Duma o Słowackim

Za porohem, hen po Dnieprze

Płynie czajka w wodnym wietrze,

Pluszcze fala, szepce trzcinie:

A jakaż to czajka płynie?

Kto na niskiej usiadł burcie,

Szuka bezdna w krętym nurcie,

Po niezmierzy, po roztoczy

Oczy smutne sennie toczy?

Tratwy spławne, huczne promy

Mija obcy, nieznajomy,

Z wiewem siewnym płynie śpiewny,

Wodom-snom najbardziej krewny.

Hej, żeglarzu! zawiń, przystań!

Cicha ciebie czeka przystań,

Wśród zieleni, w topól wieńcu

Jasny dworek przy Kamieńcu...

Na Ukrajnie za stepami

Słońce leje się strugami!

Wyczekuje poczta gości, —

Rąk matczynych serdeczności!...

Czemuś w głębi wzrok utopił,

Czy cię miodny szalej opił,

Jaka siła w dal cię goni,

Że wyciągasz ręce do niej?

Czerwień słońca ścieka z wody,

Wyszły srebrne horowody,

Serce gwiazdy nie wysłowi...

Komu jedziesz?... księżycowi?!

Pogardziłeś miłym domem,

Wytęskniony za ogromem,

Głębną wodą, trudną drogą,

Czemu płyniesz — do nikogo?

A ty pieśnią, słów okruchem,

Umiesz mówić z Bogiem — Duchem,

Piorun w ustach serce męczy,

Przekrojone łukiem tęczy...

Zaśpiewali ci anieli

(Anioł nazwał się Anhelli),

Zaśpiewali, wydzwonili

Moc i chwałę wiecznej chwili.

Na tym brzegu pod gwiazdami

Wołamy cię: zostań z nami!

Ponad życie — słowo mniejsze,

Serce błędne — najwierniejsze...