SCENA JEDENASTA
DON JUAN, SGANAREL, FIOŁEK, WĄTRÓBKA.
DON JUAN
siadając do stołu:
Jednakże, Sganarelu, wypadałoby nam pomyśleć o pokucie.
SGANAREL
Ojoj!
DON JUAN
Tak, na honor, trzeba się poprawić. Jeszcze jakieś dwadzieścia lub trzydzieści latek tego życia, a potem pomyślimy o sobie.
SGANAREL
Och!
DON JUAN
Cóż ty na to?
SGANAREL
Nic. Otóż i wieczerza. Ściąga kawałek z przyniesionego półmiska i pakuje do ust.
DON JUAN
Zdaje mi się, że ty masz spuchniętą gębę: cóż ci takiego? Mówże. Co ci się stało?
SGANAREL
Nic.
DON JUAN
Pokaż no. Do kata! jakaś fluksja45 zajęła mu cały policzek. Dawajcie prędko lancet, trzeba to przekłuć co żywo! Biedny chłopak ledwie już oddycha; mógłby się udusić od tego wrzodu. Czekaj: widzisz, jaki już był dojrzały! A, ty hultaju jeden!
SGANAREL
Na honor, proszę pana, chciałem tylko przekonać się, czy kucharz nie przesolił lub nie przepieprzył.
DON JUAN
Dalej, siadaj tu i jedz. Mam z tobą do pogadania, gdy skończysz wieczerzę. Głodny jesteś, jak widzę.
SGANAREL
siadając do stołu:
Spodziewam się, żem głodny; nie jadłem przecież nic od rana. Niech pan spróbuje tego; przewyborne, doprawdy. Do Wątróbki, który, w miarę jak Sganarel nakłada coś na talerz, zabiera talerz, gdy tylko tamten odwróci głowę. Mój talerz, mój talerz! Powoli, z łaski swojej. Do kroćset! Hultaju, strasznie zgrabny jesteś w podawaniu czystych talerzy! A ty, mały Fiołeczku, jak ty znów w porę umiesz krzątać się koło szklanki. W chwili, gdy Fiołek nalewa Sganarelowi, Wątróbka znowu sprząta mu talerz.
DON JUAN
Któż to może pukać w ten sposób?
SGANAREL
Któż, u stu diabłów, przychodzi nam zakłócać posiłek!
DON JUAN
Chcę wreszcie bodaj przy wieczerzy mieć spokój; nie wpuszczać mi nikogo.
SGANAREL
Niech pan pozwoli, już ja to sam załatwię.
DON JUAN
widząc Sganarela wracającego z przerażeniem:
Co to jest? Co się stało?
SGANAREL
kiwając głową jak posąg:
On... jest tam.
DON JUAN
Chodźmy więc, pokażmy, że nic nie zdoła nas przerazić.
SGANAREL
Och, biedny Sganarelu, i gdzież ty się ukryjesz?