SCENA JEDENASTA

GERONT, SKAPEN.

SKAPEN

udając, że nie widzi Geronta

O nieba! O, cóż za nieszczęście! Biedny ten ojciec! Biedny Geroncie, i cóż ty poczniesz teraz?

GERONT

na stronie

Co on tam o mnie mówi? Jakiś wydaje się strapiony.

SKAPEN

Czyż nikt mi nie powie, gdzie jest w tej chwili biedny pan Geront?

GERONT

O cóż chodzi, Skapenie?

SKAPEN

biegając po scenie, nie chcąc widzieć ani słyszeć Geronta

Gdzież mógłbym go spotkać, aby mu zwiastować to straszne nieszczęście?

GERONT

zatrzymując Skapena

Ale cóż się stało?

SKAPEN

Próżno biegam na wsze strony: nie mogę go znaleźć...

GERONT

Oto jestem.

SKAPEN

Musiał się chyba gdzieś schować: ale gdzie?

GERONT

zatrzymując Skapena

Człowieku, czyś ty ślepy, że mnie nie chcesz widzieć?

SKAPEN

Ach, panie, nie ma sposobu pana dopaść.

GERONT

Od godziny stoję tu przed tobą. Cóż się stało?

SKAPEN

Panie...

GERONT

Co?

SKAPEN

Syn pański...

GERONT

Cóż syn?

SKAPEN

Popadł w najbardziej niespodziane nieszczęście.

GERONT

Jakież?

SKAPEN

Spotkałem go przed chwilą w głębokim strapieniu z powodu czegoś, co mu pan powiedział i do czego pan wmieszał dość niepotrzebnie i moją osobę. Pragnąc rozproszyć choć trochę owo przygnębienie, udaliśmy się na przechadzkę do portu. Rozglądając się dokoła, zauważyliśmy statek turecki, wcale sobie pokaźny. Młody Turek, wyglądający bardzo przyzwoicie, zachęcił nas, abyśmy wstąpili na pokład, i sam nas nawet przeprowadził. Poszliśmy. Obsypał nas mnóstwem grzeczności, ofiarował podwieczorek składający się z wybornych owoców i doskonałego wina.

GERONT

Cóż w tym za nieszczęście?

SKAPEN

Zaraz, panie, już nadchodzi. Gdyśmy zajadali, on spuścił statek na morze: następnie zaś, kiedy port był już daleko, kazał mnie wsadzić w czółno i wyprawił do pana, abym powiedział, że jeśli nie przyślesz mu natychmiast przeze mnie pięciuset talarów, uprowadzi syna do Algieru.

GERONT

Jak to, u diaska! Pięciuset talarów!

SKAPEN

Tak, panie; i, co więcej, zostawił mi na to tylko dwie godziny.

GERONT

A, pies turecki! Zarzynać mnie w taki sposób!

SKAPEN

Niechże pan zatem, nie tracąc czasu, pomyśli nad sposobem wybawienia syna, którego kochasz tak tkliwie.

GERONT

Po kiegóż diabła łaził na ten statek?

SKAPEN

Nie przypuszczał tego, co mu się trafiło.

GERONT

Leć prędko, Skapenie, i powiedz temu Turkowi, że ja mu zaraz policję na kark naślę.

SKAPEN

Policja na pełnym morzu! Pan żartuje?

GERONT

Po kiegóż diabła łaził na ten statek?

SKAPEN

Zły los tak igra niekiedy z człowiekiem.

GERONT

Skapenie, dziś musisz okazać, że jesteś wiernym sługą.

SKAPEN

W jaki sposób?

GERONT

Spiesz powiedzieć Turkowi, aby mi odesłał syna i oddaj się jako zakładnik w jego miejsce, póki nie zgromadzę sumy, której ten rozbójnik żąda.

SKAPEN

Ech, panie, co też pan opowiada? Pan myśli, że ten Turek obrany jest z rozumu, aby przyjąć takiego mizeraka jak ja w miejsce pańskiego syna?

GERONT

Po kiegóż diabła łaził na ten statek?

SKAPEN

Nie przeczuwał nieszczęścia. Niech pan pamięta, że dano mi tylko dwie godziny.

GERONT

I mówisz, że żąda...

SKAPEN

Pięćset talarów.

GERONT

Pięćset talarów! Czy on nie ma sumienia?

SKAPEN

Także coś! Turek i sumienie!

GERONT

Czy on wie dobrze, ile to jest pięćset talarów?

SKAPEN

Tak, panie, wie, że to tysiąc pięćset funtów.

GERONT

Czy ten łotr myśli, że tysiąc pięćset funtów znajduje się na ulicy?

SKAPEN

Alboż tego rodzaju ludziom można coś wytłumaczyć?

GERONT

Ale po kiegóż diabła łaził na ten statek?

SKAPEN

To prawda. Ale cóż! Nikt nie przewidywał, co się stanie. Panie, przez litość, niech pan nie traci czasu!

GERONT

Masz, oto klucz od szafy.

SKAPEN

Dobrze.

GERONT

Otworzysz ją.

SKAPEN

Wybornie.

GERONT

Znajdziesz w lewej przegrodzie wielki klucz, który otwiera drzwi od strychu.

SKAPEN

Wiem.

GERONT

Zbierzesz tam wszystkie ubrania, schowane w wielkim koszu, i pójdziesz je sprzedać handlarzom starzyzny, aby uzyskać ten okup.

SKAPEN

oddając mu klucz

Ech, panie, czy panu się coś marzy? Ani stu franków nie dostałbym za to wszystko; a potem wiesz pan, jak mało czasu zostawiono na załatwienie sprawy.

GERONT

Ale po kiegóż diabła on łaził na ten statek?

SKAPEN

Och! Ileż słów na próżno! Zostaw pan już ten statek i pomyśl, że czas nagli; narażasz się na to, że możesz nie ujrzeć syna. Och! Biedny paniczu! Kto wie, czy cię jeszcze zobaczę kiedy! Kto wie, w tej chwili może uwożą cię już skutego w kajdany do Algieru. Ale niebo mi będzie świadkiem, że uczyniłem dla ciebie wszystko, co było w mej mocy, i że, jeśli mi się nie uda cię wykupić, winne temu będzie jedynie nieczułe serce ojca.

GERONT

Czekaj, Skapenie, pójdę poszukać tej sumy.

SKAPEN

Niechże się pan spieszy, panie: boję się, że będzie za późno.

GERONT

Prawda, mówiłeś, że żąda czterysta talarów?

SKAPEN

Nie. Pięćset talarów.

GERONT

Pięćset talarów!

SKAPEN

Tak.

GERONT

Po kiegóż diabła on łaził na ten statek?

SKAPEN

Ma pan słuszność, ale niech się pan spieszy.

GERONT

Czyż nie miał innego miejsca do przechadzki?

SKAPEN

To prawda; ale niech pan nie marudzi.

GERONT

Ha! przeklęty statek!

SKAPEN

na stronie

Zajechał mu w głowę ten statek.

GERONT

Czekaj, Skapenie, zapomniałem zupełnie, że przed chwilą wręczono mi właśnie takąż sumę w złocie. Nie myślałem, że tak prędko przyjdzie mi się z nią rozstać.

wyjmując sakiewkę i podając Skapenowi

Masz, idź, wykup syna.

SKAPEN

wyciągając rękę

Dobrze, panie.

GERONT

nie wypuszczając sakiewki, którą niby dawał Skapenowi

Ale powiedz temu Turkowi, że jest skończonym zbrodniarzem.

SKAPEN

wyciągając znowu rękę

Dobrze, panie.

GERONT

j.w.

Bezecnikiem!

SKAPEN

Dobrze, panie.

GERONT

j.w.

Człowiekiem bez czci i wiary, złodziejem!

SKAPEN

Już niech się pan na mnie spuści.

GERONT

j.w.

Że mi wydziera te pięćset talarów wbrew boskim i ludzkim prawom!

SKAPEN

Dobrze, panie.

GERONT

j.w.

Że jeszcze nie skończona sprawa między nami.

SKAPEN

Już dobrze.

GERONT

j.w.

I że, jeśli go kiedy dopadnę, potrafię się na nim zemścić!

SKAPEN

Tak.

GERONT

chowając sakiewkę z powrotem do kieszeni i odchodząc

Idź, idź co żywo wykupić syna.

SKAPEN

biegnąc za Gerontem

Hej, panie!

GERONT

Co takiego?

SKAPEN

A gdzież pieniądze?

GERONT

Czyż ci ich nie dałem?

SKAPEN

Niech Bóg broni: schował je pan z powrotem.

GERONT

Ach, tak! To z boleści tak straciłem głowę.

SKAPEN

Widzę.

GERONT

Po kiegóż diabła łaził na ten statek! Ha! Przeklęty statek! Ha! Zdrajca Turek! A, wszyscy diabli!

SKAPEN

sam

Nie może strawić tych pięciuset talarów, które zeń wydrwiłem: ale jeszcześmy się nie skwitowali; musi mi w innej walucie zapłacić, że mnie oczernił w oczach syna.