SCENA PIERWSZA
GERONT, WALERY, ŁUKASZ, JAGUSIA.
WALERY
Tak, panie, myślę, że pan będzie zadowolony: przyprowadziliśmy największego lekarza w świecie.
ŁUKASZ
Ho, ho! po tym, to już nie ma co i szukać: szyćkie inne doktory nie warte mu butów czyścić.
WALERY
Dokonał mnóstwa cudownych kuracji.
ŁUKASZ
Zratował ludzi, co już byli na marach.
WALERY
To wielki dziwak, mówiłem już panu: przychodzą chwile, w których umysł jego się mroczy, nie wygląda na to, czym jest.
ŁUKASZ
Tak, lubi sobie pobłaznować; czasem można by myśleć, że on, z przeproszeniem, upadł w młodości na głowę.
Pokazuje na głowę.
WALERY
Ale, w gruncie, to prawdziwa studnia wiedzy; nieraz mówi rzeczy wprost objawione.
ŁUKASZ
Jak się weźmie gadać, to tak fajnie, jakbyś w książce czytał.
WALERY
Sława jego już się rozeszła po okolicy: ze wszystkich stron się doń cisną.
GERONT
Nie mogę się doczekać; przyprowadźcież go co prędzej.
WALERY
Idę.