienia, jej zwyczajnej przedniej straży. Wszelako jeśli mamy wierzyć świątobliwemu ojcu, malam mortem non facit, nisi quod sequitur mortem507; ja zaś powiedziałbym z jeszcze większym podobieństwem do prawdy, że ani to, co idzie wprzód, ani co idzie potem, nie są to istotne przynależności śmierci. Błędnie rzecz tłumaczymy: uważam z doświadczenia, że to raczej obawa przed wyobrażeniem śmierci czyni nas tak niecierpliwymi na ból i że czujemy go podwójnie ciężkim przez to, iż grozi nam śmiercią; ale ponieważ rozum potępia jako tchórzostwo obawiać się rzeczy tak nagłej, tak nieuniknionej, niedotkliwej, bierzemy ów inny pozór, łatwiejszy do usprawiedliwienia. O wszystkich cierpieniach, które nie grożą niczym innym prócz samego cierpienia, mówimy iż są nieszkodliwe: ból zębów, pedogrę, choćby nawet najcięższe, przez to, iż nie grożą życiu, czyż kto zalicza do chorób?
Ale przyjmijmy zresztą, iż w śmierci zważamy przede wszystkim cierpienie; tak jak ubóstwo nie przez co inne jest nam groźne, jak tylko, że wtrąca nas w objęcia cierpienia, przez pragnienie, głód, zimno, gorąco, noce bezsenne, na jakie nas skazuje. Zajmijmy się zatem samym cierpieniem. Przyznaję, iż jest to najcięższa próba naszego istnienia; i przyznaję chętnie, z całego serca bowiem nienawidzę go i unikam, i aż dotąd, Bogu dzięki, niewiele miałem z nim do czynienia. Ale jest w naszej mocy, jeśli nie unicestwić je, to przynajmniej złagodzić cierpliwością; i gdyby nawet ciało mu uległo, utrzymać mimo to duszę i rozum w statecznej równowadze. A gdyby nie było cierpienia, cóż dałoby wartość cnocie, męstwu, sile, wielkoduszności i rezolucji? Gdzież znalazłyby dla się pole do popisu, gdyby nie miały sposobności wyzwać ból do walki? Avida est periculi virtus508: jeśli nie będzie nam trzeba spać na gołej ziemi; znosić w ciężkim rynsztunku skwar południa, jeść mięso końskie i ośle, dawać sobie krajać ciało i wydzierać kulę z kości, cierpieć szycie ran, przyżeganie i sondowanie, czym zdobędziemy przewagę, jaką chcemy mieć nad pospólstwem? Bardzo jest dalekie od unikania zła i cierpienia to, co powiadają mędrcy, iż: „z dwóch równie dobrych czynności, ta jest godniejsza spełnienia, która jest uciążliwsza. Non enim hilaritate, nec lascivia, nec risu, aut ioco, comite levitatis, sed saepe etiam tristes firmitate et constantia sunt beati509. I z tej właśnie przyczyny nikt by nie zdołał przekonać naszych ojców, że zdobycze dokonane żywą siłą w azardzie wojennym nie są chlubniejsze niż te, które się osiąga w zupełnym bezpieczeństwie, przez praktyki i matactwa.
Laetius est, quoties magno sibi constat honestum510.
Co więcej, winno nas pocieszać to, że z natury rzeczy, „jeśli ból jest gwałtowny, wówczas jest krótki; jeśli długi, lekki”: si gravis, brevis; si longus, levis511. Nie zdołasz go czuć długo, jeśli czujesz zbyt silnie; położy koniec sobie lub tobie: jedno i drugie wychodzi na jedność; jeśli ty go nie zniesiesz, on cię wyniesie. Memineris maximos morte finiri; parvos multa habere intervalla requietis: mediocrium nos esse dominos: ut si tolerabiles sint, feramus; sin minus, e vita, quum ea non placeat, tanquam e theatro, exeamus512. Jeśli na ogół tak niecierpliwie znosimy ból, to stąd, iż nie jesteśmy snać513 wzwyczajeni czerpać główne zadowolenie z duszy, iż nie dosyć wspieramy się na niej jako na jedynej i najwyższej pani naszego czucia i bytu. Ciało posiada, z małymi odmianami, jedną kolej i jedną naturę: dusza zasię mieści wszelką rozmaitość form i nagina do siebie i do jakiego bądź swego stanu czucia ciała i wszelkie inne okoliczności: dlatego trzeba ją śledzić i badać, i ćwiczyć w niej owe wszechpotężne sprężyny. Nie ma racji ani reguły, ani siły, która by mogła coś wskórać przeciw jej skłonności i wyborowi. Z tylu tysięcy sposobów, jakie ma do rozporządzenia, przyzwólmy jej jeden, pożyteczny dla naszego spokoju i bezpieczeństwa: i oto już nie tylko żadne zło nas nie dosięgnie, ale zgoła, jeśli jej się spodoba, głaskać nas będą i pieścić cierpienia i niedole. Ona wszystko zarówno potrafi sobie obrócić na pożytek: omamienia, sny służą jej skutecznie jakoby rzetelna prawda ku ubezpieczeniu nas i zadowoleniu. Łacno poznać, że nie co innego, jeno ostrze naszego rozumu pogłębia w nas uczucie bólu i rozkoszy.
Zwierzęta, u których rozum jest ograniczony, zostawiają swemu ciału uczucia swobodne i wrodzone i tym samym w przybliżeniu jednakie w każdym gatunku, jak to widzimy z jednostajnej kolei ich ruchów. Gdybyśmy nie mącili w naszych członkach ich wrodzonej miary, można mniemać, że lepiej byśmy się czuli i że natura dała im słuszne i umiarkowane odczuwanie tak rozkoszy jak cierpienia: musi ono być słuszne, skoro jest równe i powszechne. Ale skorośmy się wyswobodzili z jej reguł, aby się zdać na niepohamowaną swowolę naszych urojeń, starajmyż się przynajmniej chylić je ku stronie bardziej lubej. Platon obawia się naszej zbytniej wrażliwości na ból i rozkosz, ile że nadto wiąże ona duszę do ciała514: ja, przeciwnie, lękałbym się raczej, iż ta wrażliwość nadto ją odeń oddziela i odłącza. Jak nieprzyjaciel tym zajadlej ściga nas w ucieczce, tak samo ból wbija się w pychę, gdy widzi, że drżymy przed nim. Znacznie okaże się ustępliwszym temu, kto stawi mu czoło: trzeba się zebrać w sobie i dać mu krzepki odpór. Pierzchając i cofając się wstecz, wołamy go ku sobie i ściągamy go sobie na głowę. Jak ciało hartowniejsze jest przy ataku, gdy się spręży w sobie, tak i dusza.
Ale przejdźmy do przykładów, które są najlepszą ucieczką dla tych co się czują niezbyt pewnie na nogach, jako ja właśnie: znajdziemy, iż z cierpieniem jest jak ze szlachetnymi kamieniami, które przybierają barwę żywszą albo ciemniejszą wedle folii, jaką się pod nie podłoży. Zajmuje w nas ono tyle miejsca, ile mu go przyznajemy: Tantum doluerunt, quantum doloribus se inseruerunt515. Więcej czujemy jedno cięcie lancetu niż dziesięć pchnięć szpadą w zapale walki. Boleści rodzenia, które lekarze i sam Bóg oceniają jako znaczne516 i które przebywamy z tyloma wydwarzaniami, u całych narodów liczy się za tyle co nic. Nie mówię o niewiastach lacedemońskich; ale u Szwajcarek, żon naszych piechurów, jakiejż dopatrzycie się odmiany? Żadnej, chyba tyle, iż widzicie, jak drepcąc za mężami, dziś mają na ręku dziecko, które wczoraj jeszcze nosiły w żywocie. A owe pokraczne cyganichy, tułające się po naszym kraju? Toć ledwo się im urodzi dziecię, idą je ukąpać i wraz same zażywają kąpieli w najbliższym potoku. Nie mówię o tylu dziewczynach, które raz po raz rodzą dzieci równie ukradkiem, jak je ukradkiem poczęły; ale wspomnę ową piękną i szlachetną żonę Sabina, patrycjusza rzymskiego517, która poświęcając się dla cudzej sprawy, zniosła sama, bez pomocy, bez głosu i jęku, urodzenie dwojga bliźniąt518. Prosty chłopak lakoński, ukradłszy lisa (bardziej bowiem obawiali się hańby niezdarstwa w kradzieży, niż my kary) i ukrywszy go pod płaszczem, raczej zniósł, aby mu zwierzę podarło w strzępy cały brzuch, niżby go miał odsłonić. Inny niosąc kadzielnicę w czas ofiary, dozwolił, iż węgiel, wpadłszy do rękawa, spalił mu ciało do kości, aby tylko nie zmącić misteriów. Mnóstwo widziano chłopców, którzy w siódmym roku poddani wedle tamecznych obyczajów próbie męstwa, ścierpieli, by ich zachłostano na śmierć, nie zdradziwszy twarzą żadnego wzruszenia. Cycero widział chłopaków, którzy podzieleni na dwie gromady bili się pięściami, nogami i zębami aż do omdlenia, woląc zginąć niż uznać się za zwyciężonych. Nunquam naturam mos vinceret; est enim ea semper invicta: sed nos umbris, deliciis, otio, languore, desidia, animum infecimus; opinionibus maloque more delinitum mollivimus519. Każdy zna historię Scewoli, który zakradłszy się w obóz nieprzyjaciół, aby zabić ich wodza, i chybiwszy swego zamachu, wpadł na niezwykły zaiste pomysł, aby osiągnąć cel i zbawić ojczyznę. Mianowicie, nie tylko wyznał Porsennie (królowi, którego chciał zabić) swój zamiar, ale dodał, że jest w obozie wielka liczba sprzysiężonych Rzymian takich jak on: i aby pokazać, co zacz jest, kazał przynieść ruszt rozpalony, wsadził weń rękę i patrzał, jak się żywcem piekła, póki sam nieprzyjaciel, przejęty grozą, nie kazał usunąć rusztu. A cóż ten, który nie raczył przerwać czytania książki, gdy go krajali? A ten, który zaciął się, iż jeno śmiać się i drwić będzie na przekór mękom, jakie mu zadawano; tak iż rozjuszone okrucieństwo katów i wszystkie coraz to sroższe wymysły musiały wreszcie dać za wygraną? Powiecie, że to był filozof. Ale co! gladiator Cezara ścierpiał ze śmiechem, aby mu sondowano i rozdrapywano rany: Quis mediocris gladiator ingemuit? quis vultum mutavit unquam? Quis non modo stetit, verum etiam decubuit, turpiter? Quis, cum decubuisset, ferrum recipere iussus, collum contraxit520?
Przyjrzyjmy się i niewiastom. Któż nie słyszał w Paryżu o tej, która dała się odrzeć ze skóry jeno po to, aby nabyć świeższej płci wraz z nową powłoką? Bywały, które sobie dały wydrzeć zdrowe i całe zęby, iżby głos stał się przez to miększy i soczystszy, albo aby im rosły w lepszym porządku. Ileż mógłbym przytoczyć takich przykładów wzgardy dla cierpienia! Na cóż się nie zdobędą, przed czym się wzdrygną, byle miały jaką bądź nadzieję przymnożenia sobie piękności?
Vellere queis cura est albos a stirpe capillos.
Et faciem, dempta pelle, refferre novam521.
Widziałem takie, które łykały piasek, popiół, zrujnowały żołądek, dla nabrania przejrzystej cery. Aby mieć piękną i wiotką kibić, jakichż mąk nie ścierpią, ściśnięte i opasane wpijającymi się w żebra obręczami, aż do żywego ciała? ba, niekiedy do utraty życia!
Jest zwyczaj u wielu narodów, iż rozmyślnie zadają sobie rany, aby zyskać wiarę swoim słowom: nasz król przytacza wiele znacznych przykładów tego, co widział w Polsce i czego sam wprost doświadczył522. Ale do tych przykładów (które i u nas we Francji próbowano ponoś naśladować) przyczynię inny. Widziałem niedawno w Pikardii dziewczynę, która aby zaświadczyć o szczerości swych przyrzeczeń i o swej stałości, szpilką, którą miała we włosach, żgnęła się kilka razy tęgo w ramię, tak iż skóra pękła i krew trysnęła rzetelnie. Turcy czynią sobie srogie szramy dla swoich dam, iżby zaś ślady przetrwały, przykładają do świeżej rany ogień i trzymają przez czas nie do wiary długi, chcąc tym zatrzymać krew i utworzyć bliznę. Ludzie, którzy widzieli, opowiadali mi to pod przysięgą; i to jeszcze, że za dziesięć asprów (niby naszych soldów) znajdzie się każdej chwili między nimi kogoś gotowego zadać sobie tęgą ranę w ramię albo w udo. Bardzom rad, że najwięcej mamy pod ręką świadków tam, gdzie nam są najbardziej potrzebni; chrześcijaństwo bowiem dostarcza ich pod dostatkiem. Za przykładem naszego świętego Przewodnika wielu znalazło się takich, którzy z pobożności pragnęli nieść krzyż. Dowiadujemy się przez świadectwo bardzo godne wiary, że król nasz, św. Ludwik, nosił włosiennicę, póki na schyłku lat spowiednik nie zwolnił go od tego; takoż co piątek kazał księżykowi biczować sobie plecy pięcioma drucianymi łańcuszkami, które w tym celu znajdowały się w jego sprzęcie nocnym523. Wilhelm, ostatni książę Gujany, ojciec Alienory, która przeniosła to księstwo do domu Francji i Anglii, zawsze nosił, przez dziesięć czy dwanaście ostatnich lat, zbroję pod habitem mniszym dla pokuty. Foulques, hrabia Andegaweński, udał się aż do Jerozolimy, aby tam z powrozem na szyi dać się oćwiczyć dwom tęgim pachołkom przed grobem św. Zbawiciela. Ale czyż nie widzimy jeszcze co dzień, jak w Wielki Piątek w rozmaitych okolicach mnóstwo mężczyzn i kobiet ćwiczy się tak, iż ciało drą sobie w kawały, do kości? To sam widziałem często i bez żadnego omamienia. I powiadają, że byli między nimi tacy (chodzą bowiem zamaskowani), którzy za pieniądze podejmowali się dawać takie świadectwo nabożności drugich: ze wzgardą dla bólu tym większą, ile że snadniej524 może stępić jego ostrze religia niż pieniądz. Q. Maksimus pogrzebał syna jako konsula, M. Kato swego jako desygnowanego pretora, L. Paulus dwóch, jednego wnet po drugim, z pogodnym obliczem, nie okazując żadnego śladu żałoby. Swego czasu trefnując sobie, powiadałem o kimś, iż przywiódł na hak sprawiedliwość niebios; gdy nań bowiem zesłały (można mniemać, jako dotkliwą chłostę) gwałtowną śmierć trojga dorosłych dzieci w jednym dniu, niewiele brakło, by to wziął jako osobliwszą łaskę i pieczołowitość fortuny. Nie dzielę tego nieludzkiego usposobienia; straciłem wszelako także w pierwszym ich niemowlęctwie dwoje albo troje dziatek, jeśli nie bez żalu, to przynajmniej bez szemrania: a owo nie masz przygody, która by dopiekała człowiekowi bardziej do żywego. Widzę wiele innych rzeczy dających powszechnie okazję do strapienia, które ledwie bym uczuł, gdyby na mnie spadły; toż przyjąłem ze wzgardą, kiedy mi na to przyszło, i takie niedole, które świat przyjmuje z tak cierpkim obliczem, iż nie śmiałbym wobec pospólstwa chwalić się tym bez zarumienienia: ex quo intelligitur, non in natura, sed in opinione, esse aegritudnem525. Mniemanie nasze to bodziec potężny, gwałtowny i nieumiarkowany.
Kto w świecie kiedy tak chciwie szukał spokoju i bezpieczeństwa, jak Aleksander i Cezar niebezpieczeństw i mozołów? Teres, ojciec Sitalcesa, zwykł mawiać, iż „kiedy nie prowadzi wojny, ma uczucie, że nie ma żadnej różnicy między nim a jego masztalerzem”. Gdy Katon za swego konsulatu, chcąc ubezpieczyć swą władzę w niektórych miastach w Hiszpanii, zakazał mieszkańcom nosić broń, wielka liczba odebrała sobie życie; ferox gens, nullam vitam rati sine armis esse526. Iluż znaleźliśmy takich, którzy opuścili słodycz spokojnego życia w domu, wśród bliskich, aby się zagrzebać w groźnej i niezamieszkałej pustyni; którzy wydali się na ohydę, wzgardę i nienawiść świata i w tym podobali sobie aż do zapamiętania! Kardynał Boromeusz, który umarł niedawno w Mediolanie, wśród wyuzdania, do którego popychały go i urodzenie, i ogromne bogactwa, i niebo Italii, i młodość, wytrwał w obyczaju tak surowym, iż ta sama suknia, którą nosił w lecie, służyła mu i w zimie; nie miał innego posłania prócz słomy, godziny zaś, które mu zostawały wolne po ciężarach urzędu, spędzał na ustawicznych studiach, wiecznie na klęczkach przed książką, mając przy sobie ledwie nieco wody i chleba: to był jego jedyny posiłek i tyle nań obracał czasu!
Znam takich, co z całą świadomością ciągnęli korzyści i promocje ze swego rogalstwa, która to nazwa sama przestrasza tylu ludzi.
Jeśli wzrok nie jest najużyteczniejszy ze zmysłów, jest bodaj najmilszy: ale najbardziej lube i użyteczne z członków zdają się być te, które służą do płodzenia. A oto iluż ludzi powzięło ku nim śmiertelną nienawiść dlatego tylko, że są zbyt rozkoszne, i odrzucili je z przyczyny ich kosztowności! Tak samo rozumiał o oczach ów, który je sobie wyłupił. Największa i najzdrowsza część ludzi uważa za wielkie szczęście obfite potomstwo; ja i niektórzy inni uważamy za równie wielkie szczęście brak onegoż; toż kiedy zapytano Talesa, czemu się nie żeni, odpowiedział, iż „mierzi go utrwalać swój gatunek”527.
Że nasze mniemanie rozstrzyga o wartości, widzi się z tych bardzo licznych rzeczy, na które, aby je oszacować, patrzymy wcale nie inaczej jak jeno w stosunku do nas; nie patrzymy ani na ich przymioty, ani na pożytki, jeno na to, ile nas kosztowały, jak gdyby to była jakaś cząstka ich istoty. Nazywamy w nich wartością nie to, co nam dają, jeno to, co my za nie dajemy. Z czego wnoszę, że jesteśmy bardzo oszczędni gospodarze naszej stawki: wedle tego ile kosztuje, tyle daje pożytku, tym samym faktem, że kosztuje. Nasze mniemanie nie pozwoli nam nigdy oszukać się w tym szacunku: cena kupna określa wartość diamentu; uciążliwość — cnoty; ból — nabożeństwa; gorycz — lekarstwa. Pewien człek, aby dojść do ubóstwa, rzucił swoje talary do tego samego morza, po którym tylu innych krząta się na wsze strony, aby wyłowić bogactwo. Epikur powiada, że „być bogatym to nie jest ulga w sposobie życia, tylko jego odmiana”. W istocie, nie niedostatek, ale raczej zbytek rodzi skąpstwo. Chcę tu powiedzieć, co sam doświadczyłem w tym przedmiocie.
Żyłem wedle trojakiego porządku od czasu, jak wyszedłem z dzieciństwa. Pierwszy wiek, który trwał blisko dwadzieścia lat, spędziłem, nie mając innych środków jak jeno przygodne i zależąc od woli i pomocy cudzej, bez pewnego stanu i rachunku. Przez ten czas wydatki moje szły trybem tym bardziej raźnym i niedbałym, ile że zależały całkowicie od kaprysu fortuny. Nigdy nie czułem się lepiej. Nigdy nie zdarzyło mi się znaleźć sakiewkę przyjaciół dla siebie zamkniętą; w czym wszelako nałożyłem sobie, przed wszelkim innym zobowiązaniem, obowiązek nie chybienia w terminie przypieczonego zwrotu, mimo że mi go po tysiąc razy przedłużali, widząc wysiłki moje, aby uczynić im zadość: tak iż wskutek mej słowności rozrzutność moja nawet stawała się gospodarną.
Czuję z natury pewną rozkosz w płaceniu; tak jak gdybym uwalniał ramiona od dokuczliwego ciężaru i jakoby znaku niewoli. Jest też w tym pewne miłe łaskoczące zadowolenie, aby dopełnić słusznego obowiązku i zaspokoić drugich. Wyłączam spłaty, w których trzeba targować się i obliczać, jeśli bowiem nie znajdę nikogo, komu bym mógł powierzyć ten mozół, oddalam go tchórzliwie i haniebnie, ile mogę, z obawy przed sprzeczkami, do których i usposobienie moje, i zwykły sposób mówienia zgoła nie umieją się nastroić. Nie ma rzeczy, której bym bardziej nienawidził niż targować się. To zabawa godna hultajów i bezwstydników; po godzinie sprzeczek i strzępienia jęzora, ustępuje jeden drugiemu swoje słowo i przysięgi za pięć groszy różnicy. Zapożyczać się również przychodziło mi ciężko: nie mając zazwyczaj serca prosić osobiście, zdawałem tę troskę na papier, który nie jest zbyt dzielnym orędownikiem i bardzo ułatwia odmowę. Prowadzenie swoich interesów powierzałem niegdyś o wiele ufniej i swobodniej gwiazdom, niż później własnemu rozumowi i własnej opatrzności. Wielu zawołanych gospodarzy uważałoby za straszne żyć tak na niepewnym. Nie zastanawiają się, po pierwsze, iż większość ludzi tak żyje: iluż godnych panów zdało wszystko, co mieli pewnego, na los szczęścia i co dzień to czynią, aby gonić za wiatrem łaski królów i losu! Cezar zadłużył się na milion złota ponad swą możność, aby stać się Cezarem: a iluż kupców zaczyna handel od sprzedaży własnego folwarczku, aby posłać zdobyty zań pieniądz do Indiów!
Tot per impotentia freta...528.
Wśród dzisiejszej posuchy pobożności, mamy wszelako tysiące zakonów, które pędzą wygodnie życie, czekając co dnia od hojności niebios powszedniego obiadku. Po wtóre, nie zastanawiają się, iż ta pewność, na której się opierają, nie jest wcale pewniejsza i mniej przypadkowa niż sam przypadek. Tak samo blisko widzę nędzę przy dwóch tysiącach z górą talarów dochodu, jak gdyby była tuż przy mnie. Pomijając to, iż los ma sposoby, aby uczynić sto wyłomów w naszym dobrobycie, często bez żadnego przejścia między najświetniejszą a najniższą dolą,
Fortuna vitrea est: tum, quum splendet, frangitur529
i wysłać do czarta wszystkie nasze szańce i obrony, uważam, że dla rozmaitych przyczyn niedostatek równie pospolitym jest gościem u tych, którzy mają wszelakie dobra, jak u tych, którzy ich nie mają; i może jest on mniej uciążliwy, kiedy jest sam, niż kiedy się przygodzi w kompanii bogactwa. Dostatek zasadza się więcej na porządku niż na dochodach: faber est suae quisque fortunae530. Nędzniejszym zdaje mi się bogacz skłopotany, potrzebujący niż ten, który jest po prostu ubogi: In divitiis inopes, quod genus egestatis gravissimum est531. Najwięksi i najbogatsi książęta z ubóstwa i braku puszczają się zazwyczaj na najcięższe ostateczności; czyż może bowiem być cięższa, niż stać się tyranem i nieprawym uzurpatorem dóbr swoich poddanych?
Drugi mój stan z kolei był taki, że miałem pieniądze: do czego doszedłszy, zgromadziłem niedługo znaczne, jak na swoją możność, zapasy. Byłem zdania, iż nie znaczy mieć, o ile się nie posiada czegoś nad zwykłe wydatki; jak również że nigdy nie można polegać na mieniu, które jest jeszcze jakoby na pniu, choćby i najbardziej pewne. Cóż powiem? Mówiłem sobie: a gdyby mnie zaskoczył taki lub taki przypadek? I pod wpływem tych czczych i niedorzecznych urojeń, wysilałem dowcip, jak nagromadzić taki zapas, aby zapobiec wszystkim możebnym przygodom. A gdyby mi ktoś powiedział, iż liczba ich jest zbyt mnoga i nieskończona, odparłbym, iż jeżeli nie zapobiegnę wszystkim, to przynajmniej pewnej ilości. Nie był ów proceder bez wielu kłopotów; czyniłem zeń tajemnicę: ja, który tak łatwo odsłaniam się cały, mówiąc o swoim majątku, kłamałem po prostu. Są ludzie którzy, będąc bogaci, udają biednych; będąc biedni, udają bogatych i nigdy nie dopuszczają sumieniu swemu potrzeby powiedzenia szczerze, czym są: hańbiąca i śmieszna ostrożność! Udawałem się w podróż? Nigdy nie zdało mi się, abym był dosyć zaopatrzony; im więcej zaś obładowywałem się pieniędzmi, tym więcej obciążałem się wraz i obawą, to o bezpieczeństwo dróg, to o wierność sług, którzy strzegli moich tobołów; nigdy nie czułem się dość bezpieczny, o ile ich nie miałem na oczach. Zostawiłem mą szkatułę w domu? Ile podejrzeń i kłujących myśli, którymi co gorsza nie mogłem się podzielić! Ciągle wyobraźnia moja zwracała się w tamtą stronę. Wszystko wziąwszy w rachubę, ciężej przychodzi przechować pieniądze, niż je zgromadzić. Jeśli niezupełnie może czyniłem tak, jak tu powiadam, w każdym razie kosztowało mnie wiele, aby się od tego wstrzymać. Wygody miałem stąd mało albo nic: mimo iż miałem więcej środków, wydatki ciężyły mi tak samo: jak powiada Bion „tak samo się złości kudłacz jak łysy, kiedy mu wydzierać włos532”. Z chwilą, gdyście się raz z czym oswoili i pomieścili swą imainację w warownej szkatule, przestaje już ona być waszą ruchomą własnością; nie ważylibyście się jej uszczuplić: jest to gmach, który (tak wam się zdaje) runie cały, jeśli go tkniecie. Aby go naruszyć, musi dopiero potrzeba wziąć was za gardło. Przedtem zastawiałem manatki i sprzedawałem konia z mniejszym bólem i niechęcią, niż później czyniłem uszczerbek w tej ukochanej sakiewce, chowanej potajemnie. Ale nieszczęście w tym, iż trudno oznaczyć pewne granice tej chęci (jak w ogóle trudno zakreślić granice rzeczom, które uważamy za dobre) i naznaczyć kres oszczędności. Człowiek powiększa nieustannie ten spichlerz, dążąc do coraz większej cyfry, tak iż w końcu, niby paskudny sknera, pozbawia się korzyści własnego dostatku i cały ma jeno w pogotowiu, „od wypadku”, a nie używa go nigdy. Wedle tego głupiego zwyczaju najbogatszymi w świecie byliby ci, którzy mają zadanie stróżować u bram i murów miasta. Uważam, iż wszelki zasobny człowiek ma w sobie zaród skąpca. Platon w ten sposób porządkuje dobra cielesne albo ludzkie: zdrowie, piękność, siła, bogactwo. Bogactwo (powiada) nie jest ślepe, ale bardzo jasno widzące, kiedy jest oświecone roztropnością. Dionizjusz młodszy miał dobre tego zrozumienie. Uwiadomiono go, że jeden z Syrakuzan miał w ziemi zakopany skarb; nakazał, aby mu go przyniósł: co też ten uczynił, zachowując sobie ukradkiem pewną część. Z tą cząstką udał się do innego miasta, gdzie, straciwszy smak do gromadzenia, zaczął żyć swobodniej; dowiedziawszy się o tym, Dionizjusz kazał mu oddać resztę skarbu, powiadając, iż skoro się nauczył czynić z pieniędzy użytek, oddaje mu je chętnie.
Przez kilka lat trwałem w tym punkcie: nie wiem, co za dobry duch wyrwał mnie zeń bardzo szczęśliwie, jak owego Syrakuzańczyka, i zbawił533 mnie szaleństwa oszczędności. Pokusa pewnej bardzo kosztownej podróży, nadwerężywszy grubo mą szkatułę, przerwała nitkę tej chimery; za czym popadłem w trzecią odmianę (mówię wedle tego, co mi się zdaje), z pewnością bardziej lubą i dorzeczną. Mianowicie pozwalam biec wydatkom równym krokiem z przychodem; to jedno idzie nieco przodem, to drugie, ale rozchodzą się ledwie o kawałeczek drogi. Żyję z dnia na dzień i zadowalam się, jeśli mam czym nadążyć obecnym i zwyczajnym potrzebom: co do nadzwyczajnych, wszystkie zapasy świata nie zdołałyby im nastarczyć. Szaleństwem jest spodziewać się, aby sam los zbroił nas dostatecznie w środki przeciw sobie: trzeba go zwalczać naszą własną bronią; owa przygodna zdradziłyby nas w najgorętszej chwili. Jeśli zbieram, to jedynie w nadziei jakiegoś bliższego wydatku; nie aby kupić majątki i ziemie, z którymi nie wiem, co robić, ale aby kupić przyjemność. Non esse cupidum, pecunia est; non esse emacem, vectigal est534. Nie mam obawy, by mi chybiło dostatku, ani żadnej ochoty pomnożenia go: Divitiarum fructus est in copia; copiam declarat satietas535. Cieszę się osobliwie, iż opamiętanie przyszło mi w wieku z natury skłonnym do skąpstwa, i że widzę się wolnym od tego szaleństwa tak powszechnego u starców i najśmieszniejszego z ludzkich szaleństw.
Feraules, który przebiegł obie koleje, znalazł, iż przyrost dostatków nie wiedzie z sobą przyrostu ochoty do picia, jedzenia, spania i miłości; z drugiej strony zasię, nakłada nam na barki ciężar oszczędności, jak sam się przekonałem. Miał on wiernego druha, ubogiego młodzieńca, wielce wzdychającego do bogactw; otóż postanowił go ukontentować. Darował mu wszystkie ogromne dobra i włości, i dostatki, które gromadził nieustannie dzięki hojności Cyrusa, swego dobrego pana, jak również z wojen. W zamian za to tamten zobowiązał się utrzymywać go i żywić dostatnio jako swego gościa i przyjaciela. I żyli odtąd tym kształtem bardzo szczęśliwie, obaj równie zadowoleni z odmiany stanu.
Oto handel, który gotów byłbym naśladować bardzo chętnie: i wielce chwalę dolę pewnego znanego mi prałata, który do czysta zbył się swej sakiewki, swego dochodu i wydatku, zdając wszystko w ręce to jednego wybranego sługi, to znowu innego. I przeżył długi ciąg lat tak doskonale nieświadom spraw gospodarstwa, jak gdyby był gościem w domu. Ufność w poczciwość drugiego jest niemałym dowodem własnej zacności; dlatego Bóg rad jej sprzyja. A co się tyczy owego prałata, to nie znam zgoła domu i gospodarstwa, które by były przystojniej i stateczniej prowadzone niż jego. Szczęśliwy, kto uładził w tak sprawiedliwej mierze swe potrzeby, aby dostatek, jaki posiada, starczył mu bez troski i kłopotu; kto trwonieniem ani gromadzeniem nie odrywa się od innych zajęć, bardziej godnych, spokojnych i wedle jego serca!
Dostatek przeto i niedostatek zależą od mniemania każdego. Bogactwo, zarówno jak sława i zdrowie, tyle tylko mają powabu i rozkoszy, ile mu użyczy ten, kto je posiada. Wszystko jest dobre i złe wedle naszego odczuwania. Nie ten, o kim ludzie to mniemają, ale ten który sam to mniema, jest zadowolony; w tym jednym wiara sama sobie daje istotę i prawdę. Los nie świadczy nam ani złego, ani dobrego; dostarcza jedynie materii i nasienia po temu: te dopiero dusza nasza, potężniejsza od niego, obraca i stosuje jak się jej podoba: ona, jedyna przyczyna i pani własnego szczęścia lub nieszczęścia. Zewnętrzne wydarzenia pożyczają smaku i koloru od mojego wewnętrznego stanu: tak jak odzież grzeje nas nie swoim ciepłem, ale naszym, które zdolna jest jeno ochraniać i hodować; kto by nią okrył ciało zimne, zyskałby tę samą usługę dla zimna; w ten sposób przechowuje się śnieg i lód. Jak dla leniwca cierpieniem jest nauka, tak znowuż dla pijaka wstrzemięźliwość od wina; umiarkowanie jest udręką dla żarłoka; ćwiczenia ciała torturą dla gnuśnego i niewieściucha: i tak z innymi rzeczami. Rzeczy nie są tak dotkliwe ani trudne same z siebie; nasza słabość i tchórzostwo uczyniły je takimi. Aby sądzić wielkie i wzniosłe sprawy, trzeba i duszę mieć takąż; inaczej przypisujemy innym przywary, które są w nas. Wiosło proste wydaje się krzywe w wodzie; nie tylko idzie o to, aby widzieć, ale jak się widzi.
Dlaczego zatem, z tylu racji, które rozmaitymi drogami uczą gardzić śmiercią i znosić cierpienie, nie znajdujemy żadnej, która by nam się zdała? Czemu z tylu perswazji skutecznych dla innego, nikt nie wybierze sobie bodaj jednej, najbardziej do smaku? Jeśli nie może strawić mocnego i żrącego leku, aby wypalić zło z korzeniem, niech przynajmniej weźmie łagodniejszy, iżby mu przyniósł ulgę. Opinio est quaedam effoeminata ac levis, nec in dolore magis, quam eadem in voluptate: qua, quum liquescimus fluimusque mollitia, apis aculeum sine clamore ferre non possumus. Totum in eo est, ut tibi imperes536. Zresztą przez to, iż będziemy podnosić dotkliwość cierpień i słabość ludzką, nie zdołamy umknąć filozofii: przyparta bowiem do muru, odrzuci nam taką niezwalczoną replikę: „Jeśli złem jest żyć w potrzebie, to z drugiej strony nie ma żadnej potrzeby, aby żyć w potrzebie. — Nikt nie trwa długo w złym, chyba z własnej winy”. Kto nie ma odwagi cierpieć ani śmierci, ani życia, kto nie chce ani stawić czoła, ani uciekać, jakąż takiemu znaleźć radę?
Rozdział XLI. O nieużyczaniu swojej chwały
Ze wszystkich chimer człowieka najbardziej przyjętą i powszechną jest troska o reputację i chwałę. Przejmujemy się nią tak, iż zdolni jesteśmy poświęcić bogactwo, spokój, życie i zdrowie, rzeczywiste i istotne dobra, aby gonić za tym czczym obrazem i pustym głosem, niemającym ciała ni treści:
La fama, ch’ invaghisce a un dolce suono
Gli superbi mortali, e par si bella,
E un’ eco, un sogno, anzi d’ un sogno un’ ombra
Ch’ad ogni rento si dilegua e sgombra537
Ze wszystkich niedorzecznych urojeń człowieka, zdaje się, iż nawet filozofowie później i uciążliwiej zbywają się tego niż jakiego bądź innego: jest ono najbardziej zakorzenione i uparte; quia etiam proficientes animos tentare non cessat538. Rozum nasz wykazuje czczość tego urojenia z nieubłaganą jasnością; ale ma ono w nas korzenie tak żywe, że nie wiem, czy kto zdołał się zeń w zupełności wyzwolić. Skoroście już wszystko powiedzieli i wszystkiemu uwierzyli na jego pognębienie, naraz staje przeciw waszym racjom tak silnym wewnętrznym buntem, iż ledwo zdołacie stawić mu czoło. Powiada Cycero, iż ci nawet, którzy zwalczają tę próżność, pragną wszelako, aby książki ich pióra poświęcone tej materii nosiły na czele ich imię: szukają sławy w tym, iż pogardzili sławą. Wszystkie inne rzeczy są przedmiotem handlu; użyczamy majętności, ba, życia w potrzebie przyjaciołom; ale użyczyć im własnej czci i uwieńczyć innego swoją chwałą, tego się nie widzi. Katullus Luktacjusz, dołożywszy wszelkich starań, aby w bitwie przeciw Cymbrom zatrzymać żołnierzy, którzy uciekali przed nieprzyjaciółmi, przyłączył się sam do uciekających i udał tchórza, iżby się raczej zdawało, iż spieszą za swoim wodzem, niż uciekają przed nieprzyjacielem: to znaczyło poświęcić własną reputację dla osłonienia cudzej hańby. Kiedy Karol piąty w r. 1537 wkroczył do Prowansji, utrzymują, iż Antoni de Leva, widząc cesarza gotowego na tę wyprawę i rozumiejąc, iż przysporzy mu ona znacznej chluby, głosował wszelako inaczej i odradzał ją; a to iżby cała cześć i chwała tego zamysłu została przy jego panu i aby było powiedziane, iż roztropność jego i bystrość były takie, że sam przeciw zdaniu wszystkich dokonał tak pięknego przedsięwzięcia: co znaczyło uczcić go swoim kosztem. Gdy posłowie traccy, pocieszając Archileonidę, matkę Brazydasa, po śmierci syna, wynieśli go tak wysoko, iż zgoła rzekli, że nie zostawił równego sobie, matka odrzuciła tę osobną i poszczególną pochwałę, aby ją oddać powszechności: „Nie powiadajcie mi tego — odparła — wiem, że Sparta ma wielu większych odeń i mężniejszych”. W bitwie pod Crecy książę Walii, bardzo jeszcze młody, dowodził przednią strażą, która dostała się w najżywszy wir starcia. Dworzanie jego widząc, iż sprawa jest ciężka, posłali do króla Edwarda, aby im przybył z pomocą. Spytał się o syna; gdy mu powiedziano, iż jest żyw i na koniu: „Krzywdę bym uczynił synowi — rzekł — spiesząc mu teraz wydrzeć chwałę zwycięstwa, w walce, którą tak długo podtrzymał. Jest w tym azard, przyznaję; ale w zamian cześć cała przypadnie jemu”. I nie chciał ani sam podążyć, ani nikogo posłać, aby nie powiedziano, iż wszystko było stracone bez jego pomocy i aby nie przypisano jemu zasługi zwycięstwa. Semper enim quod postremum adiectum est, id rem totam videtur traxisse539. Wiele osób w Rzymie mniemało, ba, głośno o tym mówiono, że najwalniejsze czyny Scypiona były w części zasługą Leliusza, który wszelako zawsze wysuwał naprzód i podpierał wielkość i chwałę Scypiona bez żadnej pieczy o własną. Gdy zaś Teopompusa, króla Sparty, chwalono, iż jeśli sprawy publiczne idą tak dobrze, to dzięki temu, że umie dobrze rozkazywać, odparł: „Raczej dlatego, że lud mój umie dobrze słuchać”.
Jako białe głowy, które odziedziczyły parostwo, miały mimo swej płci prawo zasiadania i oddawania głosu w sprawach podległych jurysdykcji parów, tak samo parowie duchowni mimo swej sukienki mieli obowiązek towarzyszyć królowi na wojnę nie tylko za pośrednictwem sług i przyjaciół, ale i własną osobą. Biskup de Beauvais, znalazłszy się z Filipem Augustem w bitwie pod Bouvines, żwawo krzątał się i przypomagał w tej potrzebie; ale rozumiał, iż nie godzi mu się korzystać z owocu i chwały onego mężobójczego i krwawego rzemiosła. Pojmał tego dnia własną ręką wielu nieprzyjaciół; owo oddawał ich pierwszemu z brzegu szlachcicowi, jakiego napotkał, odstępując mu wszelkie prawa, iżby ich sprawił albo zachował jako jeńców. Tak też uczynił z Wilhelmem hrabią Salisbury, oddając go Jehanowi de Nesle. Podobny skrupuł objawił i inny: gotów był walić, byle nie kaleczyć, dlatego walczył jeno maczugą. Za mego czasu, gdy komuś król czynił wyrzuty, iż podniósł rękę na księdza, ów przeczył wręcz i stanowczo: jakoż, w rzeczy, skopał go był i zdeptał nogami.
Rozdział XLII. O nierówności jaka jest między ludźmi
Plutarch powiada gdzieś, iż mniejszy jest przedział między zwierzęciem a zwierzęciem niż między człowiekiem a człowiekiem. Ma na myśli zdatność duszy i wnętrznych przymiotów. W istocie taką widzę przepaść między Epaminondasem (jak go sobie wyobrażam) a innym jakim z ludzi, których znam (ba, nawet mających swój rozum), iż chętnie poszedłbym jeszcze dalej niż mniemanie Plutarcha i rzekł, iż większy jest odstęp między tym pierwszym a drugim człowiekiem, niż między drugim człowiekiem a zwierzęciem:
Hem! vir riro quid praestat!540
i że tyleż jest stopni ducha, ile sążni stąd do nieba, i tak samo niezliczonych. Ale co się tyczy oceny ludzi, dziwne jest, iż z wyjątkiem nas samych wszelką rzecz ocenia się jeno wedle jej własnych zalet: chwalimy konia za to, że silny i zwinny,
Volucrem
Sic laudamus equum, facili cui plurima palma
Fervet, et exsultat rauco victoria circo541,
a nie za jego rząd i siodło; charta za chyżość, nie za obrożę; sokoła za skrzydła, nie za kaptur i dzwonki: dlaczego tak samo nie oceniamy człowieka wedle tego, co jego własne? Ma wielki dwór, piękny pałac, szerokie wpływy, tyle a tyle dochodu: wszystko to jest dokoła niego, nie w nim. Nie kupujcie kota w worku: jeśli targujecie konia, zdejmujecie mu derki, oglądacie go bez pokrycia, nago; albo jeżeli jest okryty (jak niegdyś przyprowadzano je książętom na przedaż), to jeno w częściach najmniej ważnych, iżbyście nie zabawiali się nad pięknością sierści albo szerokością zadu, ale głównie zatrzymali się przy rozważaniu nóg, oczu i pęcin, które są członki najbardziej pożyteczne:
Regibus hic mos est: ubi equos mercantur, opertos
Inspiciunt; ne, si facies (ut saepe) decora
Molli fulta pede est, emptorem inducat hiantem
Quod pulchrae clunes, breve quod caput, ardua cervix542.
Dlaczegóż, oceniając człowieka, oceniacie go całkowicie zawiniętym i opakowanym? Wystawia nam na pokaz jeno te części, które zgoła nie są jego, a kryje te, przez które jedynie można osądzić istotną wartość. Wam chodzi o jakość szpady, nie pochwy: czasem nie dalibyście za nią może ani szeląga, gdybyście ją obejrzeli w pełnym blasku. Trzeba oceniać człowieka wedle niego samego, a nie wedle jego przyodziewy; bardzo trefnie543 powiada ku temu starożytny: „Czy wiesz, dlaczego mniemasz go być wielkim? Liczysz go wraz z wysokością szczudeł”. Postument nie należy do posągu. Oglądajcie go bez oprawy: niech odłoży na stronę bogactwa i zaszczyty; niech się pokaże w koszuli. Ma li ciało sposobne do swoich funkcji, rześkie i zdrowe? Jaką ma duszę? Czy jest piękna, zdatna i równomiernie zaopatrzona? Czy bogata swoim czy cudzym? Czy los odmienny nic na niej nie wskóra? Czy z otwartymi oczami oczekuje obnażonych mieczów; czy obojętne jej, którędy odda tchnienie: ustami czy gardzielą; czy jest stateczna, równa i pogodna: to wszystko trzeba wiedzieć i tą miarą oceniać ogromne różnice, jakie są między nami. Czy jest
sapiens, sibique imperiosus;
Quem neque pauperies, neque mors, neque vincula terrent;
Responsare cupidinibus, contemnere honores
Fortis; et in seipso totus, teres atque rotundus,
Externi ne quid valeat per laeve morari,
In quem manca ruit semper fortuna544?
taki człowiek jest na tysiąc sążni ponad królestwa i księstwa; sam dla siebie jest swoim cesarstwem.
Sapiens... pol ipse fingit fortunam sibi545:
czegóż pozostaje mu jeszcze pragnąć?
Nonne videmus
Nil aliud sibi naturam latrare, nisi ut quoi
Corpore seiunctus dolor absit, mente fruatur
Iucundo sensu, cura semotu’ metuque546?
Przyrównajcież mu ciżbę naszych człowieczków, głupią, niską, służalczą, niestałą i nieustannie miotaną burzami namiętności, które trącając ją tam i sam, czynią ją zawisłą cale547 od obcej mocy. Większe tu jest zaiste oddalenie niż od nieba do ziemi; wszelako ślepota nasza płynąca z przyzwyczajenia jest taka, że mało zważamy na to albo nic wcale; podczas gdy jeśli zważamy chłopa i króla, szlachcica i chama, urzędnika i postronnego człeka, bogacza i biedaka, natychmiast oczom naszym przedstawia się ogromna różnica między tymi ludźmi, mimo iż różnią się nieraz, można powiedzieć, jeno krojem pludrów548.
W Tracji król wyróżniał się od swego ludu w sposób bardzo sztuczny i pocieszny: miał osobną religię, boga osobnego dla siebie, którego poddanym nie godziło się uwielbiać: Merkurego; on zasię gardził bogami poddanych, Marsem, Bachusem, Dianą. Są to wszelako malowidła, które nie czynią żadnej istotnej różnicy. Jak aktorzy komedii, których widzicie na scenie przybierających miny książąt i cesarzy, a wnet potem oglądacie jako nędznych parobków i drabów, co jest prawdziwą i przyrodzoną kondycją: tak i cesarz, którego pompa olśniewa was publicznie.
Scilicet et grandes viridi cum luce smaragdi
Auro includuntur, teriturque thalassina vestis
Assidue, et Veneris sudorem exercita potat549:
owo przyjrzyjcie mu się za kurtyną; nic, jeno pospolity człowiek, nieraz może szpetniejszy niż najlichszy z jego poddanych: ille beatus introrsum est; istius bracteata felicitas est550; tchórzostwo, niestatek, ambicja, złość i zawiść miotają nim jako i drugim;
Non enim gazae, neque consularis
Summovet lictor miseros tumultus
Mentis, et curas laqueata circum
Tecta volantes551:
troska a lęk dzierżą go za gardło pośród jego wojska.
Re veraque metus hominum, curaeque sequaces,
Nec metuunt sonitus armorum, nec fera tela;
Audacterque inter reges, rerumque potentes,
Versantur, neque fulgorem reverentur ab auro552.
Gorączka, ból głowy i pedogra azaliż553 oszczędzają go bardziej niż nas? Kiedy starość zwali mu się na barki, zali554 gwardziści mu ją zdejmą? Kiedy przejmie go obawa śmierci, zali upewni go przytomność555 dworzan i pokojowców? Kiedy go będą trapić zazdrość i pożądanie, zali czapkowania556 nasze dadzą mu pociechę? Sklepienie jego łoża, całe wzdęte od pereł i złotogłowiu, nie ma mocy ukoić ani nawet napadu zwykłej kolki!
Nec calidae citius decedunt corpore febres,
Textilibus si in picturis, ostroque rubenti
Iactaris, quam si plebeia in veste cubandum est557.
Pochlebcy wielkiego Aleksandra wmawiali weń, że jest synem Jowisza: owo gdy jednego dnia, będąc ranny, patrzył na krew upływającą z ciała: „No i cóż powiadacie? — rzekł — nie jestże to krew czerwona i ze wszystkim ludzka? Ani podobna tej, jakiej Homer każe płynąć z ran bogów”. Hermodor, poeta, uczynił wiersze na cześć Antygona, w których nazywał go synem słońca: zasię ten: „Ów — odparł — który wymiata mój stolec, wie dobrze, że tak nie jest”. Król jest to człowiek i nic więcej: a jeśli sam ze siebie jest lichym człowiekiem, władztwo całego świata nie zdoła go przystroić.
Puellae
Hunc rapiant, quidquid calcaverit hic, rosa fiat558:
i cóż z tego, jeśli to jest dusza grubaśna i tępa? Samej rozkoszy nawet i szczęścia nie zdolen jest człowiek odczuć bez niejakiej bystrości ducha i dowcipu.
Haec perinde sunt, ut illius animus qui ea possidet:
Qui uti scit, ei bona; illi, qui non utitur recte, mala559.
Choćby dary fortuny były i największe, trzebaż jeszcze posiadać i czucie, aby je smakować. Użycie, nie posiadanie, czyni nas szczęśliwymi.
Non domus et fundus, non aeris acervus, et auri,
Aegroto domini deduxit corpore febres.
Non animo curas. Valeat possessor oportet.
Qui comportatis rebus bene cogitat uti:
Qui cupit, aut metuit, iuvant ilium sic domus aut res,
Ut lippum pictae tabulae, fomenta podagram560.
Jeśli jest głupcem, jeśli smak ma tępy i jałowy, równie mało się nim cieszy, co paralityk słodyczą greckiego wina albo koń przepychem rzędu, w który go obleczono. Tak samo, powiada Platon, zdrowie, piękność, siła, bogactwo i wszystko co się nazywa dobrem, wszystko to równie jest złem niegodnemu, jak dobrem godnemu; i złe tak samo, na odwrót. A potem, gdzie ciało i dusza są w złym stanie, na cóż się zdadzą te zewnętrzne dogodności? Zważywszy, iż najmniejsze ukłucie szpilką i najlżejszy zamęt duszy wystarczają, aby nam odjąć rozkosz władztwa świata. Darmo mu być Najjaśniejszym i Majestatem: za pierwszą potyczką, jaką mu wyda pedogra,
Totus et argento conflatus, totus et aure561,
zali nie traci wraz pamięci o swoich pałacach i wielkościach? jeśli jest w gniewie, czyż księstwo chroni go od tego, by bladł, czerwieniał, zgrzytał zębami jak opętaniec? Zasię jeśli to jest roztropny i godny człowiek, władztwo niewiele przyda do jego szczęścia;
Si ventri bene, si lateri est, pedibusque tuis, nil
Divitiae poterunt regales addere maius562;
widzi, że to jest jeno dym i złuda. Ba, może będzie zdania króla Seleuka, że „gdyby kto znał istotny ciężar berła, nie raczyłby go podnieść, znalazłszy na ziemi”: rozumiał pod tym wielkie i ciężkie obowiązki spoczywające na dobrym królu.
Zaiste, nie jest to mała rzecz musieć kierować drugimi, skoro w kierowaniu sobą tyle spotykamy trudności. Co się tyczy rozkazywania, które zdaje się tak lube, to zważywszy niezdarność ludzkiego rozumu i trudność wyboru w nowych i wątpliwych rzeczach, jestem bardzo tego zdania, iż łatwiej o wiele i milej jest być prowadzonym niż prowadzić; i że to jest wielkie wytchnienie dla ducha iść wyżłobioną koleją i odpowiadać jeno563 za siebie.
Ut satius multo iam sit parere quietum,
Quam regere imperio res velle564.
Dodajmy do tego, co powiadał Cyrus, iż nie przystoi nikomu rozkazywać drugim, o ile nie jest więcej wart od tych, którym rozkazuje. Zasię król Hieron, w Ksenofonie, powiada więcej: iż nawet w kosztowaniu rozkoszy władcy są w gorszym położeniu niż osoby prywatne; ile że łatwość i dogodność odejmuje im ową korzenną zaprawę, którą my w nich znajdujemy.
Pinguis amor, nimiumque potens, in taedia nobis
Vertitur, et stomacho dulcis ut esca nocet565.
Czy wyobrażamy sobie, iż chłopaki drące się na chórze wielką znajdują rozkosz w swej muzyce? Przesyt czyni im ją raczej obmierzłą. Festyny, pląsy, maszkary, turnieje radują tych, którzy nie widzą ich często i stęsknią się za nimi; ale komu są codzienną strawą, temu smak ich staje się mdły i uprzykrzony. Dziewki nie łechcą tego, kto syci się nimi po dziurki w nosie: kto nie czeka, aż mu przyjdzie pragnienie, nie znajdzie rozkoszy w piciu. Figle kuglarzy radują widzów; im samym zasię są uciążliwą mordęgą. Że tak jest, widzimy stąd, iż rozkoszą dla książąt i ich prawdziwym świętem jest móc niekiedy się przebrać i zstąpić do gminnych i pospolitych obyczajów życia.
Plerumque gratae principibus vices,
Mundaeque parvo sub lare pauperum
Coenae, sine aulaeis et ostro,
Sollicitam explicuere frontem566.
Nie masz nic bardziej uciążliwego i sprzykrzonego niż zbytek. Jakaż chuć by się nie stępiła, widząc trzysta kobiet na skinienie, jako ma wielki sułtan w swym seraju? Jakąż rozkosz w polowaniu mógł czerpać ów jego przodek, który nie ruszał nigdy na łowy w mniej niż siedem tysięcy sokolników? Prócz tego, mniemam, iż ów blask wielkości czyni im niemałe przeszkody w kosztowaniu bardziej słodkich rozkoszy; są oni zbyt na widoku i na oczach świata. Nie pojmuję, w jaki sposób nie żąda się od nich, aby się kryli i osłaniali swe błędy: to bowiem, co u nas jest płochością, u nich staje się w oczach ludu tyranią, wzgardą i poniewieraniem praw. Rzekłbyś, iż prócz skłonności do grzechu znajdują jeszcze rozkosz w obrażaniu i deptaniu nogami publicznej obyczajności. Jakoż Platon w swoim Gorgiaszu określa jako tyrana tego, kto ma swobodę czynić w państwie wszystko, co mu się podoba: z tej przyczyny często pokaz i jawność ich błędów bardziej kłuje w oczy niż same błędy. Nikt nie lubi, aby go szpiegowano i kontrolowano: oni są pod kontrolą ciągle, aż do najmniejszego ruchu, nawet zgoła myśli; jako iż cały naród uważa, że ma prawo i interes je odgadywać. Dodajmy, iż plamy zdają się większe wedle naoczności i jasności miejsca, w którym się usadowią: drobne znamię lub brodawka na czole bardziej razi niż indziej cała szrama. Oto czemu poeci przedstawiają Jowisza, iż popadłszy w tkliwe upały, odmienia wprzódy swą postać; i z tylu miłosnych praktyk, które mu przypisują, nie masz ni jednej, jak mniemam, gdzie by wystąpił w całej wielkości i majestacie.
Ale wróćmy do Hierona. Powiada też, ile cierpi utrapień w swojej królewskości, iż nie może wędrować i podróżować swobodnie, będąc jakoby więźniem w granicach kraju; dalej, że we wszystkich sprawach czuje się zawżdy otoczony natrętną ciżbą. W istocie, patrząc na naszych królów, jak samotnie siedzą przy stole, oblężeni mnogością pyskaczy i nieznanych gapiów, często doświadczałem raczej współczucia niż zazdrości. Król Alfons powiadał, że osły lepszą w tym mają kondycję niż królowie; panowie pozwalają się im paść swobodno; gdy królowie za nic nie mogą tego uzyskać u swoich sług. I nigdy nie mogłem pojąć, aby to była w życiu dorzecznego człowieka wielka dogodność, iż ma ze dwa tuziny kontrolerów, gdy siedzi na stolcu; ani żeby służby człowieka, który ma dziesięć tysięcy funtów dochodu, który zdobył Kazal lub obronił Siennę, miały mu być milsze i znośniejsze niż usługa zdatnego i wyćwiczonego pachołka.
Przywileje władcy są niemal ze wszystkim urojone. Każdy stopień fortuny ma jakowyś pozór władztwa. Cezar nazywa królikami wszystkich panów wykonujących za jego czasu wymiar sprawiedliwości we Francji. Po prawdzie, oprócz imienia „Najjaśniejszego”, my wszyscy niewiele w tyle jesteśmy za królami. Ot, weźcież, w prowincjach odległych od dworu, w Bretanii na przykład, dwór, wasalów, oficerów, tryb życia, porządki i ceremoniał jakiego możnego panka, odludka i domatora, jak żyje w otoczeniu swych sług: i spójrzcie także na lot jego wyobraźni: nie może być nic bardziej królewskiego! Słyszy o swoim władcy ledwie raz na rok jakoby o królu perskim i zna go jedynie z jakiegoś odwiecznego krewieństwa, które sekretarz prowadzi w regestrach. Zaiste, prawa nasze są dość swobodne i ciężar zwierzchności nie daje się szlachcicowi francuskiemu uczuć częściej niż ledwie dwa razy w ciągu życia. Istotne i czynne poddaństwo dotyczy jedynie tych, którzy się doń garną i którzy radzi są przysporzyć sobie czci i bogactw taką służbą: kto chce się zagrzebać w swych pieleszach i umie prowadzić dom bez kłótni i procesów, ten jest tak swobodny jak doża wenecki. Paucos servitus, plures servitutem tenent567.
Ale zwłaszcza cierpi Hieron nad tym, iż pozbawiony jest wszelkiej przyjaźni i wzajemnego obcowania, na czym zasadza się najbardziej słodki i doskonały owoc ludzkiego żywota. Jakiż bowiem dowód przywiązania i dobrej woli mogę otrzymać od tego, kto, chce czy nie chce, winien mi jest wszystko, co może? Czy mogę liczyć sobie za coś jego uniżoną mowę i pokorne ukłony, zważywszy, iż nie sposób mu uchylić się od nich? Cześć, jaką nam świadczą ci, co się nas lękają, nie jest czcią; owe objawy szacunku przypadają randze królewskiej, nie mnie.
...maximum hoc regni bonum est,
Quod facta domini cogitur populus sui
Quam ferre, tam laudare568.
Czyli nie widzę, iż zły i dobry król, ten którego nienawidzą i którego kochają, tyleż ma z tego jeden co i drugi? Tej samej parady, tej samej ceremonii, służb, zażywał mój poprzednik i takoż będzie następca. Jeśli poddani moi nie czynią mi przykrości, nie jest to świadectwem żadnych dobrych uczuć; dlaczegóż miałbym to brać za dowód przychylności, skoro nie mogliby czynić inaczej, choćby chcieli? Nikt nie trzyma się mnie z przyjaźni, jaka by istniała między nim a mną; nie może się zadzierzgnąć przyjaźń, gdzie jest tak mało bliskości i porozumienia. Wielkość moja wyniosła mnie poza towarzystwo ludzi; zbyt wielka jest nierówność i nieproporcja569. Otaczają mnie z obowiązku i zwyczaju, albo raczej nie tyle mnie, ile mą fortunę, aby pomnożyć przy niej swoją. Wszystko, co mówią i czynią, to jeno barwiczka, ile że swoboda ich spętana jest z wszystkich stron przemocą, jaką mam nad nimi. Widzę dokoła siebie same jeno opończe i maski.
Jednego dnia dworzanie chwalili cesarza Juliana, że wydaje sprawiedliwe sądy; na co rzekł: „Czułbym się dumny z tej pochwały, gdyby pochodziła od osób, które by śmiały zganić mnie lub potępić, o ile bym zasłużył”. Wszystkie prawdziwe korzyści, jakie mają władcy, są im wspólne z ludźmi średniej fortuny: bogów sprawą jest jeździć na skrzydlatych rumakach i karmić się ambrozją. Sen ich i apetyt nie różni się od naszego; klinga ich nie jest z hartowniejszej stali; korona nie zasłania ich od słońca ani deszczu.
Dioklecjan, który nosił swoją na głowie tak chlubnie i szczęśliwie, złożył ją, aby się cofnąć w wywczasy prywatnego życia; a gdy w jakiś czas potem, obrót spraw publicznych wymagał, aby znów dźwignął ich ciężar, odpowiedział tym, którzy go o to prosili: „Nie podjęlibyście się nakłaniać mnie do tego, gdybyście widzieli piękny porządek drzew, które u siebie posadziłem, i piękne melony, które sam wyhodowałem”.
Zdaniem Anacharsysa, najpiękniejsze urządzenie państwa byłoby to, gdzie, przy równych warunkach, pierwszeństwo odmierzałoby się cnocie, zasię ostatnie miejsce występkowi.
Kiedy król Pyrrhus postanowił wkroczyć do Italii, Kineasz, roztropny doradca, chcąc mu dać uczuć czczość jego ambicji, spytał: „Powiedz mi, panie, w jakimż celu podejmujesz tę wielką wyprawę?”. „Aby się stać panem Italii” — odparł tamten bez namysłu. „A później — ciągnął Kineasz — gdy to się spełni?” — „Wkroczę — odparł król — do Galii i Hiszpanii”. — „A potem?” — „Podbiję Afrykę; a w końcu, kiedy świat cały rzucę sobie pod stopy, odpocznę i będę żył w swobodzie i weselu”. „Na Boga, panie — rzekł wówczas Kineasz — powiedzcie mi, co przeszkadza byście już teraz tak żyli, jeżeli macie ochotę? czemu nie zawijasz dziś do tego portu, do którego rzekomo dążysz, i czemu nie oszczędzisz sobie tylu trudów i niebezpieczeństw którymi się odeń odgradzasz?”
Nimirum, quia non bene norat quae esset habendi
Finis, et omnino quoad crescat vera voluptas570.
Zamknę jeszcze ten przedmiot dawnym cytatem, który zda mi się osobliwie piękny:
Mores cuique sui fingunt fortunam571.
Rozdział XLIII. O prawach przeciw zbytkom
Sposób, w jaki nasze prawa próbują poskramiać próżne i niedorzeczne wydatki na stół i ubiory, zdaje się sprzeczny z celem. Prawdziwym lekarstwem byłoby wszczepić w ludzi wzgardę dla złota i jedwabiu, jako rzeczy czczych i bezpożytecznych; zasię my, przeciwnie, pomnażamy ich powab i cenę: bardzo, zaiste, niezdarny sposób, aby je ludziom zbrzydzić. Orzec bowiem, iż jeno książęta będą jedli rzadkie ryby morskie, chodzili w aksamicie i złotogłowiu, a zabronić ich ludowi, zali nie znaczy podnieść te rzeczy nader wysoko w powszechnym mniemaniu i obudzić w każdym ochotę ich używania? Niech królowie śmiało porzucą te oznaki wielkości; mają dość innych: takie przekwinty są raczej do wybaczenia każdemu innemu niż monarsze. Z przykładu wielu narodów możemy się nauczyć dość lepszych sposobów zewnętrznego wyróżnienia się i zachowania stopni (co w istocie uważam za bardzo użyteczne państwie), bez podsycania w tym celu tak oczywistej szkodliwości i zepsucia.
Dziw, jak w takich obojętnych rzeczach zwyczaj łacno zagnieżdża się i nabiera powagi. Ledwie przez jeden rok, z przyczyny żałoby po królu Henryku II, nosiliśmy na dworze sukno, a już w powszechnym mniemaniu jedwab stał się czymś tak podłym, iż gdy się widziało kogoś w jedwabiu, wraz osądzało się go jako człeka mieszczańskiej kondycji. Jedwabie stały się strojem medyków i chirurgów; i mimo że wszyscy ubierali się mniej więcej jednako, dosyć znalazło się widocznych odmian dla rozróżnienia ludzi i godności. Jak łacno w naszej armii przyszły do czci brudne zamszowe i płócienne płaszcze; świetność zaś i bogactwo stroju stały się przedmiotem wstydu i wzgardy! Niech królowie pierwsi poniechają tych zbytków, a rzecz będzie gotowa w miesiąc, bez edyktów i nakazów: wszyscy pójdziemy ich śladem. Prawo winno by orzec, na wspak, że karmazyn i klejnoty wzbronione są wszelakim stanom, za wyjątkiem hecarzy i ladacznic.
Podobnym konceptem poprawił Seleukus skażone obyczaje Lokryjczyków. Ustawa jego brzmiała: „Niewiasta wolnego stanu nie może wieść za sobą więcej niż jedną służebną, chyba jeśli będzie nietrzeźwa; ani nie może wychodzić za miasto w nocy, ani nosić klejnotów ze złota, ani haftowanej sukni, o ile nie jest dziewką publiczną i nierządnicą. Mężczyźnie, z wyjątkiem rufianów572, nie wolno jest nosić złotych pierścieni, ani cienkiej sukni milezyńskiej”. I tak, przez takie hańbiące klauzule, odciągał zmyślnie obywateli od rzeczy zbytecznych i od zgubnej zniewieściałości: był to bardzo pożyteczny sposób, aby drogą czci i ambicji sprowadzić ludzi do obowiązku i posłuszeństwa.
Nasi królowie wszystko mogą w zakresie takich wewnętrznych reform: ich upodobanie obstoi za prawo. Quidquid principes faciunt, praecipere videntur573. Cała Francja czerpie w swych obyczajach wzór ze dworu. Niech odrzucą ze wstrętem ten szpetny krój odzieży, który tak jawnie odsłania nasze wstydliwe członki; owo ciężkie wypychanie kaftanów, które czyni nas zgoła niepodobnymi do siebie i taką jest zawadą w zbroi; te długie kędziory, upodabniające nas do niewiast; ten głupi zwyczaj całowania wszystkiego co podajemy komuś i obyczaj całowania własnych rąk przy pozdrowieniu (ceremonia winna niegdyś samym jeno książętom); i tę modę, aby szlachcic mógł wchodzić w uczciwe miejsce bez szpady przy boku, rozpasany i rozmamłany, jakoby wracał z wychodu; i to, żebyśmy, wbrew obyczajowi ojców i osobliwej swobodzie szlachty, trzymali się z odkrytą głową już z dala dokoła książąt, bez względu na miejsce, gdzie się znajdują; nie tylko wpodle monarchy samego, ale wpodle574 stu innych: tylu mamy pół i ćwierćkrólików! I tak samo, niech odrzucą wiele nowych a zdrożnych wymysłów: a natychmiast ujrzą, jak wszystko ich poniecha i okrzyczy je ze wzgardą.
Platon, w swoich Prawach, uważa, iż nie ma szkodliwszej dla państwa zarazy, jak pozostawić młodzieży swobodę zmieniania w odzieży, zachowaniu, tańcach, ćwiczeniach i pieśniach jednej formy na inną; pozwolić jej wałęsać się duchem to w tym, to w owym kierunku; uganiać się za nowościami, mieć we czci ich autorów: przez co obyczaje się psują i wszelki dawny porządek popada we wzgardę i lekceważenie. We wszystkich rzeczach z wyjątkiem wprost złych odmiana jest niebezpieczna: odmiana pór roku, wiatrów, żywności i humorów. I żadne prawa nie zażywają prawdziwego szacunku prócz tych, którym Bóg użyczył długiego trwania, tak by nikt nie znał ich początku, ani też nie miał świadomości, by kiedykolwiek mogły być inne.
Rozdział XLIV. O spaniu
Rozum nakazuje nam wprawdzie iść ciągle tą samą drogą, wszelako nie zawsze jednym krokiem. Mimo iż mędrzec nie dozwala ludzkim namiętnościom, by się zbłąkały z prostego gościńca, może, bez chyby dla swego obowiązku, dopuścić im swobodę przyśpieszania albo zwalniania kroku, nie zaś wryć się w ziemię, jakoby ów nieruchomy i niewzruszony kolos. Gdyby cnota sama mogła się oblec w ciało, mniemam, iż pulsy jej tętniłyby silniej, idąc do bitwy niż siadając do stołu; ba, nawet potrzebne jest, by się rozgrzała i wzruszyła.
Dlatego zauważyłem jako rzecz rzadką, iż widuje się niekiedy znamienite osobistości, jak, przy największych przedsięwzięciach i najważniejszych sprawach, zachowują panowanie nad sobą tak zupełne, że nawet sen ich nie podlega ukróceniu. Aleksander Wielki, w przeddzień wściekłej bitwy wydanej Dariuszowi, spał tak spokojnie i do późna, iż Parmenion zmuszany był wejść do komnaty i, zbliżywszy się do łoża, zawołać kilkakrotnie po imieniu, by go zbudzić, jako iż czas naglił do boju. Cesarz Otton, mając postanowienie zabić się tejże nocy, uładził wprzód sprawy domowe, rozdzielił pieniądze sługom; następnie, wyostrzywszy klingę, którą się chciał ugodzić, oczekując jeno wiadomości od przyjaciół, czy wszyscy schronili się w bezpieczne miejsce, położył się i usnął tak głęboko, iż pokojowcy słyszeli jego chrapanie. Zgon tego cesarza ma wiele rzeczy podobnych śmierci wielkiego Katona, zwłaszcza ów przytoczony szczegół. Katon, będąc gotów się zgładzić, czekał jeno wieści, czy senatorowie, których chciał wiedzieć w bezpieczeństwie, wydostali się z Utyki. Wśród tego oczekiwania usnął tak mocno, iż słyszano jego sapanie z sąsiedniej izby. Skoro wyprawiony do portu goniec obudził go, aby powiedzieć, że burza przeszkodziła senatorom rozwinąć żagle, odłożył rzecz do przybycia następnego gońca i zanurzywszy się w łoże, zaczął jeszcze drzemać, póki ów ostatni nie upewnił go o ich odjeździe. I w innych jeszcze okolicznościach możemy porównać postawę jego z postępkiem Aleksandra, zwłaszcza w czas owej wielkiej i niebezpiecznej burzy grożącej mu z przyczyny buntu trybuna Metella. Ów chciał ogłosić dekret odwołania do miasta Pompejusza wraz z wojskiem (było to podczas rozruchów Katyliny); któremu to dekretowi Kato sam jeden się sprzeciwiał, i przyszło stąd między nim a Metellem do wielkiej zwady i pogróżek w obliczu senatu. Ale prawdziwe starcie czekało dopiero nazajutrz, na forum, gdzie miało przyjść do wykonania. Metellus, prócz faworów ludu i Cezara (który wówczas bardzo się krzątał za sprawą Pompejusza), miał się tam znaleźć otoczony wielką siłą cudzoziemskich niewolników i siepaczy, Katon zasię zbrojny jeno własnym męstwem; tak iż krewni jego, domownicy i postronni zacni ludzie bardzo się oń troskali i byli tacy, którzy noc ową spędzili z nim razem, nie kładąc się na spoczynek, nie jedząc ani pijąc, z przyczyny niebezpieczeństwa, które dlań przewidywali. Żona zwłaszcza i siostry płakały bez ustanku i lamentowały: on, przeciwnie, krzepił wszystkich na duchu; i powieczerzawszy jak zwykle, poszedł spać i przespał głębokim snem do rana, do chwili gdy jeden z trybunów przyszedł go zbudzić, aby szedł na plac. To, co wiemy zresztą o odwadze tego człowieka, może nas zupełnie uprawnić do sądu, iż płynęło to z duszy tak wysoko podniesionej nad takie przypadki, że nie raczył dopuszczać ich do mózgu, nie więcej od innych pospolitych wydarzeń.
Podczas zwycięskiej bitwy morskiej przeciw Sekstowi Pompejuszowi w Sycylii, ogarnęła Augusta, w chwili starcia, tak głęboka senność, iż przyjaciele musieli go budzić, aby dał znak do bitwy. Z czego M. Antoniusz wziął później asumpt do wymówek, iż nie miał nawet serca patrzeć z otwartymi oczami na to, jak się sprawia jego wojsko i nie śmiał pokazać się żołnierzom, póki Agryppa nie przyszedł mu oznajmić zwycięstwa. Młody Mariusz uczynił jeszcze gorzej; w dzień ostatniego spotkania z Syllą, sprawiwszy szyki i dawszy hasło i znak do bitwy, położył się pod drzewem, w cieniu, aby wypocząć, i usnął tak sumiennie, iż ledwie zdołał się obudzić przy pogromie i ucieczce swych ludzi, nic nie oglądawszy z bitwy. Co przypisują temu, iż tak był wycieńczony trudem i bezsennością, że natura wręcz wymówiła mu posłuszeństwo. W tej materii powiadają medycy, jako sen jest tak potrzebny, iż życie nasze odeń zależy. Wiadomo, iż króla Perseusza Macedońskiego, będącego jeńcem w Rzymie, uśmiercono, zbawiając go snu. Z drugiej strony, Pliniusz przytacza takich, którzy długo żyli bez snu. U Herodota czyta się o narodach, gdzie ludzie śpią i czuwają na przemian po pół roku. W żywocie mędrca Epimenidesa czytamy, iż spał pięćdziesiąt siedem lat z rzędu.
Rozdział XLV. O bitwie pod Dreux
Pełno było osobliwych przypadków w tej bitwie. Ci, którzy nie nadto sprzyjają reputacji pana de Guize, wysuwają chętnie ten postępek, wedle nich nie do usprawiedliwienia, iż uczynił postój ze swoim wojskiem i ociągał się z pomocą, gdy hetmana i wodza armii prażono ogniem armatnim. Twierdzą, iż lepiej było puścić się na azard575, atakując nieprzyjaciela z boku, niż, czekając dogodniejszej chwili dopadnięcia go z tyłu, ścierpieć tak dotkliwą stratę. Ale, pominąwszy nawet to, czego dowiódł wynik, każdy, kto będzie rzecz rozważał bezstronnie, przyzna mi łatwo, jak sądzę, że zamiar i wysiłek nie tylko wodza, ale każdego żołnierza, winny mierzyć ku powszechnemu zwycięstwu; i że w żadnym wypadku poszczególne okoliczności ani względy nie powinny odwracać ich od tego celu.
W spotkaniu z Machanidasem, Filopemon wysłał naprzód na harcownika spory oddział łuczników. Gdy nieprzyjaciel, rozgromiwszy ich, bawił się ściganiem do upadłego i bieżał upojony zwycięstwem wzdłuż frontu armii Filopemonowej, ten, mimo niecierpliwości żołnierzy, nie uznał za właściwe ruszyć z miejsca, ani też natrzeć na nieprzyjaciela, aby wspomóc swych ludzi; jeno, pozwoliwszy ich pędzić i siekać w swoich oczach, zaczął atak dopiero wówczas, gdy ujrzał piechotę nieprzyjacielską całkowicie oddzieloną od konnicy. Jakoż, mimo że to byli Lacedemończycy, łatwo się z nimi uporał; zaskoczył ich bowiem w chwili, w której, mniemając, że wszystko już wygrane, poczęli łamać porządek szyków; to sprawiwszy, zaczął ścigać Machanidasa. Ten wypadek jest jakoby bliźniaczy postąpieniu pana de Guize.
W zaciętej bitwie przeciw Beocjanom, o której Ksenofon, biorący w niej udział, powiada, iż była najsroższa jaką widział, Agezilaus wzgardził okazją, jaką los mu nastręczał, aby przepuścić mimo batalion Beocjan i napaść ich z tyłu, mimo iż dawało to pewność zwycięstwa, rozumiejąc, iż w takim obrocie więcej jest sztuczki niż odwagi. Aby tedy wykazać swą dzielność, w wielkodusznej rezolucji wybrał raczej wręcz stawić im czoło: za to też pobito go sumiennie i samego zraniono. Wreszcie, zmuszony był szukać ratunku i drogi w postanowieniu, którym wzgardził na początku. Kazał otworzyć swym ludziom szeregi, aby przepuścić rwącą falę Beocjan; następnie zaś, kiedy przeszli na wskroś, widząc, że idą w nieładzie, jako wolni, w swoim mniemaniu, od wszelkiego niebezpieczeństwa, kazał ich ścigać i natrzeć na nich z flanków. Mimo to, nie mógł ich doprowadzić do zupełnej rozsypki; cofnęli się pomału, raz po raz pokazując zęby, póki ze wszystkim nie znaleźli się w bezpiecznym miejscu.
Rozdział XLVI. O imionach
Mimo iż między ziołami istnieje ogromna rozmaitość, wiele z nich obejmuje się nazwą sałaty; tak samo, przy tym rozważaniu imion, podam tu bigos hultajski z najrozmaitszych przedmiotów.
Każdy naród ma jakieś imiona, które, nie wiem czemu, zażywają złej sławy: tak u nas Jehan, Wilhelm, Benedykt. Takoż, w rodowodach książąt, spotyka się ponoć niektóre imiona fatalnie obciążone: jako Ptolomeuszów u Egipcjan, Henryków w Anglii, Karolów we Francji, Baldwinów we Flandrii; zasię w naszej starej Akwitanii Wilhelmów, z czego powiadają, iż poszło imię Gujany: licha, co prawda, gra wyrazów, ale w Platonie samym znajdą się lichsze.
Item576, jest to rzecz błaha, godna wszelako pamięci dla swej osobliwości, i opisana przez naocznego świadka, iż, gdy Henryk, diuk Normandii, syn Henryka drugiego, króla Anglii, wydawał uroczysty fest we Francji, szlachta zebrała się tak licznie, iż dla zabawy podzielili się na gromady wedle wspólności imion; owo w pierwszej gromadzie, która była Wilhelmów, znalazło się stu dziesięciu ze szlachty proszonej do stołu, noszących to imię, nie licząc pospolitszych szlachetków i służby.
Również uciesznie jest obdzielać stoły wedle imion gości. Tak cesarz Geta nakazał ustanowić porządek stołu wedle pierwszej litery potraw: na przykład dawano kolejno te, które zaczynały się na B: baranina, bażant, blomuzie, bliny, i tak samo z innymi.
Item, powiadają, że dobrze jest mieć dobre imię, to znaczy mir i reputację; ale także, po prawdzie, pożyteczna jest mieć piękne imię, które łatwo da się wymówić i spamiętać, królowie bowiem i wielcy łacniej nas wtedy poznają i zapominają trudniej. Z tych zwłaszcza, co nam służą, częściej wołamy i używamy takich, których imiona łacniej nastręczają się na język. Widziałem, jak król Henryk drugi nie mógł nigdy nazwać jak się należy pewnego szlachcica z naszych stron, z Gaskonii; takoż jedną z panien królowej wołał zawżdy wedle jej prowincji, imię bowiem rodzinne zdało mu się zbyt cudaczne. Sokrates uważa to za skrupuł godny ojcowskiej uwagi, aby dawać dzieciom piękne imiona.
Item, powiadają, że założenie Kościoła Najświętszej Panny w Poitiers stąd wzięło początek, iż pewien rozpustny młodzieniec, zamieszkały w tym miejscu, nagabnąwszy dziewkę i z miejsca spytawszy ją o imię, które było Maria, uczuł się ogarnięty tak żywym duchem religii i szacunku na to przenajświętsze imię Dziewicy, matki naszego Zbawiciela, iż nie tylko przepędził natychmiast dziewkę, ale i kajał się całe życie. W rozważaniu tego cudu zbudowano w miejscu, gdzie stał dom owego młodzieńca, kaplicę pod wezwaniem Matki Boskiej, a później kościół, który widzimy. Ta nabożna skrucha trafiła prosto do serca uchem i wrażeniem głosek; druga, tego samego rodzaju, którą przytoczę, wcisnęła się przez zmysły cielesne. Pytagoras, będąc w kompanii młodych ludzi i słysząc jak rozgrzani ucztą zmawiali się iść pogwałcić uczciwy dom, kazał muzykantom odmienić tonację; i przez uroczysty, surowy i spondeiczny takt urzekł pomału ich żarkość577 i uśpił ją z kretesem.
Item, czyż nie powie potomność, że nasza dzisiejsza reformacja bardzo w tym była wybredna i ścisła, nie tylko bowiem zwalczała błędy i przywary i napełniła świat dewocją, pokorą, posłuszeństwem, pokojem i wszelakim rodzajem cnoty, ale posunęła się aż do zwalczania dawnych imion chrzestnych, jak Karol, Ludwik, Franciszek, aby zaludnić świat Matuzalemami, Ezechielami, Malachiaszami, o wiele lepiej pachnącymi świętością? Pewien szlachcic, mój sąsiad, rozważając przewagi dawnych czasów w porównaniu z naszymi, nie przepomniał578 położyć na szalę przepychu i wspaniałości imion rycerstwa onych wieków: jako don Grumedan, Kwedragan, Agezylan; już kiedy się słyszało dźwięk takich imion, czuć było, że to zgoła inni ludzie niż nasze Pietry, Mateusze i Michały.
Item, wdzięczen jestem Jackowi Amyot, iż zostawił w tekście swych przekładów imiona łacińskie nietknięte i całkowite, nie przyprawiając ich ani kalecząc, aby im dać bardziej swojską kadencję. Zdawało się to z początku nieco twarde; ale, przez przyzwyczajenie, w ślad rozszerzania się jego Plutarcha, z czasem zupełnie przestało nas razić. Często odczuwałem życzenie, aby ci, którzy piszą historię po łacinie, zostawili nam nasze imiona tak jak są: czyniąc bowiem z Vaudemonta Vallemontanus, przekształcając je i wydymając z łacińska lub z grecka, sprawiają, iż nie wiemy wręcz, gdzie jesteśmy i nie poznajemy się sami w sobie.
Aby zakończyć nasz obrachunek; bardzo to zły obyczaj i o bardzo złych następstwach to, co się czyni we Francji, aby każdego nazywać wedle miana jego ziemi i posiadłości. Jest to rzecz, która najbardziej w świecie mięsza stosunki rodowe i gubi nas w nich z kretesem. Młodszy syn zacnego rodu, otrzymawszy jako wiano ziemię, pod której imieniem zyskał mir i szacunek u ludzi, nie może go uczciwie poniechać: owo, w dziesięć lat po jego śmierci, przechodzi do rąk obcego, który również każe się od niej mianować: łatwo zgadnąć, jakie stąd zamieszanie. Nie trzeba szukać przykładów gdzie indziej jak w naszym domu królewskim, gdzie ile gałęzi, tyle przydomków: przy czym sam pień zupełnie się zatracił. Tyle jest swywoli w tych przekształceniach, iż za mej pamięci nie widziałem nikogo, wyniesionego losem do jakiejś znacznej wielkości, aby mu natychmiast nie przyczepiono tytułów genealogicznych nowych i nieznanych jego ojcu i aby nie zaszczepiono na jakimś znakomitym pniu: a, szczęśliwym trafem, najpośledniejsze rodziny najbardziej są pochopne do takiego fałszerstwa. Ilu mamy szlachciców we Francji, którzy, wedle swego rachunku, pochodzą z rasy królewskiej? więcej, mniemam, niż innych. Czyż nie wdzięcznie to utrefił jeden z mych przyjaciół? Zgromadziło się sporo rycerstwa z przyczyny zwady dwóch panów: z tych jeden miał w istocie niejaką przewagę tytułów i aliansów, wznoszących go nad pospolitą szlachtę. Zaczem, gdy rozmowa zeszła na tę materię, każdy, starając się mu dorównać, przytaczał ten takie pochodzenie, ów owakie, ten podobieństwo imion, ten herbu, ten stary pergamin rodzinny; co najlichszy okazał się przynajmniej wnukiem jakiegoś zamorskiego króla. Ponieważ to było przy obiedzie, mój frant, miast zająć miejsce, cofnął się w pokornych ukłonach, prosząc kompanię o przebaczenie, iż, przez nieświadomość, żył z nimi aż do dziś dnia na stopie równości; dowiedziawszy się wszelako teraz świeżo o ich starożytnych parantelach, nabrał dla nich czci wedle ich godności i nie przystało mu się posiąść wśród tylu książąt. Po czym, przestając trefnować, wyrąbał im w żywe oczy: „Zadowólmy się, do kroćset, tym, czym ojcowie nasi się kontentowali i czym jesteśmy; starczy nam nasza ranga, jeżeli będziemy ją umieli dobrze nosić: nie wypierajmy się doli i stanu naszych dziadów i zbądźmy się tych głupich prerogatyw, których nie braknie nikomu, kto jest dość głupi aby się nimi chełpić”.
W herbach również nie więcej jest pewności jak w nazwiskach. Ja mam pole niebieskie zasiane złotymi listkami koniczyny z łapą lwa w pośrodku. Jakiż przywilej ma to godło, aby przetrwać osobliwie w mym domu? Zięć przeniesie je w inną rodzinę: jakiś mierny nabywca uczyni zeń swoje pierwsze godło rodowe. Nie ma rzeczy, w której by się widziało więcej zmienności i zamieszania.
Ale to rozważanie ciągnie mnie z konieczności na inne pole. Zbadajmy rzecz nieco bliżej, i, na Boga, spójrzmy, na jakich podstawach fundujemy tę chwałę i reputację, dla której świat się przewraca; gdzie umieszczamy tę całą cześć, o którą dobijamy się z takim mozołem: w gruncie rzeczy jakiś Piotr albo Paweł nosi ją, przechowuje i ma z niej pożytek. O, cóż za wspaniałą moc ma owa nadzieja, która w śmiertelnej istocie, igraszce jednego momentu, przywłaszcza sobie nieskończoność, niezmienność, wieczność, i zaludnia ubóstwo swego pana posiadaniem wszystkich rzeczy, których może sobie wyroić i pragnąć ile zechce! Natura dała nam w ręce ucieszną zabawkę! I ten Piotr albo Paweł, cóż to jest, jeśli nie całej parady dźwięk jednej czy dwu zgłosek, trzy lub cztery kreski piórem? A tak łatwe są do zmienienia, że chętnie bym zapytał, komu przypada chwała tylu zwycięstw? panu Guesquin, Glesquin, czy Gueaquin? I byłoby w tym więcej może racji niż w Lucjanie, w owym jego procesie Σ z T, bowiem
non levia aut ludicra petuntur
Praemia:579
chodzi tu o nie lada rzeczy; sprawa jest o to, która z tych głosek ma być zapłacona za tyle oblężeń, bitew, ran, więzień i usług oddanych koronie Francji przez sławnego jej hetmana.
Mikołaj Denisot troszczył się jeno o głoski swego miana, i zmienił całą jego budowę, aby ukuć zeń Conte d’Alsinois, które uwieńczył chwałą swej poezji i malarstwa. Kto by uwierzył, że kapitan Bajard nie miał innej chwały, jeno tę, którą zapożyczył z czynów Piotra Terrail? że Antoni Eskalin dał sobie ukraść w swoich oczach zasługę tylu żeglug i tylu czynów na morzu i lądzie kapitanowi Poulin i baronowi La Garde?
Po wtóre, są to rysy pióra wspólne tysiącom ludzi. Iluż jest, u wszystkich narodów, osób tego samego imienia i nazwiska? w rozmaitych rasach, wiekach, krajach, iluż? Historia znała trzech Sokratesów, pięciu Platonów, ośmiu Arystotelesów, siedmiu Ksenofontów, dwudziestu Demetriuszów, dwudziestu Teodorów: a pomyślcie, ilu nie znała! Kto przeszkodzi memu stajennemu nazwać się Pompejuszem Wielkim? I ostatecznie, jakież są środki, jakież sposoby zdolne, po śmierci, z osobą tegoż chłopca stajennego albo tamtego męża, któremu głowę ucięto w Egipcie, związać ten tak wielbiony dźwięk imienia i tych kilka tak uczczonych kresek pióra, iżby się mieli prawo nimi szczycić?
Id cinerem et manes credis curare sepultos580
Jakąż radość mają owi dwaj towarzysze, dzielący najwyższą chwałę męstwa wśród ludzi: Epaminondas z owego wspaniałego wiersza, który tyle wieków obiega o nim w naszych ustach,
Consiliis nostris laus est attrita Laconum581;
i Afrikanus z tego drugiego:
A sole exoriente, supra Maeotis paludes,
Nemo est, qui factis me aequiparare queat582.
Ci, co są żywi, łechcą się lubą słodyczą tych dźwięków i, podsycając się nimi w zazdrości i pożądaniu, wyobraźnią przenoszą nierozumnie na zmarłych własne odczuwanie; toż, w złudnej nadziei wmawiają w siebie, że i oni z kolei taką sobie nagrodę wysłużą. Bóg to wie. Wszelako,
ad haec se
Romanus Graiusque et Barbarus induperator
Erexit; causas discriminu atque laboris
Inde habuit: tanto maior famae sitis est, quam
Virtutis583!
Rozdział XLVII. O niepewności naszego sądu
Prawda to jest, co powiada ten wiersz:
ἐπέων δὲ πολὺς νομὸς ἔνθα καὶ ἔνθα584.
„Wiele można mówić o wszystkim, za i przeciw”.
Na przykład:
Vince Hannibal, et non seppe usar poi
Ben la vittoriosa sua ventura585.
Kto będzie chciał stanąć po tej stronie i podkreślać, wraz z naszym stronnictwem, błąd, iż świeżo nie wyzyskaliśmy lepiej zwycięstwa pod Moncontour? albo kto zechce oskarżać króla Hiszpanii, iż nie umiał spożytkować przewagi swej pod Saint Quentin, wiele będzie mógł o tym powiedzieć. Błąd ten wypływa z duszy upojonej powodzeniem, która, czując się pełna i nasycona doraźnym szczęściem, traci smak przymnażania go, z trudnością mogąc strawić już to, co ma. Taki człowiek staje, jakoby miał ręce cale pełne, nie mogąc objąć więcej; niegodzien, by mu fortuna dawała takie dobro w dłonie. Jakąż bowiem ma z tego korzyść, jeśli, mimo wszystko, zostawi nieprzyjacielowi sposobność skrzepienia się i podstawienia na nogi? Jakąż można mieć nadzieję, iż, na drugi raz, będzie śmiał odczepić odżyłych i zebranych w kupę, i na nowo zbrojnych wściekłością i żądzą zemsty, kto nie śmiał lub nie umiał ścigać ich, gdy byli ze wszystkim rozbici i przepłoszeni?
Dum fortuna calet, dum conficit omnia terror586?
I wreszcie, czegóż może się spodziewać lepszego niż to, co właśnie utracił? To nie tak, jak w fechtach, gdzie ilość dotknięć rozstrzyga o wygranej: póki nieprzyjaciel jest na nogach, wszystko trzeba zaczynać od nowa; nie jest to zwycięstwo, jeśli nie kładzie końca wojnie. Po tej potyczce, w której Cezar wziął cięgi niedaleko Orycjum, ciskał w oczy żołnierzom Pompejusza, że byłby zgubiony, gdyby ich wódz umiał zwyciężać: ba, on sam zgoła inaczej przycisnął ich ostrogą, kiedy przyszła pora odwetu!
Ale dlaczego nie powiedzieć znów przeciwnie, iż to jest znak nieopatrznego i nienasyconego ducha nie umieć położyć kresu swym żądaniom; że nadużywaniem łask Boga jest chcieć przeciągnąć je poza granice, które im naznaczył; że rzucać się po zwycięstwie znowuż w niebezpieczeństwo, znaczy zdawać je jeszcze raz na łaskę losów; że jedną z największych mądrości sztuki wojennej jest nie doprowadzać nieprzyjaciela do rozpaczy? Sylla i Mariusz w owej wojnie domowej, rozbiwszy Marsów i widząc jeszcze jakąś pozostałą kupę, która w rozpaczy szła na nich jakoby wściekłe zwierzęta, uważali za pewniejsze cofnąć się. Gdyby krewkość pana de Foix nie kazała mu ścigać zbyt zapamiętale resztek rozbitych pod Rawenną, nie byłby okupił zwycięstwa własną śmiercią: świeża pamięć jego przykładu zdała się bodaj na to, aby uchronić pana d’Anguien od podobnej nieostrożności pod Serisoles. Niebezpieczna jest ostatecznie przypierać człowieka, któremu odjęliście wszelki inny środek ocalenia jak orężem; konieczność bowiem jest twardą nauczycielką: gravissimi sunt morsus irritatae necessitas587.
Vincitur haud gratis, iugulo qui prorocat hostem588.
Oto dlaczego Pharax powstrzymał króla Lakonii po świeżo wygranej bitwie przeciw Mantynejom, aby nie zaczepiał tysiąca Argiwów, którzy w całości wyszli z klęski; jeno aby pozwolił im odejść w spokoju, nie kusząc się doświadczać męstwa podrażnionego i rozwścieczonego nieszczęściem. Klodomir, król Akwitanii, ścigając, po zwycięstwie, Gondemara, króla Burgundii, zwyciężonego i uciekającego, zmusił go, by mu stawił czoło; i oto upór zbawił go owocu zwycięstwa, został bowiem w walce tej na placu.
Podobnież, gdyby kto miał wybierać, czy ma dać swemu żołnierstwu bogaty i wspaniały rynsztunek, czy też tyle tylko, ile konieczne dla potrzeby, różne spotkałoby się głosy. Jedna strona, po której są Sertoriusz, Filopemon, Brutus, Cezar i inni, mniema, jest to zawżdy pobudką dla honoru i chluby żołnierza, gdy widzi się strojnym, i że większą okazuje zaciekłość w boju, kto ma bronić swego rycerskiego sprzętu, jako dóbr swoich i dziedzictwa. Dla tej racji, powiada Ksenofon, Azjaci wiedli na wojnę żony, nałożnice, przybrane w najpiękniejsze klejnoty i kosztowności. Można by nadmienić znowuż z drugiej strony, że raczej winno by się odjąć żołnierzowi troskę o chronienie siebie, niż ją pomnażać: w ten sposób bowiem podwójnie będzie się obawiał wystawiać na azard. Dalej, iż nadzieja takowych bogatych łupów i w nieprzyjacielu pomnaża żądzę zwycięstwa: w swoim czasie znamienicie to ponoć zagrzało Rzymian, w spotkaniu z Samnitami. Gdy Antioch, sprezentowawszy Anibalowi armię, jaką gotował przeciw Rzymowi, wspaniale i bogato zaopatrzoną we wszelaki sprzęt wojenny, spytał go: „Zali dość będzie Rzymianom tej armii?”, „Czy dość? — odparł tamten — o, wierę, tak, choćby byli najchciwsi”. Lykurg zabraniał swoim nie tylko przepychu w uzbrojeniu, ale nawet łupienia wrogów po zwycięstwie; chcąc, powiadał, aby ubóstwo i wstrzemięźliwość jaśniały blaskiem równym świetności dzieł wojennych.
Przy oblężeniach i indziej, gdzie nastręcza się okazja zbliżenia do nieprzyjaciela, chętnie dajemy żołnierzom swobodę urągania mu, okazywania wzgardy i wyzywania go na wszelkie sposoby. Dzieje się to nie bez racji: nie mało to jest odjąć im wszelką nadzieję łaski i układów, przedstawiając, iż nie ma możności spodziewać się czegoś od tego, którego tak srodze znieważyli, i że nie ma już innego lekarstwa jak zwycięstwo. Toż samo znowuż bardzo wyszło na złe Witeliuszowi; mając bowiem sprawę z wojskiem Ottona, słabszym co do dzielności, z dawna odwykłym od rzemiosła i zmiękczonym wywczasami, tak ich rozdrażnił ostrością swych uszczypków (silnie wymawiał im tchórzostwo i żałość za damami a festynami, które zostawili w Rzymie), iż tym sposobem skrzepił im serce w bebechach, czego wprzód żadne upominania nie były zdolne uczynić, i ściągnął ich sam sobie na kark, dokąd nie było sposobu ich popchnąć. I, w istocie, zniewagi takie, jeśli dopieką do żywego, mogą łacno sprawić, iż ten sam, który szedł gnuśnie do roboty za despekt swego króla, pójdzie zgoła z innym duchem za swój własny.
Zważywszy, jak ogromnej wagi jest dla wojska ocalenie wodza, i to, że cała uwaga nieprzyjaciela celuje najpilniej w tę głowę, od której zawisły i zależne są wszystkie inne, zdawałoby się, że nie można podać w wątpliwość sposobu, jaki obrało wielu wielkich wodzów, to jest, aby się przebrać i skryć pod obcą postacią na czas spotkania. Niebezpieczeństwo wszelako stąd płynące nie mniejsze jest niż owo, którego się chce uniknąć; skoro bowiem żołnierze nie widzą swego wodza, nie staje im pomału i męstwa, które czerpią z jego przykładu i obecności; straciwszy z oczu jego godła i odznaki, ku którym zwykli wzrok kierować, mniemają iż albo poległ, albo też umknął zwątpiwszy o sprawie. Co się tyczy doświadczenia, to przemawia ono raz za jednym to znów za drugim mniemaniem. Obrót sprawy Pyrrusa, wówczas gdy się potykał przeciw konsulowi Lewinusowi w Italii, ukazuje nam wraz dwa oblicza: przez to iż ukrył się pod zbroją Megaklesa, jemu oddawszy swoją, bez wątpienia ocalił życie, ale w zamian naraził się na niebezpieczeństwo przegranej. Aleksander, Cezar, Lukullus, lubili odznaczać się w polu bogatym rzędem i zbroją jaskrawej i osobnej barwy: Agis, Agesilaus i ów wielki Gylippus, przeciwnie, szli na wojnę nieznacznie odziani i bez cesarskich oznak.
Zarzucają Pompejuszowi (obok innych zarzutów), iż w bitwie pod Pharsalus zatrzymał swą armię w miejscu, czekając na nieprzyjaciela: „przez to (pożyczę tu słów Plutarcha, jako więcej wartych niż moje własne) osłabił impet, jaki daje pierwsze natarcie. Takie natarcie, gwałtowne i wściekłe, więcej niż co insze przymnaża furii wojennej pędem swym i hałasem; zasię od stania w miejscu zapał żołnierzy chłodnie niejako i krzepnie”. Oto, co powiada w tej materii. Ale, gdyby Cezar był przegrał, czyż nie mógłby kto równie łatwo powiedzieć, iż, przeciwnie, najtęższą i najsilniejszą postawą jest spokojne i nieruchome oczekiwanie; i że kto wstrzyma się w biegu, oszczędzając i skupiając na rozstrzygającą chwilę swą siłę, wielką zyskuje przewagę nad owym, który tak goni bez pamięci i zużył już na sam bieg połowę oddechu? Nie mówiąc już, iż armia jest ciałem z rozmaitych członków, i niepodobna jest, aby się rozpaliła furią w ruchu tak umierzonym, by przez to nie popsuła albo nie złamała własnego szyku: najbardziej rączy może się snadno589 znaleźć w samym ukropie walki, nim powolniejszy towarzysz nadąży z pomocą. W owej szpetnej bitwie między dwoma braćmi Perskimi, Klearch Lacedemończyk, który dowodził Grekami po stronie Cyrusa, poprowadził ich do ataku zwyczajnym krokiem, nie śpiesząc się: zasię, w odległości pięćdziesięciu kroków, wypuścił ich biegiem, spodziewając się na tak krótką metę zachować porządek szyku i oddech, a zarazem dając przewagę impetu ludziom i pociskom. Inni znowuż rozwiązali wątpliwość w ten sposób: „Jeśli nieprzyjaciel bieży na was, czekajcie go w nieruchomej postawie; jeśli oczekuje was nieruchomo, wpadnijcie nań”.
W czasie najazdu cesarza Karola piątego na Prowansję, król Franciszek miał do wyboru: albo iść naprzeciw niemu do Italii, albo oczekiwać go w swoich ziemiach. Za pierwszym przemawiało siła racji. Przede wszystkim, korzystnie jest zachować dom swój czysty i wolny od zamętu wojny, tak aby, będąc ciągle w pełni sił, mógł dostarczać nieustannie pieniędzy i pomocy w potrzebie. Dalej, konieczność wojny zmusza do ustawnego pustoszenia kraju, co niechętnie się czyni we własnej ziemi. Lud nie tak cierpliwie znosi to łupiestwo od swoich, co od nieprzyjaciół, tak iż łatwo mogą się wszcząć wewnętrzne bunty i zamieszki. Swoboda grabieży i kontrybucji, której nie można dać folgi we własnym kraju, wielką jest ulgą dla ciężarów wojny. Żołnierza, który nie ma innej nadziei zysku przed oczyma niż swój żołd, trudno jest utrzymać w dyscyplinie, zwłaszcza gdy jest o dwa kroki od żony i zagrody. Dalej, można powiedzieć, że ten, który zaściela obrus, zawżdy ponosi wydatki; że milsza jest napadać niż bronić. Wstrząśnienie przegranej bitwy w samychże własnych wnętrznościach tak jest gwałtowne, iż trudno, by nie odbiło się na całym ciele. Nie ma uczucia równie zaraźliwego jak strach, ani też łacniej zyskującego wiarę i naglejszego; stąd miasta, które usłyszą grzmoty tej burzy u swoich bram, które dadzą schronienie kapitanom i żołnierzom drżącym jeszcze i bez tchu, w wielkim są niebezpieczeństwie, iż mogą powziąć jaką szaloną decyzję. Mimo to wszystko, namyślił się odwołać siły, które miał za górami i na miejscu oczekiwać nieprzyjaciela. Mógł bowiem znowuż rozumieć przeciwnie: iż, będąc u siebie i wśród przyjaciół, zostanie panem wszelkiej dogodności; rzeki, drogi, wszystko do jego rozkazów, przywiodą mu wiwendę i pieniądze w zupełnym bezpieczeństwie bez potrzeby eskorty; będzie go otaczać miłość poddanych, tym gorliwsza, ile że niebezpieczeństwo blisko; mając tyle miast i warowni, jego rzeczą będzie kierować biegiem walki, wedle własnej przewagi i korzyści. Jeśli mu się spodoba temporyzować, wówczas, cofnąwszy się w bezpieczne i dogodne schronienie, będzie mógł patrzeć, jak przeciwnik wyczerpuje się i ściera w trudnościach, jakie go czekają, gdy się zapuści w ziemie wrogie, gdzie nie ma ani przed, ani za sobą, ani z boku nic, co by mu nie było na zdradzie, żadnego sposobu odświeżenia ani pomnożenia armii, w razie gdyby choroby ją przetrzebiły, ani też schronienia dla rannych, ani pieniędzy, ani wiwendy, chyba zdobytej ostrzem miecza, ani swobody wypoczęcia i nabrania tchu; żadnej znajomości okolicy i kraju, aby się ustrzec od zasadzek i niespodzianek; wreszcie, gdyby się zdarzyło przegrać bitwę, żadnej możności uratowania resztek armii. I nie brakło mu przykładów dla jednej i drugiej decyzji.
Scypion uważał za korzystniejsze o wiele zająć ziemie nieprzyjaciela w Afryce, niż bronić swoich i zwalczyć wroga w Italii, gdzie wówczas się znajdował; i na dobre mu to wyszło. Odwrotnie znowuż Anibal, w tej samej wojnie, zgubił się tym, iż poniechał zdobyczy obcego kraju, aby bronić własnego. Ateńczycy, zostawiwszy wroga w swoich ziemiach, aby wtargnąć do Sycylii, spotkali się z niepomyślnym losem: Agatokles znowuż, król Syrakuz, przeprawiwszy się do Afryki, zostawiając wojnę we własnym kraju, lepsze stąd osiągnął korzyści.
Dlatego też zwykliśmy mawiać, i ze słusznością, iż wypadki i wyniki zależne są, zwłaszcza we wojnie, przeważnie od szczęścia; które nie lubi się poddawać i zamykać w granicach naszego rozumu i zmiarkowania, jako powiada ów wiersz:
Et male consultis pretium est; prudentia fallax:
Nec fortuna probat causas, sequiturque merentes,
Sed vaga per cunctos nullo discrimine fertur.
Scilicet est aliud, quod nos cogatque regatque
Maius, et in proprias ducat mortalia leges590.
Ale, ściśle wziąwszy, zdaje się, że i same nasze rady i postanowienia w równym stopniu zawisły od losu: wciąga on w koleje swych igraszek również i nasz rozum. „Rozumujemy na los szczęścia i płocho — powiada Timeus w Platonie — jak my bowiem, tak i nasze wnioski wielce są zawisłe591 od przypadku”.
Rozdział XLVIII. O koniach podręcznych
Oto staję się gramatykiem, ja, który nigdy nie uczyłem się języka jak jeno z praktyki i który dotąd nie wiem, co jest adiectivum, coniunctivum i ablativus. Zda mi się, słyszałem kiedyś, że Rzymianie mieli konie nazywane funales, albo dextrarios, które wiodło się po prawicy, albo trzymało do przeprzęgu, aby mieć je całkowicie świeże w potrzebie: stąd pochodzi, że nazywamy „destriers” pocztowe konie służbowe; i nasi romaniści mianem adestrer oznaczają słowo „towarzyszyć”. Mieli także desultorios equos, konie ułożone w ten sposób, iż, mając je sprzężone jeden koło drugiego rycerz rzymski mógł w pełnym galopie, bez uzdy i siodła, w zupełnym uzbrojeniu, przerzucać się tam i z powrotem z jednego na drugiego. Numidyjscy jeźdźcy prowadzili na uździe drugiego konia, aby w ukropie walki móc zmienić wierzchowca: quibus, desultorum in modum, binos trahentibus equos, inter acerrimam saepe pugnam, in recentem equum, ex fesso, armatis transsultare mos erat: tanta velocitas ipsis, tamque docile equorum genus592! Widuje się wiele koni ułożonych tak, aby umiały wspomóc pana w potrzebie, rzucić się na tego, kto im błyśnie do oczu gołym mieczem, bronić się kopytami i zębami, gdy kto zaczepi je same lub jeźdźca: ale częściej zdarza się im zaszkodzić swemu niż nieprzyjacielowi; dodajmy, iż nie łacno jest poskromić je, skoro się raz rozjadły, i wówczas jest się na łasce ich wojennej ochoty. Bardzo to na złe wyszło Artybiuszowi, generałowi Persów, gdy w pojedynczej walce potykał się przeciw Onezylowi, królowi Salaminy, iż wsiadł na konia ułożonego w ten sposób: od tego zginął, pachołek bowiem Onezylowy sięgnął go oszczepem między łopatki, kiedy koń stanął dęba i wspiął się nad jego panem. Włosi opowiadają, iż pod Fornuova koń króla Karola, wierzgając i skacząc, wyniósł go z ciżby nieprzyjaciół, i że, gdyby nie to, byłoby już po nim; bardzo zaiste szczęśliwe wydarzenie, jeżeli prawdziwe. Mameluki chełpią się, iż mają najzręczniejsze wierzchowce wojenne w całym świecie, z natury i ćwiczenia zdolne rozpoznać i odróżnić nieprzyjaciela, na którego walą się kopytami i zębami, wedle głosu albo znaku pana; również podnoszą pyskiem lance i groty i podają je panu na rozkaz. Powiadają o Cezarze, a także o wielkim Pompejuszu, że między innymi wybornymi cnotami byli z nich bardzo tędzy jeźdźcy. Cezar ponoć za młodu, siedząc na koniu oklep i bez cugli, wypuszczał go galopem, ręce trzymając złożone w tył na grzbiecie. Natura snać593 chciała uczynić z niego równie jak i z Aleksandra dwa cudy w sztuce wojennej i w tym celu uzbroiła ich także przedziwnie: każdy wie o koniu Aleksandra, Bucefale, iż miał głowę podobną do głowy byka, że nie cierpiał, aby go dosiadał ktokolwiek inny prócz własnego pana i jemu też jednemu pozwolił się obłaskawić; jakoż stał się przedmiotem czci po śmierci, i miasto zbudowano ku chwale jego imienia. Koń znowuż Cezara nogi przednie miał jak człowiek, z kopytem rozciętym w kształcie palców; i nikt inny nie mógł go ujeżdżać ani dosiadać jak tylko Cezar, który po jego śmierci obraz tego konia poświęcił bogini Wenerze.
Co do mnie, kiedy raz jestem na koniu, niechętnie zeń zsiadam; jest to postawa w której czuję się najlepiej, czy zdrów czy chory. Platon zaleca ją dla zdrowia, takoż Pliniusz powiada, iż zbawienna jest dla żołądka i stawów. Idźmyż tedy dalej, skorośmy zabrnęli w ten przedmiot.
Czytamy w Ksenofonie o prawie zabraniającym podróżować pieszo komuś, kto ma konia. Trogus i Justinus powiadają, że Partowie przywykli nie tylko prowadzić na koniu wojnę, ale także wszystkie sprawy publiczne i prywatne, handlować, radzić, rozmawiać, zażywać przechadzki. Najznaczniejsza różnica pomiędzy wolnym a niewolnikiem była u nich ta, że jedni chodzili pieszo, a drudzy dosiadali konia: ustawa sięgająca czasów króla Cyrusa.
Jest w historii rzymskiej wiele przykładów wodzów (Swetoniusz powiada to osobliwie o Cesarze), którzy w znacznym niebezpieczeństwie nakazywali jeździe zesiadać na ziemię, aby żołnierzom odjąć wszelką nadzieję ucieczki; a także ponieważ liczyli na osobliwą przewagę w tym rodzaju walki: quo, haud dubie, superat Romanus594 powiada Tytus Liwiusz. Pierwszym środkiem, jakim posługiwali się, aby powściągać rebelię świeżo podbitych ludów, było odjąć im broń i konie: dlatego tak często czytamy u Cezara: arma proferri, iumenta produci, obsides dari iubet595. Sułtan po dziś dzień nie pozwala w swoim państwie, aby chrześcijanin albo żyd miał własnego konia.
Nasi przodkowie, a zwłaszcza z czasu wojen angielskich, gdy przyszło do walnej lub też pojedynczej bitwy, zsiadali z konia i stawali po największej części pieszo, aby w rzeczy tak cennej jak honor i życie, nie polegać na niczym innym, jeno na własnej sile i krzepkości swej odwagi i członków. Ostatecznie, mimo wszystko co powiada Chryzantes w Ksenofonie, stawiacie na kartę wasz los i waszą dzielność wraz z losem waszego konia. Jego rany i śmierć pociągają w następstwie i waszą; jego gorącość lub przestrach czynią was śmiałkiem lub tchórzem; jeśli oporny jest na wędzidło lub ostrogę, waszej czci przychodzi za to odpowiadać. Z tej przyczyny nie dziwi mnie, iż te piesze walki bardziej są zażarte i uporczywe niż owe, które stacza się na koniu:
Caedebant pariter, pariterque ruebant
Victores victique; neque his fuga nota, neque illis596.
Owe ich bitwy były o wiele gruntowniejsze; dziś są one jeno natarciem i popłochem, primus clamor atque impetus rem decernit597. A rzecz, którą uważamy za tak ważną dla społeczności, powinna być, o ile możebna, w naszej własnej mocy. Dlatego radziłbym też wybierać broń co najkrótszą, i taką, za którą najlepiej możemy odpowiadać. O wiele lepiej można być pewnym szpady, dzierżąc ją w krzepkiej dłoni, niż kuli wystrzelonej z krócicy, w której działa wiele części, proch, krzesiwo, cyngiel: zasię, najmniejsza z nich gdy chybi, wraz wystawia na szwank waszą dolę. Niepewnie wymierza się cios, którego przewodnikiem jest powietrze:
Et, quo ferre velint, permittere vulnera ventis;
Ensis habet vires; et gens quaecumque virorum est,
Bella gerit gladiis598.
Ale, co się tyczy tej broni, pogadam o niej obszerniej, skoro podejmę porównanie dawnych broni z naszymi; poza wstrząśnieniem uszu, z którym dziś każdy jest już oswojony, uważam tę broń za bardzo mało skuteczną i mam nadzieję, iż kiedyś poniechamy jej użytku. Owe ogniste pociski, którymi posługiwali się Włosi, bardziej zdawały się groźne. Nazywali oni phalarica niejaki rodzaj grotu uzbrojonego z jednego końca żeleźcem trzystopowym, tak by mogło przeszyć na wylot uzbrojonego męża; rzucało się je albo ręką w otwartym polu, albo też z machin przy obronie oblężonego miejsca: rękojeść, owinięta pakułami nasyconymi oliwą, zapalała się od pędu, i wchodząc w ciało albo w zbroję, odejmowała wszelki użytek broni i członków. Bądź co bądź, zdaje mi się, że przy walce z bliska pociski takie były połączone z niedogodnością i dla nacierających, i że pole pokryte takimi płonącymi spisami mogło, w zamęcie bitwy, sprowadzić wspólne niebezpieczeństwo dla obu stron:
Magnum stridens contorta Phalarica venit,
Fulminis acta modo599.
Mieli i inne środki, w które byli wćwiczeni, a które nam, nieobytym z tym rodzajem walki, zdają się nie do wiary; nimi zastępowali brak naszego prochu i kul. Rzucali groty z taką siłą, że często nawdziewali na nie dwie tarcze i dwóch uzbrojonych ludzi i jakoby zszywali ich z sobą. Pociski ich kusz były niemniej pewne i dalekie: saxis globosis... funda, mare apertum incessentes... coronas modici circuli, magno ex intervallo loci, assueti traiicere, non capita modo hostium vulnerabant, sed quem locum destinassent600. Ich artyleria, w działaniu swoim, nie ustępowała co do hałasu naszej: ad ictus moenium cum terribili sonitu editos, pavor et trepidatio cepit601. Gallowie, nasi krewniacy, nienawidzili w Azji owych zdradzieckich latających broni; jako iż byli zwyczajni z większą odwagą walczyć pierś o pierś. Non tam parentibus plagis moventur... ubi latior quam altior plaga est, etiam gloriosius se pugnare putant; iidem, quum aculeus sagittae, aut glandis abditae introrsus tenui vulnere in speciem urit... tum, in rabiem et pudorem tam parvae perimentis pestis versi, prosternunt corpora humi602, obraz, bardzo zbliżony do postrzału z rusznicy.
W czasie owego długiego i słynnego „odwrotu dziesięciu tysięcy” napotkali Grecy naród, który znacznie poturbował ich pociskami z łuków, bardzo wielkich i silnych, i ze strzałami tak długimi, iż można je było odrzucać dłonią na kształt oszczepu: a przebijały na wylot tarczę i zbrojnego męża. Machiny, które Dionizjusz wynalazł w Syrakuzach do ciskania potężnych grotów i kamieni olbrzymiej wielkości, rozmiarem swoim i siłą dość były zbliżone do naszych wymysłów.
Nie trzeba też zapominać uciesznej postaci, jaką czynił na swoim mule niejaki mistrz Piotr Pol, doktór teologii: Monstrelet podaje, iż miał obyczaj przejeżdżać się po Paryżu usadowiony bokiem, jako białe głowy. Powiada także indziej, że Gaskończycy mieli konie bardzo straszliwe, zwyczajne kręcić młyńca w biegu; czemu Francuzi, Pikardczycy, Flamandzi i Brabantczycy cudowali się mocno, „jako niezwyczajni tego oglądać”: to jego słowa. Cezar, mówiąc o Swebach: „w potyczkach, jakie staczają konno — powiada — rzucają się często na ziemię, aby walczyć pieszo, mając konie przyuczone nie ruszać się tymczasem z miejsca; i znowu chronią się ku nim, skoro zajdzie potrzeba. Wedle ich zwyczaju, nie masz nic szpetniejszego niż użytek siodeł albo derek; i tak bardzo pogardzają tymi, którzy ich używają, iż, sami będąc w bardzo małej liczbie, nie wahają się takich napaść nawet wielką kupę”. Z niemałym podziwem oglądałem swego czasu konia ułożonego w ten sposób, iż dawał się prowadzić na wszystkie kroki jeno samą laseczką, z cuglami rzuconymi między uszy. Taki obyczaj pospolity był u Massylijczyków, którzy zażywali rumaków bez siodła i uzdy:
Et gens, quae nudo residens Massylia dorso.
Ora levi flectit, fraenorum nescia, virga603.
Et Numidae infraeni cingunt604.
Equi sine fraenis; deformis ispe cursus, rigida cervice, et extento capite currentium605.
Król Alfons, ten który ustanowił w Hiszpanii Zakon Kawalerów Podwiązki, dał im, między innymi regułami, tę, aby nie dosiadać osła ani muła pod grzywną srebra; jako to wyczytałem w listach Guevary. Dworzanin powiada, iż przed jego czasem despektem było dla szlachcica dosiadać tych podlejszych zwierząt. Abisyńczycy przeciwnie, zwłaszcza stojący blisko tronu kacyka, zwykli, dla większej pompy i godności, dosiadać wielkich mułów.
Ksenofon opowiada, iż Asyryjczycy trzymali rumaki w stajni zawsze spętane, tak były dzikie i złośliwe. I tyle było trzeba czasu, aby je odwiązać i okulbaczyć, iż z obawy, aby ta zwłoka nie była im ze szkodą w razie nagłego napadu, spoczywali zawsze jeno w obozie silnie okopanym i obwarowanym. Jego bohater Cyrus, wielki mistrz w rzeczach kawalerii, umiał bardzo dobrze zażywać koni; i nie dawał im nigdy jeść, póki nie zapracowały na to w pocie jakowegoś ćwiczenia. Scytowie, przyciśnięci do tego potrzebą wojny, puszczali krew koniom i napawali się606 nią i żywili:
Venit et epoto Sarmata pastus equo607.
Mieszkańcy Krety, oblężeni przez Metellusa, popadli w taką posuchę wszelkiego napoju, iż musieli się wspomagać uryną swych koni.
Aby dowieść, o ile armie tureckie łatwiejsze są do prowadzenia i utrzymania niż nasze, powiadają, iż, poza tym że żołnierze piją jedynie wodę i nie jedzą nic prócz ryżu i mięsa solonego, ubitego na proszek (czego każdy z łatwością nosi przy sobie zapas na trzy miesiące), umieją także żyć krwią swoich koni, jako Tatarzy i Moskale, i przyprawiają ją solą.
Owe nowo odkryte ludy Indiów, na widok pierwszych przybyłych Hiszpanów, sądziły, tak o ludziach jak o kaniach, iż to są zgoła bogowie, albo też zwierzęta przewyższające ich samych o wiele szlachetnością swej natury. Niektórzy z nich, zwyciężeni, przyszedłszy prosić o pokój i o przebaczenie, i przynosząc jako okup złoto i żywność, nie przepominali608 również składać takich samych darów koniom z takąż przemową jak do ludzi, biorąc ich rżenie za mowę pokoju i jednania.
W starych Indiach było to z dawna książęcym i królewskim zaszczytem dosiadać wierzchem słonia; drugim z kolei jechać w wozie ciągnionym przez cztery konie; trzecim dosiadać wielbłąda; ostatnim zasię i najniższym być niesionym lub wiezionym przez pojedynczego konia. Któryś z współczesnych opisuje, iż widział w owych strefach kraje, gdzie jeździ się wierzchem na wołach, z prętem, strzemionami i uzdą, i bardzo sobie chwalą te wierzchowce.
W wojnie z Samnitami, Quintus Fabius Maximus Rutilianus, przekonawszy się, iż jeźdźcom jego, mimo kilkakrotnego natarcia, nie udało się przełamać nieprzyjaciół, powziął to postanowienie: aby puścili ze wszystkim uzdy koniom i sparli je z całej siły ostrogami; jakoż przepędzili, niewstrzymani niczym, na przełaj, przewracając wszystko i tratując i otworzyli krok piechocie, która dokonała bardzo krwawego pogromu. Toż samo zarządził Quintus Fulvius Flaccus przeciw Celtyberom: Id cum maiore vi equorum facietis, si effraenatos in hostes equos immittitis; quod saepe romanos equites cum laude fecisse sua memoriae proditum est... Detractisque fraenis, bis ultro citroque cum magna strage hostium, infractis omnibus hastis, transcurrerunt609.
Za dawnych czasów książę moskiewski winien był tę cześć Tatarom, iż, kiedy wyprawiali doń posłów, miał iść naprzeciw nim piechotą i podać im kubek mleka klaczy (napój, który miłują nad wszystko); a jeśli, pijąc, upuścili jaką kroplę na grzywę konia, trzeba mu było oblizać ją językiem. Armię, którą cesarz Bajazet wyprawił do Rosji, zaskoczyła taka nawałnica śniegu, iż, chcąc się osłonić i ocalić przed zimnem, wielu postanowiło zabić i wypaproszyć610 swoje konie, aby się tam zaszyć i skrzepić się tym żywym ciepłem. Bajazet po owym straszliwym rozbiciu z ręki Tamerlana byłby się ocalił szczęśliwie na klaczy arabskiej, gdyby jej nie pozwolił napić się do syta przy przeprawie potoku; z czego zwierzę popadło w taką miętkość i ostudzenie, iż z łatwością dało się dognać pościgowi. Powiadają, iż studzi się ogień konia, pozwalając mu oddać wodę; ale byłbym mniemał, iż z picia raczej skrzepi się i wzmoże w siły.
Krezus, przechodząc mimo miasta Sardis, napotkał pastwiska, gdzie była mnogość wężów; a, co dziwniejsza, konie jadły te węże z wielkim apetytem: co było złym znakiem dla sprawy, powiada Herodot.
Nazywamy konia całkowitym, jeśli ma grzywę i uszy, no i insze, w całości. Lacedemończycy, pogromiwszy Ateńczyków w Sycylii i wracając po zwycięstwie z tryumfem do miasta Syrakuz, kazali (wśród innych objawów buty) ostrzyc konie pojmanych wrogów i tak je prowadzili w tryumfie. Aleksander walczył z niejakim narodem Dahas; ci wyruszali po dwóch, parami, konno do bitwy; ale w samym starciu jeden zsiadał na ziemię i walczyli to pieszo, to konno, wedle kolei.
Nie sądzę, aby co do biegłości i gracji w zażywaniu konia jakikolwiek naród nas przewyższył. Tęgi jeździec, ten zwrot oznacza u nas raczej odwagę niż zręczność. Najbieglejszy, najpewniejszy, najbardziej wytrawny w zażywaniu wszelakiego konia, był, wedle mego sądu, pan de Carnavalet, który służył za koniuszego królowi Henrykowi drugiemu. Widziałem człowieka, jak w pełnym galopie stał dwiema nogami na siodle, zdejmował je, potem znów nakładał, zapinał, wskakiwał w nie, pędząc ciągle co koń wyskoczy; przejechawszy przez czapkę, strzelał potem do niej tyłem z łuku i trafiał; podnosił z ziemi co kto chciał, skacząc jedną nogą na ziemię, a drugą trzymając w strzemieniu i inne podobne małpie sztuki, którymi zarabiał na życie.
Widziano za mego czasu w Konstantynopolu dwóch ludzi, którzy na jednym koniu, w największym galopie, skakali kolejno na ziemię i znowu na siodło: takoż jednego, który samymi zębami kulbaczył konia i wkładał mu uzdę. Inny znowuż ujeżdżał dwa konie, z jedną nogą na jednym siodle, drugą na drugim i, dźwigając drugiego człeka na ramionach, pędził co koń wyskoczy; ów drugi, stojąc wyprostowany na tamtym, strzelał cały czas z łuku, bardzo celnie. Inni w pełnym galopie stawali na głowie, z nogami ku górze, z głową na siodle, między ostrzami puginałów przymocowanych do łęku. Za czasu mego dzieciństwa, książę Sulmony w Neapolu, zażywając ognistego konia na wszystkie sposoby, trzymał pod kolanami i pod łydami monety srebrne tak krzepko, jak gdyby były przybite gwoździami, aby w ten sposób pokazać, jak pewnie czuje się w siodle.
Rozdział XLIX. O dawnych zwyczajach
Chętnie bym wybaczył naszemu narodowi, iż nie zna innej modły i reguły doskonałości niż własne zwyczaje i obyczaje; jest to bowiem najczęstszy błąd nie tylko pospólstwa, ale poniekąd wszystkich ludzi, iż wzrok swój i krok stosują do porządku, w jakim się urodzili. Godzę się na to, iż, kiedy spotka Fabrycjusza albo Leliusza, uzna ich zachowanie i postawę za barbarzyńskie z przyczyny, iż nie są odziani ani ukształtowani wedle naszej modły. Ale co mnie mierzi, to ta osobliwa płochość, z jaką dają się tak łatwo mamić i oślepiać powadze obecnego zwyczaju. Toć co miesiąc bodaj, jeśli się tak spodoba modzie, zdolni są zmieniać sąd i mniemanie o rzeczach i wręcz odmiennie sądzić o tym, co dotyczy ich samych! Kiedy Francuz nosił sztywny pas aż het po same cycki, dowodził w niezbitych racjach, że tam tylko jest na swym prawdziwym miejscu; w kilka lat potem, ten sam pas opadł znowuż do połowy uda; dalejże drwić sobie z wszelkiego innego zwyczaju, dalejże go okrzykiwać jako nieznośny i niewydarzony. Obecny sposób noszenia się każe nam natychmiast potępiać dawny z tak wielką rezolucją i tak powszechną zgodnością, iż rzeklibyście, jakiś gromadny obłęd mąci nam sąd o rzeczach. Ponieważ skoki nasze są w tym tak nagłe i rychłe, iż wymysł wszystkich krawców świata nie umiałby dostarczyć dosyć nowości, trzebaż tedy bardzo często wzgardzonym formom wracać do miru i znów rychło później popadać we wzgardę: tak na tę samą rzecz znajdzie się w ciągu lat piętnastu lub dwudziestu dwa albo trzy nie tylko różne, ale sprzeczne mniemania; niestałość i letkość zaiste nie do wiary! I nie ma tak roztropnego między nami, który by się nie dał omotać tą sprzecznością i nie uległ nieznacznie oślepieniu tak wewnętrznego, jak zewnętrznego spojrzenia.
Chcę tu zgromadzić niektóre dawne mody, które mam w pamięci, jedne podobne naszym, inne odmienne; abyśmy, mając w imainacji611 tę ciągłą odmienność rzeczy ludzkich, nabrali o nich bardziej roztropnego i statecznego sądu.
To co nazywamy: „walczyć szpadą i płaszczem” było znane już za czasów rzymskich, jak mówi Cezar: Sinistras sagis involvunt, gladiosque distringunt612.
Toż uważał on już wówczas w naszym narodzie tę przywarę, która żywie po dzień dzisiejszy, aby zatrzymywać przechodniów spotkanych na drodze i zmuszać ich, by się nam wywodzili, co zacz i przyjmować za zniewagę i okazję do zwady, jeśli odmówią odpowiedzi.
W kąpielach, które starożytni brali co dnia przed posiłkiem i brali je tak zwyczajnie jak my każemy sobie dawać wody do umywania rąk, zrazu myli sobie jeno ręce i nogi, ale później (wedle zwyczaju, który przetrwał wiele wieków i w większości narodów) myli się całkowicie nadzy wodą zaprawianą pachnidłami, tak iż uważali za świadectwo wielkiego prostactwa myć się czystą wodą. Największe fircyki i delikaty nalewali ciało pachnidłami kilka razy za dnia. Często dawali sobie wydzierać wszelką sierść z ciała jako od niejakiego czasu białe głowy francuskie nauczyły się czynić na czole:
Quod pectus, quod crura tibi, quod brachia vellis613;
mimo że mieli również i maście sposobne ku temu:
Psilothro nitet, aut acida latet oblita creta614.
Lubili legać miętko i uważali za męczeństwo spać na materacach. Jadali wyciągnięci na łożach podobnie jak dzisiejsi Turcy.
Inde toro pater Aeneas sic orsus ab alto615.
Toż powiadają o Katonie młodszym, że od bitwy pod Pharsalus, popadłszy w żałobę z przyczyny klęsk publicznych, jadał zawżdy siedzący, jakoby przybierając surowy obyczaj życia. Całowali ręce wielkim, aby ich uczcić i przymilić się im; między przyjaciółmi całowali się wzajem pozdrawiając, jako czynią Wenecjanie:
Gratatusque darem cum dulcibus oscula verbis616;
zasię dotykali kolan, gdy chcieli pozdrowić lub prosić o co wielką osobę. Pazykles filozof, brat Kratesa, miast przytknąć rękę do kolan, poniósł ją ku przyrodzeniu; gdy zaś ten, do którego się tak zwracał odepchnął go szorstko: „Jak to — rzekł — zali ta część nie jest wasza, równie jak i kolana?”. Jadali jak my owoce pod koniec posiłku. Ucierali sobie zadek (zostawmyż białym głowom owe próżne wydwarzania i strach przed właściwym słowem) gąbką; oto dlaczego spongia jest po łacinie słowo sprośne: i była ta gąbka umocowana na końcu kija, jako świadczy ta historia: człowiek pewien, wiedziony na pożarcie bestiom w oczach ludu, prosił, aby mu pozwolono iść na stronę; i nie mając innego sposobu zgładzenia się, wpakował sobie ten kij wraz gąbką w gardziel i tak się udusił. Wycierali sobie przyrodzenie upachnioną wełną, kiedy się już załatwili z amorami:
At tibi nil faciam; sed lota mentula lana617.
Były na rogach ulic wiadra i kadzie, aby przechodnie mieli gdzie oddać wodę.
Pusi saepe lacum propter se, ac dolia curta,
Somno devincti, credunt extollere vestem618.
Jadali często przekąski pomiędzy posiłkami. W lecie osobni pachołcy roznosili im śnieg dla chłodzenia wina; byli i tacy, którzy zażywali tego nawet i w zimie, uważając, iż wino jeszcze nie dość chłodne. Wielcy mieli krajczych i podczaszych; takoż błaznów dla spędzenia nudy. Podawano im w zimie potrawy na rusztach, które przynoszono na stół; mieli też przenośne kuchnie (jako sam je widziałem), w których cały posiłek można było nieść za nimi.
Has vobis epulas habete, lauti:
Nos offendimur ambulante coena619.
W lecie znowuż dawali nieraz w sieniach puszczać świeżą i czystą wodę przez kanały płynące pod stopami; i była w tych kanałach obfitość wszelkiej żywej ryby, którą obecni wedle chęci i wyboru łowili rękami i dawali sobie przyrządzać. Ryba miała zawsze ten przywilej i ma go dziś jeszcze, że co znamienitsi lubili się bawić jej przyrządzeniem: bo też i smak jej jest o wiele wyborniejszy niż mięsa, przynajmniej dla mnie. Owo we wszelakim rodzaju wspaniałości, rozpusty i rozkoszliwych wymysłów, miętkości i przepychu czynimy, po prawdzie, co możemy, aby im dorównać (chęci nasze bowiem równie są skażone co ich); ale nasze tak samo nie są zdolne dorównać im w dziele zepsucia, jak i w dziełach cnoty: jedne i drugie bowiem wynikały z tęgości ducha, która była bez porównania większa w nich niż w nas; dusze zaś, im wątlejsze, tym mniej mają środków czynienia albo bardzo dobrze, albo bardzo źle.
Najwyborniejsze miejsce u nich był środek. Przód albo tył nie miał ani w mowie, ani w piśmie żadnego przywileju co do zaszczytności; jako się widzi jasno z ich pism: powiedzą Oppius i Cezar, równie dobrze jak Cezar i Oppius; powiedzą Ja i Ty, równie dobrze jak Ty i Ja. Oto dlaczego zdziwiło mnie swego czasu w naszym francuskim Plutarchu, w żywocie Flaminiusza miejsce, w którym autor mówiąc o zawiści o sławę istniejącej między Etolczykami i Rzymianami (z przyczyny pewnej wspólnie wygranej bitwy), kładzie niejaki nacisk na to, iż w pieśniach greckich imię Etolczyków kładziono przed Rzymianami; o ile w to wszystko nie wkradła się jakowaś dwuwykładność w języku francuskim.
Panie, będąc w łazienkach, przyjmowały odwiedziny mężczyzn, brały ze sobą nawet pokojowców, aby je maścili i wycierali.
Inguina euccinctus nigra tibi servus aluta
Stat, quoties calidis nada foveris aquis620.
Pudrowali się jakowymś proszkiem, aby wstrzymać pocenie.
Dawni Gallowie, powiada Sydoniusz Apolinaris, nosili włosy długie z przodu, a z tyłu ostrzyżone, który to obyczaj został wskrzeszony przez mdłą i zniewieściałą modę naszych czasów.
Rzymianie płacili przewoźnikom należność za przewóz w chwili wstąpienia na statek, jak my płacimy w chwili przybicia do portu.
Dum aes exigitur, dum mula ligatur,
Tota abit hora621.
Białe głowy legały w łóżku od ściany; oto, dlaczego nazywano Cezara spondam regis Nicodemis622. Pijąc, przerywali łyk dla nabrania oddechu. Dolewali wody do wina:
Quis puer ocius
Restinguet ardentis falerni
Pocula praetereunte lympha623?
Również koncepty i błazeństwa naszych lokajów nie były im obce.
O Iane! a tergo quern nulla ciconia pinsit,
Nec manus auriculas imitata est mobilis albas,
Nec linguae, quantum sitiat canis Appula, tantum624.
Argiwskie i rzymiańskie panie ubierały się w czas żałoby na biało; jak i u nas był dawniej ten obyczaj, a przetrwałby i nadal, gdybym ja miał o tym stanowić. Ale już księgi całe napisano w tej materii.
Rozdział L. O Demokrycie i Heraklicie
Rozwaga pożyteczna jest w każdej materii i wszędzie się nastręcza: dlatego też w tych Próbach, które są jeno ustawnym rozważaniem, posługuję się okazją wszelkiego rodzaju. Jeśli trafię na przedmiot, którego dobrze nie ogarniam, tym bardziej go próbuję, macając bród z bardzo daleka; gdy mi się wyda zbyt głęboki na moją miarę, trzymam się blisko brzegu: i ta świadomość iż nie zdołam się przezeń przeprawić, jest właśnie znakiem działania rozwagi, ba, z takich, z których może się czuć najdumniejsza. Jednym razem, podjąwszy jakiś czczy i błahy przedmiot, staram się przekonać, czy dowcip mój będzie miał z czego dać mu ciało, czy będzie miał czym podeprzeć go i skrzepić: innym znowuż prowadzę go przez szlachetny i często roztrząsany przedmiot, w którym nic nie ma do znalezienia sam z siebie, ile że droga tak jest wyjeżdżona, że może jeno kroczyć cudzym śladem: tam czerpie swą zabawę w tym, aby wybrać drogę, która mu się zda najlepsza; wśród tysiąca ścieżyn osądza, iż ta albo tamta najlepiej była wybrana. Biorę na los szczęścia pierwszą lepszą kwestię: jednako mi są dobre wszystkie, a nigdy nie kuszę się, aby którą obrobić w całości; nie dostrzegam bowiem całości w niczym: ba, ci, którzy obiecują nam ją ukazać, również pono jej nie widzą! Ze stu członów i obliczów625, jakie ma każda rzecz, biorę jedno to, aby ją jeno oblizać po wierzchu, to skubnąć, to znowu czasem ugryźć aż do kości. Nakłuwam jakoby substancję, wprawdzie nie najszerzej, ale najgłębiej jak zdołam i najbardziej lubię chwycić rzecz w jakimś nieużywanym świetle. Puściłbym się może na to, aby wyczerpać do dna jakąś materię, gdybym mniej znał samego siebie i gdybym miał złudzenia co do własnej mocy. Rzucając tu jedno słówko, tu drugie, jakoby małe próbki wycięte z całej sztuki, ot tak, rozprószone, bez zamiaru zapowiedzi, nie jestem zobowiązany skleić z nich coś do rzeczy, ani upierać się przy swoim przedmiocie. Wolno mi odmieniać go, kiedy mi się spodoba, poddawać się wszelakim wątpieniom i niepewności i zachować ze wszystkich najwłaściwszą mi formę, to znaczy niewiedzę.
Wszelki ruch coś nam odsłania z nas samych. Ta sama dusza Cezara, która się ujawnia w narządzaniu i strojeniu bitwy pod Pharsalus, ujawnia się takoż i w jego wywczasach, i igrach626 miłosnych. Sądzi się konia, nie tylko widząc go, jak harcuje w szrankach, ale także z tego, jak idzie krokiem, ba, także jak spoczywa w stajni.
Między funkcjami duszy są i niskie: kto jej nie widzi i w takich, nie pozna jej do końca; a może lepiej poznaje się ją tam, gdzie idzie swym pospolitym chodem. Wichry namiętności chwytają ją w jej wynioślejszym locie: dodawszy do tego, że wtedy ima627 się cała jednego przedmiotu i cała mu się oddaje; i nigdy nie ogarnia więcej niż jeden naraz, i obejmuje go nie wedle niego, ale wedle siebie.
Być może, iż poza nami rzeczy mają swoją wagę, wymiary i własności; ale wewnątrz, w nas, dusza nasza przykrawa je, jak się jej podoba. Śmierć straszna jest Cyceronowi, Katonowi upragniona, obojętna dla Sokrata. Zdrowie, świadomość, wiedza, władza, bogactwo, piękność i ich przeciwieństwa, zrzucają szaty przy wejściu i otrzymują od duszy naszej nowe odzienie tej barwy, jak jej się podoba; ciemnej, jasnej, żywej, posępnej, jaskrawej, łagodnej, głębokiej, powierzchownej, jak się której duszy przygodzi: nie zesztrychowały bowiem do wspólnej miary swych stylów, reguł i form; każda jest królową w swym państwie. Dlatego nie troszczy się o właściwości rzeczy poza nami: trzeba nam sobie zdawać sprawę jedynie z siebie samych. Nasza dola i niedola zależy od nas. Przed siebie tedy zanieśmy nasze życzenia i ofiary, a nie przed fortunę: ona nie ma żadnej mocy nad naszą naturą: przeciwnie, natura nasza pociąga ją i kształtuje na swoją modłę.
Dlaczego nie miałbym sobie wyobrazić Aleksandra przy stole, jak gwarzy swobodno i przepija tęgo; albo też przy grze w szachy? jakichż strun jego umysłu nie ogarnia i nie wprawia w ruch ta błaha i dziecinna zabawka? Nienawidzę jej i unikam, nie dość bowiem jest zabawą i pochłania nas zbyt poważnie: wstyd mi wkładać w nią tyle uwagi, która mogłaby starczyć do przystojniejszej rzeczy. Nie więcej mógł się był zapamiętać, gotując swą chlubną wyprawę do Indiów; albo tę drugą, ku odkryciu nowej drogi, od której zależało zbawienie rodzaju ludzkiego! Widzicie, w jaki sposób dusza nasza spotężnia i wyolbrzymia tę płochą igraszkę: jak wprawia w napięcie wszystkie nerwy; jak bardzo daje każdemu sposób, aby się poznać i sądzić słusznie o sobie. Przy żadnym innym zatrudnieniu nie widzę i nie zmacam się tak dokładnie: jakież namiętności nie miotają tu nami? gniew, żal, nienawiść, niecierpliwość i wraz gwałtowna ambicja zwyciężenia w rzeczy, w której zrozumialszą byłaby ambicja przegranej; rzadka bowiem i nad miarę sięgająca wyborność w tak błahej igraszce nie przystoi szanownemu człeku. To, co powiadam o tym przykładzie, można odnieść do wszystkich innych. Każda cząstka, każde zatrudnienie człowieka, w jednakim stopniu ujawnia go i zdradza.
Demokryt i Heraklit byli to dwaj filozofowie, z których pierwszy, uważając stan człowieczy za czczy i pocieszny, ukazywał się publicznie jeno z twarzą pełną drwin i śmiechu: Heraklit, mając litość i współczucie dla tegoż stanu, nosił oblicze nieustannie smutne i oczy nabrzmiałe łzami:
alter
Ridebat, quoties a limine moverat unum
Protuleratque pedem; flebat contrarius alter628.
Bardziej podoba mi się pierwsze usposobienie: nie dlatego, iż bardziej ucieszne jest śmianie się niż płakanie; ale że jest ono bardziej wzgardliwe i bardziej nas osądza niż drugie: owo zdaje mi się, że nigdy nie można dość nami wzgardzić wedle naszej wartości. Skarga i współczucie zmieszane są z niejakim poważaniem tego, co się żałuje: rzeczy, z których się dworuje, uważa się za nic warte. Nie myślę, aby w nas było tyle nieszczęścia, ile próżności; ani tyle złośliwości, ile głupoty: nie jesteśmy tak pełni zła co czczości; nie jesteśmy tak nieszczęśliwi jak szpetni.
Tak Diogenes, który podrwiwał sobie cichcem, tocząc swą beczułkę i pokrzywiając się wielkiemu Aleksandrowi, w tym, iż oceniał nas jako muchy albo pęcherze pełne wiatru, bardziej był sędzią cierpkim i ostrym, a tym samym (wedle mego osądu) bardziej sprawiedliwym niż Tymon, nazwany Nienawidzącym ludzi; to bowiem, czego się nienawidzi, uważa się za coś. Ten życzył nam zła, przejęty był pragnieniem naszej zguby, unikał naszego towarzystwa jako niebezpiecznego, miał nas za złośliwe i skażone natury; tamten cenił nas tak mało, iż nie uważał, byśmy mogli pogniewać go albo skazić swą bliskością: unikał naszego towarzystwa nie z obawy, ale z lekceważenia: nie uważał nas za zdolnych do czynienia ani złego, ani dobrego.
Podobną cechę miała odpowiedź Statyliusza Brutusowi, gdy ten starał się go wciągnąć do spisku przeciw życiu Cezara. Znalazł, iż przedsięwzięcie jest sprawiedliwe; ale nie uważał ludzi za wartych tego, aby sobie dla nich jakiś trud zadawać: zgodny w tym z nauką Hegezjasza, który powiadał: „Mędrzec nie powinien nic czynić, jeno dla siebie; ile że sam jeden godzien jest, aby dlań coś czyniono”; i z sądem Theodora, „iż nie jest sprawiedliwe, aby mędrzec narażał się dla dobra kraju i wystawiał na niebezpieczeństwo swą mądrość dla głupców”. Nasz ludzki stan jest równie śmieszny jak godny śmiechu.
Rozdział LI. O czczości słów
Pewien retor w dawnych czasach powiadał, iż jego rzemiosłem jest „rzeczy małe wydmuchiwać i czynić z nich wielkie”. Jest to szewc, który umie robić duże trzewiki na małą nogę. W Sparcie oćwiczono by go rzemieniem za to, że czyni rzemiosło z kłamliwej i oszukańczej sztuki; i mniemam, iż Archidamus, będący królem w tym kraju, nie bez zdumienia usłyszał odpowiedź Tucydydesa na pytanie, kto jest silniejszy w walce, Perykles czy on: „To — odpowiedział — byłoby trudno sprawdzić; kiedy bowiem pasując się, obalę go na ziemię, potrafi przekonać tych, którzy to widzieli, że wcale nie upadł, i wygra sprawę”.
Ci, którzy nakładają maski i barwiczkę białym głowom, mniej czynią złego: niewielka to strata nie oglądać ich w naturalnym stanie; tamci natomiast czynią rzemiosło z tego, by mamić nie nasze oczy, ale sąd, aby koszlawić i kazić samą istotę rzeczy. Państwa, które przestrzegały u siebie statecznego i roztropnego porządku, jako kreteńskie albo lacedemońskie, niewiele robiły sobie z mówców. Aryston mądrze nazywał retorykę: „sztuką przekonywania ludu”. Sokrates, Platon: „sztuką oszukiwania i schlebiania”. A ci, którzy przeczą temu w ogólnej definicji, przytwierdzają na każdym miejscu swymi przepisami. Mahometanie bronią dzieciom ćwiczyć się w tej nauce dla jej bezużyteczności; Ateńczycy (w których państwie wielkim cieszyła się mirem) widząc, jak bardzo jej użytek jest zgubny, nakazali, aby usunięto główną jej część, to jest poruszanie namiętności; również wstępy i zakończenia. Jest to narzędzie wynalezione po to, aby poruszać i prowadzić tłum i rozkiełzane pospólstwo; narzędzie, którego się używa jeno w państwach chorych jak lekarstwa. W tych państwach, gdzie motłoch, ciemnota, pospólstwo wszystko mogły, jako w Atenach, Rodos albo w Rzymie, a sprawy publiczne były jakoby w nieustannej burzy, tam roiło się od mówców. I w istocie niewielu widzi się w tych republikach mężów, którzy by doszli do wielkiego miru bez pomocy elokwencji. Pompejusz, Cezar, Krassus, Lukullus, Lentulus, Metellus w niej znaleźli najlepsze oparcie, aby wznieść się na stopień powagi, do którego w końcu doszli; toż wspomagali się nią więcej niż orężem na wspak obyczajowi najtęższych wieków. T. Wolumniusz, przemawiając publicznie za wyborem Q. Fabiusza i P. Decjusza na konsulów, rzekł: „Oto ludzie zrodzeni do wojny: wielcy w czynie, szorstcy w walce na słówka; duchy prawdziwie konsularne. Ludzie subtelni, wymowni i uczeni w sam raz dobrzy są na pretorów, do miasta, aby sądzić procesy”. Wymowa zakwitła najbardziej w Rzymie wówczas, kiedy sprawy państwa zaczęły iść najgorzej i kiedy miotała nimi burza wojen domowych: jako pole leżące ugorem i bez uprawy najpiękniej rodzi chwasty. Zda się z tego, iż rząd monarszy mniej potrzebuje tej sztuki niż inne: głupota i łatwość masy z natury już podatnej, aby ją urabiano i prowadzono, sącząc jej w uszy te harmonijne dźwięki, i niedbającej o to, aby siłą rozumu zważyć i rozpoznać prawdę, ta łatwość, powiadam, nie tak często znajduje się w jednym człowieku i snadniej629 za pomocą dobrego wychowania i dobrej rady można go ubezpieczyć od tej trucizny. Nie widział świat, aby z Persji lub Macedonii wyszedł by jeden630 słynny mówca.
Te uwagi nasunęły mi się z przyczyny jednego Włocha, z którym świeżo rozmawiałem, a który służył nieboszczykowi kardynałowi Karaffie, aż do jego śmierci, za marszałka dworu. Wyciągałem go na rozmowy o jego profesji: roztoczył przede mną arkana tej podniebiennej umiejętności z taką powagą i magistralnym dostojeństwem, jak gdyby mówił o jakimś ważnym teologicznym dogmacie. Wyczerpał do gruntu rzecz o rozmaitości apetytów: jaki się ma na czczo, jaki po drugim i trzecim daniu; wyliczył środki zadowolenia go to po prostu, to pobudzając go i drażniąc; rozwinął subtelności sztuki sporządzania sosów; najpierw ogólnie, potem wyszczególniając właściwości ich składników i działanie tychże; rozmaitość sałat, wedle pór i czasu, z nadmienieniem, które winno się podawać na gorąco, które zaś na zimno; sposób zdobienia ich i upiększania, iżby się stały powabniejsze dla wzroku. Następnie przeszedł do porządku dań, rozwodząc się w pięknych i ważnych roztrząsaniach:
Nec minimo sane discrimine refert.
Quo gestu lepores, et quo gallina secetur631;
wszystko to ubrane w bogate i wspaniałe słowa, zgoła podobne tym, jakich używa się, traktując o rządzeniu państwem. Ów człowiek przywiódł mi na pamięć:
Hoc salsum est, hoc adustum est, hoc lautum est parum:
Illud recte; iterum sic memento: sedulo
Moneo, quae possum, pro mea sapientia.
Postremo, tanquam in speculum, in patinas, Demea,
Inspicere iubeo, et moneo, quid facto usus sit632.
Prawda jest, iż Grecy sami wielce chwalili porządek i dyspozycje, jakich Paulus Aemilius przestrzegał w czas festynu, którym uczcił swój powrót z Macedonii. Ale nie mówię tutaj o uczynkach, jeno o słowach.
Nie wiem, czy z innymi jest tak jak ze mną; ale, co do mnie, kiedy słyszę, jak nasi architekci nabierają pełną gębę owych wielkich słów, jako pilastry, architrawy, karnisze, moda koryncka i dorycka, i insze takie z ich zwyczajnej gwary, mimowiednie wyobraźnia przywodzi mi na pamięć pałac Apolidona: owo w rzeczy pokazuje się, iż chodzi jeno o mizerne odrzwia w mojej kuchni!
Kiedy słyszycie rozprawy o metonimii, metaforze, alegorii i innych tym podobnych gramatycznych przezwiskach, czy nie zdaje się wam, iż oznaczają one jakowąś modłę rzadkiego a polerowanego wysłowienia? owóż form, które oznaczają te szumne tytuły, używa co dzień w swym trajkotaniu wasza kuchenna dziewka!
Podobne temu cygaństwo jest nazywać nasze krajowe urzędy wspaniałymi tytułami Rzymian, ba, wówczas, gdy nie ma żadnego podobieństwa w ich czynności, a jeszcze mniej w dostojeństwie i władzy. I to także, które kiedyś, moim zdaniem, będzie obrócone na wstyd naszym czasom, aby przyznawać bez zasług i komu się nam spodoba przydomki najchlubniejsze, jakimi starożytność uczciła jedną lub dwie osobistości na kilka wieków. Platon osiągnął przydomek „boski” za powszechnym przyzwoleniem i nikt nie pokusił się mu go pozazdrościć: owo Włosi, którzy się chlubią (i ze słusznością), iż mają pospolicie umysł bystrzejszy i sąd zdrowszy niżeli insze współczesne im narody, uczcili świeżo tymże samym mianem imć Aretina, u którego poza sposobem mówienia trefnym633 i nadzianym szpileczkami (zmyślnymi w samej rzeczy, ale nader wyszukanymi i sztucznymi) i poza niejaką elokwencją nie widzę nic, co by było ponad innych autorów jego czasu: wiele tedy brakuje, aby miał się zbliżyć do owej starożytnej boskości. Tak i przydomek wielkich przyczepiamy snadno634 władcom, którzy nic w sobie nie mają ponad wzrost bardzo powszedni.
Rozdział LII. O oszczędności starożytnych
Atyllus Regulus, wódz rzymski w Afryce, w pełni swej chwały i zwycięstw nad Kartagińczykami, napisał do Rzeczypospolitej, iż włodarz jego, którego zostawił samego dla zarządu mienia, umknął, skradłszy narzędzia gospodarskie; prosił tedy o permisję, iżby mógł wrócić i zaradzić temu z obawy, by żona i dzieci nie ucierpiały głodu. Senat zakrzątnął się, aby ustanowić innego włodarza, zwrócił mu poniesioną szkodę i nakazał, by żonę i dzieci żywiono nadal kosztem państwa.
Katon starszy, wracając z Hiszpanii jako konsul, sprzedał jucznego konia, aby oszczędzić pieniądze, jakie by kosztowało przewiezienie go morzem do Italii; podobnie będąc namiestnikiem Sardynii, odbywał swoje wizytacje pieszo, nie wiodąc z sobą innej świty prócz woźnego, który niósł za nim suknie i naczynie do ofiar; najczęściej zgoła niósł swój tobołek sam. Chlubił się, iż nigdy nie miał sukni droższej niż za dziesięć talarów, ani też nie wydał na targu więcej niż dziesięć groszy dziennie; toż w jego obejściu na wsi nie było ani jednego budynku, który by z wierzchu był tynkowany i pobielony wapnem.
Scypio Emilianus po dwóch tryumfach i dwukrotnym konsulacie udał się na poselstwo jeno635 z siedmiorgiem sług. Powiadają, iż Homer nie miał nigdy więcej nad jednego; Platon trzech; Zenon, głowa sekty stoików, ani jednego. Tyberiuszowi Grakchowi, wówczas pierwszemu mężowi wśród Rzymian, kiedy udawał się na komisję dla sprawy publicznej, przyznano jeno pięć i pół grosza dziennej diety.
Rozdział LIII. O niejakim rzeczeniu Cezara
Gdybyśmy zadali sobie kiedy fatygę zagłębić się w swoje wnętrze i gdybyśmy czas obracany na sądzenie drugich i poznawanie rzeczy będących poza nami zużyli na sondowanie siebie samych, ujrzelibyśmy snadnie, jak cała ta nasza budowla utworzona jest ze słabych i ułomnych części. Czyż to nie jest osobliwy znak niedoskonałości, iż nie możemy umocować naszego zadowolenia w żadnej rzeczy, i że nawet pragnieniem i wyobraźnią nie jest w naszej możności wybrać, co nam potrzeba? Najlepszym tego świadectwem jest ów spór istniejący od wieków między filozofami, mianowicie, gdzie szukać najwyższego dobra człowieka; a spór ten trwa jeszcze i będzie trwał wiecznie, bez rozwiązania i jedności.
Dum abest quod avemus, id exsuperare videtur
Caetera; post aliud, quum contigit illud, avemus,
Et sitis aequa tenet636.
Cokolwiek by to było, z chwilą gdy coś poznamy i posiądziemy na własność, czujemy, iż nas nie zadowala i bieżymy chciwie za rzeczami przyszłymi i nieznanymi, ile że obecne nas nie sycą; nie dlatego, moim zdaniem, by nie miały nas czym nasycić, jeno iż chwytamy je w sposób jak gdyby chory i niestateczny.
Nam quum vidit hic, ad victum quae flagitat usus.
Omnia iam ferme mortalibus esse parata;
Divitiis homines, et honore, et laude potentes
Affluere, atque bona natorum excellere fama;
Nec minus esse domi cuiquam tamen anxia corda,
Atqoe animum infestis cogi servire querelis:
Intellexit ibi vitium vas officere ipsum,
Omniaque, illius vitio, corrumpier intus.
Quae collata foris et commoda quaeque venirent637.
Pragnienie nasze jest niezdecydowane i niepewne; nie umie niczego zdzierżyć ani zażywać jak należy. Człowiek mniemając, iż leży to w ułomności rzeczy, które posiada, napawa się i karmi innymi rzeczami, których nie zna i których nie przeniknął: ku nim obraca żądze i nadzieje, te otacza czcią i respektem, jako powiada Cezar: Communi fit vitio naturae, ut invisis, latitantibus atque incognitis rebus magis confidamus, vehementiusque exterreamur638.
Rozdział LIV. O próżnych subtelnościach
Istnieją subtelności błahe i próżne, w których ludzie starają się niekiedy znaleźć chlubę: jako owi poeci, którzy składają całe poematy z wierszy zaczynających się na tę samą literę; widzimy zgoła jajka, kule, skrzydła, siekiery, w jakie niegdyś starożytni Grecy kształtowali porządek i miarę wierszy, zdłużając je albo skracając w ten sposób, iżby przedstawiły taką lub inną figurę. Takaż była i wiedza owego, który bawił się obliczaniem, w ile sposobów dałoby się uszeregować głoski alfabetu i znalazł ową niesłychaną cyfrę, przekazaną przez Plutarcha. Podoba mi się sąd pewnego pana, któremu przedstawiono człeka nauczonego rzucać ręką ziarnko prosa z taką zręcznością, iż bez ochyby przepędził je zawsze przez oczko od szpilki. Zaczem gdy później sztukmistrz prosił o nagrodzenie tak wybornej umiejętności, tamten nakazał bardzo uciesznie i słusznie (moim zdaniem), aby dano temu pracownikowi dwie albo trzy ćwierci prosa, a to aby tak znakomita sztuka nie została bez ćwiczenia. Jest to osobliwe świadectwo ułomności naszego sądu, iż pociągają nas rzeczy dla swej rzadkości lub nowości, albo też dla trudności, chociaż nie mieści się w nich żadne dobro ani pożytek.
Niedawno ćwiczyliśmy się u mnie w domu w takiej zabawie, kto potrafi znaleźć więcej rzeczy stykających się swymi ostatecznymi krańcami: jako Sire; jest to tytuł, który daje się najwyższej osobie kraju, to jest królowi i takoż osobom z gminu lub kupcom; nie przystoi zasię nikomu między tymi dwoma. Niewiasty szlachetnego rodu mieni się Panie, średnie Panny; i znowuż Panie owe najpodlejszej rangi. Grać w kości przy stole dozwolone jest jedynie w domu książąt, albo też w lichej szynkowni. Demokryt powiadał, iż równie bogowie jak i zwierzęta mają zmysły bystrzejsze niż ludzie, którzy są na pośrednim szczeblu. Rzymianie nosili takiż sam moderunek w dnie żałoby jako i w dnie wesela. Pewnym jest, iż nadmierny strach jako i nadmierna żarkość odwagi jednakie powodują zaburzenia żywota i rozwolnienie tegoż. Przydomek Trzęsionki, jakim ochrzczono Sanchę, dwunastego króla Nawarry, świadczy, iż męstwo zarówno jak strach powoduje trzęsienie się członków. Ci, którzy nakładali zbroję albo jemu, albo innemu podobnej przyrody639, którym skóra tak się trzęsie, próbowali go skrzepić na duchu, umniejszając bliskie niebezpieczeństwo: „Źle mnie znacie — odpowiadał — gdyby moja skóra wiedziała, dokąd ją wnet zawiedzie moje męstwo, zgoła by się rozpadła od drżenia”. Niemoc, która przychodzi nam z oziębienia i wstrętu w uciechach Wenery, nawiedza nas tak samo z zbyt gwałtownej żądzy i z nadmiernej gorącości. Wielkie zimno jak i wielkie gorąco pali i czerwieni: Arystoteles powiada, że ołów topi się i rozpływa od mrozu i ostrości zimy, jako i od gwałtownego gorąca. Pragnienie i przesyt rodzą uczucie bólu w miejscach bliskich siedziby rozkoszy. Głupota i rozum spotykają się w jednakiej rezolucji, z jaką cierpią dopusty ludzkich przypadków. Mędrcy poskramiają i pokonują zło, prostaczkowie go nie znają: ci ostatni są, można powiedzieć, niżej wszelkiej przygody; tamci wyżej. Owe górne duchy, zważywszy i oceniwszy dobrze właściwości losów, zmierzywszy je i osądziwszy wedle słusznej miary, rzucają się na przełaj siłą krzepkiego męstwa; gardzą nimi i depcą je nogami, czując w sobie duszę tęgą i hartowną. Napotkawszy taką duszę, groty fortuny muszą odskoczyć i stępić się, jakoby natknąwszy się na ciało, w które nie mogą się wedrzeć. Zwyczajna i pośrednia natura ludzka mieszka pomiędzy tymi dwiema ostatecznościami; tacy widzą zło, czują i nie mogą go ścierpieć. Dziecięctwo i zgrzybiałość spotykają się w nieporadności rozumu; skąpstwo i rozrzutność w jednakiej żądzy gromadzenia i nabywania.
Można powiedzieć, z niejakim podobieństwem, że istnieje nieuctwo elementarne, które idzie przed wiedzą: drugie, doktoralne, które idzie po wiedzy; nieuctwo, które wiedza tworzy i sprowadza, tak jak niweczy i uprząta tamto pierwsze. Z prostych, mniej ciekawych i mniej bystrych umysłów, tworzą się dobrzy chrześcijanie, którzy przez szacunek i posłuszeństwo wierzą po prostu i dzierżą się pod władzą praw. W umysłach średniej mocy i zdatności lęgną się łacno błędne mniemania; tacy idą za obłędem pierwszego rozumienia i z niejakim pozorem słuszności wykładają sobie głupotą i prostactwem naszą wytrwałość w trzymaniu się dawnego kształtu, bez osobnego dociekania i nauki. Wielkie umysły, bardziej umocnione i widzące jasno, stanowią inną odmianę prawowiernych. Ci przez długie i skupione zgłębiania czerpią z Pisma światło głębsze i czystsze i pojmują tajemne i boskie sekrety naszych obrządków; dlatego widzimy, iż wielu z nich doszło do tego najwyższego piętra przez tamto drugie. A dochodzą doń z cudowną korzyścią i umocnieniem ducha jako do ostatecznej granicy chrześcijańskiego rozumienia i cieszą się swym zwycięstwem, ujawniając je błogością duszy, zacnymi uczynkami, poprawą obyczajów i wielką skromnością. Są znowuż i inni: którzy aby się oczyścić ze skazy dawniejszych błędów i upewnić nas co do swego nawrócenia, popadają w ostateczność, przesadę i niesprawiedliwość w kierowaniu naszej sprawy i gwałty swymi ściągają na nią ustawiczne zarzuty. Prości chłopi są to zazwyczaj dzielni ludzie; takoż dzielnymi ludźmi są i filozofowie, czyli (jak dziś rozumiemy to miano) natury mocne i jasne, wzbogacone szerokim wykształceniem w użytecznej wiedzy. Mieszańcy, którzy wzgardzili pierwotnym siedziskiem, to jest nieświadomością, a nie zdołali osiągnąć drugiego (z zadkiem między dwoma zydlami; do takich należę ja i tylu innych), są niebezpieczni, niezdatni i uprzykrzeni; tacy czynią jeno zamęt w świecie. Dlatego co do mnie, cofam się, ile mogę, ku memu pierwszemu i naturalnemu siedzisku, z którego daremnie próbowałem się wydobyć.
Poezja ludowa, płynąca czy to z natury, ma swoje naiwności i gracje, przez które można ją równać z wyborną pięknością poezji doskonałej w swej sztuce; jako widzi się w wilanelach gaskońskich oraz śpiewkach narodów niemających świadomości żadnej nauki ani nawet pisma: poezja średnia, która jest między tymi dwiema, zostaje w słusznej wzgardzie, bez czci i bez wartości.
Ale zauważyłem w tej grze, iż z chwilą, gdy duch raz sobie znalazł drogę (jak zazwyczaj się dzieje), to, co braliśmy za ćwiczenie nader trudne i rzadkie, zgoła przy bliższym przyjrzeniu nim nie jest; dowcip nasz raz rozgrzany odkrywa nieskończoną mnogość podobnych przykładów. Dodam już tylko ten jeden: że gdyby te Próby godne były spotkać się z ludzkim sądem, mogłoby się zdarzyć (tak rozumiem), iż nie spodobałyby się wcale umysłom grubym i pospolitym, ani takoż owym osobliwym i wybornym; ci nie rozumieliby ich dosyć, tamci rozumieliby nadto: niechajże tedy wiodą skromny żywot w pośrednich regionach.
Rozdział LV. O zapachach
Powiadają o niektórych, jako o Aleksandrze Wielkim, że ich pot wydawał luby zapach, mocą jakiejś rzadkiej i ekstraordynaryjnej kompleksji: czego Plutarch i inni dociekają przyczyny. Ale pospolita właściwość ciał jest zgoła przeciwna; i najlepiej są obdarzone, jeśli są wolne od zapachu. Słodycz sama najczystszego oddechu nie może nic osiągnąć bardziej doskonałego jak tylko, aby był bez żadnego dotkliwego zapachu: jak oddech doskonale zdrowych dzieci. Oto czemu powiada Plaut:
Mulier tum bene olet, ubi nihil olet640;
„najwyborniejszy zapach kobiety, to gdy się nic nie czuje”. Toż owe lube sztuczne zapachy słusznie można mieć za podejrzane i sądzić, iż posługujący się nimi używają ich po to, aby pokryć jakowąś przyrodzoną ułomność w tym względzie. Stąd uszczypek starożytnego poety: „cuchnie ten, kto pięknie wonieje”.
Rides nos, Coracine, nil olentes:
Malo, quam bene olere, nil olere641.
I indziej,
Postume, non bene olet, qui bene semper olet642:
Ja wszelako bardzo kocham się w miłych zapachach, a nienawidzę nad miarę szpetnych, które czuję z bardziej daleka niż kto inny.
Namque sagacius unus odoror.
Polypus, an gravis hirsutis cubet hircus in alis,
Quam canis acer, ubi lateat sus643.
Najbardziej proste i naturalne zapachy zdają mi się najprzyjemniejsze. Wybredność w tej mierze szczególnie właściwa jest damom: w najgrubszym barbarzyństwie niewiasty scytyjskie omywszy się, pudrują i pokrywają całe ciało i twarz pachnącym korzeniem rodzącym się w tamtych stronach; gdy zasię mają się zbliżyć ku mężczyznom, zdejmują ową powłokę i ukazują się im wraz gładkie i pachnące.
Osobliwe jest, jak każdy zapach, jakiego bądź rodzaju, łacno mnie się czepia i jak skóra moja skłonna jest nimi nasiąkać. Ten, kto się skarży na przyrodę, iż poskąpiła człowiekowi narzędzia, aby niosło zapachy do nosa, w błędzie jest; niosą się tam bowiem same przez się; co się mnie tyczy w szczególności, zarost, który mam obfity, jeszcze mnie w tym wspomaga. Skoro zbliżę doń chustkę albo rękawiczki, zapach będzie się trzymał cały dzień: zdradzi zgoła miejsce, skąd przybywam. Wnikliwe całunki młodości, soczyste, łakome i lipkie, czepiały się go niegdyś i trzymały się jeszcze w kilka godzin później. Mimo to, mało jestem podległy pospolitym chorobom, które przenoszą się od ludzkiego zbliżenia i udzielają powietrzem. Zdołałem ich uniknąć dotąd, mimo iż za mej pamięci grasowały często i bardzo rozmaite, w miastach i obozach. Czytamy o Sokratesie, iż nie opuściwszy nigdy Aten podczas licznych nawrotów zarazy nawiedzającej tylokrotnie miasto, sam nigdy nie popadł w chorobę.
Jestem zdania, iż lekarze mogliby z zapachów wyciągnąć więcej pożytków niż dotąd czynią. Nieraz zauważyłem wpływ, jaki mają na mnie odory i jak rozmaicie, wedle swej istoty, działają na usposobienie: zgodnie z tym, co powiadają, iż użytek kadzidła i pachnideł w kościołach, tak dawny i powszechny u wszystkich wiar i narodów, zmierza ku temu, aby ucieszyć, obudzić i oczyścić zmysły i uczynić nas sposobniejszymi dla kontemplacji.
Chciałbym dla zbadania tego przedmiotu przypatrzeć się bardziej z bliska robocie owych kucharzy, którzy umieją kojarzyć obce zapachy ze smakiem potraw; zauważono to osobliwie w kuchni króla Tunisu, gdy za naszej pamięci wylądował w Neapolu dla spotkania się z cesarzem Karolem. Nadziewano mu potrawy pachnącymi korzeniami tak bogato, iż jeden paw i dwa bażanty zaprawione na ich sposób wypadły wedle rachunku na sto dukatów; i kiedy je ćwiertowano, nie tylko sala jadalna, ale wszystkie komnaty i sąsiednie ulice pełne były bardzo lubego zapachu, który nie tak rychło się rozpraszał.
Główną mą troską przy wyborze mieszkania jest unikać ciężkiego i cuchnącego powietrza. Dwa ulubione mi miasta, Wenecja i Paryż, tracą w mych oczach i sercu wskutek owego przykrego zapachu, jaki mają: ta od swoich bagien, ów od błota.
Rozdział LVI. O modłach
Rzucam tu myśli bezkształtne i niepewne siebie jak ci, którzy ogłaszają wątpliwe kwestie do roztrząsania w szkołach; nie aby stanowić prawdę, ale aby jej szukać; toż poddaję je sądowi tych, którym przystoi sterować nie tylko mymi uczynkami i pismami, ale także i myślą. Jednako będzie mi sposobne i użyteczne potępienie, co i przytwierdzenie; ile że miałbym sam siebie w ohydzie, gdyby przez nieświadomość lub nierozwagę, zakradło się do tej gawędy coś, co by było przeciwne świętym rezolucjom i przepisom katolickiego, apostolskiego i rzymskiego Kościoła, w którym się zrodziłem i w którym chcę umierać. Dlatego zdając się ze wszystkim na powagę jego cenzury (najwyższej dla mnie i jedynej), ważę się tu tak śmiało uradzać o wszelkiej materii, jak oto czynię.
Nie wiem, czy się nie mylę; ale skoro za osobliwą łaską dobroci bożej posiadamy modlitwę przekazaną nam i podyktowaną słowo po słowie przez usta samego Boga, sądziłem zawsze, iż powinniśmy z niej czynić powszechniejszy niż czynimy użytek. Gdyby zechciano mnie w tym słuchać, przy siadaniu i wstawaniu od stołu, udając się na spoczynek i wstając z łoża rano, i przy wszystkich szczególnych czynnościach, do których jest obyczaj dołączać modlitwy, pragnąłbym, aby chrześcijanie posługiwali się Ojczenaszem; jeżeli nie wyłącznie, to przynajmniej zawsze. Kościół może rozszerzać i urozmaicać modlitwy wedle potrzeb naszego oświecenia; wiem dobrze, że jest to zawsze ta sama rzecz i ta sama substancja: ale powinno się tej jednej przyznać ten przywilej, aby lud miał ją ustawicznie na ustach; to pewna bowiem, iż wyraża ona wszystko, co trzeba i bardzo jest sposobna we wszelkiej okazji. Jest to jedyna modlitwa, którą posługuję się wszędzie i nieodmiennie ją powtarzam; z czego pochodzi, iż żadnej innej nie mam równie dobrze w pamięci.
Zastanawiałem się świeżo, skąd nam przychodzi ten błąd, by się uciekać do Boga we wszystkich zamiarach i przedsięwzięciach i przywoływać go we wszelkiej potrzebie i w każdym miejscu, gdzie nasza niemoc żąda wspomożenia: bez względu na to, czy intencja jest sprawiedliwa, czy nie; i skąd nam się bierze śmiałość wzywać jego imienia i mocy w jakiej bądź okazji i uczynku, chociażby był najzdrożniejszy. Prawda, iż on naszą jedyną ochroną i wszystko może ku naszej pomocy: ale mimo iż raczy nas zaszczycać słodkim powinowactwem ojcostwa, jest wszelako równie sprawiedliwy, jak dobry i potężny. Owóż widzimy, iż posługuje się o wiele więcej swą sprawiedliwością niż wszechmocą i obdarza nas wedle jej wyrozumienia, a nie wedle naszych żądań.
Platon, w swoich Prawach, rozróżnia trzy odmiany niegodziwej wiary w bogów:
„Iż ich nie ma; — Iż nie mieszają się w nasze sprawy; — Iż nie odmawiają niczego naszym prośbom, ofiarom i ślubom”.
Pierwszy błąd, wedle jego mniemania, nigdy nie trwa niewzruszenie w człowieku, od dziecięctwa aż do starości; dwa następne mogą się zaciec w swym trwaniu. Sprawiedliwość i potęga boża są nierozdzielne: próżno wzywamy jego mocy w niegodziwej sprawie. Trzeba mieć duszę czystą (przynajmniej w samej chwili modlitwy) i wolną od zdrożnych namiętności; inaczej sami mu podajemy rózgi, by nas nimi pokarał. Miast złagodzić nasz błąd, podwajamy go, przedstawiając temu, którego mamy prosić o przebaczenie, wnętrze ducha pełne nieobyczajności i nienawiści. Oto czemu nie jestem skłonny chwalić ludzi modlących się do Boga często i jakby z nałogu, jeśli uczynki sąsiadujące z modlitwą nie świadczą o skrusze i poprawie,
Si, nocturnus adulter,
Tempora santonico velas adoperta cucullo644.
I obyczaj człowieka, który łączy nabożność z haniebnym życiem, zda mi się poniekąd bardziej naganny niż sposób życia człowieka zgodnego z samym sobą i we wszystkim rozwiązłego: dlatego odmawia nasz Kościół swego obcowania i przystępu ludziom tkwiącym z nałogu w jakowejś grubszej nieprawości. Modlimy się ze zwyczaju i z nawyku albo, lepiej mówiąc, odczytujemy lub klepiemy pacierze; ściśle wziąwszy, jest to czysta komedia. Mierzi mnie patrzeć na kogoś, kto czyni trzy znaki krzyża przy Benedicite, tyleż przy Gratias (i tym więcej mnie mierzi, ile że to jest znak, który mam we czci i nieustannym użyciu, nawet kiedy mi się zdarzy ziewnąć); a wraz w tym samym czasie wszystkie inne godziny poświęca nienawiści, chciwości, gwałtowi. Swoja godzina grzechom, swoja Bogu, jakoby kształtem układu i porozumienia! Cud to jest patrzeć, jak mogą iść równym krokiem tak różnorodne uczynki, tak iż się nie czuje żadnej przerwy ani wahnienia, nawet na granicy i przejściu od jednego do drugiego. Jakież to osobliwe sumienie może zostawać w spokoju, mieszcząc w tym samym legowisku w zgodnej i statecznej kompanii sędziego i zbrodniarza?
Człowiek, któremu porubstwo nieustannie przemieszkuje w głowie i który wie, iż ono bardzo jest obmierzłe wzrokowi bożemu, cóż powiada Bogu, kiedy mówi o tym? Kaja się, ale wnet popada w nie znowuż. Gdyby istota i obecność sprawiedliwości bożej poruszyły go, jak twierdzi, i skruszyły jego duszę, chociażby nawet pokuta była krótka, sama obawa przywodziłaby k’temu myśl jego tak często, iż niezwłocznie ujrzałby się panem przywar, które w nim mieszkają i nad nim się panoszą. Ba cóż! a ci, co życie całe budują na owocu i korzyściach z grzechu, który wiedzą być śmiertelnym? Ileż mamy zatrudnień i rzemiosł uznanych, których istota sama jest niegodziwa? A ten, który otwierając mi serce na oścież, wyznał, iż przez całe życie głosił i praktykował religię przeklętą wedle jego mniemania i sprzeczną tej, którą miał w duszy, dlatego jeno, aby nie stracić stanowiska i szarż wysokich! Jakże on mógł udźwignąć w sercu podobną świadomość? Jakim językiem rozmawiają się tacy ze sprawiedliwością bożą? Ponieważ skrucha ich polegałaby na widocznym i jawnym zadośćuczynieniu, tracą tedy i wobec Boga, i wobec nas możność powołania się na nią; czyżby byli tak zuchwali, aby prosić o przebaczenie bez zadośćuczynienia i skruchy? Mniemam, iż u tamtych pierwszych rzecz się ma tak samo jak u tych; jeno że nie tak łatwo jest dowieść ich zatwardziałości. Ta tak nagła, tak gwałtowna sprzeczność i odmienność usposobienia ma dla mnie coś niesamowitego: jakoby długa, niespokojna agonia!
Jakże szalone zdało mi się urojenie tych wszystkich, co to w ostatnich czasach każdemu, w którym błyszczała niejaka jasność ducha, a który wyznawał religię katolicką, mieli zwyczaj zarzucać obłudę! Utrzymywali zgoła (chcąc mu tym uczynić zaszczyt), iż co bądź mówiłby na pozór, nie może być inaczej, jeno wewnątrz musi wyznawać wiarę zreformowaną wedle ich modły! Żałosna to choroba, tak mocno mniemać o swym rozumie, aby wmówić w siebie, że nikt nie może wierzyć w coś przeciwnego! Jeszcze żałośniejsze mniemać o tak wysokim umyśle, iż wyżej ceni liche korzyści doczesnej fortuny ponad nadzieje i groźby wiekuistego żywota! Mogą mi wierzyć: gdyby cokolwiek mogło mnie uwieść za młodu, to znaczną część miałaby w tym ambicja azardu i trudności połączone z tym świeżym wówczas przedsięwzięciem.
Nie bez wielkiej racji się to dzieje, mym zdaniem, iż Kościół zabrania powszechnego, lekkiego i niewczesnego użytku świętych i boskich pieśni, które Duch Święty podyktował był Dawidowi. Nie trzeba mieszać Boga do naszych uczynków, chyba jeno z rewerencją i uwagą pełną czci a respektu: głos ten zbyt jest boski, aby służył jeno na ćwiczenie płuc i zadowolenie uszu. Z sumienia winien on wychodzić, nie z języka. Nie ma racji dozwalać, aby lada kramarz pośród swych błahych i poziomych myśli zatrudniał się tymi pieśniami i czynił z nich sobie zabawę; ani też, wierę, nie godzi się patrzeć, by ta święta księga wysokich tajemnic naszej wiary walała się po izbach i kuchniach; niegdyś były to misteria, obecnie są igry i figielki. Nie mimochodem i lada jako należy się imać tak dostojnego i czcigodnego studium; winna to być czynność rozmyślna i stateczna, do której godzi się zawżdy przyczynić ową piękną przedmowę naszych officiów, Sursum corda, i tak się do niej przykładać, aby już sama postawa ciała świadczyła o szczególnym szacunku i uwadze. Nie jest to studium dla całego świata; to nauka dla osób, które się jej poświęciły, które Bóg k’temu powołał. Źli, nienauczeni, czerpią w niej jeno większą niegodziwość. To nie jest powiastka ku zabawieniu uszu; to święta opowieść ku czci, postrachowi, a ubóstwieniu. Ucieszni ludzie, którzy mniemają, iż uczynili ją sposobną dla pospólstwa przez to, iż przełożyli ją na język pospolity! Czyż tylko od słów zawisło, aby pojęli wszystko, co stoi napisane w księgach? Mamż powiedzieć więcej? aby je zbliżyć o tę trochę, odsunęli je jeszcze: czysta i polegająca we wszystkim na drugich nieświadomość była o wiele bardziej zbawienna i światła, niż ta słowna i czcza wiedza, karmicielka pychy i zuchwalstwa.
Mniemam również, iż owa łatwość, z jaką każdemu dane jest rozszerzać w tylu narzeczach tak ważne i wysokie słowo, ma w sobie wiele więcej niebezpieczeństwa niż pożytku. Żydzi, mahometanie i niemal wszyscy inni, zatrzymali i we czci przechowują język, w którym pierwotnie poczęto ich misteria: wzbronione jest w nich wszelkie skażenie i odmiana; wierę, nie bez racji. Czy my wiemy, żali u Basków, u Bretonów są znawcy dość biegli, aby osądzić te przekłady sporządzone w ich języku? Dla powszechnego Kościoła nie ma trudniejszej i ważniejszej sprawy do rozstrzygnięcia nad tę oto. Gdy się mówi lub każe, wykład jest luźny, swobodny, zmienny i tyczy tylko ułomków; nie jest to zatem to samo.
Jeden z naszych historyków greckich słusznie wini wiek swój za to, iż tajemnice religii chrześcijańskiej krążą z rąk do rąk po rynkach publicznych, zgoła nie wyjmując dłoni najlichszych rzemieślników: każdy umie je roztrząsać i wykładać wedle swego rozumu. Wielką powinno to nam być hańbą, nam, którzy za łaską Boga kosztujemy czystych tajemnic wiary, iż dajemy się im poniewierać w ustach osób nieświadomych i leda jakich, zważywszy iż Sokratesowi, Platonowi i innym z najmędrszych poganie wzbraniali rozprawiać i radzić o rzeczach powierzonych kapłanom w Delfach! Powiada takoż ów historyk, iż fakcje książąt uzbrojone są w przedmiocie teologii nie gorliwością, ale furią; gorliwość taka, o ile pochodzi z boskiego rozumu i sprawiedliwości, prowadzi się w statku i umiarkowaniu; zmienia się natomiast w nienawiść i zawiść i miast pszenicy i wina wydaje jeno chwast i pokrzywy, skoro powoduje się namiętnością ludzką. I słusznie też powiadał ów inszy, dając radę cesarzowi Teodozjuszowi, iż dysputy nie tyle powściągają schizmy kościelne, ile je rozbudzają i wręcz podsycają herezje; dlatego trzeba unikać wszelakich dialektycznych sporów i wywodów i zdać się na przepisy i formuły wiary ustanowione przez dawniejszych. Cesarz Andronik, zastawszy w pałacu dwóch znamienitych ludzi w sprzeczce i dyspucie z Lapodiuszem, tyczącej ważnego punktu wiary, zganił ich tak dalece, iż obiecał wręcz cisnąć ich do rzeki, jeśli nie przestaną. Dzieci i niewiasty przewodzą dziś w sprawach kościelnych nad sędziwymi i doświadczonymi mężami: one, którym pierwsze z praw Platona broni pytać się nawet o racje społecznych porządków, będących niejako wykładem przykazań boskich. Platon, pozwalając starszym uradzać o tym między sobą i ze zwierzchnością, dodaje: „Byle się to nie działo w obecności młokosów i niepowołanych”.
Pewien biskup zostawił pismo o tym, iż na drugim końcu świata jest wyspa zwana przez starożytnych Dioskorydą, bogata we wszelakie rodzaje drzew, owoców i w bardzo zdrowy klimat; na której wyspie lud jest chrześcijański, mający kościoły i ołtarze zdobne jedynie krzyżami bez innych obrazów, pilnie obserwujący645 posty i święta, ścisły w płaceniu dziesięcin, i tak przestrzegający czystości, iż żaden nie może w życiu poznać więcej niż jedną niewiastę. Lud ten tak zadowolony jest ze swego losu, iż będąc na pełnym morzu, nie zna użytku okrętów; i tak prostoduszny, iż z religii, której najtroskliwiej przestrzega, nie pojmuje ani słowa; rzecz nie do wiary dla kogoś, kto by nie wiedział, iż poganie, tak żarliwi w pobożności, nie znali ze swoich bogów nic więcej, jak tylko imię i posąg. Dawny początek Menalippy, tragedii Eurypidesa, tak brzmiał:
O Jowiszu! bo nie jest mi znaną
Twa istota, jeno same miano.
Słyszałem za moich czasów skargi przeciw niektórym pismom, iż są jedynie ludzkie i filozoficzne, bez udziału teologii. Nie byłby wszelako bez niejakiej racji ten, kto by rzekł przeciwnie: nauka boska przystojniej dzierży się na osobności, jako królowa i władczyni; powinna być wszędzie główną, nie zastępczą i pomocniczą; snadniej w potrzebie byłoby szukać przykładów w gramatyce, retoryce, logice niż w tak świętej materii; toż samo treści dla teatrów, igrów646 i publicznych widowisk. Z większą czcią i uszanowaniem rozważa się boskie racje odosobnione i w ich właściwym stylu niż skojarzone ze świeckimi rozprawami. Częściej widujemy ten błąd, iż teologowie piszą zbyt świecko niż ów, że humaniści piszą zbyt mało teologalnie. Filozofia, powiada św. Chryzostom, z dawna wygnana jest ze świętej szkoły jako dziewka służebna i uznana za niegodną, aby inaczej niż stojąc w progu, miała się przyglądać obrzędom świętych skarbów niebiańskiej nauki. Świecka mowa ma swoje własne, pośledniejsze formy i nie godzi się jej posługiwać godnością, majestatem, dostojeństwem mowy boskiej. Co do mnie, dozwalam jej wspomagać się verbis indisciplinatis647, jak Fortuna, Los, Przypadek, Dola i Niedola, Bogowie i innymi podobnymi, wedle mody. Podaję wymysły ludzkie i swoje własne, ot, jeno jako ludzkie wymysły i doraźne roztrząsania; nie jako zdania niewzruszone, określone nakazem niebios, niedostępne wątpieniu i odmianie; jako przedmiot mniemań, a nie przedmiot wiary; jako to, co sobie roję wedle siebie, a nie, w co wierzę wedle Boga; sposobem świeckim, nie kościelnym, wszelako zawżdy płynącym z sumienia; tak jak chłopcy przedkładają swoje pensa648: nie, aby uczyć, ale aby szukać nauki. A i tak, czy nie słusznie można by powiedzieć, iż skoro zakaz rozprawiania pismem, chyba jeno z wielką ostrożnością, o rzeczach wiary (zakaz tyczący wszystkich, prócz tych, których jest ona profesją) ze wszech miar zda się pożyteczny i sprawiedliwy, tedy i mnie samemu raczej przystałoby może zmilczeć o tym.
Powiadano mi, iż nawet ci, którzy odszczepili się od nas, bronią wszelako między sobą używać imienia Boga w pospolitej rozmowie; nie chcą, by się nim posługiwano jakoby zaklęciem albo wykrzyknikiem, ani dla świadectwa, ani dla porównania: w czym znajduję, iż mają rację; w jaki bądź sposób przyzywamy Boga ku naszemu obcowaniu i towarzystwu, winno się to dziać zawsze poważnie i religijnie.
Jest (zdaje mi się) w Ksenofonie rozprawa, w której dowodzi, iż powinniśmy rzadziej modlić się do Boga, ile że niepodobna jest, abyśmy mogli tak często wprawić duszę w ów podniosły, skupiony i nabożny nastrój, jaki przynależy tej czynności: inaczej modły nie tylko są próżne i bezpożyteczne, ale wręcz zelżywe. „Odpuść nam — powiadamy — jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”: cóż powiadamy przez to, jeśli nie, iż ofiarujemy Mu duszę wolną od zemsty i obrazy? Wszelako niemal równocześnie wzywamy Boga i jego pomocy do wspólnictwa w naszych grzechach i zapraszamy go do nieprawości:
Quae, nisi seductis, nequeas committere divis649:
Skąpiec prosi go o zachowanie swoich próżnych i zbytecznych skarbów; pyszny o pomoc w zwycięstwach i szalonych namiętnościach; złodziej przyzywa Boga ku szczęśliwemu pokonaniu azardów i trudności stojących na wspak jego złośliwym zamysłom albo też dziękuje, iż udało mu się łatwo utrupić przechodnia. Pod progiem domu, w który mamy się włamać lub wysadzić go prochem, odprawiamy swoje modły z intencją i nadzieją pełnymi okrucieństwa, rozpusty i chciwości.
Hoc ipsum, quo tu Iovis aurem impellere tentas.
Die agendum Staio: Proh Iuppiter! o bone, clamet,
Iuppiter! At sese non clamet Iuppiter ipse650?
Małgorzata, królowa Nawarry, opowiada o młodym książęciu (mimo iż go nie nazywa, łacno go poznać po jego wielkości), iż udając się na schadzkę i mając zamiar przespać się z żoną pewnego paryskiego adwokata, gdy droga wiodła go pod kościół, nigdy nie minął świętego miejsca (czy idąc, czy wracając), aby nie odprawił swoich próśb a modłów. Możecie zgadnąć ku czemu, będąc pełen owej nadobnej myśli, przyzywał łaskę bożą! Mimo to przytacza to jako świadectwo osobliwej nabożności. Nie jest to zresztą jedyny dowód, który by można przyczynić, iż kobiety nie są zgoła zdatne do traktowania materii teologalnych.
Prawdziwa modlitwa i religijne jednanie człowieka z Bogiem nie może się począć w duszy nieczystej i podpadłej doraźnie panowaniu Szatana. Ten, który wzywa Boga ku pomocy, gdy jest pod władzą grzechu, czyni tak, jakby rzezimieszek wzywał trybunał ku swojej pomocy albo jakby ktoś wzywał imię Boga na świadectwo kłamstwa.
Tacito mala vota susurro
Concipimus651.
Niewielu jest ludzi, którzy by się ważyli dobyć na jaw tajemne prośby, jakie zanoszą do Boga:
Haud cuivis promplum est, murmurque humilesque susurros
Tollere de templis, et aperto vivere voto652:
Dlatego pitagorejczycy żądali, aby były publiczne i słyszane przez wszystkich; a to iżby nikt nie prosił o rzecz nieprzystojną i niesprawiedliwą, jak ów czynił:
Clare quum dixit, Apollo!
Labra movet, metuens audiri: «Pulchra Laverna,
Da mihi fallere, da iustum sanctumque videri;
Noctem peccatis, et fraudibus obiice nubem653».
Bogowie skarali ciężko nieprzystojne modły Edypa, dopuszczając ich spełnienia: prosił, by dzieci jego rozstrzygnęły między sobą orężem dziedzictwo państwa; i był tak nieszczęśliwy, iż wzięto go za słowo. Nie trzeba prosić, aby wszystkie rzeczy szły wedle naszej woli, ale aby wola szła wedle rozsądku.
Zdaje się w istocie, że zmieniliśmy modlitwę jak gdyby w jakąś gwarę, kształtem tych, którzy używają świętych i boskich słów do czarnoksięstw i sztuk magicznych. Wydaje się nam, iż właśnie od doboru słów, ich dźwięku lub porządku, albo od postawy przez nas przybranej, zależy ich skutek. Mając duszę pełną pożądliwości, niewzruszoną żalem ani żadną skruchą w obliczu Boga, przedkładamy mu słowa, jakie pamięć przywodzi nam na usta i spodziewamy się zyskać w ten sposób odpuszczenie grzechów. Nie ma nic tak wdzięcznego, łaskawego i słodkiego jak zakon boży: wzywa nas ku sobie, chocia tak winnych i omierzłych w grzechu; wyciąga do nas ramiona, przyjmuje nas na swe łono, tak szpetnych, zapaskudzonych i cuchnących, jak oto jesteśmy i jakimi mamy być na przyszłość; wszelako w zamian za to trzebaż spoglądać nań dobrym okiem; trzebaż przyjmować to przebaczenie z wdzięcznym sercem; i bodaj na tę chwilę, w której zwracamy się doń, mieć duszę zmierżoną swymi błędami i zawziętą przeciw chuciom, które pchnęły nas do obrażenia tego zakonu. Ani bogowie, ani zacni ludzie, powiada Platon, nie przyjmą podarku od niegodziwca.
Immunis aram si tetigit manus,
Non sumptuosa blandior hostia,
Mollivit aversos Penates
Farre pio, et saliente mica654.
Rozdział LVII. O wieku
Nie mogę się w tym rozeznać, w jaki sposób obliczamy trwanie naszego życia. Widzę, iż mędrcy skracają je bardzo znacznie w porównaniu do powszechnego mniemania. „Jak to — powiadał Kato młodszy chcącym mu przeszkodzić w zbawieniu się żywota — alboż znajduję się w wieku, w którym można by mi przyganić, iż za wcześnie opuszczam życie?” Owo, miał nie więcej niż czterdzieści i osiem lat. Uważał ten wiek za bardzo dojrzały i posunięty, bacząc, jak niewielu ludzi go osiąga. A ci, którzy podtrzymują się w mniemaniu, iż jakaś granica, nazwana przez nich naturalną, obiecuje im kilka lat ponadto, mieliby może słuszność, gdyby jakowyś osobny przywilej wyzwolił ich z tak wielkiej ilości przygód, którym każdy z nas zwyczajnym trybem wydany jest na pastwę i które mogą snadnie przeciąć ów bieg lat przez nich spodziewany. Cóż to za szaleństwo spodziewać się śmierci z upadku spowodowanego ostateczną starością i zakładać go jako kres naszego trwania? Zważywszy, iż jest to rodzaj śmierci najrzadszy ze wszystkich i najmniej praktykowany. Nazywamy ten tylko naturalnym; jak gdyby było przeciwne naturze człowieka złamać kark wskutek upadku, utonąć w rozbiciu, ulec jakiejś zarazie albo zapaleniu; i jak gdyby codzienny tryb życia nie wystawiał nas na wszystkie te niebezpieczeństwa! Nie łudźmy się pięknymi słówkami: powinno się raczej to nazywać naturalnym, co jest powszechne, ogólne i wspólne.
Umrzeć ze starości to śmierć rzadka, osobliwa i niezwyczajna, tym samym o wiele mniej naturalna od innych; to ostatni, ostateczny rodzaj śmierci: im bardziej od nas oddalony, tym mniej można się go spodziewać. Jest to granica, poza którą nie da nam przejść i którą zakreśliło nam prawo natury: ale jest to rzadki w tym prawie przywilej, iżby nam pozwoliło trwać aż tak długo; to wyjątek, którego przez osobliwą łaskę użycza jednemu może na przeciąg dwóch albo trzech wieków, usuwając mu spod nóg niebezpieczeństwa i przypadki rzucone w poprzek tej długiej drogi. Dlatego, moim zdaniem, należy rozumieć, iż wiek, do któregośmy doszli, jest to wiek osiągnięty przez niewielu ludzi. Skoro zwyczajnym trybem ludzie nie dochodzą ani tak daleko, znak to, iż wyprzedziliśmy ich niepomiernie: a skoro przekroczyliśmy zwyczajne granice będące prawdziwą miarą wieku, nie powinniśmy się spodziewać, abyśmy zaszli jeszcze dalej. Ominąwszy tyle okazji postradania życia, na których ludzie zwykli się załamywać, winniśmy uznać, iż tak niezwyczajna pomyślność nie może nam towarzyszyć zbyt długo.
Nawet i prawa nasze pielęgnują to błędne i fałszywe pojęcie; nie pozwalają, aby człowiek wprzód był zdolny władać mieniem, aż dojdzie dwudziestu i pięciu lat: toć ledwie zdoła tak długo zachować władanie życiem! August ujął pięć lat z dawnych rzymskich statutów i oświadczył, iż aby móc piastować urząd sędziowski, starczy ukończyć trzydzieści lat. Tuliusz zwolnił rycerzy, którzy przekroczyli czterdziesty i siódmy rok od trudów wojennych; August przesunął to na czterdziesty piąty. Odsyłać ludzi na spoczynek przed pięćdziesiątym piątym lub sześćdziesiątym rokiem nie wydaje mi się bardzo roztropne. Byłbym za rozciągnięciem naszych zatrudnień i funkcji tak długo, jak można, a to dla większej korzyści publicznej; ale widzę błąd z innej strony, a to, iż nie zatrudniają nas dość wcześnie. Ten, który stał się najwyższym i powszechnym sędzią świata w dziewiętnastym roku, żąda skończonych lat trzydziestu, by móc sprawować sądy w jakimś zapadłym miasteczku!
Co do mnie, uważam, iż dusza nasza osiąga w dwudziestym roku pełnię swego rozwoju i zapowiada wszystko, czym będzie. Nigdy dusza, która nie dała w tym wieku bardzo widocznego zakładu swej siły, nie dała później jej dowodów. W tym terminie, albo też nigdy, wydają naturalne właściwości i cnoty wszystko, co mają krzepkiego i pięknego:
Ciernie, co nie kłują z wiosną,
Nie kłują też, gdy podrosną;
powiadają w Delfinacie. Ze wszystkich wiadomych mi pięknych uczynków ludzkich w jakim bądź zakresie, za dawnych i naszych czasów, przeważną655 ilość dokonano ponoć raczej przed upływem trzydziestu lat niż później: ba, często nawet w życiu tych samych ludzi. Czyż nie mogę stwierdzić tego z całą pewnością o czynach Kanibala i Scypiona, jego wielkiego przeciwnika? Dobrą połowę życia przeżyli w aueroli chwały nabytej w młodości: wielcy w porównaniu do wszystkich innych, ale zgoła nie w porównaniu do siebie samych. Co do mnie, uważam za pewne, iż od tego wieku i umysł mój, i ciało raczej podupadły niż się wzmogły; raczej cofnęły się, niż posunęły naprzód. Ci, którzy dobrze zużywają czas, wiedzę i doświadczenie, porastają może w to wszystko wraz z życiem; ale żywość, sprawność, wytrwałość i inne własności o wiele więcej nasze, bardziej ważne i istotne, więdną i omdlewają.
Ubi iam validis quassatum est viribus aevi
Corpus, et obtusis ceciderunt viribus artus,
Claudicat ingenium, delirat linguaque mensque656.
Niekiedy bywa, iż ciało pierwsze ulega starości, niekiedy znowuż dusza. Widziałem dość takich, których mózgownica osłabła wcześniej niż żołądek i nogi; które zło przez to, iż mało jest dotkliwe cierpiącemu na nie i nie tak jasno się objawia, tym bardziej jest niebezpieczne. Dlatego mam za złe prawom nie to, iż nas za długo zostawiają przy robocie, ale że dopuszczają nas do niej zbyt późno. Zważywszy wątłość naszego życia i mnogość zwyczajnych i przyrodzonych przygód, na jakie jest wystawione, zda mi się, iż nie powinno się tak znacznej jego części przeznaczać na urodzenie, lata próżniactwa i czas nauki.
Przypisy:
1. zaczątek — w pierwszym wydaniu „Biblioteka Boy’a” rozpoczynała się od dzieł Montaigne’a. [przypis redakcyjny]
2. radzieckie krzesło — stanowisko w radzie. [przypis edytorski]
3. Nieco przed końcem urzędowania Montaigne’a (...) pozostał w domu — ten epizod, jak również wyrażanie o „dwojgu lub trojgu dziatek”, które postradał w niemowlęctwie, stanowią główne źródło legendy o egoizmie Montaigne’a. [przypis tłumacza]
4. swobodno (daw., gw.) — dziś: swobodnie. [przypis edytorski]
5. pomnikowe wydanie pism Montaigne’a — staraniem miasta Bordeaux, podług oryginalnego egzemplarza Montaigne’a. [przypis tłumacza]
6. różnice poszczególnych wydań — Strowski, Montaigne, Paris 1906. [przypis tłumacza]
7. pisze Saint-Beuve — [w:] Port-Royal, t. II. [przypis tłumacza]
8. Był to (...) gorliwych — [cyt. z:] E. Fauget, Seizième siècle (étiudes littéraires). Montaigne. [przypis tłumacza]
9. cały szereg (...) sypia — [cyt. z:] Sainte-Beuve, Port-Royal, t. II. [przypis tłumacza]
10. powiada (...) Diderot — [w:] Przyczynek do podróży Bougainville’a. [przypis tłumacza]
11. Gaia scienza, die fröhliche Wissenschaft, o której marzył Nietzsche — jakoż był Nietzsche entuzjastycznym wielbicielem Montaigne’a: Ich weiss nur noch einen Schriftsteller, den ich, betreff der Ehrlichkeit, Schopenhauer gleich, ja noch höher stelle: das ist Montaigne. Dass ein solcher Mensch geschrieben hat, dadurch ist wahrlich die Lust, auf dieser Erde zu leben, vermehrt worden. Mir wenigstens geht es, seit dem Bekanntwerden mit dieser freiester und kräftigster Seele, so, dass ich sagen muss, wass er von Plutarch sagt: „Kaum habe ich einen Blick auf ihn geworfen, so ist mir ein Bein oder ein Flügel gewachsen!”. Mit ihm würde ich es halten, wenn die Aufgabe gestellt wäre, es sich auf der Erde heimisch zu machen”. (Schopenhauer als Erzieher, s. 16; Menschliches, Allzumenschliches, II, s. 183, 310, 338). [przypis tłumacza]
12. znachodzić (daw.) — znajdować. [przypis edytorski]
13. najrasowszy — dziś popr.: najbardziej rasowy. [przypis edytorski]
14. najtypowszy — dziś popr.: najbardziej typowy. [przypis edytorski]
15. letki (daw.) — dziś: lekki. [przypis edytorski]
16. R. P. — skrót od: Roku Pańskiego. [przypis edytorski]
17. Edward, książę Walii — „Czarny książę”, głośny syn Edwarda III z kronik Froissarta. [przypis tłumacza]
18. miętki (daw.) — dziś: miękki. [przypis edytorski]
19. gardlany (daw.) — gardłowy; tu: karany śmiercią; domagający się kary śmierci. [przypis edytorski]
20. bohatyr (daw.) — dziś: bohater. [przypis edytorski]
21. krewieństwo (daw.) — rodzina, krewni. [przypis edytorski]
22. niełacno (daw.) — dziś: niełatwo. [przypis edytorski]
23. bieżać (daw.) — chodzić, przemieszczać się. [przypis edytorski]
24. by (daw.) — tu: choćby. [przypis edytorski]
25. Włosi (...) ochrzcili jej mianem złośliwość — tristezza. [przypis tłumacza]
26. zawżdy (daw.) — zawsze. [przypis edytorski]
27. owego starożytnego malarza — Timantes z Kitnos. [przypis tłumacza]
28. przytomny (daw.) — obecny (przy jakimś wydarzeniu). [przypis edytorski]
29. zasłoniony (daw.) — dziś: zasłonięty. [przypis edytorski]
30. wymysł owego starożytnego malarza, który w ofierze Ifigenii, mając wyobrazić żałobę (...) — Pliniusz, Historia naturalna, XXXV, 73; Cyceron, Mówca, 20, 78. [przypis edytorski]
31. Diriguisse malis (łac.) — „zakrzepła od tych ciosów” (Ovidius, Metamorphoses, VI, 3, 303; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
32. Et via (...) dolore est (łac.) — „W końcu z trudem boleść otwarła drogę głosowi” (Vergilius, Aeneida, XI, 151; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
33. Chi (...) fuoco (wł.) — „Ten kto może wyrazić, jak bardzo płonie, doświadcza jeno słabego żaru” (Petrarka, Sonet 138; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
34. Misero (...) nocte (łac.) — „Boś ty zabrała/ Mnie, nędzarzowi, wszystkie, ach, zmysły!/ Odkąd cię tylko Lesbio, zoczyłem,/ Słowa me nieme, myśli me prysły,/ Język drętwieje, w żyłach się toczy/ Płomień i pożar, w uszach mi dzwoni/ Niesamowity dźwięk, a na oczy/ Pada noc mroczna!” (Catullus, Epigrammata, 52, 5; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
35. Curae (...) stupent (łac.) — „Lekkie troski mówią, ogromne milczą” (Seneca [Minor], Hippolytus [Phoedra], II, 604; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
36. Ut me (...) fatur (łac.) — „Więc gdy mnie zobaczyła, jak pośród rycerzy/ Trojańskich kroczę, zbladła, by na widok cudu,/ Bez myśli i bez czucia zakrzepła w podziwie,/ Drżą kolana i z trudem po chwili tak rzecze” (Vergilius, Aeneida, III, 306; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
37. Calamitosus (...) anxius (łac.) — „Nieszczęśliwy jest wszelki umysł troskający się o przyszłość” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 98; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
38. Często powtarza się w Platonie (...) „(...) znaj samego siebie” — Charmides, Protagoras, Fajdros, Fileb, Alkibiades I, Prawa. [przypis edytorski]
39. w Platonie (...) Czyń swoją rzecz i znaj samego siebie — Platon, Timajos, 72a: „(...) Ze słusznością powtarzają od dawna, że człowiek powinien troszczyć się tylko o swoje sprawy i znać samego siebie (...)”. [przypis tłumacza]
40. Jako szaleństwo (...) tak znów mądrość (...) nie jest nigdy nierada z siebie — dosłowny przekład z Cycerona (Cyceron, Rozmowy tuskulańskie, V, 18). [przypis tłumacza]
41. Quisquam (...) Vindicat (łac.) — „Zaledwie znajdzie się ktoś, co zupełnie i całkowicie odsunie i odrąbie się od nadziei życia, ale i tak, mimowiednie i bezwiednie, zatrzymuje jeszcze cośkolwiek dla siebie i rewindykuje to coś i nie oddala się stanowczo od swych umiłowań, nawet gdyby ciało jego było już porzucone w grobie” (Lucretius, De rerum natura, III, 901–906; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
42. Bertrand z Gleskinu zginął — w r. 1380. [przypis tłumacza]
43. Wenecjanów — dziś popr.: Wenecjan. [przypis edytorski]
44. przeważny (daw.) — dziś: przeważający. [przypis edytorski]
45. Edward pierwszy (...) umierając — umarł w r. 934. [przypis tłumacza]
46. rycerz Bajard — słynny Byard, którego prawdziwe miano było Piotr du Terrail, zginął przy odwrocie pod Romagnano, w r. 1524. [przypis tłumacza]
47. obdarzony (...) przymioty (daw.) — dziś popr.: obdarzony przymiotami. [przypis edytorski]
48. cale (daw.) — całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]
49. stolec (daw.) — krzesło, tron; por.: stolica. [przypis edytorski]
50. swywolny (daw.) — swawolny. [przypis edytorski]
51. Totus (...) nostris (łac.) — „Jest to staranie, które należy lekceważyć dla siebie, a nie lekceważyć dla naszych drogich” (Cicero, Tusculanae quaestiones [wyd. też pod tytułem: Tusculanae disputationes], I, 45; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
52. Curatio (...) mortuorum (łac.) — „Troska o pogrzeb i jakość jego, o wspaniałość obrządku mniej są potrzebne dla spokojności zmarłych niż dla pociechy żyjących” (Augustinus Aurelius, De civitate Dei, I, 12; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
53. odparł Sokrates Krytonowi — [w:] Platon, Fedon, 115b (LXIV). [przypis tłumacza]
54. Quaeris (...) loco (łac.) — „Pytasz, gdzie będziesz po śmierci, mój pilny? Tam, gdzie żyją te twory, co się nie rodziły” (Seneca [Minor], Troades, II, 398; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
55. Neque (...) malis (łac.) — „Niechaj on nie ma żadnego grobu,/ Jakoby portu dla ciała,/ Gdzie by po trudach życia ziemskiego/ Dusza spokoju zaznała” (Cicero, Tusculanae disputationes, I, 44; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
56. nie stawać (daw.) — brakować czego. [przypis edytorski]
57. pedogra (daw.) — dziś: podagra. [przypis edytorski]
58. niechać (daw.) — zostawić; por. poniechać. [przypis edytorski]
59. Ventus (...) inani (łac.) — „Jak orkan traci rozmach, wpadłszy na równiny,/ Gdy nie napotka lasu i dębów gęstwiny” (Lucanus, Pharsalia, III, 362; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
60. radniej (daw.) — chętniej; por. przymiotnik: rad. [przypis edytorski]
61. zwodny (daw.) — dziś: zwodniczy. [przypis edytorski]
62. Pannonis (...) hastam (łac.) — „Tak grotem rażon niedźwiedź panoński się sroży,/ Gdy mu z linki puszczony oszczep bok otworzy:/ Skręca się ku swej ranie, chce w pysk chwycić drzewce/ I tak w kółko tańcuje i z oszczepem drepce” (Lucanus, Pharsalia, VI, 220; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
63. flere (...) capita (łac.) — „Wszyscy zaczęli płakać i bić się po głowach” (tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
64. odprawować (daw.) — dziś: odprawiać. [przypis edytorski]
65. pewien król (...) nie wierzono weń — prawdopodobnie Alfons VI, król Kastylii, zmarły w r. 1530. [przypis tłumacza]
66. zarozumienie (daw.) — dziś: zarozumiałość. [przypis edytorski]
67. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]
68. łyskać się (daw.) — błyskać się (o błyskawicach widocznych na niebie). [przypis edytorski]
69. upamiętanie (daw.) — dziś: opamiętanie. [przypis edytorski]
70. zali (daw.) — czy. [przypis edytorski]
71. płużyć (daw.) — sprzyjać. [przypis edytorski]
72. Dolus (...) requirat (łac.) — „Zdrada czy męstwo, wszystko dobre przeciw nieprzyjacielowi” (Vergilius, Aeneida, II, 390; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
73. Eam (...) parabitur (łac.) — „Człowiek cnotliwy i roztropny powinien wiedzieć, że jedynym prawdziwym zwycięstwem jest to, do którego może się przyznać honor i poczciwość” (Florus Lucius Anneus, Epitomae de Tito Livio bellorum omnium annorum septingentorum libri duo, I, 12; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
74. Vosne (...) experiamur (łac.) — „Wypróbujmy siłą, tobie li czy mnie fortuna, pani wypadków, przeznacza władców” (Cicero, De officiis, I, 12; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
75. chybki (daw.) — szybki, zwinny; tu: pochopny. [przypis edytorski]
76. neminem (...) inscitia (łac.) — „Niechaj nikt nie stara się ciągnąć korzyści z głupoty drugiego” (Cicero, De officiis, III, 17; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
77. Fù (...) ingegno (wł.) — „Czy się zwycięży przypadkiem czy zdradą, zwycięstwo zawsze pozostaje chlubne” (Ludovico Ariosto, Orlando furioso (Orland szalony), XV, 1; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
78. Chrysipp — Chryzyp z Soloi. [przypis edytorski]
79. malo me [meae] fortunae (...) pudeat (łac.) — „Raczej wolę skarżyć losy, niż wstydzić się zwycięstwa” (Quintus Curtius, Historiae Alexandri Magni, IV, 13; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
80. Atque (...) armis (łac.) — „Lecz Orodesa zabić, wtedy gdy uciekał,/ Nie uważał za godne i cios z tyłu zwlekał;/ Więc zabiegł mu od czoła i brew w brew uderza,/ I jak mąż, nie jak złodziej, do zwycięstwa zmierza” (Vergilius, Aeneida X, 372; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
81. Sicut (...) tecti (łac.) — „Tak gdy spiżowa czara wodą się napełni,/ Odbija światło słońca lub księżyca w pełni,/ Drgając, śle blask w powietrze przez puste przestwory/ I na stropie komnaty tworzy jasne wzory” (Vergilius, Aeneida VIII, 22; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
82. Velut (...) species (łac.) — „Tworząc sobie urojenia podobne do snów chorego człowieka” (Horatius, Ars poetica, 7; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
83. Quisquis (...) habitat (łac.) — „Kto wszędzie mieszka, nigdzie nie mieszka, Maksymie!” (Martialis, Epigrammata, VII, 73; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
84. osieść (daw.) — dziś: osiąść. [przypis edytorski]
85. Variam (...) mentem (łac.) — „Duch niezatrudniony buja ciągle od jednej myśli do drugiej” (Lucanus, Pharsalia, IV, 704; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
86. mą chorobę — tj. brak pamięci. [przypis tłumacza]
87. kłamać po łacinie (...) znaczy tyle co iść przeciw swemu sumieniu — Mentire, quasi contra mentem ire. [przypis tłumacza]
88. Ut externus (...) vice (łac.) — „Obce narody nie uważają się nawzajem za bliźnich” (Plinius, Naturalis historia, VIII, 1; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
89. Nikt (...) przymiotów — końcowy wiersz jednego z sonetów Stefana de la Boêtie. [przypis tłumacza]
90. cale (daw.) — całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]
91. Cur (...) contemptius (łac.) — „Czym się dzieje [tj. dlaczego się tak dzieje; red. WL], że wyrocznie w Delfach już się nie pojawiają; i to nie mówię tego o naszym oświeconym wieku, lecz już od dawna uważane są za rzecz największej wzgardy godną?” (Cicero, De divinatione, II, 57; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
92. aves (...) putamus (łac.) — „Mniemamy, że pewne ptaki rodzą się na to tylko, aby służyły augurom do wróżby” (Cicero, De natura deorum, II, 1; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
93. multa (...) portentis (łac.) — „Wiele wróżebnych znaków znajdują kapłani w trzewiach bydlęcych, wiele przepowiadają augurowie z lotu ptaków, dużo prorokują wyrocznie, sny i dziwne zjawiska” (Cicero, De natura deorum, II, 65; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
94. Cur (...) timenti (łac.) — „Czemuż, władco Olimpu, zachciało się tobie/ Ludziom i tak już nędznym, dodać jeszcze żądzę/ Poznania przyszłych nieszczęść przez wróżbiarskie sztuczki?/ Niech przyjdzie niespodzianie, cokolwiek przeznaczasz,/ Niech ślepy będzie człowiek na przyszłe swe losy,/ Niechaj mu wolno będzie mieć nadzieję w strachu!” (Lucanus, Pharsalia, II, 4–14; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
95. Ne utile (...) angi (łac.) — „Nie masz w tym z pewnością żadnego pożytku, aby wiedzieć, co przyszłość niesie; nędzna zaś rzecz kłopotać się o rzeczy daremne” (Cicero, De natura deorum, III, 6; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
96. Prudens (...) puro (łac.) — „Świadome przeszłej doli bóstwo/ W pomrokach nocy kryje wyrok/ I szydzi, gdy się trapi człowiek/ Nad miarę./ (...) Ten zaś mocny będzie/ I szczęśliw w życiu, który po dniu/ Rzec sobie może: «Dzień przeżyłem,/ A jutro niechaj ojciec bogów/ Sprowadzi powódź aż po biegun,/ Lub słońcem pali całą ziemię,/ Mnie zawdy błogo»” (Horatius, Odae, III, 29, 29–41; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
97. Laetus (...) curare (łac.) — „Serce me rade temu, co dziś widzę:/ Co przyszłość kryje, wstręt mi śledzić za tym!” (Horatius, Odae, II, 16, 25; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
98. Ista (...) divinatio (łac.) — „Oto jak argumentują: jeżeli są wróżby, są bogowie; jeżeli są bogowie, są wróżby” (Cicero, De divinatione, I, 6; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
99. Nam istis (...) censeo (łac.) — „Albowiem tych, którzy świegot ptaków rozumieją i lepiej znają wątrobę bydlęcą niż swoją, i z tego prorokują, tych można słyszeć, ale nie trzeba słuchać” (Pacuvius cyt. w: Cicero, De divinatione, I, 57; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
100. quis est (...) collincet (łac.) — „Kto całymi dniami rzuca oszczepem w pierścionek, czemuż by kiedyś nie utrafił?” (Cicero, De divinatione, II, 59; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
101. snadniej (daw.) — łatwiej. [przypis edytorski]
102. Mens (...) inanes (łac.) — „Duch nieugięty, choć łzy płyną marne” (Vergilius, Aeneida, IV, 449; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
103. papież Klemens — papież Klemens VII (1533). [przypis tłumacza]
104. przy spotkaniu papieża i cesarza w Bolonii — tenże Klemens VII z Karolem V, w r. 1532. [przypis tłumacza]
105. de Vervins (...) poddał Boulogne — królowi angielskiemu, który prowadził sam oblężenie. [przypis tłumacza]
106. Suffundere (...) effundere (łac.) — „Raczej powinieneś twarz człowieka krwią wstydu zarumienić, aniżeli twe ręce jego krwią ubroczyć” (Tertullianus, Apologeticum; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
107. Basti (...) armenti (wł.) — „Niechaj pilot ograniczy się do mówienia o wiatrach, rolnik o wołach, wojownik o ranach, zaś pasterz o swych stadach (włoski przekład Propercjusza” [Elegiae], II, elegia 1, w. 43; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
108. Optat (...) caballus (łac.) — „Wół tępy chce pod siodłem, koń pod jarzmem chodzić” (Horatius, Epistulae I, 14, 43; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
109. Obstupui (...) haesit (łac.) — „Zdrętwiałem, włos się zjeżył, głos zamarł w gardzieli” (Vergilius, Aeneida, II, 774; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
110. adeo (...) formidat (łac.) — „Strach krępuje nawet myśl o ratunku” (Quintus Curtius, Historiae Alexandri Magni, III, 11; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
111. Owo (daw.) — tak więc; tak; i tak (użyte na początku zdania). [przypis edytorski]
112. Tum (...) expectorat (łac.) — „Tak przerażenie pozbawia mnie wszelkiej przytomności” (Ennius u Cycerona [w:] Cicero, Tusculanae quaestiones [wyd. też pod tytułem: Tusculanae disputationes], III, 26; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
113. Scilicet (...) debet (łac.) — „Bo człowiek musi czekać na swój dzień ostatni,/ Nikomu nie lza zwać się szczęśliwym przed końcem/ I przed pogrzebem swoim” (Ovidius, Metamorphoses, III, 135, fab. 2; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
114. by najbardziej (daw.) — tu: choćby najbardziej. [przypis edytorski]
115. cale (daw.) — całkiem, zupełnie. [przypis edytorski]
116. wdowa po największym królu chrześcijaństwa — Maria Stuart (1587). [przypis tłumacza]
117. Usque (...) videtur — „Jest jakaś moc tajemna, co obraca w druzgi/ Sprawy ludzkie i łamie wszechpotężne rózgi/ I topory liktorów jakby dla igraszki!” (Lucretius, De rerum natura, V, 1232; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
118. Nimirum (...) fuit — „Zaprawdę o ten jeden dzień właśnie żyłem za długo” (Macrobius, Saturnalia, II, 7; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
119. Nam (...) res — „Teraz dopiero płynie głos prawdy spod serca,/ Spada maska i jawi kształt; treść istoty” (Lucretius, De rerum natura, III, 57; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
120. widziałem kogoś (...) w swej drodze — Montaigne ma tu na myśli przedwcześnie zmarłego ukochanego przyjaciela, Stefana de la Boêtie (1563). [przypis tłumacza]
121. dobrze żyć i z naszym pożytkiem jako powiada Pismo święte — Biblia, Koh 3:12. [przypis tłumacza]
122. transcurramus solertissimas nugas — Precz z subtelnymi dociekaniami (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 117; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
123. snadniej (daw.) — łatwiej. [przypis edytorski]
124. owo twardsze miano [cnoty] — słowo virtus oznaczało hart, krzepkość. [przypis tłumacza]
125. Omnes (...) cymbae — „Coś nas tu wszystkich w jeden dół spycha/ I wszystkich losy w urnie podrzuca,/ Aż wyjdzie każdy, pierwej czy później,/ Dając nam bilet na łódź, co płynie/ W banicję wieczną...” (Horatius, Odae, II, 3, 25; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
126. quae (...) impendet — „Co wisi nad człowiekiem jak skała nad Tantalem” (Cicero, De finibus bonorum et malorum, I, 18; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
127. Non (...) reducent — „Ani kucharz sycylijski/ Nie da mu do jadła smaku,/ Ni śpiew ptasząt, ni cytr dźwięki/ Snu nie sklecą...” (Horatius, Odae, III, 1, 18; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
128. zali a. żali (daw.) — czy, czyż. [przypis edytorski]
129. Audit (...) futura — „Pyta o drogę, liczy dni swe i rozmierza/ Żywot tej drogi trwaniem i dręczy się jutrem...” (Claudianus, In Rufinum, II, 137; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
130. Qui (...) retro (łac.) — „Co łbem wybija ślady, gdy w tył kroczy” (Lucretius, De rerum natura, IV, 474; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
131. jako teraz liczymy zaczynając rok od stycznia — dekret króla Karola IX wydany w r. 1563 ustanowił początek roku na 1 stycznia; przedtem liczono go od Wielkiejnocy. [przypis tłumacza]
132. Quid (...) horas (łac.) — „Nigdy się tego człowiek nie ustrzeże,/ Co mu z godziny na godzinę grozi...” (Lucretius, De rerum natura, II, 13, 13; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
133. jeden z naszych królów zginął wśród zabawy — Henryk II, zraniony śmiertelnie w turnieju (1599). [przypis tłumacza]
134. Praetulerim (...) ringi (łac.) — „Wolę, by mnie za bzika lub za lenia miano/ Byle mi szczęście niosły te moje przywary,/ Choćby szczęście ułudne, niż świadomie cierpieć!” (Horatius, Epistulae, II, 2, 126.; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
135. Nempe (...) tergo (łac.) — „Bo śmierć dosięgnie nawet najchybszego męża:/ I porazi pacholę na młodych kolankach/ Uciekające trwożnie” (Horatius, Odae, III, 2, 14. 2; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
136. Ille (...) caput (łac.) — „Choćbyś głowę żelazem i spiżem spancerzył,/ Śmierć ją wydrze zbyt snadno z tej mocnej fortecy” (Propertius, Elegiae, III, 18, 25; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
137. Omnem (...) hora (łac.) — „Każdy świt, co ci świta, sądź, że już ostatni,/ A dzień, otrzyman w darze, będzie jeszcze milszy!” (Horatius, Epistulae, I, 4, 13; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
138. melankoliczny (daw.) — dziś: melancholiczny. [przypis edytorski]
139. Iucundum (...) ageret (łac.) — „Gdy młodość ma zakwitła, kwitnęła mi wiosna!” (Catullus, Carmina, LXVIII, 16; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
140. Iam (...) licebit (łac.) — „Co minęło, nie wróci; daremne błagania!” (Lucretius, De rerum natura, III, 928; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
141. Nemo (...) certior (łac.) — „Niech nikt nie myśli, że jest dalej grobu, ani że jutra pewniej doczeka niż bliźni” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 91; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
142. Quid (...) multa? (łac.) — „Czemuż w tym krótkim żywocie/ Cel tak daleki gonimy?” (Horatius, Odae, II, 16, 17; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
143. Miser (...) vitae (łac.) — „Biadaż nam, biada! krzyczą, oto dzień ów wrogi/ Zabrał nam wszystkie nasze dobra i nadzieje!” (Lucretius, De rerum natura, III, 911; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
144. Manent (...) ingentes (łac.) — „Porzucają robotę i potężne mury/ Groźnie sterczące...” (Vergilius, Aeneida, IV, 88; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
145. Cum (...) opus (łac.) — „Jeśli mnie śmierć ma zabrać, to wśród lubej pracy!” (Ovidius, Amores, II, 10, 36; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
146. Iliud (...) una (łac.) — „Lecz tego ci nie mówią, że w owych opałach,/ Nie będziesz miał tych pragnień ani zachceń zgoła!” (Lucretius, De rerum natura, III, 913; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
147. Quin (...) mensis (łac.) — „Stąd zwyczaj był prastary, biesiadę ożywiać/ Krwi przelewem i dania przeplatać turniejem/ Bijących się na ostro, co często padali/ Na stoły, krwią bryzgając pomiędzy puchary” (Silius Italicus, Punica, XI, 51; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
148. imainacja (daw.) — dziś: imaginacja; wyobraźnia. [przypis edytorski]
149. Heu (...) manet (łac.) — „Ach, jakżeż mała cząstka zostaje dla starców!” (Maximianus Pseudo-Gallus, Elegiae, I, 16; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
150. Non (...) manus (łac.) — „Ni tyrana srogie lica./ Ni południa nawałnica,/ Co tam ponad Adrią zieje,/ Ni Jowisza groźna dłoń,/ Która piorunami sieje,/ Mężnej myśli nie ustraszy!” (Horatius, Odae, III, 3, 3; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
151. In manicis (...) rerum est (łac.) — „W kajdankach i na rączkach i na nóżkach obu,/ Dam cię więzić, a przy tym i straż bezlitosną!”/ „To mnie sam Bóg, gdy zechcę, uwolni”. Ja sądzę,/ Że chciał rzec: „Umrę” — bo śmierć wszystko tutaj kończy! (Horatius, Epistulae, I, 16, 76; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
152. Inter (...) tradunt (łac.) — „Żywoty sobie wzajem wręczają śmiertelni,/ Żagiew życia z rąk do rąk podając, jak gońcy!” (Lucretius, De rerum natura, II, 75 i 78; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
153. Prima (...) carpsit (łac.) — „Ta pierwsza już godzina, co nam życie dała/ Ujęła nam godzinę tego życia zaraz!” (Seneca [Minor], Hercules furens, III, 874; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
154. Nascentes (...) pendet (łac.) — „Z chwilą narodzin zaczynamy umierać i początek zahacza się o koniec” (Manilius, Astronomica, IV, 16; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
155. Cur (...) recedis (łac.) — „Czemuż to nie chcesz odejść jak syty biesiadnik/ Z uczty żywota?” (Lucretius, De rerum natura, III, 951; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
156. Cur (...) omne (łac.) — „I czegóż pragniesz jeszcze od życia? czy życia/ Nowego, które sczeźnie znów marnie, bez wdzięku?” (Lucretius, De rerum natura, III, 954; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
157. Non (...) aspicient (łac.) — „Nic innego ojcowie nasi nie widzieli/ I wnuki nie zobaczą...” (Manilius, Astronomica, I, 529; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
158. Versamur (...) usque (łac.) — „Kręcimy się dokoła i tkwimy w tym kole...” (Lucretius, De rerum natura, III, 1093; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
159. Atque (...) annus (łac.) — „I rok się tak tym samym torem toczy w kółko” (Vergilius, Georgica, II, 402; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
160. Nam (...) semper (łac.) — „Otóż oprócz tych zasad, nie mogę wymyślić/ Ani znaleźć rad innych dla ciebie, bo wszystko/ Wiecznie to samo” (Lucretius, De rerum natura, III, 957; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
161. Licet (...) manebit (łac.) — „Choćbyś ty przeżył wieków tyle, ile pragniesz,/ Śmierć będzie i tak wieczna: ona cię przeżyje” (Lucretius, De rerum natura, III, 1103; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
162. In vera (...) iacentem (łac.) — „Czyż nie wiesz, że po śmierci naprawdę nie będziesz/ Istniał jako ktoś inny, co nad tobą zmarłym/ Zapłacze i postoi nad twymi zwłokami?” (Lucretius, De rerum natura, III, 898; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
163. Nec (...) ullum (łac.) — „Więc nikt nie będzie pragnął ni życia, ni ciała/ Z powrotem.../ Ani nas też tęsknota za sobą nie zbierze” (Lucretius, De rerum natura, III, 932 i 935; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
164. Multo (...) videmus (łac.) — „Bo śmierć jest dla nas przecież mniej niżeli niczym,/ Jeśli można to pojąć, co nad nic jest mniejsze” (Lucretius, De rerum natura, III, 939; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
165. Respice enim quam nil ad nos anteacta vetustas (...) (łac.) — „Bacz też na to, jak cała przeszłość dla nas niczym,/ w której byliśmy niczym...” (Lucretius, De rerum natura, III, 985; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
166. Omnia (...) sequentur (łac.) — „Po zgonie twym za tobą wszystko też podąża/ W nicość...” (Lucretius, De rerum natura, III, 981; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
167. Nam (...) atri (łac.) — „I nie zeszła noc po dniu, ni jutrznia po nocy,/ Iżby nie posłyszały niemowląt kwilenia/ Obok lęków i płaczów, czarnych druhów zgonu!” (Lucretius, De rerum natura, II, 579; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
168. Fortis imaginatio generat casum (łac.) — „Siła wyobraźni rodzi rzecz samą” (tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
169. imainacja (daw.) — dziś: imaginacja; wyobraźnia. [przypis edytorski]
170. Ut quasi (...) cruentent (łac.) — „Jakby już dokonali tego, co potrzeba,/ Puszczają strumień płynu i pościel swą mażą” (Lucretius, De rerum natura, IV, 1029–30; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
171. gwałtowne wzruszenie dało synowi Krezusa głos, którego natura mu odmówiła — [por.] Herodot, Dzieje, I, 85. [przypis tłumacza]
172. Vota (...) Iphis (łac.) — „Śluby niegdyś dziewczynki chłopiec Iphis spełnia” (Ovidius, Metamorphoses, IV, 12, 129; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
173. snadno a. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]
174. imainacja (daw.) — dziś: imaginacja; wyobraźnia. [przypis edytorski]
175. synowa Pitagorasa — Theano, żona, nie synowa Pitagorasa ([por.] Diogenes Laertios, Pitagoras [w:] Żywoty i poglądy słynnych filozofów, VIII, 42). [przypis tłumacza]
176. cale (daw.) — całkiem, całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]
177. co przytacza św. Augustyn (...) spodobało — [w:] Augustyn z Hippony, Państwo Boże, XIV, 24. [przypis tłumacza]
178. cesarz (...) możność — Swetoniusz podaje, iż cesarz Klaudiusz miał zamiar zawarować tę swobodę osobnym edyktem. [red. WL: Swetoniusz, Boski Klaudiusz, 32 [w:] Żywoty cezarów]. [przypis tłumacza]
179. Niejeden (...) zostawi może u nas swoje skrofuły — królom francuskim przypisywano władzę leczenia skrofułów za pomocą dotknięcia. [przypis tłumacza]
180. imainacja (daw.) — dziś: imaginacja; wyobraźnia. [przypis edytorski]
181. imainacja (daw.) — dziś: imaginacja; wyobraźnia. [przypis edytorski]
182. Duum (...) nocent (łac.) — „Gdy patrzysz w chore oczy, zarazisz swe własne,/ Bo przez wpływ mnogo chorób udziela się ciału” (Ovidius, Remedia amoris, V, 615; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
183. Nescio (...) agnos (łac.) — „Nie wiem, czyj wzrok mi moje urzeka owieczki” (Vergilius, Eclogae, III, 103; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
184. imainacja (daw.) — dziś: imaginacja; wyobraźnia. [przypis edytorski]
185. snadno a. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]
186. Rozdział XXI. Korzyść jednego jest szkodą drugiego — niemal cały ten rozdział zaczerpnięty jest z Seneki O dobrodziejstwach, VI, 38. [przypis tłumacza]
187. Nam (...) ante (łac.) — „Cokolwiek swoje kształty porzuca lub zmienia,/ Powoduje natychmiast śmierć dawnego bytu” (Lucretius, De rerum natura, II, 752; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
188. Usus efficacissimus rerum, omnium magister (łac.) — „Praktyka to najdzielniejsza nauczycielka wszech rzeczy” (Plinius, Naturalis historia, XXVI, 2; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
189. otchłań Platona — w oryginale: l’antre de Platon en sa Republique, tj. „jaskinię Platona z jego Państwa”, chodzi o metaforę z ks. VII tego dzieła. [przypis edytorski]
190. Consuetudinis (...) quidem (łac.) — „Siła nawyku jest wielka: myśliwi umieją spędzać noce na śniegu i mrozie, a w górach znosić żar słoneczny: zapaśnicy, smagając się rzemiennym biczem, nie wydają najmniejszego jęku” (Cicero, Tusculanae disputationes, II, 17; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
191. Non (...) veritatis! (łac.) — „Nie waha się ani wstydzi przyrodnik, ten podpatrywacz i czciciel natury, zapozywać na świadectwo ludzi, którzy dane zjawisko znają ze zwykłej, codziennej praktyki” (Cicero, De natura deorum, 1, 30; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
192. imainacja (daw.) — dziś: imaginacja; wyobraźnia. [przypis edytorski]
193. ucierać nos — dziś: wycierać nos. [przypis edytorski]
194. cale (daw.) — całkiem, całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]
195. gdzie opłakują śmierć dzieci, radośnie atoli obchodzą śmierć starców — Trausowie, jedno z plemion trackich, zob. Herodot, Dzieje, V, 3. [przypis tłumacza]
196. gdzie sypia w jednym łożu po dziesięciu lub dwunastu wraz z żonami — w Laponii. [przypis tłumacza]
197. gdzie najbardziej upragnionym grobowcem jest być pożartym (...) przez ptaki — Sekstus Empiryk, Zarysy pirrońskie, III, 24. [przypis tłumacza]
198. w starożytności Kreteńczycy (...) nałóg — Valerius Maximus, Factorum et dictorum memorabilium, VII, in extern., 18. [przypis tłumacza]
199. Dariusz pytał Greków (...) grozę — Herodot, Dzieje, III, 38. [przypis tłumacza]
200. Nil (...) paulatim (łac.) — „Nie ma tak wielkiej rzeczy, ani tak wspaniałej,/ Której by u każdego z nas podziw nie zmalał/ Za czasem” (Lucretius, De rerum natura, II, 1027; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
201. Wyrodne (...) przypowieściach — Platon, Prawa, VIII. [przypis tłumacza]
202. Chryzyp (...) rodzaju — Sekstus Empiryk, Zarysy pirrońskie, I, 14. [przypis tłumacza]
203. wedle (...) Izokrata (...) podatkiem — Izokrates, Mowa do Nikoklesa. [przypis tłumacza]
204. naród — Montaigne ma na myśli Francję. [przypis tłumacza]
205. cale (daw.) — całkiem, całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]
206. zarozumienie — dziś: zarozumiałość. [przypis edytorski]
207. νόμοις ἒπεσθαί τοίσιν εγχώροις κάλον (gr.) — „Słuchać praw kraju przystoi krajowcom” (Hugo Grotius, Excerpta ex tragoediis et comoediis graecis; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
208. Eforus (...) obyczaju — Valerius Maximus, Factorum et dictorum memorabilium, II, 6, 7. [przypis tłumacza]
209. nowość (...) która gnębi nas od tylu lat — reformacja. [przypis tłumacza]
210. Heu (...) meis (łac.) — Ach jakże bolą rany, com sobie sam zadał! (Ovidius, Philis Demophonti, [w:] Epistulae [Heroides] ,48; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
211. honesta oratio est (łac.) — pięknie brzmią te słowa (Terentius, Andria, I, 114; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
212. adeo (...) probabile est (łac.) — „Bo żadna gwałtowna zmiana tego, co prastare, nie jest pochwały godna” (Livius Titus, Ab Urbe condita, XXIV, 54; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
213. zarozumienie — dziś: zarozumiałość. [przypis edytorski]
214. ad deos (...) polluantur (łac.) — „do bogów to raczej, nie do ludzi należy: oni sami niech baczą, by ich święta i uroczystości nie zlekceważono” (Livius Titus, Ab Urbe condita, X, 6; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
215. Delfijczykom, gdy podczas wojny medyjskiej (...) odparła wyrocznia (...) — Herodot, Dzieje, VIII, 36. [przypis tłumacza]
216. quis (...) antiquitas? (łac.) — „I któż się znajdzie, kogo by nie przekonała tradycja starożytna, poparta i poświadczona godnymi pomnikami i świadectwy?” (Cicero, De divinatione, 1, 40; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
217. Quum (...) sequor (łac.) — „W sprawach religii idę za Korunkaniusem, Scypionem, Scaevolą, najwyższymi kapłanami, a nie za Zenonem, Kleantesem lub Chryzypem” (Cicero, De natura deorum, III, 2; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
218. Aditum nocendi perfido praestat (łac.) — „Wiarołomnemu daje człek wierzący okazję szkody” (Seneca [Minor], Oedipus, III, 686; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
219. ten, który nakazał, by [prawa] spały przez dwadzieścia i cztery godzin — Agesilaos II (444–360 p.n.e.), król Sparty, dla zapobieżenia społecznej katastrofie, uchronienia bardzo licznych i możnych uciekinierów z pola bitwy przed skutkami piętnującego i wykluczającego społecznie prawa (Plutarch, Agesilaos, 30 [w:] Żywoty sławnych mężów). [przypis edytorski]
220. ten, który z czerwca uczynił powtórny maj — Aleksander Wielki przed bitwą nad Granikiem, aby nie złamać tradycji macedońskiej zabraniającej władcy działań wojennych w miesiącu daisios, nakazał uznać go za „drugi artemisios” (Plutarch, Aleksander Wielki, 16, 2 [w:] Żywoty sławnych mężów). [przypis edytorski]
221. jednego z naszych książąt — Książę de Guize, z domu Lotaryńskiego. [przypis tłumacza]
222. Owóż w czasie pierwszych zamieszek (...) za doradców — cała ta opowieść wyjęta jest z książki pt. La Fortune de la Cour ułożonej przez pana Dampmartin, dawnego dworzanina Henryka III. [przypis tłumacza]
223. Cesarz August (...) nagrodę swej łaskawości — ustęp ten dosłownie jest zaczerpnięty z traktatu Seneki O łagodności, I, 9. Opowiadanie to dostarczyło materiału Corneille’owi do słynnej sceny w tragedii Cynna. [przypis tłumacza]
224. cale (daw.) — całkiem, całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]
225. Ale nie na to samo (...) zdrady — Książę de Guize padł z ręki fanatyka Poltrot, podczas oblężenia Orleans. [przypis tłumacza]
226. nie po mału (daw.) — niemało; znacznie. [przypis edytorski]
227. Ktoś (...) otaczają — Ludwik XI (Commines, Pamiętniki, II, 7 i 9). [przypis tłumacza]
228. ktokolwiek (...) drugiego — Seneka (Młodszy), Listy moralne do Lucyliusza, List IV, 8. [przypis tłumacza]
229. Dion z Syrakuz (405–354 p.n.e.) — polityk, zięć Dionizjusza Starszego; wygnany z Syrakuz przez Dionizjusza Młodszego udał się do Aten, studiował u Platona. Pozyskując jego uczniów przygotował wyprawę, w wyniku której obalił Dionizjusza, zostając tyranem Syrakuz (357–354 p.n.e.). Zamordowany w wyniku spisku Kallipposa. [przypis edytorski]
230. Kalippus — Kallippos, Ateńczyk, uczeń Platona, towarzyszył Dionowi w wyprawie przeciw Dionizjuszowi Młodszemu. Po objęciu władzy przez Diona zamordował go i sam został tyranem Syrakuz (354–352 p.n.e.). [przypis edytorski]
231. Dion (...) przyjaciół — Plutarch, Dion [w:] Powiedzenia królów i wodzów. [przypis tłumacza]
232. Aleksander (...) właśnie — Quintus Curtius, Historiae Alexandri Magni, III, 6. [przypis tłumacza]
233. cale (daw.) — całkiem, całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]
234. Habita fides plerumque fidem obligat — „Okazane zaufanie zobowiązuje po największej części do wzajemnej ufności” (Livius Titus, Ab Urbe condita, XXII, 22; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
235. Stetit (...) metuens (łac.) — „Z twarzą nieustraszoną stał wsparty na wale/ Zasługując, by raczej jego się lękano,/ On, nie znający lęku!” (Lucanus, Pharsalia, V, 316; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
236. cale (daw.) — całkiem, całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]
237. snadniej (daw.) — łatwiej. [przypis edytorski]
238. Dionizjusz I (Starszy) (ok. 430 p.n.e.–367 p.n.e.) — tyran Syrakuz od ok. 405 pn.e.; Syrakuzy pod jego panowaniem stały się najpotężniejszą kolonią grecką na zachodzie. Powstrzymał ekspansję Kartaginy na Sycylii, stworzył rozległe państwo, obejmujące połowę Sycylii i płd. Italię, kontrolujące M. Tyrreńskie, Jońskie i Adriatyckie. Mecenas artystów i uczonych. [przypis edytorski]
239. Pewien cudzoziemiec (...) nieprzyjaciół — Plutarch, Dionizjusz Starszy, 7 [w:] Powiedzenia królów i wodzów. [przypis tłumacza]
240. Rozdział XXIV. O bakalarstwie — w oryg. Du pedantisme. Pedant, znaczyło w języku XVI w. bakałarz, nauczyciel. [przypis tłumacza]
241. cale (daw.) — całkiem, całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]
242. magis magnos clericos non sunt magis magnos sapientes! — ten cytat w barbarzyńskiej łacinie mieści się u Rabelais’go, Gargantua 19, 39 i znaczy w przybliżeniu: „największe uczeńce nie zawsze mają najwięcej rozumu”. [przypis tłumacza]
243. Co się tyczy filozofów (...) także byli (...) przedmiotem urągowiska w (...) komediach — Komedie Arystofanesa, w których Sokrates był okrutnie wyszydzony. [przypis tłumacza]
244. Co się tyczy filozofów (...) pyszałków — cały poprzedzający ustęp tyczący filozofów zaczerpnięty jest z dialogu Platona Teajtet. [przypis tłumacza]
245. Odi (...) sententia (łac.) — „Tych nienawidzę, co działają głupio, a prawią uczenie” (Pacuvius u Gelliusa [w: Gellius Aulus, Noctes Atticae], XIII, 8; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
246. geometra z Syrakuz (...) ku obronie swego kraju (...) stworzył machiny przeraźliwe — Archimedes w obronie Syrakuz podczas dwuletniego oblężenia miasta przez wojska rzymskie (por. Plutarch, Marcellus, 14–17 [w:] Żywoty sławnych mężów). [przypis tłumacza]
247. ktoś spytał Kratesa (...) „Póty, póki pastuchy będą dowodzić naszą armią” — przytoczenie swobodne, por. Diogenes Laertios, Krates z Teb [w:] Żywoty i poglądy słynnych filozofów, VI, 92. [przypis tłumacza]
248. Heraklit (...) odparł — Diogenes Laertios, Heraklit z Efezu [w:] Żywoty i poglądy słynnych filozofów, IX, 3. [przypis edytorski]
249. Empedokles odrzucił królowanie, które mu ofiarowali — Diogenes Laertios, Empedokles z Agrygentu [w:] Żywoty i poglądy słynnych filozofów, VIII, 63. [przypis edytorski]
250. Tales (...) handel, który w jednym roku przyniósł mu (...) bogactwa — Tales dorobił się dużego majątku przewidując urodzaj oliwek i wcześniej wydzierżawiając prasy do tłoczenia (Diogenes Laertios, Tales [w:] Żywoty i poglądy słynnych filozofów, I, 26). [przypis edytorski]
251. Apud (...) secum (łac.) — „Umieją rozprawiać wobec innych, ale nie wobec siebie i ze sobą” (Cicero, Tusculanae disputationes, V, 36; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
252. Non est (...) gubernandum (łac.) — „Nie czas na słowa, gdzie czynów potrzeba” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 108; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
253. Ex quo (...) quiret (łac.) — „Na darmo popisuje się filozof mądrością, jeśli sam sobie poradzić nie umie” (Ennius u Cycerona, w: Cicero, De officiis, III, 15; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
254. Si cupides (...) agna (łac.) — „Jeśli chciwy, nadęty i jak jagnię słaby” (Iuvenalis, Satirae, VIII, 14; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
255. Non enim (...) sapientia est (łac.) — „Bo nie wystarcza zdobyć wiedzę, należy umieć ją wyzyskać” (Cicero, De finibus bonorum et malorum, I, 1; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
256. Dionizjusz dworował sobie z gramatyków (...) — pomyłka autora, nie Dionizjusz, ale Diogenes, znany filozof (Diogenes Laertios, Diogenes z Synopy, [w:] Żywoty i poglądy słynnych filozofów, VI, 27–28). [przypis edytorski]
257. miasto (daw.) — zamiast. [przypis edytorski]
258. reguły, którą Protagoras podał swoim uczniom (...) wynagrodzili jego trudy — Platon, Protagoras, 328b–c. [przypis edytorski]
259. Vos (...) sannae (łac.) — „O ty, starodawnej krwi Rzymianinie, ty, co nie dbasz o to, co się za tobą dzieje, bacz pilno, aby cię za plecami twymi nie przedrzeźniał jaki błazen!” (Aulus Persius Flaccus, Satirae, V, 61; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
260. Queis (...) Titan (łac.) — „Którym Tytan w swej łasce dał serce i głowę/ Z lepszej gliny...” (Iuvenalis, Satirae, XIV, 34; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
261. Non (...) discimus (łac.) — „Nie uczymy się dla życia, lecz dla szkoły” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 106; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
262. ut fuerit (...) didicisse (łac.) — „Byłoby w takim razie lepiej, żebyśmy się niczego nie uczyli” (Cicero, Tusculanae disputationes, II, 4; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
263. Postquam (...) desunt (łac.) — „Odkąd się ukazali uczeni, poczciwi zaczęli zanikać” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 95; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
264. asotos (...) exire (łac.) — „Ze szkoły Arystyppa wychodzą niewieściuchy, ze szkoły Zenona zgryźliwcy” (Cicero, De natura deorum, III, 31; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
265. spytano Agesilausa (...) mężami (łac.) — Plutarch, Powiedzenia spartańskie. [przypis tłumacza]
266. cale (daw.) — całkiem, całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]
267. jak Sokrates (...) Hippiaszowej sztuki — Platon, Hippiasz Większy. [przypis tłumacza]
268. imainacja (daw.) — dziś: imaginacja; wyobraźnia. [przypis edytorski]
269. cale (daw.) — całkiem, całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]
270. najkrzepciejszy (daw.) — najsilniejszy; por. krzepki. [przypis edytorski]
271. centony — modne naówczas utwory, składane z wierszy wyjętych z jednego lub wielu klasycznych autorów. [przypis tłumacza]
272. Jak bądź się rzeczy mają (...) moją własną — Molier przypomniał sobie ten rys w Uczonych białogłowach i włożył go w usta Chryzala. [przypis tłumacza]
273. przepomnieć (daw.) — zapomnieć. [przypis edytorski]
274. Obest (...) docent (łac.) — „Częstokroć powaga nauczycieli powstrzymuje i onieśmiela rozwój uczniów” (Cicero, De natura deorum, I, 5; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
275. numquam tutelae suae fiunt (łac.) — „Nigdy się nie wyzbędą opieki” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 33; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
276. Che (...) m’aggrata (wł.) — „Wątpienie, niemniej niż wiedza, przypada mi do smaku” (Dante, Piekło II, 93). [przypis tłumacza]
277. Non sumus (...) vindicet (łac.) — „Nie uznajemy królów; każdy niech się sam rozsądza swobodno” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 33; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
278. cale (daw.) — całkiem, całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]
279. powiada Epicharmus (...) [rozum] widzi i słyszy (...); inne rzeczy są ślepe, głuche — Klemens Aleksandryjski, Kobierce zapisków filozoficznych... (gr. Stromata), II, 5. [przypis tłumacza]
280. Sancta Rotonda — okrągła świątynia, jaką Agryppa zbudował pod panowaniem Augusta, poświęcona wszystkim bogom i nazwana Pantheon. [przypis tłumacza]
281. nie lża a. nie lza (daw.) — nie wolno, nie należy. [przypis edytorski]
282. Vitamque (...) rebus (łac.) — „Umie żyć wolnym, spać pod nieb sklepieniem/ I drwić w opałach...” (Horatius, Odae, II, 3, 5; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
283. labor callum obducit dolori — „Praca robi człowieka hartownym na ból” (Cicero, Tusculanae quaestiones [wyd. też pod tytułem: Tusculanae disputationes], II, 14; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
284. Licet (...) invidia (łac.) — „Można być mądrym, nie okazując dumy, nie budząc zawiści” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 113; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
285. Si quid Socrates (...) assequebantur (łac.) — „Jeżeli Sokrates lub Aristipos popełnili co przeciw obyczajności i przyjętym zasadom, nie sądź, że i tobie to wolno. Wielkimi i boskimi przymiotami okupili tę swobodę” (Cicero, De officiis, I, 41; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
286. neque (...) cogitur (łac.) — „Nie zmusza go żadna konieczność, aby obstawać i bronić wszystkiego, co mu zalecono i wykładano” (Cicero, Academica, IV, 3; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
287. osobny — tu: osobliwy. [przypis edytorski]
288. Quae tellus (...) ferat (łac.) — „Gdzie ziemia lodem krzepnie, gdzie od żaru pęka/ I jaki wiatr twe żagle do Italii pędzi” (Propertius, Elegiae, IV, 3, 39; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
289. nauka jedyna, jak zaświadcza Platon, którą Lacedemończycy mieli w poważaniu — Platon, Hippiasz Większy. [przypis tłumacza]
290. natrącenie — wzmianka; wtrącenie mimochodem, nadmienienie o czymś. [przypis edytorski]
291. Aleksandrydas — popr. Anaksandridas II, król Sparty (555–520 p.n.e.), ojciec Leonidasa, obrońcy Termopil. Autor używa imienia „Aleksandrydas” powtarzając mylne odczytanie Plutarcha. [przypis edytorski]
292. Aleksandrydas (...) przyganił (...) ”powiadasz to, co trzeba, ale inaczej niż trzeba” — por. Plutarch, Powiedzenia spartańskie. [przypis tłumacza]
293. Quid fas (...) gignimur (łac.) — „Czego pragnąć nam wolno, co się kupić godzi/ Za nowo kute grosze, co trzeba poświęcić/ Dla krewnych lub ojczyzny, czym ci Bóg rozkazał/ Tu zostać, z jaką wreszcie cząstką kapitału/ Wstąpiłeś do ludzkości, czym jesteś, być pragniesz,/ I w jakim celu na świat przyszedłeś po życie?” (Aulus Persius Flaccus, Satirae, III, 69–73; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
294. co to jest wiedza i niewiedza, co winno być celem nauki; co jest męstwo, umiarkowanie i sprawiedliwość... — zajmowanie się głównie etyką, jak Sokrates. [przypis edytorski]
295. Et quo (...) laborem (łac.) — „Jakim cudem zło minąć lub mężnie je przenieść” (Vergilius, Aeneida III, 459; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
296. ograniczając, zgodnie z radą Sokratesa, zakres nauk (..) ku naszemu pożytkowi — Diogenes Laertios, Sokrates [w:] Żywoty i poglądy słynnych filozofów, II, 21. [przypis edytorski]
297. Sapere (...) aevum (łac.) — „Odważ się mądrym być,/ Raz pocznij mądrze żyć!/ Kto przewleka godzinę poprawy,/ Czyni jak ten cham niemrawy,/ Co nad brzegiem siadł i czeka,/ Aż spłynie rzeka.../ A fale płyną i płyną,/ I płynąć będą, choć wieki miną!” (Horatius, Epistulae, II, 1, 40; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
298. Quid moveant (...) aqua (łac.) — „Jaki wpływ mają Ryby lub Lwa znak sierdzisty,/ I Kozioróg, co kąpie łeb w Hesperii falach” (Propertius, Elegiae, IV, 1, 89; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
299. Τί Πλειάδεστι κᾴμοι τί δ’ᾴστράσιν Βοώτεω (gr.) — „Ani mnie trapią Plejady,/ Ani Bojotesa gwiazda...” (Anacreon, Odae, XVIII, 10; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
300. Gaza — uczony w XV w., urodzony w Tessalonice. [przypis tłumacza]
301. snadno a. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]
302. źrały (daw.) — dojrzały. [przypis edytorski]
303. Demetriusz (...) rzekł (...) Herakleon Megaryjczyk, odpowiedział: (...) — Plutarch, O zamilknięciu wyroczni, 6. [przypis tłumacza]
304. Deprendas (...) facies (łac.) — „Zduś ból ducha skrytego w ciało swe ułomne,/ Zduś i skryj radość swoją! I tak twarz je zdradzi,/ Jak dym watrę” (Iuvenalis, Satirae, IX, 18; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
305. Baroco i Baralipton — terminy scholastycznej logiki, charakteryzujące wchodzącymi w te słowa samogłoskami naturę danych sylogizmów. [przypis tłumacza]
306. snadno a. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]
307. snadno a. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]
308. Bradamanta, Angelika — bohaterki Orlanda Szalonego Ariosta. [przypis tłumacza]
309. cale (daw.) — całkiem, całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]
310. Udum (...) rota (łac.) — „Póki glina wilgotna, podatna i miękka,/ Na toku ją garncarskim urabiaj co żywo!” (Aulus Persius Flaccus, Satirae, III, 23; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
311. Arystoteles nie tyle zabawiał swego wielkiego ucznia — Aleksandra Wielkiego. [przypis tłumacza]
312. Petite (...) canis (łac.) — „Stąd zaczerpcie, młodzieńcy, wskazówek dla ducha./ I zasobów na drogę starości daleką” (Aulus Persius Flaccus, Satirae, V, 64-65; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
313. Meniceusz — właśc. Menoikeus, uczeń Epikura. [przypis edytorski]
314. powiada Epikur (...) ani najstarszy niech się nią nie znuży” — Diogenes Laertios, Epikur [w:] Żywoty i poglądy słynnych filozofów, X, 122. [przypis tłumacza]
315. melankoliczny — dziś: melancholiczny. [przypis edytorski]
316. Kiedy Izokratesa mówcę proszono (...) odpowiedział (...) nie umiem — Plutarch, Zagadnienia biesiadne, I, 1. [przypis tłumacza]
317. Aeque (...) nocebit (łac.) — „Aza [więc; red. WL] biedak czy bogacz, ma zysk, i niemały,/ Stąd w równej mierze,/ A czy młodzik, czy staruch, o skarb ten niedbały,/ Plagi odbierze!” (Horatius, Epistulae, I, 25; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
318. Ale tak samo (...) człowieka — ustęp ten zaczerpnięty jest z traktatu Plutarcha Zalecenia w trosce o zdrowie. [przypis tłumacza]
319. po mału (daw.) — trochę, nieco. [przypis edytorski]
320. Dałbym tam odmalować Radość (...) Speuzyppus — Speuzyp z Aten (ok. 410–339 p.n.e.), filozof gr., kierował Akademią po śmierci Platona, wstawił posągi Charyt, bogiń wdzięku i radości, w zbudowanej na terenie Akademii świątyni Muz (Diogenes Laertios, Speuzyp z Aten, [w:] Żywoty i poglądy słynnych filozofów, IV, 1). [przypis edytorski]
321. Któż nie cudowałby się nad kompleksją Demofona (...) dygotał na słońcu — Sekstus Empiryk, Zarysy pirrońskie, I, 14. [przypis tłumacza]
322. Germanik (...) koguta — Plutarch, O zawiści i nienawiści, 3. [przypis tłumacza]
323. Multum (...) nesciat (łac.) — „Jest niemała różnica między tym, co nie chce źle czynić, a tym, co nie umie” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 90; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
324. naturę Alcybiadesa (...) w Jonii — Plutarch, Alkibiades, 23 [w:] Żywoty sławnych mężów. [przypis tłumacza]
325. Omnis (...) res (łac.) — „W każdym ubraniu, w każdym zajęciu i stanie, Arystyp jest poprawny” (Horatius, Epistulae, I, 17, 23; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
326. Quem duplici (...) utramque (łac.) — „Podziwiam go, czy w grubej rozmyśla opończy,/ Czyli jako światowiec pofolguje modzie,/ Obie role gra zawsze wdzięcznie i dostojnie” (Horatius, Epistulae, I, 17, 25. 3; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
327. Hanc (...) persecuti sunt (łac.) — „Tę najwspanialszą sztukę spomiędzy wszystkich tj. sztukę doskonałego życia osiągali nie przez nauki, lecz przez samą życiową praktykę” (Cicero, Tusculanae disputationes, IV, 3; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
328. Przyganiano Diogenesowi (...) pisanych — Diogenes Laertios, Diogenes z Synopy, [w:] Żywoty i poglądy słynnych filozofów, VI, 48. [przypis tłumacza]
329. Qui disciplinam (...) pareat (łac.) — „kto wiedzę ma nie na pokaz, lecz uważa ją za prawidło życia, kto sam siebie opanował i jest posłuszny swym zasadom” (Cicero, Tusculanae disputationes, II, 4; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
330. Zeuksidam (...) odpowiedział: (...) — Plutarch, Powiedzenia spartańskie. [przypis edytorski]
331. by nawet (daw.) — choćby nawet. [przypis edytorski]
332. Verbaque (...) sequentur (łac.) — „Rzecz przemyślaną określą słowa wymowne i łatwe” (Horatius, Ars poetica, 311; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
333. quum res (...) ambiunt (łac.) — „Kiedy jaki przedmiot ducha zaciekawi i zajmie, wyrazy nasuwają się niemal na wyścigi” (Seneca controvert. III; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
334. ipsae res verba rapiunt (łac.) — Rzecz sama przyciąga na język wyrazy (Cicero, De finibus bonorum et malorum, III, 5; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
335. mówi Afer u Tacyta — Tacyt, Dialog o mówcach, X; mówiącym jest Aper, nie Afer. [przypis edytorski]
336. Ateńczycy mieli wybierać (...) zrobię — Plutarch, Praecepta gerendae reipublicae, 5. [przypis tłumacza]
337. W czasie najwyższych wzlotów elokwencji Cycerona (...) Katon śmiał się (...) pociesznego konsula — Plutarch, Katon Młodszy, 21 [w:] Żywoty sławnych mężów. [przypis tłumacza]
338. Emunctae (...) versus (łac.) — „Choć wie, jak trawa rośnie, licho kleci rymy” (Horatius, Satirae, 1, 4, 8; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
339. Tempora (...) poetae (łac.) — „Zmień czas i tryby słowa, zmień porządek zdania,/ Staw na początek tamto, co było na końcu,/ A choć go tak pokrajesz, znajdziesz wieszcza człony” (Horatius, Satirae, I, 4, 58; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
340. plus sonat, quam valet (łac.) — „Więcej dźwięku niż treści” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 40; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
341. contorta et aculeata sophismata (łac.) — „Wykrętne i prześcipne sofizmaty” (Cicero, Academica, II, 24; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
342. aut qui (...) conveniant (łac.) — „albo ci, którzy nie stosują wyrazów do przedmiotu, lecz zbaczają z drogi szukając przedmiotu, który by się nadał do słów” (Quintilianus, Institutio oratoria, VIII, 3; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
343. qui alicuius (...) scribere (łac.) — „którzy dają się skusić jakiemuś pięknemu słówku, gdy się im wyda dowcipnym, tak iż piszą to, czego nawet zgoła nie zamierzali” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 59; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
344. Haec demum (...) feriet (łac.) — Ten wiersz ma smak i dowcip, który dobrze kole. Napis z nagrobka poety Lukana; tłum. Edmund Cięglewicz. [przypis tłumacza]
345. Quae veritati (...) simplex (łac.) — „Mowa, która ma przedstawić prawdę, niechaj nie będzie zawiła, lecz prosta” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 40; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
346. Quis accurate (...) loqui (łac.) — „Ten przemawia w sposób arcynudny, kto chce mówić zawsze i ciągle pięknie i ozdobnie” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 75; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
347. Alter (...) annus (łac.) — „Zaledwie mi się zaczął rok życia dwunasty” (Vergilius, Eclogae, VIII, 39; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
348. Aristoni (...) deformabat (łac.) — „Rzecz tę powierzył Aristonowi, artyście dramatycznemu, którego ród i fortuna były znamienite, a to jego zajęcie aktorskie nie uchybiało mu wcale, gdyż u Greków nic takiego nie niesie ujmy” (Livius Titus, Ab Urbe condita, XXIV, 24; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
349. Ut necesse (...) cedere (łac.) — „Jak koniecznym prawem natury jest, aby hak u przezmianu szedł w dół za powieszonym ciężarem, tak musi iść rozum za dowodami jasnymi i przejrzystymi” (Cicero, Academica, II, 12; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
350. Sommia (...) Thessala (łac.) — „Śniarstwo, czary magików, cuda, prorokinie,/ Upiory, nocne duchy i wiedźmy tesalskie” (Horatius, Epistulae, II, 2, 208; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
351. Iam nemo (...) templa (łac.) — „Człek zmęczony i życiem przesycony marnym,/ Nie raczy podnieść wzroku na niebios sklepienie!” (Lucretius, De rerum natura, II, 1037; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
352. Si nunc primum (...) gentes (łac.) — „Gdyby się po raz pierwszy te cuda zjawiły/ Znienacka albo gdyby nagle je postawić/ Przed oczy śmiertelnika, nic by dlań nie było/ Cudowniejszego, ani nie śmiałyby ludy/ Zamarzyć o czymś jeszcze wspanialszym w naturze!” (Lucretius, De rerum natura, II, 1032; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
353. Scilicet (...) fingit (łac.) — „Wszak rzeka, choć niewielka, jest ogromna temu,/ Który nie widział większej: tak drzewo lub człowiek/ Zda się nam wnet olbrzymem i tak wszystkie twory/ Olbrzymieją, gdy większych nie ma w wyobraźni” (Lucretius, De rerum natura, VI, 674; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
354. Consuetudine (...) vident (łac.) — „Jeśli oczy patrzą na coś codziennie, wnet przywykają i umysł nasz, obojętniejąc, nie bada przyczyny zjawiska, które co dzień widzi” (Cicero, De natura deorum, II, 38; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
355. klęska króla Jana Kastylskiego pod Juberoth — w r. 1385. [przypis tłumacza]
356. qui, ut rationem (...) fragerent (łac.) — „Którzy, gdyby nawet nie przywiedli żadnych racji, przekonaliby mnie samą swą powagą” (Cicero, Tusculanae disputationes, I, 21; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
357. Desinit (...) superne (łac.) — „W górnej części kobieta śliczna, dołem ryba” (Horatius, Ars poetica, 4; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
358. Idę tedy (...) wedle prawideł sztuki — Montaigne później odmienił zamiar, czego powody podaje sam przy końcu rozdziału. [przypis tłumacza]
359. edykt styczniowy — edykt wydany w r. 1562 za panowania Karola IX, jeszcze małoletniego, a przyznający hugenotom prawo publicznego praktykowania swej religii. [przypis tłumacza]
360. kajetu z jego pismami, które niedawno ogłosiłem — wydany w Paryżu w roku 1571 staraniem Montaigne’a. [przypis tłumacza]
361. relikwie — tu dosł.: pozostałości. [przypis edytorski]
362. Inny zaś (...) obaj na świat tym samym otworem — Plutarch, O miłości braterskiej, 4. [przypis tłumacza]
363. Et ipse (...) paterni (łac.) — „Jam znany z tego, że miłuję braci/ Jak ociec...” (Horatius, Odae, II, 2, 6; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
364. Neque enim (...) amaritiem (łac.) — „I ja nie jestem obcy tej bogini,/ Co w duszę leje słodycz wraz z goryczą” (Catullus, Carmina, LXVIII, 17; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
365. Come (...) piede (wł.) — „Tak jak poprzez śniegi i piaski gorące, poprzez góry i doliny myśliwiec ściga z zapałem zająca; żąda go dosięgnąć póty tylko, póki ten ucieka, zaś nie dba oń więcej, skoro go dosięże” (Ariosto Ludovico, Orland szalony, X, 7; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
366. Quis est (...) senem (łac.) — „jest istotą tego pożądania w przyjaźni? Dlaczego to nikt nie kocha się w brzydkim chłopaku, ani w pięknym staruszku?” (Cicero, Tusculanae disputationes, IV, 33; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
367. Amorem (...) specie (łac.) — „Miłość jest popędem zawarcia przyjaźni z pięknem” (Cicero, Tusculanae disputationes, IV, 34; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
368. Omnino (...) sunt (łac.) — „Każdą przyjaźń można ogólnie ocenić dopiero po dokonanym rozwoju ducha i wieku danych osobników” (Cicero, De amicitia, 20; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
369. słowa (...) Arystotelesa (...) nie ma na świecie przyjaciół — parafraza, por. Diogenes Laertios, Arystoteles, [w:] Żywoty i poglądy słynnych filozofów, V, 21. [przypis edytorski]
370. Mihi (...) face (łac.) — „Tak ja czynię: ty czyń zaś, jak ci tam wypadnie” (Terentius, Heauton Timorumenos, I, 1, 28; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
371. Nil (...) amico (łac.) — „Nic ponad przyjaciela miłego nie cenię/ Wyżej, o ile jestem sam przy zdrowych zmysłach” (Horatius, Satirae, 5, 44; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
372. Quem semper (...) habebo (łac.) — „Dzień to dla mnie na zawsze bolesny... Tak bóstwa/ Zrządziły... ale również na zawsze czcigodny” (Vergilius, Aeneida, V, 41; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
373. Nec fas (...) particeps (łac.) — „I za grzech to uznałem zażywać rozkoszy/ Jakiejkolwiek, jak długo druh mój jej nie dzieli” (Terentius, Heauton Timorumenos, 1, 97; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
374. Illam (...) ruinam (łac.) — „Więc jeśli przemoc sroga przedwcześnie mi porwała/ Tę lepszą część mej duszy;/ To na cóż czekam jeszcze z tą drugą częścią z ciała/ Z tym „ja” mniej miłym, wiotszym?/ Wszak dzień ów, dzień rozłąki, obu nas w grobie kruszy!” (Horatius, Odae, II, 17, 5; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
375. Quis desiderio (...) capitis (łac.) — „Więc może się mam wstydzić, że mnie rwie tęsknica,/ Może się mam hamować w żalu za kochankiem?” (Horatius, Odae, I, 24, 1; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
376. O misero (...) animi (łac.) — „Bracie mój, zmarły na nieszczęście me,/ Z tobą mi zgasły wszystkie me radości,/ Które ożywiał słodkiej drużby czar!/ Twa śmierć strzaskała te moje rozkoszy/ I z tobą poszła dusza wspólna w grób!/ Jam po twym zgonie pędził nawet Muzy,/ Rozkosz jedyną, z mego serca precz!” (Catullus, Carmina, LVIII, 20; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
377. Alloquar (...) amabo (łac.) — „Nigdyż nie będę rozmawiać ja z tobą, /I nigdy nie mam słyszeć już twych słów?/ Nigdyż cię, milszy nad życie, nie ujrzę?/ Lecz kochać będę cię po wieków wiek!” (Catullus, Carmina, LXV, 9; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
378. dzieło to — Montaigne ma tu na myśli traktat O dobrowolnej niewoli, którego zamieszczenia, mimo poprzedniej zapowiedzi, uważa za właściwsze poniechać. [przypis tłumacza]
379. Rozdział XXVIII. Dwadzieścia dziewięć sonetów Stefana de la Boêtie — istotnie, pierwsze wydanie Prób zamieszcza w tym miejscu 29 sonetów Stefana de la Boêtie. Przygotowując do druku ostatnie wydanie, Montaigne wykreślił je własnoręcznie z dopiskiem „zamieszczone gdzie indziej”: mianowicie w pismach zmarłego przyjaciela ogłoszonych jego staraniem. Większość nowszych wydań pomija też te sonety, tym słuszniej, iż same przez się, jednomyślnym zdaniem wydawców, nie przedstawiają nic godnego uwagi. Jest to jedno z owych w miarę szkolnych i chłodnych naśladownictw Petrarki, jakich pełno w owym czasie w poezji wszystkich języków. Obciążać tą naleciałością polski przekład wydało mi się tym bardziej zbyteczne; jednak dla dania pojęcia o charakterze utworu, który Montaigne, patrząc oczyma przyjaźni, ocenia tak entuzjastycznie, przytoczę parę z tych sonetów: I. Daruy, Miłości, daruy: tobie oto święcę/ Resztę dni moich, głos móy, y te pisma moie;/ Me szlochy, me westchnienia, łzy y niepokoie,/ Y nic nie chcę zawdzięczać, ieno twoiey ręce./ Ha! z iakąż losy ze mną igraią pustotą!/ Z ciebie, Miłości, wczoray nieledwie szydziłem;/ Sił mi nie stało: widzę, przyznaię, błądziłem,/ Zbyt strzegłem mego serca, zrzekam się go oto./ Ieślim, chcąc ie uchować, przewlókł twe zwycięstwo,/ Nie mściy się na nim za to; tym większa twa chwała;/ Y skoro nie zwalczyło mnie pierwsze natarcie,/ Pomniy, iż dzielny hetman y dusza wspaniała/ W pokonanym swym ieńcu umie cenić męstwo,/ Tem więcey go szacuiąc, gdy walczył uparcie. II. To Miłość, Miłość sama trafiła mnie w sedno;/ Wżdy Miłość nayognistsza, nayobfitsza w biedy,/ Iakiey ubogie serce drzwi otwarło kiedy:/ Okrutna, utopiła nie strzałę swą iedną,/ Ale łuk, strzały, kołczan, w biedne moie zmysły;/ Ieszcze miesiąca nie masz, iak władzę iey czuię,/ Iak tę ziadłą truciznę w mych żyłach hoduię,/ A iuż rozum, spokoyność w niwecz się rozprysły!/ Ha! możeż ieszcze wzrosnąć ta słodka gadzina,/ Która w tak straszney męce we mnie się poczyna?/ Rośnij, gdy zdolesz rosnąć, y coraz to czyściey:/ Żywisz się łzami, łez ci przyrzekam obficie,/ Y westchnień na ochłodę, y pulsów mych bicie,/ Lecz niechay zło naygorsze z początku się ziści. III. Stałoć się, moie serce; zbądźmy się swobody./ Na co przedłużać walkę bogdaj o godzinę?/ Na to chyba, by karę pomnażać y winę:/ Nie masz iuż we mnie mocy, iaka była wprzódy./ Rozum przez czas nieiaki stawał przy mym boku;/ Owo żąda odmieniec (ponoć iuż się stało!),/ Bym szedł w służby, to maiąc za pociechę całą,/ Że nikt ieszcze nie umknął się tego wyroku./ Ha! trza iuż ulec pono: opór tam stracony,/ Kędy w rozumie szukać daremnie obrony./ Widzę, że Amor oto niewinnego człeka/ Bez niiakiego prawa, zakuł mnie w kaydany;/ Y widzę, że królowi temu, od wiek wieka,/ Nawet w bezprawiach iego, rozum iest poddany. [przypis tłumacza]
380. Insani (...) ipsam (łac.) — „Mędrca nazwą wariatem, a uczciwca szują,/ Jeśli dążąc do cnoty, nadto przeholują” (Horatius, Epistulae, 6, 15; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
381. słowo boże (...) w miarę — parafraza Biblia, Rz 12:3. [przypis edytorski]
382. Kalikles w Platonie (...) spoliczkowano — Platon, Gorgiasz. [przypis tłumacza]
383. od jakiegoś poety (...) zapożyczył Platon tę opowiastkę — Platon (Państwo, III, 390c) krytykuje opowiastkę Homera (Iliada, XIV, 294–353), jako jeden z przykładów gorszących fragmentów o bogach, które powinno się ocenzurować. [przypis edytorski]
384. Królowie perscy dopuszczali żony (...) nie mieli powinności szacunku — Plutarch, Zalecenia małżeńskie, 16. [przypis tłumacza]
385. Sofokles (...) rzekł do Peryklesa (...) ale i oczy czyste” — Cyceron, O powinnościach, I, 144. [przypis tłumacza]
386. Fortunae (...) vias (łac.) — „Sami pracujemy nad tym, aby pomnożyć nędzę naszego istnienia” (Propertius, Elegiae, III, 7, 44; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
387. by były naprawdę dotkliwe i by w nich była paląca gorzkość; nie tak jak było z owym Gallionem — Junius Gallio, senator rzymski, przez cesarza Tyberiusza usunięty z senatu i skazany na wygnanie z Italii. [przypis edytorski]
388. gdy go wygnano na wyspę Lesbos (...) zażywa wczasów (...) go odwołać — Tacyt, Roczniki, VI, 3. [przypis edytorski]
389. Francja antarktyczna — Brazylia, dokąd przybył w r. 1557 Villegagnon, człowiek odważny i awanturniczy; osiedlił się w Brazylii z gromadką protestantów, którzy szukali tam schronienia. [przypis tłumacza]
390. Haec loca (...) foret (łac.) — „Te kraje moc przyrody i ziemi trzęsienie/ Rozerwały, jak mówią: ongi obie części/ Stanowiły ląd jeden” (Vergilius, Aeneida, III, 414; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
391. Sterilisque (...) aratrum (łac.) — „Gdzie niegdyś toń bezpłodną łódź wiosłami porze,/ Tam siedzą ludne miasta lub pług ziemię orze” (Horatius, Ars poetica, 65; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
392. Opowiada tam, że pewni Kartagińczycy (...) nowymi światami — niemal dosłowny fragment z utworu tradycyjnie przypisywanego Arystotelesowi: Opowiadania zdumiewające, 84. [przypis edytorski]
393. Oni są dzicy (...) zepsutego smaku — wpływ tego ustępu, jak w ogóle całego rozdziału, łatwo odnaleźć u J. J. Rousseau, zwłaszcza w Emilu. [przypis tłumacza]
394. Et veniunt (...) canunt (łac.) — „I bluszcze ślą swe pędy raźniej na swobodzie,/ I głóg piękniej wybuja na samotnej skałce,/ I ptak śpiewa najmilej nieuczony, wolny” (Propertius, Elegiae, I, 2, 10; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
395. tkanka — tu: to, co utkane; sieć. [przypis edytorski]
396. Viri a diis recentes (łac.) — „Ludzie, co dopiero przez bogów stworzeni” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 90; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
397. Hos (...) dedit (łac.) — „Przyroda właśnie takie nadała wskazania” (Vergilius, Georgica, II, 20; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
398. Vascones (...) animas (łac.) — „Baskowie, jak wieść niesie, taką się żywili/ Strawą, aby to życie przedłużyć” (Iuvenalis, Satirae, XV, 93; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
399. Victoria (...) hostes (łac.) — „Bo nie jest to zwycięstwo, jeśli wróg nie uzna/ Swej przegranej, chociażby nie wiem jak pobity” (Claudianus, De sexto consulatu Honorii, w. 248; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
400. si succiderit, de genu pugnat (łac.) — „Jeżeli padnie, na kolanach walczy” (Seneca, De provid. 2; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
401. W Biblii Lia, Rachel, Sara i żona Jakuba stręczyły piękne służebnice mężom — dla uzyskania prawowitego potomstwa, nie mogąc same urodzić dzieci: Sara, żona Abrahama (Biblia, Rdz 16:2-3), podobnie obie żony Jakuba: Rachela i Lea (Rdz 30:3-4,9); Montaigne myli się, pisząc dodatkowo „żona Jakuba”, jakby była to jakaś inna osoba niż jedna z wymienionych wcześniej. [przypis edytorski]
402. Liwia (...) wspomagała chucie Augusta — „ponoć nawet Liwia, własna żona cesarza Augusta, wyszukiwała mu dziewice” (Swetoniusz, Boski August, 71 [w:] Żywoty cezarów). [przypis tłumacza]
403. żona króla Dejotara, Stratonika (...) by mogły odziedziczyć władztwo ojca — Stratonika, żona Dejotara I Filoromajosa (ok. 105–40 p.n.e.), władcy Galacji w Azji Mniejszej, nie mogąc mieć dzieci podsunęła mężowi swoją niewolnicę (Plutarch, Cnoty kobiet). [przypis edytorski]
404. imainacja — dziś: imaginacja; wyobraźnia; wyobrażenie. [przypis edytorski]
405. id genus omne (łac.) — „I inni tego rodzaju” (Horatius, Satirae, I, 2, 2; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
406. snadno a. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]
407. pod la Roche l’Abeille — znaczna potyczka między wojskami admirała Coligny a księcia Anjou, w r. 1559. W tymże samym roku, bitwy pod Montcontour i Jarnac. [przypis tłumacza]
408. bitwa, którą pod wodzą don Juana d’Austria wygraliśmy przed kilku miesiącami przeciw Turkom — w r. 1571. [przypis tłumacza]
409. Quis hominum (...) Dominus (łac.) — „Któryż człowiek może poznać zamiary Boga lub zdoła wyobrazić sobie, czego chce Pan?” (Biblia, Mdr 9:13). [przypis tłumacza]
410. Ἤ ζῇν (...) ἀθλίως (gr.) — „Lub żyć bez troski, albo umrzeć w porę:/ Śmierć piękną dla tych, kogo krzywdzi życie,/ I lepiej nie żyć, niźli żyć w niedoli.” Cytat u Stobaeusa [w:] Sermones, 20 (tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
411. Książę de Valentinois (...) losu — w r. 1503 (Historia de Francesco Guicciardini). [przypis tłumacza]
412. Coniugis (...) amorem (łac.) — „Zanim przesyt ją zmusił puścić szyję męża/ Młodego, przesyt, który w długich nockach zimy/ Dostatecznie nakarmi miłość pieszczot chciwą” (Catullus, Carmina, LXVIII, 81; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
413. Lilius Gregonius Giraldus — Giglio Gregorio Giraldi, uczony filolog, urodzony w Ferrarze w r. 1489, umarł tamże w nędzy, licząc 72 lat. [przypis tłumacza]
414. Sebastian Kastalio — Sebastian Castilon, biegły w hebrajskim i w greczyźnie, ogłosił tekst Biblii po łacinie i po francusku. Umarł w nędzy w Bazylei w r. 1563. [przypis tłumacza]
415. Proptereaque (...) tectae (łac.) — „Dlatego wszystkie prawie twory są pokryte/ Szczecią, włosem, skorupą, błonką, albo skórą” (Lucretius, De rerum natura, IV, 936; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
416. Tum vertice (...) ruinam (łac.) — „Z głową odkrytą stawał na deszczu nawalnym,/ Wśród grzmotów i piorunów rozpętanych w niebie” (Silius Italicus, Punica, I, 250; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
417. król, którego Polacy obrali sobie po naszym — Stefan Batory. [przypis tłumacza]
418. Nudaque (...) bibunt (łac.) — „Wino odkryte marznie, kształt biorąc naczynia;/ Nie piją go łykami, lecz kawałki gryzą” (Ovidius, Tristia, III, 10, 23; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
419. Sunt (...) confidunt (łac.) — „Są ludzie, którzy tylko to pochwalają, co, jak sądzą, sami potrafią” (Cicero, Pro Lucio Cornelio Balbo oratio ad iudices, 7; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
420. Virtutem (...) ligna (łac.) — „Dla nich cnota to słowo; gaj święty to drzewa” (Horatius, Epistulae, I, 6, 31; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
421. quam vereri (...) possent (łac.) — „A powinni ją czcić, chociażby jej pojąć nie mogli” (Cicero, Tusculanae disputationes, V, 1; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
422. Sit (...) maior (łac.) — „Dopóki żyw był Katon, przerastał Cezara” (Martialis, Epigrammata, VI, 32; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
423. Et invictum devicta morte Catonem (łac.) — „Niezwyciężony Katon śmierć zwyciężył samą” (Manilius, Astronomica, IV, 87; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
424. Victrix (...) Catoni (łac.) — „Bóstwa się oświadczyły za zwycięzców sprawą; Katon za zwyciężonych...” (Lucanus, Pharsalia, I, 128; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
425. Et cuncta (...) Catonis (łac.) — Choć okrąg ziemski Cezar pokona,/ Nie zmoże hardej duszy Katona! (Horatius, Odae, II, 1, 23; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
426. his dantem iura Catonem (łac.) — Katon, im wszystkim stanowiący prawo (Vergilius, Aeneida, VIII, 670; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
427. Antygonus bardzo miał za złe synowi (...) głowę Pyrrusa — Plutarch, Pyrrus, 34 [w:] Żywoty sławnych mężów. [przypis tłumacza]
428. Bitwa pod Aurai — w r. 1364 za Karola V, króla Francji. [przypis tłumacza]
429. żali a. zali (daw.) — czy, czyż. [przypis edytorski]
430. E cosi (...) bruna (wł.) — „W ten sposób dusza umie okrywać pod zwodną maską namiętności, jakie nią miotają; często jest smutna, kiedy twarz promienieje radością, a znowuż wesoła, kiedy twarz zdaje się smutna” (Petrarka; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
431. pokazano Cezarowi głowę Pompejusza — Plutarch, Cezar, 48 [w:] Żywoty sławnych mężów. [przypis tłumacza]
432. tutumque (...) laeto (łac.) — „Sądził się być bezpiecznym już ten zacny szwagier./ Więc łzy leje obleśne i z radosnej piersi/ Obłudne jęki puszcza” (Lucanus, Pharsalia, IX, 1037; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
433. Haeredis (...) risus est (łac.) — „Dziedzic płacze na oko, a w duszy się śmieje” (Publilius Syrus, cytat w: Gellius Aulus, Noctes Atticae, XVII, 14; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
434. płomię (daw.) — dziś r.m.: płomień. [przypis edytorski]
435. Estne (...) iuverint (łac.) — „Czyż panna młoda w rzeczy broni się miłości?/ Czy tylko lament stroi dla rodziców oczu,/ Zaparłszy się na progu małżeńskiej łożnice?/ Oj! Niech mnie bogi skarżą, jeśli źdźbło w tym prawdy” (Catullus, De coma Berenices, [w:] Tegoż, Carmina, LXVI, 15; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
436. Largus (...) lumen (łac.) — „Bogate źródło światła powszechnego, słońce,/ Zasila nieustannie całe niebo blaskiem./ Śląc fale za falami ognistych promieni” (Lucretius, De rerum natura, V, 282; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
437. Nil adeo (...) videtur (łac.) — „Bowiem nic tak szybkiego ruchu nie posiada/ Jak myśl ludzka, gdy pomknie sama, samolotnie:/ Duch prędzej leci niż rzecz, której ta przyroda,/ Że oku da się widzieć; lecz duch niewidzialny” (Lucretius, De rerum natura, III, 183; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
438. Rari (...) Nili (łac.) — „Zacnych na świecie niewielu: ot, tylu,/ Ile bram w Tebach albo ujść jest Nilu” (Iuvenalis, Satirae, XIII, 26; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
439. trefnie (daw.) — tu: dowcipnie; por. trefniś. [przypis edytorski]
440. Charondas (VI w. p.n.e.) — gr. filozof i prawodawca ojczystego miasta Katana na Sycylii. Jego prawa przyjęły również inne kolonie gr. [przypis edytorski]
441. Charondas (...) kary (...) iż żyją w złym towarzystwie — Diodor Sycylijski, Biblioteka historyczna, XII, 12, 3. [przypis tłumacza]
442. swobodno (daw., gw.) — dziś: swobodnie. [przypis edytorski]
443. Ratio (...) aufert (łac.) — „Troskę rozpędza rozum i umiarkowanie,/ A nie modne widoki nadmorskie” (Horatius, Epistulae, II, 25; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
444. Et post (...) cura (łac.) — „Jeździec na koń, czarna troska za nim” (Horatius, Odae, III, 1, 40; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
445. haeret (...) arundo (łac.) — „tkwi w boku grot śmiertelny” (Vergilius, Aeneida, IV, 75; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
446. quid terras (...) fugit (łac.) — „Czemuż to rzucasz ciepłe kraje,/ Pędząc na chłodne wyraje?/ Z ojczyzny uciec możesz, ale nie przed sobą” (Horatius, Odae, II, 16, 18; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
447. Rupi (...) catenae (łac.) — „Mówisz, żeś stargał pęta? A pies łańcuchowy/ Przegryzł ogniwo jedno: myśli, że uciecze;/ Owo na szyi z nim się długi łańcuch wlecze” (Aulus Persius Flaccus, Satirae, V, 158; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
448. nisi purgatum est (...) desidiesque (łac.) — „Masz li serce nieczyste, jakież wtedy grożą/ Pokusy i nieszczęścia tobie, niewdzięczniku!/ Jakież to środki szarpią łakomego chciwca/ I jaki strach go nęka, by łupu nie stracić!/ A cóż dopiero duma, ambicja, chuć sprośna,/ Zbytków chęć i lenistwo, jakież rodzą klęski?” (Lucretius, De rerum natura, V, 44–49; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
449. In culpa (...) unquam (łac.) — „Duch nasz winę ponosi, co się z nami nosi” (Horatius, Epistulae, I, 14, 13; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
450. przedsię (daw.) — przecież, a jednak. [przypis edytorski]
451. żali a. zali (daw.) — czy, czyż. [przypis edytorski]
452. trefnie (daw.) — tu: dowcipnie; por. trefniś. [przypis edytorski]
453. tameczny — dziś raczej: tamtejszy. [przypis edytorski]
454. swobodno (daw., gw.) — dziś: swobodnie. [przypis edytorski]
455. trafunkiem — przypadkiem; przez przypadek. [przypis edytorski]
456. przygodzić się (daw.) — przytrafić się; por. przygoda. [przypis edytorski]
457. In solis (...) locis (łac.) — „Dopiero w samotności będziesz w towarzystwie” (Tibullus, Elegiae, IV, 13, 12; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
458. drzeć się — tu: wdzierać się, przedzierać się. [przypis edytorski]
459. A ten (...) szczęśliwszym — Augustyn z Hippony, Państwo Boże, I, 10). [przypis tłumacza]
460. snać (daw.) — widocznie. [przypis edytorski]
461. nuże (daw.) — dalej (w funkcji wykrzyknienia). [przypis edytorski]
462. Vah! quemquamne (...) sibi (łac.) — „Biada ci, jeśli serce swe oddasz osobie/ Lub rzeczy, co ci droższa, niźli ty sam sobie” (Terentius, Adelphi, I, 13; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
463. wczas (daw.) — wypoczynek, rozrywka. [przypis edytorski]
464. Rarum (...) vereatur (łac.) — „Rzadki człowiek, co sam się szanuje przystojnie” (Quintilianus, Institutio oratoria, X, 7; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
465. przypomagać — tu: wspomagać. [przypis edytorski]
466. wykałać — dziś: wykłuwać. [przypis edytorski]
467. tuta (...) villis (łac.) — „Chwalę sobie swe małe, lecz bezpieczne mienie,/ A jeśli mi go braknie, to i tak żyć będę;/ Ale gdy mi fortuna poszczodrzy, to twierdzę,/ Że tylko ci są mądrzy oraz życie znają,/ Co na piękny dom łożą pieniądz i na włości” (Horatius, Epistulae, I, 15, 42; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
468. Nic to (...) wszystkiego — Diogenes Laertios, Życie Archezylausa [w:] Żywoty i poglądy słynnych filozofów, IV, 38. [przypis tłumacza]
469. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]
470. Conentur (...) rebus (łac.) — „Bądź każdej rzeczy panem, nie zaś niewolnikiem” (Horatius, Epistulae, I, 1, 19; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
471. Democriti (...) velox (łac.) — „Raz bydełko Demokryta/ Wlazło mu w szkodę do żyta,/ Gdy duch w niebo wzlatał śmiało,/ Niepomny zgoła na ciało” (Horatius, Epistulae, I, 12, 12; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
472. usque (...) alter (łac.) — „Więc niczym dla cię wiedza, jeśli bliźni twoi/ Nie dziwią się jej w tobie?” (Aulus Persius Flaccus, Satirae, I, 23; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
473. owej rady — tj. aby opuścić inne zatrudnienia, a oddać się nauce dla zdobycia nieśmiertelności. [przypis tłumacza]
474. Unusquisque (...) via (łac.) — „Niech każdy swoją postępuje drogą” (Propertius, Elegiae, II, 25, 38; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
475. Tacitum (...) bonoque est (łac.) — „Lubię chodzić po lasu balsamicznych ścieżkach,/ Rozważając, co godne mędrca i poczciwca” (Horatius, Epistulae, I, 4, 7; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
476. Carpamus (...) fies (łac.) — „Pij słodycze! Dopóki żyjesz, twoje będą:/ Wnet staniesz się popiołem, cieniem i legendą” (Aulus Persius Flaccus, Satirae, V, 151; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
477. Tun’, vetule (...) escas (łac.) — „Więc, staruszku, gromadzisz żer dla cudzych uszu?” (Aulus Persius Flaccus, Satirae, I, 22; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
478. dwóch filozofów — Epikur i Seneka. [przypis tłumacza]
479. observentur (...) animo (łac.) — „Przed oczyma duszy niech się unoszą dostojne ideały” (Cicero, Tusculanae quaestiones [wyd. też pod tytułem: Tusculanae disputationes], II, 21; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
480. tamtych dwóch — Pliniusza młodszego i Cycerona. [przypis tłumacza]
481. w pismach Cycerona i Pliniusza — zob. list Cycerona do Lukcejusza, ad L. Lucceius, Arpinum (Listy, Ad familiares, V, 12) i list Pliniusza do Tacyta, Listy, VII, 33. [przypis tłumacza]
482. bibuła (z łac. bibo bibere: pić) — tu: pijanica, bibosz. [przypis edytorski]
483. radziej (daw.) — chętniej; tu: raczej. [przypis edytorski]
484. Towarzysze Demostenesa (...) przystałyby białej głowie (...) niźli królowi — Plutarch, Demostenes, 16 [w:] Żywoty sławnych mężów. [przypis tłumacza]
485. Imperet (...) hostem (łac.) — „Ma, dopóki wróg walczy, władzy, siły zażyć,/ Ale gdy wróg na ziemi, ma mieć nad nim litość” (Horatius, Odae, II, 51; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
486. Orabunt (...) sciat (łac.) — „Inne ludy wymową niech słyną i kreślą/ Cyrklem nieba pomiary i niech liczą gwiazdy;/ Mój naród niechaj umie drugim rozkazować” (Vergilius, Aeneida, VI, 849; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
487. przygodzić się — przytrafić się. [przypis edytorski]
488. Non (...) concinnitas (łac.) — „Nie zdobi wcale męża misterna wytworność” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 115; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
489. w owych dwóch filozofach — Epikur i Seneka. [przypis tłumacza]
490. opowiastkę, którą czytamy (...) Cycero (....) darował mu wolność za tę dobrą nowinę — Plutarch, Powiedzenia królów i wodzów. [przypis tłumacza]
491. Kiedy mowa o listach (...) nie brak mi talentu — Dziewięć listów Montaigne’a, jakie dziś posiadamy, nie ujawniają przypisywanego mu talentu w sztuce epistolarnej. [przypis tłumacza]
492. kować — dziś: kuć; wykuwać. [przypis edytorski]
493. snać (daw.) — przecież, jednak. [przypis edytorski]
494. przepomnieć (daw.) — zapomnieć. [przypis edytorski]
495. pomieniać (daw.) — zamienić. [przypis edytorski]
496. Starożytna sentencja grecka (...) rzeczy same — Epiktet, Enchiridion, 5. [przypis tłumacza]
497. Mors (...) daret (łac.) — „Czemuż śmierć tchórzów tak łatwo zabiera?/ Czemuż nie bierze tylko bohatera?” (Lucanus, Pharsalia, IV, 580; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
498. Iluż widzi się zwyczajnych ludzi (...) odmiany — Cyceron, Rozmowy tuskulańskie, V, 40. [przypis tłumacza]
499. przycapić — ucapić; złapać. [przypis edytorski]
500. podrygać — dziś: podrygiwać. [przypis edytorski]
501. przymiot (daw.) — kiła, syfilis. [przypis edytorski]
502. obywatelów — dziś popr. forma: obywateli. [przypis edytorski]
503. Quoties (...) concurrenint (łac.) — „Ileż to razy nie tylko nasi wodzowie, ale nawet całe armie szły na pewną śmierć?” (Cicero, Tusculanae disputationes, I, 37; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
504. Pozydoniusza (...) złem — Cyceron, Rozmowy tuskulańskie, II, 25. [przypis tłumacza]
505. Qui nisi (...) omnis (łac.) — „Bo jeśli zmysły mylą, cały rozum błądzi” (Lucretius, De rerum natura, IV, 487; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
506. Aut (...) habet (łac.) — „Śmierć była albo będzie: nie istnieje nigdy/ W teraźniejszości. Również nie zadaje męki/ Śmierć sama: raczej tylko jej oczekiwanie” (Pierwszy wiersz z satyry La Boêtie, drugi z Owidiusza; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
507. malam (...) mortem (łac.) — „Nie śmierć złem jest, lecz owo, co po niej nastąpi” (Augustinus Aurelius, De civitate Dei, I, 11; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
508. Avida (...) virtus (łac.) — „Niebezpieczeństwa łaknie zawdy cnota” (Seneca [Minor], De providentia, 4; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
509. Non enim (...) beati (łac.) — „Nie tylko pośród wesela, żartów, figlów, śmiechu, tego druha lekkomyślności, płuży sobie szczęście: nawet ludzie posępni bywają szczęśliwi przez swój hart i nieugiętość” (Cicero, De finibus bonorum et malorum, II, 20; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
510. Laetius (...) honestum (łac.) — „Dobry czyn cieszy więcej, im nasz trud był większy” (Lucanus, Pharsalia, IX, 404; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
511. si gravis (...) levis (łac.) — Cicero, De finibus bonorum et malorum, II, 29. [przypis tłumacza]
512. Memineris (...) exeamus (łac.) — „Pamiętaj, że największe boleści kończą się śmiercią, małe miewają przerwy i wytchnienia, średnie są te, nad którymi panujemy; zatem możemy je ścierpieć, póki są znośne: jeżeli nie, to możemy, gdy nas już życie nie nęci, opuścić je jak teatr, każdej chwili” (Cicero, De finibus bonorum et malorum, I, 15; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
513. snać (daw.) — prawdopodobnie, widocznie. [przypis edytorski]
514. Platon obawia się (...) ciała — w Fedonie. [przypis tłumacza]
515. Tantum (...) inseruerunt (łac.) — „Tyle doznają boleści, ile się jej poddają” (Augustinus Aurelius, De civitate Dei, I, 10; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
516. Boleści rodzenia, które (...) sam Bóg oceniają jako znaczne — Biblia, Rdz 3:16. [przypis edytorski]
517. Sabin, patrycjusz rzymski — Julius Sabinus, galijski arystokrata i rzymski oficer, przywódca jednego z powstań galijskich (69–70 n.e.), jakie wybuchły po śmierci Nerona. Po przegranej bitwie upozorował samobójstwo i przez kilka lat ukrywał się w piwnicach własnego domu. [przypis edytorski]
518. żonę Sabina (...) bliźniąt — Empone (wg Tacyta: Epponina (Roczniki, IV, 67)), żona Juliusa Sabinusa, po jego klęsce przez kilka lat udawała wdowę i ukrywała męża (Plutarch, Dialog o miłości, 25). [przypis edytorski]
519. Nunquam (...) mollivimus (łac.) — „Nigdy przyzwyczajenie pokonać nie może natury, bo jest niezwyciężona: ale my zaciemniliśmy naszego ducha zabobonem, pociągiem do rozkoszy, gnuśnym lenistwem, ciągle go jeszcze pognębiając przesądami i ziemi nawyczkami” (Cicero, Tusculanae disputationes, V, 27; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
520. Quis (...) contraxit (łac.) — „Gdzie i który, nawet średniej miary gladiator wydał jęk? Albo z bólu fizycznego twarz choć skurczył? Który z nich nie zachował męskiej godności, walcząc stojąco, ba, nawet gdy już leżał na ziemi? Który z nich, upadłszy, cofnął szyję przed mieczem, co mu z rozkazu ludu miał przeszyć gardło?” (Cicero, Tusculanae disputationes, II, 17; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
521. Vellere (...) novam (łac.) — „Z jakim zapałem włosy siwe rwie z korzeniem/ I twarz odmładza, tarciem zdarłszy dawną skórę?” (Tibullus, Elegiae, I, 8, 45; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
522. Jest zwyczaj u wielu narodów (...) doświadczył — Jacques Auguste de Thou, Historia sui temporis, LVIII, ad ann. 1574. Mieści się tu opowieść, iż któryś z wysokich polskich dostojników, aby dać Henrykowi III świadectwo swej wierności, skaleczył się puginałem w ramię. [przypis tłumacza]
523. król nasz, św. Ludwik (...) nocnym — Joinville, Pamiętniki, I. [przypis tłumacza]
524. snadniej (daw.) — łatwiej. [przypis edytorski]
525. ex quo (...) aegritudnem (łac.) — „Z tego da się wyrozumieć, że zgryzota nie leży w naturze rzeczy, lecz w zapatrywaniu” (Cicero, Tusculanae disputationes, III, 28; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
526. ferox (...) esse (łac.) — „wojowniczy lud, który mniema, iż życie bez broni nic niewarte” (Titus Livius, Ab Urbe condita, XXIV, 17; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
527. kiedy zapytano Talesa, czemu się nie żeni (...) — por. Diogenes Laertios, Tales, [w:] Żywoty i poglądy słynnych filozofów, I, 26, wg którego Tales podawał zupełnie inne przyczyny. [przypis edytorski]
528. Tot (...) freta (łac.) — „Na liczne, niczym nieskiełznane morza” (Catullus, Carmina, IV, 18; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
529. Fortuna (...) frangitur (łac.) — „Szczęście ma szklane nóżki: błyszczą, lecz są kruche” (Publilius Syrius; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
530. faber (...) fortunae (łac.) — „Każdy sam sobie szczęście wykuwa” ([pseudo] Sallustius [właśc. Marcus Porcius Latro] Duae epistolae ad Caesarem de republica ordinanda I, 1; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
531. In divitiis (...) gravissimum est (łac.) — „Siedzący na swych skarbach nędzarze to rodzaj najstraszliwszej jest nędzy” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 74; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
532. powiada Bion (...) włos — Seneka (młodszy), O pokoju ducha, 8. [przypis tłumacza]
533. zbawił (daw.) — pozbawił. [przypis edytorski]
534. Non (...) vectigal est (łac.) — „Nie być chciwym, to już bogactwo: nie palić się do zakupów, to oszczędność i dochód” (Cicero, Paradoxa stoicorum, VI, 3; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
535. Divitiarum (...) satietas (łac.) — „Bogactwa owocem jest dostatek; o dostatku świadczy sytość” (Cicero, Paradoxa stoicorum, VI, 2; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
536. Opinio (...) imperes (łac.) — „Wyobraźnia nasza, miękka i zniewieściała, stanowi sąd nie tylko nad skalą bólu, ale i radości: gdy przez nią się odhartujemy, nawet żądło pszczoły pobudza nas do wrzasku. W tym leży jądro rzeczy, abyśmy panowali nad sobą” (Cicero, Tusculanae disputationes, II, 22; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
537. La fama (...) sgombra (wł.) — „Sława, która słodyczą swego głosu czaruje dumnych śmiertelników i zdaje się tak powabna, jest jeno echem, snem który rozprasza się, pierzcha za najlżejszym wiatrem” (Tasso, Jerozolima Wyzwolona XIV, 63). [przypis tłumacza]
538. quia (...) cessat (łac.) — „Nie przestaje kusić nawet duchów w cnocie chodzących” (Augustinus Aurelius, De civitate Dei, V, 14; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
539. Semper (...) traxisse (łac.) — „Zawsze tak bywa, że nie ten obwołany jest mistrzem, co zaczął, ale ten, co skończył” (Livius Titus, Ab Urbe condita, XXVII, 45; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
540. Hem (...) praestat (łac.) — „Jakżeż góruje nieraz człowiek nad człowiekiem” (Terentius Eunuchus II, 3, 1; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
541. Volucrem (...) circo (łac.) — „Bo i jakoż sławimy rączego rumaka,/ Co niejedną nagrodę zdobył! Toż cyrk cały/ Grzmi rozgłośnymi krzyki na końskie zwycięstwo” (Iuvenalis, Satirae, VIII, 57; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
542. Regibus (...) cervix (łac.) — „Nim książę kupi konia, rozkulbaczyć każe./ Bacznie ważąc, czy mimo przepięknej postaci/ Nie ma nóg pozrywanych, by się nie oszukać/ Pozorem, że zad piękny, łeb krótki, kark wzniosły” (Horatius, Satirae, I, 2, 86; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
543. trefnie (daw.) — dowcipnie, inteligentnie; por. trefniś. [przypis edytorski]
544. sapiens (...) fortuna (łac.) — „Mędrzec, sobie pan prawdziwy,/ Co depce swoje żądze, odrzuca zaszczyty,/ Sam dla siebie całością jak kula wymierną,/ Nie ma nigdzie słabizny, o którą zaczepia/ Zła Fortuna, co bije zawdy we wadliwe” (Horatius, Satirae, II, 7, 83; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
545. Sapiens (...) sibi (łac.) — „Mędrzec zawsze potrafi stworzyć dla się szczęście” (Plautus, Trinummus, II, 2, 84; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
546. Nonne (...) metuque (łac.) — „Czy nie widzimy, jako natura niczego/ Nie pragnie więcej dla się, jak by z ciała zniknął/ Ból precz, a duch swobodnie by używał myśli/ I miłych zmysłom wrażeń, bez trosk i obawy?” (Lucretius, De rerum natura, II, 16; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
547. cale (daw.) — całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]
548. pludry (daw.) — spodnie. [przypis edytorski]
549. Scilicet (...) potat (łac.) — „Choć drogie ma szmaragdy, sadzone na złocie/ I szatę purpurową bezcenną, by w oną/ Przybrany, miłej żłopał Wenery rozkosze” (Lucretius, De rerum natura, IV, 1, 23; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
550. ille beatus (...) est (łac.) — „Tego szczęście jest złote, jego pozłacane” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 115; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
551. Non enim (...) volantes (łac.) — „Ani skarby drogocenne, ani pachoły/ Z toporami przy konsulu trosk nie umniejszą,/ A zgryzoty i w pałacu, gdzie strop rzeźbiony,/ Naprzykrzają się natrętnie” (Horatius, Odae, II, 16, 9; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
552. Re (...) auro (łac.) — „Zaprawdę nieodstępne troski, postrach ludzi./ Nie boją się ni zbroi, ni poświstu grotów/ I śmiało między króle pchają się, mocarzów/ Za nic mając, ani też baczą na blask złota” (Lucretius, De rerum natura, II, 47; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
553. azaliż (daw.) — czyż. [przypis edytorski]
554. zali (daw.) — czy. [przypis edytorski]
555. przytomność (daw.) — obecność. [przypis edytorski]
556. czapkowanie — ukłony, oznaki uniżenia, czołobitność. [przypis edytorski]
557. Nec calidae (...) cubandum est (łac.) — „I ognista gorączka nie pierwej ustąpi,/ Jeśli stękasz na krasnych kobiercach w purpurach,/ Niż gdy trzęsiesz się od niej pod derką plebejską” (Lucretius, De rerum natura, II, 34; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
558. Puellae (...) fiat (łac.) — „Choćby go wszystkie dziewki uwieść chciały, choćby/ Pod jego stopą róże wykwitały wonne” (Aulus Persius Flaccus, Satirae, II, 38; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
559. Haec perinde sunt (...) mala (łac.) — „Bo to rzeczy są takie jak duch, co je miewa:/ Kto ich zażywać umie, temu dobre; kto zaś/ Źle ich użyje, temu na złe się obrócą” (Terentius, Heauton Timorumenos, 3, 21; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
560. Non domus (...) podagram (łac.) — „Ni pałac, ni wieś luba, ani wory złota/ Nie odpędzą od pana chorego złej febry,/ Ani trosk od umysłu. Musi pan być zdrowym./ Jeśli chce swoich skarbów używać rozkosznie./ Kogo chuć i strach dręczy, wówczas tak go cieszy/ Dom lub mienie jak obraz kaprawego albo/ Okłady podagryka” (Horatius, Epistulae, I, 2, 47; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
561. Totus (...) aure (łac.) — „Choćby cały był złotem wyłożon i srebrem” (Tibullus, Elegiae, I, 2, 70; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
562. Si ventri (...) maius (łac.) — „Jeśli masz zdrów żołądek i lędźwie, i nogi,/ To i cóż ci dać mogą by skarby królewskie?” (Horatius, Epistulae, I, 2, 5; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
563. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]
564. Ut satius (...) velle (łac.) — „Tak, iż lepiej w spokoju być uległym władzy,/ Niźli chcieć władać państwem” (Lucretius, De rerum natura, V, 1126; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
565. Pinguis (...) nocet (łac.) — „Miłość, o ile przeszkód nie ma do zwalczenia,/ Rodzi przesyt i nudzi jak zbyt słodkie jadło” (Ovidius, Amores, II, 19, 25; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
566. Plerumque (...) frontem (łac.) — „Często książętom miła odmiana:/ Biesiada skromna, strzecha słomiana,/ Bez purpurowych kobierców łoże/ Na chmurnym czole uśmiech wymoże” (Horatius, Odae, III, 29, 13; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
567. Paucos (...) tenent (łac.) — „Mało jest takich, których zmuszono do niewoli, więcej tych, co dobrowolnie w nią idą” (Seneca [Minor], Epistulae morales ad Lucilium, 22; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
568. maximum (...) laudare (łac.) — „To jest największy królewski przywilej,/ że lud zmuszony jest nie tylko cierpieć/ Działalność jego, ale zawsze sławić” (Seneca [Minor], Thyestes, II, 1, 30; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
569. nieproporcja — dziś: nieproporcjonalność. [przypis edytorski]
570. Nimirum (...) voluptas (łac.) — „Nie znał snadź i nie wiedział, jaki cel jest życia/ I na czym to polega rozkosz, lecz prawdziwa” (Lucretius, De rerum natura, V, 1431; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
571. Mores (...) fortunam (łac.) — „Każdemu, wedle jego natury, kształtuje się dola” (Cornelius Nepos, Vita Attici, 11; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
572. rufian — łobuz, hultaj. [przypis edytorski]
573. Quidquid (...) videntur (łac.) — „Cokolwiek czyni władca, zdaje się to nakazywać” (tłum. Edmund Cięglewicz; parafraza z Quintilian, Pro milite contra tribunum [w:] Declamationes Maiores, 3). [przypis tłumacza]
574. wpodle (daw.) — wzdłuż; tu: wobec. [przypis edytorski]
575. azard — hazard, przypadek. [przypis edytorski]
576. item (łac.) — również, także, tak samo; tu: takoż. [przypis edytorski]
577. żarkość — ogień, zapalczywość, żarliwość, zapał; por. żar, żarzyć się. [przypis edytorski]
578. przepomnieć (daw.) — zapomnieć, pominąć. [przypis edytorski]
579. non (...) praemia (łac.) — „wre walka, nie o błahą igrzyska nagrodę” (Vergilius, Aeneida, XII, 764; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
580. Id cinerem (...) sepultos (łac.) — „Wierzysz, iż trupy dbają o swój cień i popiół?” (Vergilius, Aeneida, IV, 34; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
581. Consiliis (...) Laconum (łac.) — „Rady moje Lakonów sławę na proch starły” (Cicero, Tusculanae quaestiones [wyd. też pod tytułem: Tusculanae disputationes], V, 17; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
582. A sole (...) queat (łac.) — „Od słońca wschodu nad Azowskiem Morzem/ Po zachód jego, któż jest, co mi zrówna?” (Z nagrobku Scypiona, pogromcy Afryki; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
583. ad haec (...) virtutis (łac.) — „Szedł na bój w imię sławy bohater helleński,/ Rzymski, czy barbarzyński, pobudkę w niej czerpiąc/ Na trud śmiertelnej walki: o tyle góruje/ Żądza sławy nad wszelką cnotą” (Iuvenalis, Satirae, X, 137; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
584. ἐπέων (...) ἔνθα (gr.) — „Spór słowny za i przeciw, bez miary i końca” (Homer, Iliada, XX, 249; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
585. Vince (...) ventura (łac.) — „Hanibal zwyciężył Rzymian, ale nie umiał wykorzystać zwycięstwa” (Petrarka, Sonety, III; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
586. Dum (...) terror (łac.) — „Póki mu szczęście sprzyja i strach wszystko mrozi” (Lucanus, Pharsalia, VII, 734; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
587. gravissimi (...) necessitas (łac.) — „Najstraszniejsze są ukąszenia podrażnionej wściekłości” ([pseudo] Sallustius [właśc. Marcus Porcius Latro], Duae epistolae ad Caesarem de republica ordinanda; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
588. vincitur (...) hostem (łac.) — „Może stracić zwycięstwo, kto aż do ostatka/ Wroga przyprze i zdręczy” (Lucanus, Pharsalia, IV, 275; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
589. snadno a. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]
590. Et male (...) leges (łac.) — „Czasem głupstwo pomoże, a zawiedzie rozum;/ Bo traf nie bada przyczyn, nie nagradza zasług,/ Lecz jak błędny, bez planu, szasta się tu, owdzie!/ Widocznie jest moc większa, co nad nami włada/ Przemożnie, ludzkie prawa swym poddając prawom” (Manilius, Astronomica, IV, 95; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
591. zawisły (daw.) — zależny. [przypis edytorski]
592. quibus (...) genus (łac.) — „Na wzór naszych kawalerów, którzy przeskakują z jednego konia na drugiego, Numidowie mieli obyczaj wieźć ze sobą dwa konie; i w pełnym rynsztunku, w ukropie walki, przerzucali się nieraz z konia znużonego na świeżego: tak ich rumaki były zwinne i posłuszne” (Livius Titus, Ab Urbe condita, XXIII, 29; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
593. snać (daw.) — widocznie, prawdopodobnie. [przypis edytorski]
594. quo (...) Romanus (łac.) — „W czym niewątpliwie Rzymianin celuje” (Livius Titus, Ab Urbe condita, IX, 22; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
595. arma (...) iubet (łac.) — „Rozkazuje broń wszelką wydać, zwierzęta juczne przywieść, zakładnika dostawić” (Iulius Caesar, Commentarii de bello Gallico, VII, 11; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
596. Caedebant (...) illis (łac.) — „Obie strony jednako prą naprzód lub w odwrót,/ Obie to zwyciężają, to są zwyciężane:/ O ucieczce nie myśli nikt” (Vergilius, Aeneida, X, 756; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
597. primus (...) decernit (łac.) — „Pierwszy okrzyk i pierwszy atak rozstrzyga tę bitwę” (Livius Titus, Ab Urbe condita, XXV, 41; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
598. Et (...) gladiis (łac.) — „Czyż można/ Zawierzyć wiatrom, dokąd zaniosą nam strzałę?/ Tylko w mieczu potęga, i każdy lud mężny/ Mieczem wojnę rozstrzyga” (Lucanus, Pharsalia, VIII, 384; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
599. Magnum (...) modo (łac.) — „Z groźnym szumem wylata oszczep wyrzucony./ Jak piorun błyskawiczny” (Vergilius, Aeneida, IX, 705??; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
600. saxis (...) destinassent (łac.) — „Przywykli już do tego, że z pełnego morza nagle wypłynąwszy, rażą kulami kamiennymi z proc tak celnie, iż trafiają w obręcze o bardzo niewielkim obwodzie. Skutkiem tego, ranili żołnierzy nie tylko w głowę, ale i w tę część twarzy, którą upatrzyli” (Livius Titus, Ab Urbe condita, XXXVIII, 29; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
601. ad ictus (...) cepit (łac.) — „Gdy tylko uderzono taranami w mury, od samego strasznego łomotu wszczynał się zwykle popłoch i tumult uliczny” (Livius Titus, Ab Urbe condita, XXXVIII, 5; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
602. Non tam (...) humi (łac.) — „Nie tak bardzo ich przerażają rany powierzchowne, szerokie: gdy rana szersza i płytsza, uważają to za znak chwalebnego męstwa. Lecz gdy grot strzały albo kuli uwięzłej głęboko w ciele pali ich dotkliwie, pomimo nieznacznej ranki, ci sami ludzie popadają w prawdziwą wściekłość ze wstydu, że rzecz tak mała, a jednak zabójcza, zagraża im śmiercią: wtedy tarzają się po ziemi, oddając się rozpaczy” (Livius Titus, Ab Urbe condita, XXVIII, 21; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
603. Et gens (...) virga (łac.) — „I lud Massylii konny, na oklep siedzący,/ Co nie zna wcale siodeł, a kieruje końmi,/ Dotykając łba prętem” (Lucanus, Pharsalia, IV, 682; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
604. Et Numidae (...) cingunt (łac.) — „Numidowie na koniach niekiełznanych pędzą” (Vergilius, Aeneida, IV, 41; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
605. Equi (...) currentium (łac.) — „Konie ich, niekiełznane, mają chód ciężki i niezgrabny, sztywne karki i łby naprzód pochylone” (Livius Titus, Ab Urbe condita, XXXV, 11; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
606. napawali się (daw.) — pić, poić (do syta). [przypis edytorski]
607. Venit (...) equo (łac.) — „Przybył także Sarmata, krwią tuczony końską” (Martialis Liber spectaculorum, III, 4; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
608. przepominać (daw.) — zapominać; pomijać. [przypis edytorski]
609. Id (...) transcurrerunt (łac.) — „Wykonacie to za pomocą samych rozpędzonych koni, jeśli je rozkiełzane pchniecie na wroga ostrogami: pamięć ludzka niesie, że konnica rzymska często tak walczyła ku swej chwale. Zdjąwszy tedy wędzidła, przejechali przez wroga, dwa razy tam i z powrotem, czyniąc straszliwy pogrom” (Livius Titus, Ab Urbe condita, XL, 40; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
610. wypaproszyć — dziś raczej: wypatroszyć. [przypis edytorski]
611. imainacja a. imaginacja — wyobraźnia. [przypis edytorski]
612. Sinistras (...) distringunt (łac.) — „Dobywając miecza, owijają wraz lewą rękę płaszczem” (Iulius Caesar, De Bello Civili, IV, 75; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
613. Quod (...) vellis (łac.) — „Żeś pierś z włosów oskubał, łydki i ramiona” (Martialis, Epigrammata, II, 62; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
614. Psilothro (...) creta (łac.) — „Namaszcza się olejkiem i octem kredowym” (Martialis, Epigrammata, VI, 93, 9; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
615. Inde (...) alto (łac.) — „Wtedy tak rzekł Eneas z wyniosłego łoża” (Vergilius, Aeneida, II, 2; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
616. Gratatusque (...) verbis (łac.) — „Pozdrowiwszy najczulej, całuje go w usta” (Ovidius, Ex ponto, IV, 9, 13; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
617. At (...) lana (łac.) — „Nic z tego: już do czysta wytarłem się wełną” (Martialis, Epigrammata, II, 58, 11; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
618. Pusi (...) vestem (łac.) — „Często dziecku się przyśni, że stoi nad kadzią./ We śnie koszulki dźwignie i ot, pościel mokra” (Lucretius, De rerum natura, IV, 1024; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
619. Has (...) coena (łac.) — „Niech wam smakuje obiadek, panicze!/ Ja na wędrowny stół taki nie liczę” (Martialis, Epigrammata, VII, 48, 4; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
620. Inguina (...) aquis (łac.) — „Safianem czarnym pachoł srom okrył starannie/ I choć się kąpiesz naga, stoi przy waćpannie?” (Martialis, Epigrammata, VII, 35, l; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
621. Dum (...) hora (łac.) — „Nim się wypłaci myto, nim wyprzęnie muły,/ Cała godzina mija” (Horatius, Satirae, I, 5, 11; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
622. spondam regis Nicodemis (łac.) — „wezgłowiem króla Nikodema” (Suetonius, Vita Caesaris, 45; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
623. Quis (...) lympha (łac.) — „Niech mi tam pacholik/ Ochłodzi dzbanek z winem, Falernem ognistym,/ W źródle przeczystym” (Horatius, Odae, II, 11, 18; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
624. O Iane (...) tantum (łac.) — „Janusie, iże dwa masz oblicza, więc z figlów/ Nigdy sługus stojący za tobą nie zagra/ Palcami na swym nosie ni oślich ci uszu/ Przyprawi, ni ozora nie wywiesi tyle,/ Ile go pies apulski wywali w upały” (Aulus Persius Flaccus, Satirae, I, 58; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
625. obliczów — dziś popr. D.lm: oblicz. [przypis edytorski]
626. igry — zabawy. [przypis edytorski]
627. imać — chwytać. [przypis edytorski]
628. alter ridebat (...) contrarius alter (łac.) — „Pierwszy, ilekroć za próg wystawił swą nogę/ Z domu idąc, już śmiał się, drugi zasię płakał” (Iuvenalis, Satirae, X, 28; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
629. snadniej (daw.) — łatwiej. [przypis edytorski]
630. by jeden — choćby jeden. [przypis edytorski]
631. Nec (...) secetur (łac.) — „Z niemałą iście swadą i powagą prawił,/ Jak ćwiertować zające, jak pieczone kury” (Iuvenalis, Satirae, V, 123; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
632. Hoc (...) sit (łac.) — „Toś przesolił, toś spalił, to mało podlane,/ To zaś dobre! Otóż to masz pamiętać sobie!”/ Tak mu udzielam w miarę, jak mogę, mądrości;/ Potem Demesowi każę oczyścić półmiski,/ By świeciły jak lustro, i daję baczenie/ Na wszystko (Terentius, Adelphi, III, 4, 62; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
633. trefnym (daw.) — wyszukany, dowcipny, inteligentny; por. trefniś. [przypis edytorski]
634. snadno (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]
635. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]
636. Dum (...) tenet (łac.) — „Póki tego nie mamy, czego pożądamy/ Zdaje się, że to właśnie najmilsze nad wszystko./ A gdy los nam to zdarzy, już inną rzecz gonim,/ Z takim samym zapałem” (Lucretius, De rerum natura, III, 1095; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
637. Nam (...) venirent (łac.) — „Bo gdy spostrzegł, że wszystko, czego tu potrzeba/ Dla śmiertelnych, natura już przygotowała,/ Że ludzie sławą, mieniem, zaszczytem darzeni,/ Wraz otoczeni dziatwą wzorową i zacną,/ Pomimo wszystko noszą utrapienia w sercu/ I dusze wolne zmuszą służyć troskom czarnym;/ Zrozumiał to i pojął, że naczynie samo/ Jad wytwarza, co psuje całą wnętrza wartość/ I to zewnętrzne szczęście, ba i przyszłość kazi” (Lucretius, De rerum natura, VI, 9; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
638. Communi (...) exterreamur (łac.) — „Pospólny to błąd nas wszystkich sprawia, że osoby lub rzeczy niewidzialne, tajemniczo kryjące się oraz nieznane, lepsze w nas budzą nadzieje albo większą obawę” (Iulius Caesar, De bello civili, II, 4; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
639. przyroda — tu: przyrodzone właściwości, konstytucja, ukształtowanie, natura. [przypis edytorski]
640. Mulier (...) olet (łac.) — „Dziewka pachnie najlepiej, gdy niczym nie pachnie” (Plautus, Mostellaria, I, 3, 116; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
641. Rides (...) olere (łac.) — „«Nie pachniesz niczym», przyganiasz mi z dumą:/ Bo lepiej niczym, niż pachnąć perfumą” (Martialis, Epigrammata, VI, 55, 4; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
642. Postume (...) olet (łac.) — „Kto się rad kąpie w perfumie,/ Źle ten pachnie, mój Postumie” (Martialis, Epigrammata, II, 12, 4; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
643. Namque (...) sus (łac.) — „Nos mój woń każda najpierwej przenika:/ Czy obrosłego koźli pot ramiączka,/ Czy w łonie samym sromliwa bolączka,/ Zwęszę wpierw niźli wyżeł na barłogu dzika” (Horatius, Epodes, XII, 4; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
644. Si (...) cucullo (łac.) — „A gdy idzie na nocną schadzkę z cudzą żoną,/ Przywdziewa płaszcz zakonny, twarz kryje zasłoną” (Iuvenalis, Satirae VIII, 144; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
645. obserwować (z łac.; daw.) — zachowywać; przestrzegać. [przypis edytorski]
646. igry — zabawy, psoty. [przypis edytorski]
647. verbis indisciplinatis (łac.) — słowami nieuświęconymi. [przypis tłumacza]
648. pensum (z łac.) — praca domowa; zadanie wyznaczone do wykonania. [przypis edytorski]
649. Quae (...) divis (łac.) — Czego byś nie mógł spełnić, chyba gdybyś bogów/ Wręcz unicestwił (Aulus Persius Flaccus, Satirae, II, 4; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
650. Hoc (...) ipse (łac.) — „To, coś chciał od Jowisza zausznie wyżebrać,/ Mów, niech ci zrobi Stajus, krzyknie: «Chroń mię, Boże!»/ Ależ bo Bóg nie może krzyczeć: «Chroń mię, Boże!»” (Aulus Persius Flaccus, Satirae, II, 21; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
651. Tacito (...) concipimus (łac.) — „Chyłkiem, półgębkiem tylko szeptamy złe śluby” (Lucanus, Pharsalia, V, 104,; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
652. Haud (...) voto (łac.) — „Niejeden za nic w świecie nie powtórzy ślubów/ I modlitw swych publicznie: śmierć by wolał raczej” (Aulus Persius Flaccus, Satirae, II, 6; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
653. Clare (...) nubem (łac.) — „Naprzód głosem donośnym wołał: «Apollinie!»/ By go zaś nikt nie słyszał, wargi zwarł i szeptał:/ «Lawerno, cudna pani złodziei, daj zdolność/ Oszustwa, daj, bym zdał się niewinnym i świętym./ Zakryj nocą me winy, mgłą otul przykrady»” (Horatius, Epistulae, I, 16, 59; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
654. Immunis (...) mica (łac.) — „Kto czystą ręką dotknie ołtarzy,/ Choć nie da bóstwu żertwy bogatej, Gdy świętą mąkę i sól zapraży/ Snadnie ubłaga gniewne penaty” (Horatius, Odae, III, 23, 17; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]
655. przeważny — dziś: przeważający; stanowiący większość. [przypis edytorski]
656. Ubi (...) mensque (łac.) — „Kiedy przemoc wszechwładnej starości poderwie/ Nasze ciało i mięśnie zwiotczeją bezsilnie,/ Wtedy i umysł chroma, i język się plącze” (Lucretius, De rerum natura, III, 452,; tłum. Edmund Cięglewicz). [przypis tłumacza]