Rozdział X. Dalszy ciąg tegoż przedmiotu.
Przybyły liczne kapitularze do prawa Longobardów, do praw salickich, do prawa Bawarów. Szukano przyczyny tego; trzeba ją zaczerpnąć z samej rzeczy. Kapitularze były rozmaitego rodzaju. Jedne były w związku z rządem politycznym, drugie z rządem gospodarczym, większość z rządem duchownym, niektóre z rządem cywilnym. Te ostatnie przydano do prawa cywilnego, to znaczy do praw osobistych każdego narodu: dlatego powiedziane jest w kapitularzach, że nic w nich nie postanowiono przeciw prawu rzymskiemu. W istocie te, które tyczyły rządu gospodarczego, duchownego lub politycznego, nie miały związku z tym prawem; a owe, tyczące rządu cywilnego, miały związek jeno z prawami barbarzyńców, które tłumaczono, poprawiano, rozszerzano i zwężano. Ale te kapitularze, dodane do praw osobistych, sprawiły, jak sądzę, iż zaniedbano same księgi kapitularzy. Często w czasach ciemnoty skrót dzieła skazuje na zagładę samo dzieło.
Rozdział XI. Inne przyczyny upadku kodeksów barbarzyńców, prawa rzymskiego i kapitularzy.
Kiedy narody germańskie pobiły cesarstwo rzymskie, zastały w nim użytek pisma; wzorem Rzymian zebrali na piśmie swoje zwyczaje349 i uczynili z nich kodeksy. Nieszczęśliwe panowania, które nastąpiły po rządach Karola Wielkiego, najazdy Normanów, wojny domowe pogrążyły zwycięskie narody w ciemnościach, z których wyszły; zanikła sztuka pisania i czytania. To sprawiło, że we Francji i w Niemczech zapomniano o barbarzyńskich prawach pisanych, o prawie rzymskim i o kapitularzach. Użytek pisma lepiej się zachował we Włoszech, gdzie władali papieże i cesarze greccy, gdzie były kwitnące miasta i prawie jedyny handel, jaki istniał wówczas. Owo sąsiedztwo Włoch sprawiło, że prawo rzymskie zachowało się lepiej w okolicach Galii niegdyś podległych Gotom i Burgundom, tym bardziej iż prawo to byto tam prawem terytorialnym i rodzajem przywileju. Prawdopodobne jest, że to nieznajomość pisma przyprawiła w Hiszpanii o zagładę prawa wizygockie. I przez upadek tylu praw wytworzyły się wszędzie zwyczaje.
Prawa osobiste upadły. Okupy i to, co nazywano freda350, załatwiało się raczej zwyczajem niż literą tych praw. Tak więc, jak przy powstaniu monarchii przeszło się od zwyczajów Germanów do praw pisanych, tak w kilka wieków później wrócono od praw pisanych do zwyczajów niepisanych.
Rozdział XII. O zwyczajach miejscowych; przeobrażenia praw ludów barbarzyńskich i prawa rzymskiego.
Widzimy z liczych pomników, iż lokalne zwyczaje istniały już za pierwszej i drugiej dynastii. Mówi się tam o zwyczaju miejscowym, o dawnym zwyczaju, o obyczaju, o prawach i o zwyczajach. Autorzy sądzili, iż to, co się nazywa zwyczajami, to były prawa ludów barbarzyńskich; a to, co się nazywa prawem, to było prawo rzymskie. Dowodzę, że tak nie może być. Król Pepin nakazał, iż wszędzie, gdzie nie będzie prawa, należy się trzymać zwyczaju; ale że zwyczaj nie będzie miał pierwszeństwa przed prawem. Otóż, powiedzieć, iż prawo rzymskie miało pierwszeństwo przed kodeksami barbarzyńców, znaczy obalić wszystkie starożytne pomniki, a zwłaszcza owe kodeksy praw barbarzyńskich, które powiadają stale rzecz przeciwną.
Prawa ludów barbarzyńskich to zgoła nie były owe zwyczaje; to były te właśnie prawa, które, jako prawa osobiste, wprowadziły je. Prawo salickie, na przykład, było prawem osobistym; ale w miejscach powszechnie albo niemal powszechnie zamieszkałych przez Franków salickich prawo salickie, mimo że osobiste, stawało się, w stosunku do tych Franków salickich, prawem terytorialnym; było osobistym jedynie dla tych Franków, którzy mieszkali gdzie indziej. Otóż jeżeli w miejscu, gdzie prawo salickie było terytorialne, zdarzyło się, iż jacyś Burgundowie, Alamanowie albo nawet Rzymianie mieli często sprawy, rozstrzygano by je wedle praw tych ludów: i wielka ilość wyroków, zgodnych z niektórymi z tych praw, musiałaby wprowadzić w te strony nowe zwyczaje. I to tłumaczy dobrze ustawę Pepina. Było naturalne, iż te zwyczaje mogły dotyczyć nawet miejscowych Franków w wypadkach, których nie rozstrzygano prawem salickim: ale nie było naturalne, aby mogło przeważyć prawo salickie.
Tak więc istniało w każdym miejscu prawo panujące oraz przyjęte zwyczaje, które służyły za dopełnienie panującego prawa, kiedy mu się nie sprzeciwiały.
Mogło się nawet zdarzyć, że służyły one za dopełnienie prawa, które nie było terytorialne; i aby trzymać się tego samego przykładu, jeżeli w miejscu, gdzie prawo salickie było terytorialne, Burgund był sądzony wedle prawa burgundzkiego, dany zaś wypadek nie znajdował się w brzmieniu tego prawa, nie ulega wątpliwości, że go sądzono wedle miejscowego zwyczaju.
Za czasów króla Pepina zwyczaje, które tam się wytwarzały, miały mniej siły niż prawa, ale niebawem zwyczaje zniweczyły prawa; i — jako że nowe przepisy to są zawsze lekarstwa wskazujące na istniejącą chorobę — można sądzić, że za czasu Pepina zaczynano już przekładać zwyczaje nad prawa.
To, co powiedziałem, tłumaczy, w jaki sposób prawo rzymskie zaczęło od pierwszych czasów stawać się prawem terytorialnym, jak to widzimy w edykcie pisteńskim; i w jaki sposób prawo gockie było mimo to jeszcze w użyciu, jak się okazuje z soboru w Troyes, o którym mówiłem. Prawo rzymskie stało się prawem osobistym powszechnym, a prawo gockie prawem osobistym poszczególnym; tym samym prawo rzymskie było prawem terytiarialnym. Ale w jaki sposób ciemnota obaliła wszędzie prawa osobiste ludów barbarzyńskich, gdy prawo rzymskie przetrwało jako prawo terytorialne w prowincjach wizygockich i burgundzkich? Odpowiem, że samo prawo rzymskie podzieliło mniej więcej los innych praw osobistych; inaczej mieliłyśmy jeszcze kodeks Teodozjusza w prowincjach, gdzie prawo rzymskie było prawem terytorialnym: podczas gdy mamy tam prawa Justyniana. Nie zostało tym prowincjom prawie nic, jak tylko nazwa kraju prawa rzymskiego lub prawa pisanego; jak tylko owa miłość, którą żywią ludy dla swego prawa, zwłaszcza kiedy je uważają za przywilej, oraz parę zarządzeń prawa rzymskiego zachowanych wówczas w pamięci ludzkiej. Ale to było dosyć, aby wydać ten skutek, iż kiedy się pojawiła kompilacja Justyniana, przyjęto ją w dziedzinach Gotów i Burgundów jako prawo pisane, gdy w dawnej dziedzinie Franków przyjęto ją jedynie jako rozsądek pisany.
Rozdział XIII. Różnica miądzy prawem salickim, czyli prawem Franków salickich, a prawem Franków rypuarskich i innych barbarzyńskich ludów.
Prawo salickie nie dopuszczało użytku dowodów negatywnych, to znaczy wedle prawa salickiego ten, który stawiał żądanie lub oskarżenie, winien był go dowieść, oskarżonemu zaś nie wystarczało przeczyć; co jest zgodne z prawami wszystkich prawie narodów świata.
Prawo Franków rypuarskich miało zgoła innego ducha: zadowalało się dowodami negatywnymi; ten, przeciw któremu wytaczano żądanie lub oskarżenie, mógł, po największej części, uniewinnić się, przysięgając, wraz z pewną ilością świadków, że nie uczynił tego, o co go pomawiają. Liczba świadków powołanych do przysięgi rosła wedle ważności rzeczy; dochodziła niekiedy do siedemdziesięciu dwóch. Prawo Alamanów, Bawarów, Turyngów, prawa Fryzów, Sasów, Longobardów i Burgundów były podobne do prawa Rypuarczyków.
Rzekłem, iż prawo salickie nie dopuszczało dowodów negatywnych. Był wszakże jeden wypadek351, w którym dopuszczało je: ale w tym wypadku nie dopuszczało ich wyłącznie i bez udziału dowodów pozytywnych. Powód dawał głos swoim świadkom, aby ustalić swoje żądanie: pozwany dawał głos swoim, aby się usprawiedliwić; sędzia zaś szukał prawdy w jednych i drugich352 świadectwach. Ta praktyka była wielce różna od praktyk praw rypuarskich i innych praw barbarzyńskich, w których oskarżony uniewinniał się, przysięgając, że nie jest winny, i każąc przysięgać krewnym na to, iż powiedział prawdę. Te prawa dobre były jedynie dla ludu, który miał prostotę i niejaką wrodzoną niewinność. Trzeba było nawet, aby prawodawcy zapobiegli ich nadużywaniu, jak się to zaraz pokaże.
Rozdział XIV. Inna różnica.
Prawo salickie nie dopuszczało dowodu przez pojedynek: prawo rypuarskie i prawie wszystkie prawa ludów barbarzyńskich dopuszczały go. Zdaje mi się, że prawo walki było naturalnym następstwem oraz poprawką prawa, które dopuszczało dowody negatywne. Kiedy ktoś stawiał żądanie i widział, że będzie ono niesłusznie oddalone przysięgą, cóż pozostawało wojownikowi stojącemu w obliczu tego, że mu zadadzą wstyd, jak żądać rachunku ze swej krzywdy i z samej gotowości krzywoprzysięstwa?
Prawo salickie, które nie dopuszczało dowodów negatywnych, nie potrzebowało dowodu przez walkę i nie uznawało go; ale prawo Rypuarczyków i innych barbarzyńskich ludów, które dopuszczało dowody negatywne, musiało wprowadzić dowód przez walkę.
Chciejcie odczytać dwa sławne zarządzenia Gondebalda, króla Burgundii, w tej materii; ujrzycie, iż wypływają z samej natury rzeczy. Trzeba było, wedle języka praw barbarzyńców, usunąć przysięgę z rąk człowieka, który chciał jej nadużyć.
U Longobardów prawo Rotarysa przyjęło wypadki, w których żądało, aby ten, który się obronił przysięgą, nie mógł być już nękany walką. Zwyczaj ten rozszerzył się: ujrzymy w dalszym ciągu, jakie zło z tego wynikło i jak trzeba było wrócić do dawnej praktyki.
Rozdział XV. Uwaga.
Nie powiadam, iż w zmianach które poczyniono w kodeksie barbarzyńców, w zarządzeniach doń dodanych i w zbiorze kapitularzy, nie można by znaleźć jakiegoś tekstu, gdzie w istocie dowód przez walkę nie byłby następstwem dowodu negatywnego. Poszczególne okoliczności mogły w ciągu wielu wieków wprowadzić pewne szczególne prawa. Mówię o ogólnym duchu praw Germanów, o ich naturze i początku; mówię o dawnych zwyczajach tych ludów, wskazanych albo ustalanych tymi prawami: i chodzi tu jedynie o to.
Rozdział XVI. O dowodzie przez wrzącą wodę ustanowionym przez prawo salickie.
Prawo salickie353 dopuszczało dowód przez wrzącą wodę: że zaś próba ta była bardzo okrutna, prawo wprowadziło ulgę, aby ułagodzić jej surowość. Pozwalało temu, któremu nakazano przeprowadzić dowód przez wrzącą wodę, odkupić swoją rękę za zgodą przeciwnej strony. Oskarżyciel, w zamian za pewną sumę oznaczoną prawem, mógł się zadowolić przysięgą paru świadków, którzy zeznali, że oskarżony nie popełnił zbrodni: i to był poszczególny wypadek prawa salickiego, w którym przyjmowało ono dowód negatywny.
Ten dowód była to rzecz umowna, którą prawo cierpiało, ale której nie nakazywało. Prawo dawało pewne odszkodowanie oskarżycielowi, który się zgodził, aby oskarżony bronił się dowodem negatywnym: wolno było oskarżycielowi polegać na przysiędze oskarżonego, tak jak mu było wolno odpuścić szkodę lub zniewagę.
Prawo wprowadziło tę ulgę, aby strony, jedna w obawie straszliwej próby, druga w widoku drobnego odszkodowania, skończyły swoje szkody i poniechały swych nienawiści. Jasne jest, iż, skoro raz się przeprowadziło ten negatywny dowód, nie trzeba było innego, i że w ten sposób praktyka walki nie mogła być następstwem tego poszczególnego zarządzenia prawa salickiego.
Rozdział XVII. Sposób myślenia naszych ojców.
Może kogo zadziwić, że nasi ojcowie wiązali w ten sposób cześć, mienie i życie obywateli z rzeczami zawisłymi nie tyle od rozumu, ile od przypadku; że używali stale dowodów, które niczego nie dowodziły i które nie miały związku ani z niewinnością, ani ze zbrodnią.
Germanie, którzy nigdy nie byli podbici, cieszyli się niezmierną wolnością. Rody toczyły z sobą wojnę o mordy, o kradzieże, o zniewagi. Zmieniono ten zwyczaj, poddając owe wojny pewnym prawidłom; toczyły się na rozkaz i pod oczyma urzędnika; co było lepsze od powszechnej swobody szkodzenia sobie wzajem.
Tak jak dziś Turcy w swoich wojnach domowych uważają pierwsze zwycięstwo za wyrok sądu Boga; tak ludy germańskie, w swoich prywatnych sprawach, brały wynik walki za wyrok Opatrzności, wciąż bacznej na to, aby skarać zbrodniarza lub przywłaszczyciela.
Tacyt powiada, że u Germanów, kiedy jeden naród chciał wydać wojnę drugiemu, starał się ująć jakiegoś jeńca, który by mógł walczyć z jednym z nich; i z wyniku tej walki sądzono o powodzeniu wojny. Ludy, które wierzyły, iż pojedyncza walka stanowi o sprawach publicznych, mogły łacno myśleć, że może ona rozstrzygać i spory prywatne.
Gondebald, król Burgundii, najbardziej ze wszystkich królów popierał zwyczaj walki. Władca ten objaśnia swoje prawo w samym jego brzmieniu: „To dlatego (powiada), aby nasi poddani nie składali przysięgi w sprawach ciemnych, i nie przysięgali krzywo o faktach pewnych”. Tak więc, gdy kler ogłaszał za bezbożne prawo przyzwalające walkę, prawo burgundzkie uważało za bluźniercze prawo, które stanowiło przysięgę.
Dowód przez pojedynek miał niejaką rację opartą na doświadczeniu. W narodzie wyłącznie wojennym tchórzostwo pozwala przypuszczać inne przywary; dowodzi, że ów człowiek oparł się wychowaniu, jakie mu dano; że nie był czuły na honor ani wierny zasadom władającym innymi ludźmi; świadczy, iż taki nie lęka się ich pogardy i nie dba o ich szacunki, o ile taki człowiek ma bodaj trochę szlachectwa, nie zbraknie mu zazwyczaj zręczności, która powinna iść w parze z siłą, ani siły, która winna towarzyszyć odwadze; ponieważ kto ceni cześć, będzie się całe życie ćwiczył w rzeczach, bez których nie można jej uzyskać. Co więcej, w narodzie wojennym, gdzie siła, odwaga i dzielność są we czci, naprawdę wstrętne zbrodnie są te, które rodzą się z szalbierstwa, chytrości i zdrady, to znaczy z tchórzostwa.
Co się tyczy dowodu przez ogień, skoro oskarżony dotknął ręką rozpalonego żelaza lub włożył ją do wrzącej wody, zawijano rękę w worek, który pieczętowano: jeżeli w trzy dni później nie wystąpił ślad oparzenia, uznawano go za niewinnego. Któż nie pojmie, że u narodu nawykłego robić bronią gorące żelazo albo wrząca woda nie musiały zostawiać na szorstkiej i stwardniałej skórze na tyle śladu, aby go było znać w trzy dni potem? A jeżeli był ślad, to znak, że ów, który poddał się próbie, był niewieściuchem. Nasi chłopi swymi zgrubiałymi rękami dotykają gorącego żelaza, ile chcą. Co zaś do kobiet, ręce tych, które pracowały, mogły się oprzeć gorącemu żelazu. Damom nie brakło rycerzy do obrony, w narodzie zaś nie znającym zbytku nie było prawie średniego stanu.
Wedle prawa Turyngów, kobietę oskarżoną o cudzołóstwo skazywano na próbę wrzącej wody jedynie wtedy, kiedy nie stanął za nią żaden obrońca; prawo zaś rypuarskie dopuszczało ten dowód jedynie wtedy, kiedy ktoś nie znajdzie świadków na swoje usprawiedliwienie. Ale kobieta, której żaden z krewnych nie chciał bronić, mężczyzna, który nie mógł postawić żadnego świadectwa swej uczciwości, byli tym samym już potępieni.
Powiadam tedy, że w epoce, w której dowód przez walkę i dowód przez rozżarzone żelazo lub wrzącą wodę były w użyciu, prawa te były tak zgodne z obyczajami, iż mniej wydały one niesprawiedliwości, niż były niesprawiedliwe; że skutki ich były niewinniejsze niż przyczyny, że więcej urażały słuszność, niż gwałciły jej prawa; że były bardziej niedorzeczne niż tyrańskie.
Rozdział XVIII. Jak rozpowszechnił się dowód przez walkę.
Z listu Agobarda do Ludwika Pobożnego można by wyciągnąć wniosek, że dowód przez walkę nie był w użyciu u Franków, skoro, wykazawszy temu monarsze nadużycia prawa Gondebalda, żąda, aby w Burgundii sądzono sprawy wedle prawa Franków. Że jednak wiadomo, iż w owym czasie walka sądowa była w użyciu we Francji, był z tym kłopot. Tłumaczy się to tym, co powiedziałem: prawo Franków salickich nie dopuszczało tego dowodu, a prawo Franków rypuarskich uznawało go.
Ale, mimo krzyków duchowieństwa, zwyczaj walk sądowych rozszerzał się wciąż we Francji i dowiodę zaraz, że to ono właśnie w znacznej mierze się do tego przyczyniło.
Dowodu na to dostarczy nam prawo Longobardów. „Wkradł się od dawna haniebny zwyczaj (powiedziane jest we wstępie do ustawy Ottona II); mianowicie jeżeli jakiś testament zaczepiono o fałszerstwo, ten, który go przedstawiał, przysięgał na Ewangelię, że testament jest prawdziwy, i bez żadnego sądu stawał się właścicielem dziedzictwa: i tak więc, krzywoprzysięzcy mieli pewność, że zyskają mienie”. Kiedy cesarz Otto koronował się w Rzymie, a papież Jan XII właśnie odbywał sobór, wszyscy panowie włoscy krzyknęli, iż trzeba, aby cesarz wydał prawo dla zaradzenia temu wstrętnemu nadużyciu. Papież i cesarz uznali, że trzeba odesłać sprawę przed sobór, który miał się niebawem zebrać w Rawennie354. Tam panowie przedłożyli te same żądania i podwoili swoje krzyki, ale pod pozorem nieobecności kilku osób odroczono jeszcze raz tę sprawę. Kiedy Otton II i Konrad, król burgundzki, przybyli do Włoch, mieli w Weronie rozmowę z panami włoskimi; i na ich ponawiane instancje cesarz za zgodą wszystkich wydał prawo, orzekające, iż kiedy będzie jaki spór co do dziedzictwa i jedna ze stron zechce posłużyć się testamentem, druga zaś będzie utrzymywała, że testament jest fałszywy, rzecz rozstrzygnie się walką; że tej samej reguły będą się trzymać, kiedy będzie chodziło o sprawy lenne; że kościoły będą podlegały temu samemu prawu i będą walczyły przez swoich zapaśników. Widzimy, iż szlachta żądała dowodu przez walkę z przyczyny niedogodności dowodu wprowadzonego w kościołach; że, mimo krzyków tej szlachty, mimo nadużycia, które krzyczało samo za siebie, i mimo powagi Ottona, który przybył do Włoch, aby mówić i działać jak władca, kler oparł się na dwóch soborach; że, skoro wspótdziałanie szlachty i książąt zmusiło kler do ustąpienia, zwyczaj walki sądowej musiał być uważany za przywilej szlachty, za szaniec przeciw niesprawiedliwości i ubezpieczenie własności; i że od tej chwili praktyka ta musiała się rozszerzyć. I to się stało w czasie, gdy cesarze byli wielcy, a papieże mali, w czasie, gdy Ottonowie przybyli odbudować we Włoszech godność cesarstwa.
Uczynię uwagę, która potwierdzi to, co rzekłem w tej mierze, że ustanowienie dowodów negatywnych pociągnęło za sobą prawo o pojedynczej walce. Nadużyciem, na które skarżono się przed Ottonami, było to, iż człowiek, któremu zarzucano, że testament jest fałszywy, bronił się dowodem negatywnym, przysięgając na Ewangelię, że nie jest fałszywy. Co uczyniono, aby poprawić nadużycie spaczonego prawa? Przywrócono zwyczaj walki.
Pilno mi było mówić o postanowieniu Ottona II, aby dać jasne pojęcie o ówczesnych sporach między duchowieństwem a świeckimi, Istniało przedtem postanowienie Lotara I, który na te same skargi i na te same spory, chcąc ubezpieczyć własność mienia, zarządził, iż rejent przysięgnie, że jego testament nie jest fałszywy; jeżeli rejent umarł, każe się przysiąc świadkom, którzy go podpisali; ale zło trwało ciągle, trzeba było przejść do lekarstwa, o którym mówiłem.
Widzę, iż przed tym czasem na zgromadzeniach powszechnych zwoływanych przez Karola Wielkiego naród przedstawił mu, iż w danym stanie rzeczy bardzo trudno jest, aby oskarżyciel lub oskarżony nie przysiągł krzywo, i że lepiej jest przywrócić walkę sądową; co też uczynił.
Zwyczaj walki sądowej rozszerzył się u Burgundów, a zwyczaj przysięgi ograniczono tam. Teodoryk, król Italii, zniósł walkę pojedynczą u Ostrogotów, prawa Chendaswinda i Receswinda chciały, jak się zdaje, wytępić nawet jej pojęcie. Ale te prawa tak mało się przyjęły w Narbonnaise, że walka uchodziła tam za przywilej Gotów.
Longobardowie, którzy podbili Italię po zniszczeniu Ostrogotów przez Greków, wnieśli tam znów zwyczaj walki, ale ich pierwotne prawa ograniczyły ją. Karol Wielki, Ludwik Pobożny, Ottonowie wydali rozmaite powszechne postanowienia, które znajdujemy pomieszczone w prawie Longobardów i dodane do praw salickich, a które rozszerzyły pojedynek, najpierw na sprawy kryminalne, a potem na cywilne. Nie wiedziano, jak uczynić. Dowód negatywny przez przysięgę miał ujemne strony: dowód przez walkę miał je również; zmieniano wedle tego, czy biły w oczy bardziej jedne, czy drugie.
Z jednej strony duchowni radzi widzieli, aby we wszystkich sprawach świeckich uciekano się do kościołów355 i do ołtarzy: z drugiej harda szlachta lubiła popierać swoje prawa mieczem.
Nie powiadam, aby to kler wprowadził zwyczaj, na który szlachta się skarżyła. Ten zwyczaj płynął z ducha praw barbarzyńców, i z ustanowienia dowodów negatywnych. Ale gdy praktyka, zdolna zapewnić bezkarność tylu zbrodniarzom, nasunęła myśl, że trzeba się posłużyć świętością kościołów, aby przerazić winnych i zmrozić krew krzywoprzysięzcom, duchowni poparli ten zwyczaj i praktykę, z którą był złączony, skądinąd bowiem przeciwni byli dowodom negatywnym. Widzimy u Beaumanoira, że tych dowodów nigdy nie dopuszczono w trybunałach duchownych, co przyczyniło się z pewnością znacznie do ich upadku i do osłabienia postanowień praw barbarzyńskich w tej mierze.
To pozwoli jeszcze lepiej pojąć związek między zwyczajem dowodów negatywnych a zwyczajem walki sądowej, o której tyle mówiłem. Trybunały świeckie dopuściły jedno i drugie, a trybunały duchowne odrzuciły oba.
Wybierając dowód przez walkę, naród szedł za swoim duchem wojennym; gdy bowiem stanowiono walkę jako sąd boży, usuwano dowody przez krzyż, przez wodę zimną i wrzącą, które wprzódy też uważano za sądy boże.
Karol Wielki nakazał, że jeżeli zdarzy się jaki spór między jego dziećmi, ma być zakończony przez sąd krzyża. Ludwik Pobożny ograniczył ten sąd do spraw duchownych; syn jego Lotar zniósł go we wszystkich wypadkach; zniósł tak samo dowód przez zimną wodę.
Nie powiadam, iż w czasie, gdy tak mało było zwyczajów powszechnie przyjętych, aby te dowody nie zachowały się w paru kościołach, tym więcej, iż Karta Filipa Augusta wspomina o tym; ale powiadam, iż były mało używane. Beaumanoir, który żył za czasu Ludwika Świętego i nieco później, wyliczając rozmaite rodzaje dowodów, mówi o dowodzie przez walkę sądową, a wcale o tamtych innych.
Rozdział XIX. Nowa przyczyna zapomnienia praw salickich, praw rzymskich i kapitularzy.
Wymieniłem już przyczyny, które sprawiły, iż prawa salickie, prawa rzymskie i kapitularze straciły swoją powagę; dodam, iż wielkie rozpowszechnienie dowodu przez walkę było główną tego przyczyną.
Prawa salickie, które nie uznawały tego zwyczaju, stały się poniekąd bezużyteczne i upadły; prawa rzymskie, które nie uznawały go również, zginęły tak samo. Myślano już tylko o tym, aby ustalić prawo walki sądowej i aby ją ująć w dobre formuły prawne. Rozporządzenia kapitularzy stały się nie mniej bezużyteczne. Tak więc tyle praw straciło swą powagę, a nie da się oznaczyć chwili, w której ją straciły; zapominano o nich, nie widzimy zaś innych, które by zajęły ich miejsce.
Podobny naród nie potrzebował praw pisanych, i prawa jego pisane mogły bardzo łatwo popaść w zapomnienie.
Skoro zachodził jakiś spór między dwiema stronami, zarządzano walkę. Na to nie było potrzeba wiele nauki.
Wszystkie akcje cywilne i karne sprowadzają się do faktów. O te fakty walczono; nie tylko grunt sprawy sądziło się przez walkę, ale i szczegóły i orzeczenia sądu, jak powiada Beaumanoir, i przytacza tego przykłady.
Uważam, że w początkach trzeciej dynastii całe sądownictwo polegało na formalnościach; wszystkim rządził punkt honoru. Jeżeli kto nie usłuchał sędziego, ten dochodził swojej obrazy. W Bourges, jeżeli wójt wezwał kogo, a ten się nie zjawił: „Wezwałem cię, powiadał, nie raczyłeś się stawić, zdaj mi sprawę z tej wzgardy”; i walczono. Ludwik Otyły zmienił ten obyczaj.
Walka sądowa była w użyciu w Orleanie we wszystkich dochodzeniach długów. Ludwik Młody oznajmił, że ten zwyczaj będzie miał miejsce jedynie wówczas, gdy pretensja przewyższa pięć groszy. To zarządzenie było prawem lokalnym; za czasu bowiem Świętego Ludwika wystarczało, aby suma była większa niż dwanaście denarów. Beaumanoir słyszał od jednego z prawników, że był niegdyś we Francji ten zły obyczaj, iż można było wynająć na jakiś czas zapaśnika, który by walczył w procesach. Musiał widać zwyczaj walki sądowej być wówczas nadzwyczaj rozpowszechniony.
Rozdział XX. Pochodzenie punktu honoru.
Istnieją zagadki w kodeksach barbarzyńców. Prawo Fryzów przyznaje tylko pół grosza okupu temu, kogo obito kijem; a nie ma tak małej rany, za którą by nie dawało więcej. Wedle prawa salickiego, jeżeli wolny dał trzy kije wolnemu człowiekowi, płacił trzy grosze; jeżeli przelał krew, karany był tak, jak gdyby zranił żelazem, i płacił piętnaście groszy: kara mierzyła się wielkością ran. Prawo Longobardów ustaliło różne okupy za jedno uderzenie, za dwa, za trzy, za cztery. Dzisiaj jedno uderzenie znaczy tyle, co sto tysięcy uderzeń.
Ustawa Karola Wielkiego, zamieszczona w prawie Longobardów, żąda, aby ci, którym dozwala pojedynku, walczyli kijem. Może to było ustępstwo dla duchowieństwa; może, wobec tego, iż rozszerzano zwyczaj walk, chciano je uczynić mniej krwawymi. Kapitularz Ludwika Pobożnego pozwala walczyć kijem albo bronią, do wyboru. Później jedynie niewolni walczyli kijem.
Już widzę, jak się rodzą i kształtują poszczególne paragrafy naszego punktu honoru. Oskarżyciel zaczynał od oświadczenia przed sędzią, że ktoś dopuścił się danego uczynku; tamten odpowiadał, że to kłamstwo; na co sędzia zarządzał pojedynek. Ustaliła się zasada, że, skoro komuś zadano łgarstwo, trzeba się było bić.
Kiedy człowiek jakiś oświadczył, że będzie się bił, nie mógł się już cofnąć; jeśli to uczynił, skazywano go na karę. Stąd wynikło to prawidło, że kiedy ktoś zobowiązał się słowem, honor nie pozwala mu go już cofnąć.
Szlachta biła się między sobą na koniu i swoją bronią; ludzie z gminu bili się pieszo i na kije. Stąd wynikło, iż kij stał się narzędziem zniewagi, ponieważ człowieka, którego nim obito, potraktowano jak człowieka z gminu.
Jedynie ludzie z gminu walczyli z odkrytą twarzą, jedynie zatem oni mogli otrzymać uderzenie w twarz. Policzek stał się obelgą, którą trzeba było obmyć krwią, ponieważ człowieka, który go otrzymał, potraktowano jak chama.
Ludy germańskie były nie mniej od nas wrażliwe na punkt honoru; nawet więcej. Tak więc najdalsi krewni brali bardzo żywy udział w zniewagach; i wszystkie ich ustawy opierają się na tym. Prawo Longobardów żąda, aby ten, który na czele swoich ludzi, zaskoczywszy człowieka, pobije go, aby go okryć hańbą i wstydem, płacił połowę okupu, który byłby winien, gdyby go zabił; i że, jeżeli, dla tej samej pobudki, zwiąże go, płaci trzy czwarte tegoż okupu.
Powiedzmy tedy, że nasi ojcowie byli nadzwyczaj czuli na obrazę; ale że obrazy szczególnego rodzaju, jak na przykład otrzymać uderzenia pewnym narzędziem w pewną część ciała i w pewien sposób, nie były im jeszcze znane. Wszystko to było objęte hańbą pobicia; w tym wypadku wielkość wybryku stanowiła o wielkości zniewagi.
Rozdział XXI. Nowa refleksja o punkcie honoru u Germanów.
„Była to u Germanów, powiada Tacyt, wielka hańba porzucić swoją tarczę w walce; i wielu, po takim nieszczęściu, zadało sobie śmierć”. Toteż dawne prawo salickie przyznaje piętnaście groszy okupu temu, którego zelżono zarzucając mu, że zostawił swą tarczę.
Karol Wielki356, poprawiając prawo salickie, naznacza w tym wypadku jedynie trzy grosze okupu. Nie można podejrzewać tego monarchy, aby chciał osłabiać dyscyplinę wojskową: jasne jest, że ta zmiana pochodzi ze zmiany broni; i z tej to zmiany broni bierze początek wiele zwyczajów.
Rozdział XXII. O zwyczajach tyczących się walki.
Nasze stosunki z kobietami opierają się na szczęściu związanym z rozkoszą zmysłów, na uroku tego, aby kochać i być kochanym, i także na chęci podobania się im, ponieważ są to sędziowie bardzo światli w wielu rzeczach stanowiących wartość osobistą. Ta powszechna chęć podobania się rodzi galanterię, która nie jest miłością, ale delikatnym, lekkim i ciągłym kłamstwem miłości.
Wedle rozmaitych okoliczności w każdym narodzie i w każdej epoce ludzie skłaniają się bardziej ku jednej z tych trzech rzeczy. Otóż powiadam, iż w czasie owych walk właśnie duch galanterii musiał wzrosnąć.
Znajduję w prawie longobardzkim, iż jeśli jeden z zapaśników miał na sobie czarodziejskie zioła, sędzia nakazywał mu je zdjąć i zaprzysiąc, że już ich nie ma. To prawo mogło się opierać jedynie na powszechnym mniemaniu; to strach, o którym powiadają, że wymyśla tyle rzeczy, wyroił tego rodzaju uroki. Ponieważ w pojedynczych walkach zapaśnicy byli uzbrojeni od stóp do głów, przy ciężkiej zaś broni, tak zaczepnej, jak odpornej, ta, która miała pewien hart i pewną siłę, dawała ogromne przewagi, wiara w zaczarowany oręż niektórych szermierzy musiała zawrócić głowę wielu ludziom.
Z tego urodził się cudowny system rycerstwa. Wszystkim duszom udzieliły się te pojęcia. Widzimy w romansach paladynów, negromanów, wróżki, konie skrzydlate lub obdarzone rozumem, ludzi niewidzialnych lub niedostępnych ranom, czarnoksiężników, którzy czuwają nad urodzeniem lub wychowaniem znacznych osób, pałace zaczarowane i odczarowane; słowem, nowy świat w naszym świecie; zwyczajny bieg przyrody zostawiono jedynie dla ludzi pospolitych.
Paladyni, zawsze zbrojni w części świata pełnej zamków, fortec i rozbójników, znajdowali honor w tym, aby karać niesprawiedliwość i bronić słabości. Stąd takoż, w naszych romansach, galanteria oparta na pojęciu miłości połączonym z pojęciem opieki i siły.
Tak narodziła się galanteria, kiedy się roiło nadzwyczajnych ludzi, którzy, widząc cnotę skojarzoną z pięknością i słabością, gotowi byli narażać się dla niej na niebezpieczeństwa i zabiegać się o jej łaski w zwyczajnych czynnościach życia.
Nasze romanse rycerskie podsycały tę chęć podobania się, i rozpowszechniły w Europie owego ducha galanterii, o którym można powiedzieć, że był prawie nieznany starożytnym.
Nadzwyczajny zbytek olbrzymiego Rzymu sprzyjał rozkoszy zmysłów. Niejakie tchnienie spokoju w wioskach greckich kazało opisywać uczucia miłości357. Pojęcie rycerzy, obrońców cnoty i pilności kobiet, doprowadziło do pojęcia galanterii.
Duch ten utrwalił się przez zwyczaj turniejów, które, kojarząc prawa dzielności i miłości, przydały jeszcze wagi galanterii.
Rozdział XXIII. O praktyce walki sądowej.
Ciekawe może będzie ujrzeć ten potworny zwyczaj walki sądowej sprowadzony do zasad i zbadać budowę tak osobliwej praktyki prawnej. Ludzie, rozsądni w gruncie, ujmują w prawidła nawet swoje przesądy. Nic nie było sprzeczniejsze ze zdrowym rozumem niż walka sądowa; ale, skoro raz ten punkt przyjęto, wykonanie odbywało się z niejakim rozsądkiem.
Aby się dobrze zapoznać z prawem owych czasów, trzeba uważnie przeczytać przepisy Ludwika Świętego, który poczynił tak wielkie zmiany w ustroju sądowym. Défontaines358 był współczesnym tego księcia; Beaumanoir pisał po nim; inni żyli później jeszcze. Trzeba tedy szukać dawnego obyczaju w poprawkach jakie weń wprowadzono.
Rozdział XXIV. Prawidła ustanowione dla walki sądowej.
Kiedy było kilku oskarżycieli, trzeba było, aby się zgodzili, iżby sprawy dochodził jeden; jeśli się nie mogli zgodzić, sędzia, przed którego wniesiono skargę, mianował jednego z nich, który popierał spór.
Kiedy szlachcic pozywał człowieka z gminu, winien był stawić się pieszo, z tarczą i z kijem; jeżeli zaś przybył konno, z bronią szlachecką, zabierano mu konia i broń, zostawał w koszuli i musiał walczyć w tym stanie z człowiekiem z gminu.
Przed walką sąd ogłaszał trzykrotne zapowiedzi. Jedną nakazywano krewnym stron oddalić się; drugą ostrzegano lud, aby zachował milczenie; trzecią zabronione było udzielać pomocy którejś ze stron pod wielką karą, a nawet karą śmierci, jeżeli wskutek tej pomocy jeden z walczących został zwyciężony.
Ludzie trybunalscy strzegli ogrodzenia; i w razie gdyby jedna ze stron ofiarowała zgodę, pilnie baczyli na stan, w jakim znajdują się w tej chwili obie, iżby je ustawiono z powrotem w tym samym położeniu, o ile by nie przyszło do zgody.
Kiedy przyjęto zakład z powodu zbrodni albo fałszywego sądu, nie można było uczynić zgody bez zezwolenia pana; kiedy zaś jedna ze stron była zwyciężona, nie mogło być już zgody, chyba za uznaniem hrabiego359, co odpowiadało naszym aktom łaski.
Ale jeżeli zbrodnia była główna, a pan, przekupiony podarkami, zezwolił na zgodę, płacił grzywnę sześćdziesięciu funtów, prawo zaś karania złoczyńcy przechodziło na hrabiego.
Wielu ludzi nie było w stanie ani ofiarować walki, ani jej przyjąć. Pozwalano takim, rozpoznawszy sprawę, wziąć zapaśnika; iżby zaś miał największy interes w tym, by bronić swej strony, ucinano mu pięść, jeżeli uległ w walce.
Kiedy wydano w ubiegłym wieku główne kary przeciw pojedynkom, byłoby może wystarczyło odjąć rycerzowi jego zdolność rycerską przez stratę ręki, jako iż nie ma zazwyczaj nic smutniejszego dla ludzi, niż przeżyć utratę swej istoty.
Kiedy, w zbrodni głównej, walka odbywała się przez zapaśników, stawiano strony w miejscu, skąd nie można było widzieć walki; każdy z procesujących się opasany był sznurem, który miał służyć na jego kaźń, jeśli jego zapaśnika zwyciężono.
Ten, który uległ w walce, nie zawsze tracił sporną rzecz. Jeżeli na przykład walczono o punkt formalny, tracono jedynie ten punkt.
Rozdział XXV. O granicach, jakie stawiano zwyczajowi walki sądowej.
Kiedy zakłady walki przyjęto dla drobnej sprawy cywilnej, pan nakłaniał strony do ich wycofania.
Jeżeli fakt był jawny: jeżeli na przykład zamordowano człowieka na jarmarku, nie nakazywano ani dowodu przez świadków, ani dowodu przez walkę; sędzia wydawał wyrok z oczywistości.
Kiedy na dworze jakiegoś pana często sądzono w ten sam sposób i tym samym zwyczaj był znany, pan odmawiał stronom walki, iżby zwyczaje nie uległy zmianie przez rozmaity obrót walki.
Można było wyzywać na rękę jedynie za siebie lub za kogoś ze swego rodu, lub za swego lennego pana.
Kiedy oskarżony uniewinnił się, inny krewny nie mógł go pozywać do walki; inaczej sprawy nie miałyby końca.
Jeżeli ten, którego śmierć krewni chcieli pomścić, znalazł się, nie było już mowy o walce: toż samo, jeżeli, wskutek oczywistej nieobecności, czyn okazał się niemożliwością.
Jeżeli człowiek, którego zabito, rozgrzeszył przed śmiercią tego, który był oskarżony, i kiedy wskazał innego, nie przystępowano do walki; ale jeżeli nie wskazał nikogo, uważano jego oświadczenie jedynie za przebaczenie swojej śmierci: prowadzono dalej pościg, a nawet, między szlachtą, można było toczyć wojnę.
Kiedy była wojna, jeden zaś z krewnych dał lub przyjął zakład walki, prawo wojny ustawało; sądzono, iż strony chcą się zgodzić na zwyczajny bieg sprawiedliwości; tego, który by wiódł dalej wojnę, skazano by na wynagrodzenie szkód.
Tak więc, obyczaj pojedynczej walki miał tę zaletę, iż mógł zmienić zwadę ogólną w zwadę poszczególną, wrócić siłę trybunałom, i wrócić do stanu cywilnego tych, którymi władało już tylko prawo narodów.
Tak jak istnieje mnóstwo rzeczy mądrych, które się prowadzi w sposób bardzo szalony, tak istnieją szaleństwa, które się prowadzi w sposób bardzo roztropny.
Kiedy człowiek pozwany za zbrodnię wykazał oczywiście, że to sam pozywający ją popełnił, nie było już zakładu bitwy; nie ma bowiem winnego, który by nie wolał wątpliwej walki od pewnej kary.
Nie było walki w sprawach, które się rozstrzygały przez arbitrów albo przez sądy duchowne; nie było jej także, kiedy chodziło o posag wdowi.
Niewiasta, powiada Beaumanoir, nie może walczyć. Jeśli kobieta pozywała kogo, nie wymieniając swego szermierza, nie przyjmowano zakładu walki. Aby kobieta mogła wyzwać, musiała być przy tym upoważniona przez swego barona, to znaczy swego męża; ale mogła być wyzwana bez tego upoważnienia.
Jeżeli wyzywający lub wyzywany mieli mniej niż piętnaście lat, nie było walki. Można było wszakże nakazać ją w sprawach opieki, jeżeli opiekun lub kurator chcieli ponieść ryzyko tego postępowania.
Zdaje mi się, że to są wypadki, w których wolno było poddanemu walczyć. Walczył przeciw drugiemu poddanemu: walczył przeciw osobie wolnej, a nawet przeciw szlachcicowi, jeżeli był wyzwany; ale, jeżeli on sam wyzwał, tamten mógł odmówić walki; a nawet pan poddanego miał prawo wycofać go z sądu. Niewolny mógł, z dekretu pana lub ze zwyczaju, walczyć przeciwko wszystkim osobom wolnym; a Kościół domagał się tego samego prawa dla swoich poddanych jako oznaki szacunku dla Kościoła.
Rozdział XXVI. O sądzie przez walkę między jedną ze stron a jednym ze świadków.
Beaumanoir powiada, iż człowiek, który widział, że pierwszy świadek zeznaje przeciw niemu, mógł uchylić drugiego świadka oświadczając, że przeciwnik jego przedstawia świadka fałszywego i oszczercę; jeżeli świadek chciał podtrzymać spór, dawał zakład walki, Nie było już mowy o dochodzeniu: jeśli bowiem świadka zwyciężono, było to dowodem, że strona przedstawiła fałszywego świadka, i przegrywała proces.
Nie należało pozwolić przysiąc drugiemu świadkowi; dałby bowiem swoje świadectwo i przez zeznanie dwóch świadków sprawa byłaby skończona. Ale, gdy się powstrzymało drugiego, zeznanie pierwszego stawało się daremne.
Skoro tak odrzucono drugiego świadka, strona nie mogła przedstawić innych i przegrywała proces; w wypadku natomiast, w którym nie było zakładu walki, można było przedstawić innych świadków.
Beaumanoir powiada, że świadek mógł powiedzieć swojej stronie przed zeznaniem: „Nie mam zamiaru bić się za wasz spór ani też wszczynać własnego: ale jeżeli chcecie mnie bronić, chętnie powiem prawdę”. Strona była wówczas obowiązana walczyć za świadka; jeżeli uległa w walce, nie przegrywała procesu360, ale świadka odrzucano.
Sądzę, że to była odmiana dawnego zwyczaju; a co mi nasuwa tę myśl, to to, że ów zwyczaj wyzywania świadków istnieje w prawie Bawarów i wprawie Burgundów bez żadnego zastrzeżenia.
Mówiłem już o ustawie Gondebalda, na którą Agobard i święty Awit tak się oburzali.
„Kiedy oskarżony, powiada ten władca, przedstawia świadków, aby przysięgli, że on nie popełnił zbrodni, oskarżyciel będzie mógł wyzwać na rękę jednego ze świadków; słuszne bowiem jest, aby ten, który ofiarował się przysiąc i oświadczył, że wie prawdę, nie wzbraniał się walczyć dla jej poparcia”. Ten król nie zostawiał świadkom żadnego wybiegu dla uniknięcia walki.
Rozdział XXVII. O sądzie przez walkę miedzy stroną a jednym z parów pana. Odwołanie od niesłusznego wyroku.
Ponieważ celem rozstrzygnięcia przez walkę było to, aby skończyć sprawę na zawsze, co nie godziło się z nowym sądem i nowym ściganiem, apelacja, taka jaką ustanowiły prawa rzymskie i prawa kanoniczne, to znaczy odwołanie się do wyższego trybunału, aby obalić sąd poprzedzającego, nieznana była we Francji.
Naród wojenny, wyłącznie rządzący się punktem honoru, nie znał tej formy postępowania; wciąż trzymając się tego samego ducha, obierał przeciw sędziom te drogi, których mógłby użyć przeciw stronom.
U tego narodu apelacja, apel to było wyzwanie do walki orężnej, która miała się zakończyć krwią, a nie owo wezwanie do walki na pióra, którą poznano dopiero później.
Toteż Ludwik Święty powiada w swoich Postanowieniach, że apelacja zawiera podstęp i niesprawiedliwość. Toteż Beaumanoir powiada nam, że jeżeli człowiek jaki chciał się skarżyć na jakiś zamach popełniony nań przez jego pana, powinien mu był oznajmić, że opuszcza jego lenno; po czym wzywał go przed jego zwierzchniego pana (suzerena) i dawał zakład walki. Tak samo pan wyrzekał się hołdu, jeżeli wzywał swego człowieka przed hrabiego.
Odwoływać się od niesłusznego wyroku swego pana znaczyło powiedzieć, że jego sąd był fałszywie i złośliwie wydany; otóż, rzucać takie słowa przeciw swemu panu znaczyło popełniać poniekąd zbrodnię wiarołomstwa.
Tak więc zamiast pozywać za niesłuszny wyrok pana, który tworzył trybunał i kierował nim, pozywało się parów (pairs), z których składał się sam trybunał. Unikało się przez to zbrodni wiarołomstwa: obrażało się tylko swoich równych (pairs), którym można było zawsze zdać sprawę ze zniewagi.
Narażał się wielce ten, kto zadawał kłam sądowi parów. Jeżeli czekał, aż sąd będzie wydany i ogłoszony, musiał walczyć nimi wszystkimi, o ile ofiarowali się bronić słuszności sądu. Jeżeli się apelowało, zanim wszyscy sędziowie wyrzekli zdanie, trzeba było walczyć ze wszystkimi tymi, którzy zgodzili się na to samo zdanie. Aby uniknąć tego niebezpieczeństwa, błagało się pana, aby nakazał, by każdy par wyrzekł głośno swoje zdanie; kiedy zaś pierwszy wyrzekł je, a drugi miał uczynić to samo, powiadało się, że jest fałszywe, złośliwe i potwarcze; i już tylko z owym pierwszym trzeba było się bić.
Défontaines żądał, aby, nim się zada fałsz, pozwolono się wypowiedzieć trzem sędziom; i nie powiada, aby trzeba było walczyć ze wszystkimi trzema, a tym mniej, aby były wypadki, w których trzeba by walczyć ze wszystkimi, którzy oświadczali za ich zdaniem361. Te różnice pochodzą stąd, iż w owych czasach nie było prawie zwyczajów, które by były ściśle jednakie. Beaumanoir zdawał sprawę z tego, co się działo w hrabstwie Clermont; Défontaines z tego, co się praktykowało w Vermandois.
Kiedy jeden z parów lub lennik oznajmił, iż podtrzymuje sąd, sędzia polecał dać zakłady walki, a co więcej brał rękojmię od apelującego, że podtrzyma swoją apelację. Natomiast par, który był wyzwany, nie dawał rękojmi, ponieważ był człowiekiem pańskim i musiał odeprzeć apelację lub zapłacić panu grzywnę 60 funtów.
Jeżeli ten, który apelował, nie dowiódł, że sąd był zły, płacił panu grzywnę 60 funtów, tę samą grzywnę parowi, którego pozwał, tyleż każdemu z tych, którzy jawnie zgodzili się na sąd.
Kiedy człowiek silnie podejrzany o zbrodnię główną został ujęty i skazany, nie mógł pozywać o niesłuszny wyrok; byłby bowiem zawsze pozwał, albo aby przedłużyć swoje życie, albo aby się ugodzić.
Jeżeli ktoś powiedział, że wyrok jest niesłuszny i zły, a nie ofiarował się dowieść tego, to znaczy walczyć, skazywano go na dziesięć groszy grzywny, jeżeli był szlachcicem, a na pięć groszy, jeżeli był poddanym, za szpetne słowa, które wyrzekł.
Sędziowie albo parowie, którzy zostali zwyciężeni, nie mieli tracić życia ani członków; ale ten, który ich pozywał, był karany śmiercią, o ile sprawa była gardlana.
Ten sposób pozywania lenników za niesłuszny wyrok miał na celu uniknięcie pozywania samego pana. Ale, jeżeli pan nie miał parów lub nie miał ich dosyć, mógł na swój koszt pożyczyć362 parów od swego suzerena; ale ci parowie nie byli obowiązani sądzić, jeżeli nie chcieli; mogli oświadczyć, że przybyli jedynie dla udzielenia rady; w takim szczególnym wypadku, ponieważ pan sądził i wydawał wyrok osobiście, zatem, o ile się go pozwało o niesłuszny wyrok, jego rzeczą było stawić czoło pozwaniu.
Jeżeli pan był tak biedny, iż nie był w stanie wziąć parów od swego suzerena, lub też zaniedbał poprosić go o nich, lub też ów odmówił mu ich, wówczas, skoro pan nie mógł sądzić sam, nikt zaś nie był obowiązany prawować się przed trybunałem niezdolnym wydać wyroku, sprawa szła przed sąd suzerena.
Sądzę, że to była jedna z głównych przyczyn rozdziału sądownictwa od lenna, z czego powstała formuła francuskich prawoznawców: Inna rzecz lenno, inna rzecz sąd. Ponieważ było bardzo wielu lenników, którzy nie mieli pod sobą ludzi, nie byli zdolni sprawować sądów; wszystkie sprawy szły tedy przed sąd ich suzerena; stracili prawo sądu, ponieważ nie mieli ani mocy, ani woli upominać się o nie.
Wszyscy sędziowie, którzy brali udział w sądzie, musieli być obecni, kiedy się go wydawało, iżby mogli podtrzymać go i powiedzieć „oїl” (tak) temu, który chcąc zadać fałsz wyrokowi, pytał ich, czy go podtrzymują: albowiem, powiada Deslontaines, „iest to izecz dwomoścł i uczciwości, i nie ma tu urieczid ani wykrętu”. Sądzą, że z tych pojąć wypłynął zwyczaj zachowany jcszoze w Anglii, aby wszyscy przysięgli byli jednego zdania, gdy chodzi o isicazanie na śmierć.
Trieba tedy było oświadczyć się za zdaniem większości; a jeżeli zdania były podzielone, rozstrzygano, w wypadku zbrodni, na rzecz oskarżonego; w wypadkach długów, na rzecz dłużnika: w wypadkach spadku, na rzecz broniącego swych praw.
Par, powiada Défontaines, nie mógł powiedzieć, że nie będzie sądził, jeżeli było ich tylko czterech363 lub jeżeli byli nie wszyscy, lub jeżeli nie było najmądrzejszych; to tak, jakby powiedział w potyczce, że nie wspomoże swego pana, ponieważ ten ma przy sobie tylko część swoich ludzi. Ale pana rzeczą było uczcić swój sąd i wybrać najdzielniejszych i najroztropniejszych ludzi. Przytaczam to, aby uprzytomnić powinność wasali: walczyć i sądzić; a ta powinność była zgoła taka, że sądzić znaczyło walczyć.
Pan, który się prawował na swoim dworze przeciw swemu wasalowi, i który został skazany, mógł pozwać jednego ze swoich ludzi o niesłuszny wyrok. Ale, z przyczyny szacunku, jaki ten winien był swemu panu, będąc związany swą wiarą, oraz z powodu życzliwości, jaką pan winien był swemu wasalowi przyjąwszy jego wiarę, czyniono rozróżnienie: albo pan powiadał ogólnie, że sąd jest zły i fałszywy; albo przypisywał swemu człowiekowi przeniewierstwo osobiste. W pierwszym wypadku obrażał swój własny sąd, i poniekąd samego siebie, i nie mogło tu być zakładu bitwy; mógł być zakład w drugim wypadku, bo tu zaczepiał cześć swego wasala; i ten, który został zwyciężony, tracił mienie i życie, dla zachowania spokoju publicznego.
Rozróżnienie to, potrzebne w tym szczególnym wypadku, rozszerzono. Beaumanoir powiada, że kiedy apelujący od niesłusznego wyroku zaczepił jednego z ludzi osobistymi zarzutami, przychodziło do walki; jeżeli natomiast zaczepiał tylko sąd, wolno było zaczepionemu parowi dać sądzić sprawę bitwą albo prawem. Że jednak w duchu panującym za czasów Beaumanoira było ograniczyć zwyczaj sądu przez walkę, ta zaś wolność zostawiona pozwanemu parowi, aby mógł bronić sądu przez walkę lub nie, zarówno sprzeczna jest z pojęciem honoru z owych czasów jak ze zobowiązaniem wobec pana, sądzę, że rozróżnienie to Beaumanoira było ustawą nową u Francuzów.
Nie powiadam, iż wszystkie pozwania o niesłuszny wyrok rozstrzygało się bitwą; było z tą apelacją jak ze wszystkimi innymi. Przypomnę tu wyjątki, o których mówiłem w rozdziale XXV. Tutaj rzeczą trybunału suzerena było zważyć, czy trzeba uznać zakład walki czy nie.
Nie można było zadać fałszu sądom wydanym na sądzie króla; skoro bowiem król nie miał równego sobie, nie było nikogo, kto by go mógł pozwać; a skoro król nie miał wyższego nad siebie, nie było nikogo, kto by się mógł odwołać od jego sądu.
To zasadnicze prawo, potrzebne jako prawo polityczne, zmniejszało jeszcze, jako prawo cywilne, nadużycia praktyki sądowej owych czasów. Kiedy pan obawiał się, aby nie zadano fałszu jego sądowi, lub gdy widział, że ktoś zgłasza się, aby zadać fałsz, wówczas, o ile było dobrem sprawiedliwości, aby jej nie zadano fałszu, mógł żądać ludzi z sądu królewskiego, którego wyrokowi nie można było zadać fałszu; tak król Filip, powiada Défontaines, posłał całą swą radę dla osądzenia sprawy na dworze opata z Korbii.
Ale jeżeli pan nie mógł mieć sędziów królewskich, mógł przenieść swój sąd na dwór króla, o ile zależał od niego wprost; jeżeli zaś miał pośrednich panów, zwracał się do swego suzerena, idąc od pana do pana aż do króla.
Toteż, mimo że nie było w owych czasach praktyki ani nawet pojęcia dzisiejszej apelacji, była ucieczka do króla, będącego zawsze źródłem, z którego wypływały wszystkie rzeki, oraz morzem, do którego wracały.
Rozdział XXVIII. O apelacji od braku wymiaru sprawiedliwości.
Apelowało się od braku wymiaru sprawiedliwości, jeżeli dworze jakiego pana odkładano wymierzenie sprawiedliwości stronom, unikano go lub odmawiano.
Za drugiej dynastii, mimo że hrabia miał pod sobą wielu urzędników, osoba ich była podległa, ale sądownictwo nie. Ci urzędnicy, w swoich sądach, wyrokach, uchwałach, sądzili w ostatniej instancji, jak sam hrabia. Cała różnica była w podziale jurysdykcji: na przykład hrabia mógł skazać na śmierć, rozstrzygać o wolności i restytucji mienia, setnik zaś nie mógł.
Z tej samej przyczyny istniały sprawy ważniejsze, zastrzeżone dla króla: te, które tyczyły wprost ładu politycznego. Do takich należały spory między biskupami, opatami, hrabiami i innymi możnymi, których sądzili królowie z wielkimi wasalami.
To, co twierdzili niektórzy autorzy, że apelowało się od hrabiego do wysłannika królewskiego, czyli missus dominicus, nie jest uzasadnione. Hrabia i missus mieli jurysdykcję jednaką i niezależną jedna od drugiej; cała różnica była w tym, że missus sprawował swoje sądy przez cztery miesiące w roku, a hrabia przez osiem pozostałych.
Jeżeli ktoś, skazany na rokach, żądał, aby go sądzono jeszcze raz, i jeszcze raz został skazany, płacił piętnaście groszy grzywny lub otrzymywał piętnaście plag z ręki sędziów, którzy osądzili sprawę.
Kiedy hrabiowie lub komisarze królewscy nie czuli się na siłach, aby nakazać posłuch wielmożom, nakazywali im dać rękojmię, iż stawią się przed sądem królewskim: a to dla osądzenia sprawy, nie zaś dla ponownego jej osądzenia. Znajduję w kapitularzu Meckim apelację od niesłusznego wyroku do sądu królewskiego uznaną, wszystkie zaś inne rodzaje apelacji potępione i karane.
Jeżeli ktoś się nie godził na wyrok ławników, a nie odwoływał się, wtrącano go do więzienia, dopóki się nie zgodził; jeżeli się odwoływał, prowadzono go pod pewną strażą przed króla i rzecz toczyła się przed jego sądem.
Nie mogło prawie być mowy o apelacji od braku sprawiedliwości. Nie tylko bowiem w owych czasach nie było w zwyczaju skarżyć się, że hrabiowie i inni mający prawo sądu nie byli pilni w sprawowaniu swej powinności, ale przeciwnie skarżono się, że byli zbyt pilni; i pełno jest zarządzeń, które bronią hrabiom i innym piastunom sprawiedliwości sprawować sądów częściej niż trzy razy do roku. Nie tyle trzeba było upominać ich niedbalstwo, ile powstrzymywać ich czynność.
Ale kiedy się utworzyła niezliczona mnogość małych państewek, kiedy utworzono rozmaite stopnie wasalstwa, niedbałość niektórych wasalów w sprawowaniu sądów dała początek tego rodzaju apelacjom; tym bardziej iż przypadały za to suzerenowi znaczne grzywny.
Kiedy zwyczaj sądu przez walkę rozszerzał się coraz więcej, były miejsca, wypadki, czasy, w których trudno było zebrać parów i kiedy, tym samym, zaniedbywano wymiaru sprawiedliwości. Zaczęły się apelacje od braku sprawiedliwości: i tego rodzaju apelacje były często znacznymi punktami naszej historii, ponieważ większość ówczesnych wojen miała za pobudkę pogwałcenie prawa politycznego, tak jak w dzisiejszych wojnach przyczyną lub pozorem jest zazwyczaj pogwałcenie prawa narodów.
Beaumanoir powiada, że w wypadku braku sprawiedliwości nie było nigdy walki: a oto przyczyny. Nie można było pozywać do walki samego pana z powodu szacunku winnego jego osobie: nie można było pozywać parów, ponieważ rzecz była jasna i ponieważ wystarczało policzyć dni odroczenia lub innych zwłok: nie było wyroku, a fałsz można było zadać jedynie wyrokowi. Wreszcie przestępstwo parów obrażało pana równie jak stronę; było zaś przeciw porządkowi, aby mogło przyjść do walki między panem a jego parami.
Że jednak przed zwierzchnim trybunałem dowodziło się braku sprawiedliwości przez świadków, można było wyzwać do walki świadków; przez co nie obrażało się ani pana, ani jego trybunału.
1-o. W razie jeżeli brak sprawiedliwości pochodził z winy ludzi lub parów pańskich, którzy zaniedbali dać sprawiedliwość lub też wzbraniali się złożyć sądu po upływie zwłoki, pozywało się parów o brak sprawiedliwości przed suzerena; i jeżeli ulegli, płacili grzywnę swemu panu. Ten nie mógł dać żadnej pomocy swoim ludziom; przeciwnie, zajmował ich lenno, dopóki nie zapłacili mu grzywny, każdy po sześćdziesiąt funtów.
2-o. Skoro zaniedbanie nastąpiło z winy pana, co zdarzało się, kiedy nie miał dość ludzi na dworze, aby złożyć sąd, lub kiedy nie zebrał swoich ludzi, lub powierzył komu innemu zebranie ich, upominano się o to przed suzerenem; ale przez szacunek winny panu pozywano stronę, a nie pana.
Pan pozywał swój sąd przed trybunał suzerena; i jeżeli wygrał, odsyłano mu sprawę z powrotem i płacono mu grzywnę sześćdziesięciu funtów, ale jeżeli dowiedziono jemu zaniedbania, spotykała go ta kara, iż tracił prawo sądu w sprawie, o którą chodziło; rzecz szła przed trybunał suzerena; jakoż pozywano o zaniedbanie jedynie po to.
3-o. Jeżeli się prawowano364 przed sądem swego pana przeciwko niemu, co zdarzało się jedynie tylko w sprawach tyczących lenna; skoro minęły wszystkie terminy, wzywało się samego pana przed poczciwych ludzi i starało się go zmusić przez monarchę, którego trzeba było mieć pozwolenie. Nie wzywało się go przez parów, ponieważ parowie nie mogli pozwać swego pana; ale mogli pozwać za swego pana.
Niekiedy do skargi o brak sprawiedliwości łączyła się skarga o niesłuszny wyrok, kiedy pan, mimo chyby, kazał wydać sąd.
Wasala, który niesłusznie pozwał swego palna o brak sprawiedliwości, skazywano na zapłacenie mu grzywny wedle jego uznania.
Gandawczycy pozwali o brak sprawiedliwości hrabiego Flandrii przed króla za to, iż odwlekał danie im sądu na swoim sądzie. Okazało się, iż dopuścił się mniejszej jeszcze zwłoki, niż pozwalał zwyczaj krajowy. Gandawczyków oddalono, hrabia zaś zajął ich dobra do wysokości sześćdziesięciu tysięcy funtów. Wrócili przed sąd królewski, iżby im tę grzywnę złagodzono; zapadł wyrok, że hrabia miał prawo ściągnąć tę grzywnę, a nawet więcej, jeśliby zechciał. Beaumanoir był świadkiem tych wyroków.
4-o. W sprawach, które pan mógłby mieć z wasalem z racji grożących tegoż ciału lub czci, lub też dóbr nie należących do lenna, nie było mowy o skardze o brak sprawiedliwości, ponieważ nie sądziło się na sądzie pańskim, ale na sądzie tego, od którego był zawisły; ile że, powiada Défontaines, wasale nie mieli prawa sądzić o ciele lub czci swego pana.
Starałem się dać jasne pojęcie o tych rzeczach, które w autorach owego czasu są tak mętne i tak ciemne, że wydobyć je z chaosu, w którym są pogrążone, to w istocie znaczy odkryć je.
Rozdział XXIX. Epoka panowania Ludwika Świętego.
Ludwik Święty zniósł sądy przez walkę w trybunałach w swoich dziedzinach, jak o tym świadczy jego rozporządzenie w tej mierze, a również Postanowienia.
Ale nie zniósł ich na dworach swoich baronów, chyba w razie apelacji od niesłusznego wyroku.
Nie można było zadać fałszu sądom swego pana, nie wyzywając na rękę sędziów, którzy wydali wyrok. Ale Ludwik Św. wprowadził zwyczaj zadawania fałszu bez walki; a zmiana ta była poniekąd rewolucją.
Oświadczył, iż nie można zadać fałszu wyrokom wydanym przez sądy w jego dziedzinach, ponieważ to jest zbrodnia wiarołomstwa. W istocie, jeżeli to było poniekąd zbrodnią wiarołomstwa wobec pana, tym bardziej było zbrodnią wobec króla. Ale postanowił, aby można było żądać poprawy wyroków wydanych w jego sądach; nie dlatego, iżby były fałszywie lub złośliwie wydane, ale dlatego, iż wyrządzały jakąś krzywdę. Postanowił natomiast, że musi zadać fałsz wyrokom sądu baronów ten, kto chce je zaskarżyć.
Nie można było, w myśl Postanowień, zadać fałszu sądom w dziedzinach króla, jak właśnie rzekłem. Trzeba było żądać rewizji przed tym samym trybunałem; i w razie jeżeli sędzia nie chciał się przychylić do żądanej rewizji, król pozwalał apelować do swego sądu, lub raczej, wykładając Postanowienia ich własnym brzmieniem, przedłożyć mu podanie lub suplikę.
Odnośnie do sądów pańskich, Ludwik Św., pozwalając im zadać fałsz, chciał, aby sprawa szła365 przed trybunał króla albo suzerena, nie iżby ją tam rozstrzygano walką, ale przez świadków, wedle formy postępowania, której prawidła wytyczył.
Tak więc czy można było zadawać fałsz, jak w sądach panów, czy nie można było, jak w sądach królewszczyzn, ustanowił, że wolno apelować, nie narażając się na losy walki.
Défontaines przytacza nam dwa pierwsze przykłady, które widział, a w których obeszło się w ten sposób bez walki przed sądem; jeden w sprawie sądzonej przed sądem w Saint-Quentin, które było dziedziną króla; a drugi w Ponthieu, gdzie hrabia, który był obecny, przeciwstawił temu dawną jurysprudencję: ale obie te sprawy osądzono prawem.
Zapyta kto może, czemu Ludwik Święty przepisał sądom swoich baronów inny sposób postępowania niż ten, który ustanowił w swoich dziedzinach; oto przyczyna. Ludwik Święty, stanowiąc prawo dla swoich sądów, posiadał pełną swobodę działania; musiał natomiast się liczyć z panami, którzy zażywali tego dawnego przywileju, iż sprawy nie wychodziły nigdy z ich sądów, chyba że ktoś narażał się na niebezpieczeństwo zadania fałszu. Ludwik Święty utrzymał ten zwyczaj zadawania fałszu, ale chciał, aby można było zadać fałsz bez walki; to znaczy, iżby zmiana mniej dała się uczuć, odjął rzecz, ale zostawił nazwę.
Nie przyjęto tego powszechnie na dworach panów. Beaumanoir powiada, iż jego czasu dwa były sposoby sądzenia: jeden w duchu królewskiego Postanowienia, drugi wedle dawnej praktyki; iż panowie mieli prawo trzymać się jednej albo drugiej z tych praktyk; ale, kiedy w jakiej sprawie obrano jedną, nie można już było przejść do drugiej. Dodaje, iż hrabia de Clermont przyjął nowy obyczaj, podczas gdy jego wasale trzymali się starego: ale że mógł, gdyby zechciał, przywrócić stary, inaczej bowiem miałby mniej władzy od swoich wasalów.
Trzeba wiedzieć, że Francja była wówczas podzielona na dziedziny królewskie i na to, co nazywano ziemiami baronów lub baroniami: aby się posłużyć określeniem Postanowień Św. Ludwika, na ziemie posłuszeństwa królowi i na ziemie poza posłuszeństwem królowi. Kiedy królowie wydawali zarządzenia dla swoich dziedzin, używali jedynie własnej powagi: ale kiedy wydawali zarządzenia tyczące również ziem ich baronów, czynili je w porozumieniu z nimi albo dawali je im do pieczęci lub podpisu; bez tego, baronowie przyjmowali je lub nie, wedle tego, jak im się zdały dla dobra ich państw. Hołdownicy byli w tym samym stosunku do wielkich wasali. Otóż Postanowienia zostały wydane bez zgody panów, mimo że stanowiły o rzeczach wielkiej dla nich wagi: ale przyjęli je tylko ci, którzy widzieli korzyść w tym, aby je przyjąć. Robert, syn Św. Ludwka, przyjął je w swoim hrabstwie Clermont; wasale jego natomiast nie sądzili, aby im odpowiadało wprowadzić je u siebie.
Rozdział XXX. Uwagi nad apelacjami.
Zrozumiałe jest, iż apelacje, które były wyzwaniem do walki, trzeba było wnosić natychmiast. „Jeżeli ktoś opuszcza sąd, nie apelując, powiada Beaumanoir, traci prawo do apelacji i uznaje wyrok za dobry”. Tak zostało nawet wówczas, gdy ograniczono zwyczaj sądu przez walkę.
Rozdział XXXI. Dalszy ciąg tegoż przedmiotu.
Człowiek z gminu nie mógł zadać fałszu sądowi swego pana: dowiadujemy się o tym z Défontaines’a, a potwierdzają to Postanowienia. „Tak więc, dodaje Défontaines, nie ma między tobą, panem, a twoim chłopem innego sędziego prócz Boga”.
Zwyczaj to sądu przez walkę wykluczył ludzi z gminu od możności zadania fałszu sądowi swego pana; to jest tak dalece prawdą, że ludzie z gminu, którzy, z dekretu czy ze zwyczaju, mieli prawo walczyć, mieli też prawo zadać fałsz sądowi swego pana, choćby nawet ludzie, którzy ich sądzili, byli szlachtą; a Défontaines podaje sposoby mające bronić od tego zgorszenia, by chłop, zadając fałsz sądowi, walczył za szlachcicem.
Kiedy praktyka sądów przez walkę zaczęła zanikać i kiedy zaczął wchodzić w życie zwyczaj nowych apelacji, uznano iż niesłuszne jest, aby osoby wolne miały sposób przeciw niesprawiedliwości sądu swoich panów, gmin zaś aby go nie miał; wówczas parlament zaczął przyjmować ich apelacje, tak jak osób wolnych.
Rozdział XXXII. Dalszy ciąg tegoż przedmiotu.
Kiedy ktoś zadał fałsz sądowi swego pana, ten stawał osobiście przed suzerenem, aby bronić wyroku swego sądu. Tak samo w wypadkach apelacji o brak sprawiedliwości, strona pozwana przed suzerena wiodła z sobą swego pana, iżby, jeśli winy nie udowodniono, mógł odzyskać prawo sądu.
Z czasem, gdy to, co było jedynie dwoma poszczególnymi wypadkami, stało się ogólnym dla wszystkich spraw przez wprowadzenie wszelakiego rodzaju apelacji, wydało się niewłaściwe, aby pan musiał trawić życie w obcych trybunałach i dla obcych spraw. Filip Walezy nakazał, iż jedynie sędziowie mają być pozywani. I kiedy zwyczaj apelacji stał się jeszcze częstszy, rzeczą stron było bronić się przed apelacją; sprawa sędziego stała się sprawą strony.
Powiedziałem, iż w razie apelacji o brak sprawiedliwości pan tracił tylko prawo sądzenia sprawy na swoim dworze. Ale jeżeli pan był zaczepiony sam jako strona, co stało się bardzo częste, płacił królowi albo suzerenowi, przed którego go pozwano, grzywnę sześćdziesięciu funtów. Stąd, kiedy apelacje stały się powszechnie przyjęte, poszedł ten zwyczaj, aby kazać płacić grzywnę panu, kiedy uchylono wyrok jego sędziego: zwyczaj, który utrzymał się długo, potwierdzony ordynacją rusylońską, a który zabiła w końcu własna jego niedorzeczność.
Rozdział XXXIII. Dalszy ciąg tegoż przedmiotu.
W praktyce sądu przez walkę apelujący, który pozwał jednego z sędziów, mógł przegrać przez walkę swój proces, a nie mógł go wygrać. W istocie strony, która miała wyrok za sobą, nie można było pozbawić tego wyroku z obcej przyczyny. Trzeba było tedy, aby apelujący, który zwyciężył, walczył jeszcze ze stroną, nie aby się przekonać, czy sąd był dobry, czy zły: nie chodziło już o ten sąd, skoro walka go unieważniła; ale dla rozstrzygnięcia, czy żądanie było słuszne, czy nie; i o ten nowy punkt walczono. Stąd poszedł nasz sposób wydawania wyroków: Sąd uznaje apelację za niebyłą; Sąd uznaje apelację i to, o co apelowano, za niebyłe.
W istocie, kiedy ten, który apelował od niesłusznego wyroku, uległ w walce, apelacja upadała; kiedy zwyciężył, upadał wyrok i apelacja również: trzeba było przystąpić do nowego sądu.
To jest tak dalece prawdą, iż kiedy sprawę sądzono w postępowaniu śledczym, ten sposób wydawania wyroku nie miał miejsca. P. de la Roche-Flavin powiada nam, że izba śledcza nie mogła używać tej formy w pierwszych czasach swego powstania.
Rozdział XXXIV. W jaki sposób postępowanie sądowe stało się tajne.
Pojedynki wprowadziły jawną formę postępowania; atak i obrona były po równi znane. „Świadkowie, powiada Beaumanoir, winni wyrzec swoje świadectwo wobec wszystkich”.
Komentator Butyliera powiada, że dowiedział się od dawnych praktyków i z paru starych procesów spisanych ręcznie, że dawniej we Francji procesy kryminalne toczyły się publicznie, i w formie nie o wiele różnej od sądów publicznych u Rzymian. To wynikało z nieznajomości pisma, powszechnej w owych czasach. Użytek pisma utrwala myśli i dopuszcza tajemnicy; ale kiedy się nie posiada tego użytku, jedynie jawność postępowania może utrwalić te myśli.
Ponieważ tedy mogła zachodzić niepewność co do tego, co zostało osądzone przez ludzi lub co toczyło się przed ludźmi, można było przypomnieć to za każdym razem, kiedy się odbywało sądy, sposobem nazwanym w procedurze przypomnienie366, i w takim wypadku nie było wolno wyzywać świadków na rękę; sprawy bowiem nigdy nie miałyby końca.
Później weszła w użycie tajność postępowania sądowego. Wszystko wprzód było publiczne: wszystko stało się tajne; przesłuchania, wywiady, stwierdzenie, ponowne badania, konfrontacja, wywody urzędu publicznego; i jest w zwyczaju dzisiaj. Pierwotna forma postępowania odpowiadała ówczesnemu rządowi, tak jak nowa odpowiadała rządowi, który utworzył się później.
Komentator Butyliera odnosi epokę tej zmiany do rozporządzenia z r. 1539. Sądzę, że nastąpiła ona stopniowo, i że przeszła z jednego lenna do drugiego, w miarę jak panowie wyrzekli się dawnego sposobu sądzenia, i jak nowy sposób, zaczerpnięty z Postanowień Ludwika Świętego, udoskonalał się. W istocie, Beaumanoir powiada, iż jedynie w tych wypadkach, w których można było dać zakład walki, przesłuchiwano publicznie świadków; w innych badano ich tajemnie i utrwalano ich zeznania na piśmie. Postępowanie stało się tedy tajne, odkąd nie było już zakładów walki.
Rozdział XXXV. O kosztach.
Niegdyś we Francji nie istniało skazanie na koszty w sądzie świeckim. Strona, która przegrała, dosyć była ukarana grzywną na rzecz pana i jego parów. Obyczaj sądzenia przez walkę sprawiał, że, w zbrodniach, strona, która uległa i która traciła życie i mienie, była ukarana tak bardzo, jak tylko możliwe; w innych zaś wypadkach sądu przez walkę istniały grzywny, czasami stałe, czasami zależne od woli pana, które dostatecznie kazały się lękać o wynik procesu. Tak samo było w sprawach, które rozstrzygała jedynie walka. Ponieważ pan miał główne zyski, on też ponosił główne wydatki, bądź to aby zebrać swoich parów, bądź aby im zapewnić możność sprawowania sądu. Zresztą, ponieważ sprawy kończyły się na miejscu, a prawie zawsze natychmiast i bez tego mnóstwa pisaniny, jaka nastała później, nie było potrzeby przyznawania kosztów stronom.
Zwyczaj apelacji musiał nieodzownie wprowadzić zwyczaj przyznawania kosztów. Toteż Défontaines powiada, iż kiedy się apelowało wedle prawa pisanego, to znaczy na zasadzie nowych praw Ludwika Świętego, przyznawano koszta; w pierwotnym natomiast zwyczaju, który nie pozwalał apelować bez zadania fałszu, nie było zwrotu kosztów; uzyskiwało się jedynie grzywnę i posiadanie na rok dzień rzeczy spornej, jeżeli sprawę odesłano przed pana.
Ale kiedy nowe ułatwienia w apelowaniu pomnożyły liczbę apelacji, kiedy, przez częsty obyczaj apelowania od jednego trybunału do drugiego, strony przenosiły się bez ustanku poza miejsce swego pobytu; kiedy nowa sztuka procedury pomnożyła i przeciągnęła w nieskończoność procesy, kiedy wydoskonaliła się sztuka uchylenia najsłuszniejszych żądań; kiedy toczący sprawę nauczył się uciekać jedynie po to, aby się dać gonić; kiedy pozwanie stało się rujnujące a obrona spokojna; kiedy racje zatraciły się w tomach słów i pisanin; kiedy namnożyło się podpór sprawiedliwości, które nie miały dawać sprawiedliwości; kiedy zła wiara znalazła doradców tam, gdzie nie znalazła oparcia, trzeba było powstrzymać pieniaczy obawą kosztów. Musieli płacić za wyrok i za środki, jakich użyli, aby go uchylić. Karol Piękny wydał w tym przedmiocie ogólne rozporządzenie.
Rozdział XXXVI. O stronie publicznej.
Ponieważ wedle praw salickich i rypuarskich i wedle innych praw barbarzyńskich ludów kary za zbrodnie były pieniężne, nie było wówczas, tak jak dziś u nas, oskarżyciela publicznego, powołanego do ścigania zbrodni. W istocie, wszystko sprowadzało się do wynagrodzenia szkód; wszelkie ściganie było poniekąd cywilne i każdy prywatny człowiek mógł je podjąć. Z drugiej strony, prawo rzymskie miało ludowe formy na ściganie zbrodni, które nie mogły się zgodzić z urzędem oskarżyciela publicznego.
Zwyczaj sądów przez walkę również przeciwny był temu pojęciu; któż bowiem chciałby być stroną publiczną i stać się szermierzem wszystkich przeciw wszystkim?
W zbiorze formuł, które p. Muratori zamieścił w prawach Longobardów, znajduję, że za drugiej dynastii istniał adwokat strony publicznej. Ale jeżeli przeczytamy całkowity zbiór tych formuł, ujrzymy, że istnieje zupełna różnica między owymi urzędnikami a tym, co my dziś nazywamy oskarżycielem publicznym, naszymi generalnymi prokuratorami, prokuratorami królewskimi lub pańskimi. Pierwsi byli raczej organem publicznym dla ładu politycznego i domowego niż dla porządku cywilnego. W istocie, nie widzimy w tych formułach, aby byli zobowiązani do ścigania zbrodni oraz spraw tyczących małoletnich, kościołów lub stanu osób.
Rzekłem, iż ustanowienie strony publicznej przeciwne było zwyczajowi sądów przez walkę. Znajduję wszakże w jednej z tych formuł adwokata strony publicznej, który ma swobodę walczenia. P. Muratori zamieścił ją tuż po ustawie Henryka I, dla której ją sporządzono. Powiedziane jest w tej ustawie, że „jeżeli ktoś zabił ojca, brata, bratanka, lub innego krewnego, straci ich sukcesję, która przejdzie na innych krewnych, a jego własne mienie przypadnie skarbowi”. Otóż, właśnie dla dochodzenia tej sukcesji przypadającej skarbowi adwokat strony publicznej, który bronił jej praw, miał swobodę walczyć: ten wypadek wchodził w ogólne prawidło.
Widzimy w tych formułach, że adwokat strony publicznej występuje przeciw temu, kto ujął złodzieja i nie zawiódł go przed hrabiego; przeciw temu, kto wszczął rokosz lub wiec przeciw hrabiemu; przeciw temu, kto ocalił życie człowiekowi, którego hrabia oddał mu, iżby go uśmiercił; przeciw pełnomocnikowi kościołów, któremu hrabia nakazał, aby mu wydał złodzieja, a który nie usłuchał; przeciw temu, kto zdradził tajemnice króla obcym; przeciwko temu, kto zbrojną ręką ścigał wysłannika cesarskiego; przeciwko temu, kto zlekceważył listy królewskie i był ścigany przez pełnomocnika cesarskiego albo przez samego cesarza; przeciw temu, kto nie chciał przyjąć monety krajowej; ten adwokat wreszcie dochodził rzeczy, które prawo przyznało skarbowi.
Ale w ściganiu zbrodni nie widzi się adwokata strony publicznej; nawet kiedy się stosuje pojedynki; nawet kiedy chodzi o pożar; nawet kiedy sędziego zabiją w jego trybunale; nawet kiedy chodzi o stan osób, o wolność i niewolę.
Te formuły sporządzone były nie tylko dla praw Longobardów, ale dla przydanych kapitularzy: nie trzeba tedy wątpić, że w tym przedmiocie wyrażają nam one obyczaj drugiej dynastii.
Jasne jest, że ci adwokaci strony publicznej musieli zniknąć z drugą dynastią, tak jak komisarze królewscy w prowincjach; z przyczyny że nie było już powszechnego prawa ani powszechnego skarbu; i z przyczyny że nie było już hrabiego w prowincjach, aby sprawować sądy; i tym samym nie było już urzędników, których główną funkcją było utrzymywać powagę hrabiego.
Obyczaj walk, rozpowszechniony za trzeciej dynastii, nie pozwalał ustanowić urzędu publicznego. Toteż Butylier, w swojej Summa ruralis, mówiąc o urzędnikach sądowych, przytacza jedynie sędziów, lenników i woźnych. Patrzcie Postanowienia oraz Bcaumanoira co do sposobu, w jaki prowadziło się dochodzenie w owych czasach.
Znajduję w prawach Jakuba II, króla Majorki, ustanowienie urzędu prokuratora królewskiego, z funkcjami naszych dzisiejszych prokuratorów. Jasne jest, iż przyszli oni dopiero wówczas, gdy formy sądowe zmieniły się u nas.
Rozdział XXXVII. Jak Postanowienia Ludwika Świętego poszły w zapomnienie.
Był to los Postanowień, że urodziły się, zestarzały i umarły w bardzo krótkim czasie.
Uczynię tu kilka refleksji. Kodeks, który mamy pod nazwą Posianowień Ludwika Św., nigdy nie miał na celu służyć za prawo całemu królestwu, mimo że tak jest powiedziane w przedmowie do tego kodeksu. Kompilacja ta jest to kodeks ogólny, który stanowi we wszystkich sprawach cywilnych, w rozporządzaniu mieniem w drodze testamentu lub za życia, w posagach i wianach kobiet, w zyskach i przywilejach lenna, w sprawach policyjnych, etc. Otóż, w czasie gdy każde miasto, gród lub wioska miały swój zwyczaj, dawać powszechny kodeks praw cywilnych to znaczyło chcieć obalić w jednej chwili wszystkie poszczególne prawa, pod jakimi żyli ludzie w różnych miejscach. Czynić zwyczaj powszechny ze wszystkich zwyczajów poszczególnych byłoby rzeczą nierozważną, nawet dziś, gdy władca znajduje wszędzie posłuch. Jeżeli bowiem prawdą jest, iż nie trzeba zmieniać wówczas, gdy niedogodności równe są korzyściom, tym mniej nie trzeba zmieniać, kiedy korzyści są małe, a niedogodności ogromne. Otóż, jeżeli się zważy ówczesny stan królestwa, gdy każdy upajał się pojęciem swej udzielności i potęgi, widzimy, iż chcieć zmieniać wszędzie prawa i przyjęte zwyczaje to była rzecz, która nie mogła postać w głowie ludzi będących przy rządzie.
Powyższe dowodzi jeszcze, że ów kodeks Postanowień nie był potwierdzony w parlamencie przez baronów i prawników królestwa, jak to jest powiedziane w rękopisie z ratusza w Amiens, cytowanym przez pana Ducange. Widzimy w innych rękopisach, że ten kodeks wydał Ludwik Św. w roku 1270, nim wyruszył do Tunisu. I ten fakt nie jest prawdziwszy; Ludwik Św. bowiem odjechał w r. 1269, jak to zauważył pan Ducange; z czego wnosi, że ten kodeks ogłoszono w jego nieobecności. Ale ja twierdzę, że to nie może być. W jaki sposób Św. Ludwik obrałby czas swojej nieobecności, aby zrobić rzecz, która byłaby ziarnem zamętu i która mogła spowodować nie zmiany, ale przewroty? Podobne przedsięwzięcie, bardziej niż jakiekolwiek inne, potrzebowało, aby czuywać nad nim z bliska, i nie było sprawą regencji słabej, złożonej z panów mającyh interes w tym, aby rzecz się nie powiodła. Byli to Matthieu, opat Saint-Denis; Szymon z Clermontu, hrabia de Nesle; i, w razie śmierci, Filip, biskup z Evreux; i Jan hrabia z Ponthieu. Widzieliśmy wyżej, że hrabia z Ponthieu sprzeciwił się w swoim hrabstwie praktyce nowego porządku sądowego.
Powiadam, po trzecie, że wielkie jest prawdopodobieństwo, iż kodeks, który my mamy, jest rzeczą różną od Postanowień Ludwika o porządku sądowym. Ten kodeks cytuje Posłanowienia: jest zatem dziełem o Postanowieniach, ale nie Postanowieniami. Co więcej, Beaumanoir, który mówi często o Postanowieniach Św. Ludwika, cytuje jedynie poszczególne Postanowienia tego monarchy, a nie tę kompilację Postanowień. Défontaines, który pisał za tego monarchy, mówi nam o dwóch pierwszych wypadkach, w których zastosowano jego Postanowienia porządku sądowego, jako o rzeczy odległej. Postanowtenia Św. Ludwika były tedy wcześniejsze od rzeczonej kompilacji, która, biorąc ściśle i przyjąwszy mylne przedmowy pomieszczone przez paru nieuków na czele tego dzieła, pojawiłaby się dopiero w ostatnim roku życia Św. Ludwika lub nawet po śmierci tego monarchy.
Rozdział XXXVIII. Dalszy ciąg tegoż przedmiotu.
Cóż to jest tedy owa kompilacja, którą posiadamy pod nazwą Postanowień Św. Ludwika? Co to jest ten kodeks ciemny, mętny, dwuznaczny, w którym mieszają się bez ustanku zwyczaje prawne francuskie z prawem rzymskim; gdzie mówi rzekomo prawodawca, a gdzie widzi się jurystę; w którym znajduje się cały obszar jurysprudencji we wszystkich wypadkach, we wszystkich punktach prawa cywilnego? Trzeba się przenieść w owe czasy.
Ludwik Św., widząc nadużycia praktyk prawnych swoich czasów, starał się obrzydzić je ludom; wydał wiele przepisów dla trybunałów w swoich dziedzinach i dla sądów swoich baronów; i dowiodło mu się tak, że Beaunanoir, piszący bardzo niedługo po śmierci tego monarchy, powiada nam, iż sposób sądzenia ustanowiony przez Ludwika Św. przyjął się w znacznej liczbie sądów pańskich.
Tak ów władca osiągnął swój cel, mimo że jego prawidła dla trybunałów pańskich nie były wydane jako powszechne prawo królestwa, ale jako przykład, za którym każdy może iść, a nawet za którym każdy miałby interes iść. Usunął złe, dając poznać lepsze. Kiedy ujrzano w jego trybunałach, kiedy ujrzano w trybunałach pańskich, sposób postępowania naturalniejszy, rozsądniejszy, zgodniejszy z moralnością, z religią, ze spokojem publicznym, z bezpieczeństwem osoby i mienia, przyjęto go, a porzucono inny.
Zachęcać, kiedy nie należy zmuszać; prowadzić, kiedy nie należy rozkazywać, jest to najwyższa zręczność. Rozum posiada przyrodzoną władzę; posiada nawet władzę tyrańską: ludzie opierają mu się, ale ten opór jest jego tryumfem; jeszcze trochę, a będą zmuszeni wrócić do niego.
Aby zrazić do prawoznawstwa francuskiego, Św. Ludwik kazał przetłumaczyć księgi prawa rzymskiego, iżby stały się znane prawnikom owych czasów. Défontaines, który jest pierwszym autorem-praktykiem, jakiego mamy, czynił szeroki użytek z owych praw rzymskich; jego dzieło jest poniekąd wynikiem dawnych zwyczajów prawnych francuskich, praw lub Postanowień Św. Ludwika i prawa rzymskiego. Beaumanoir mało posługiwał się prawem rzymskim; ale pogodził dawną jurysprudencję francuską z rozporządzeniami Ludwika Św.
W duchu tych dwóch dzieł, a zwłaszcza Défontaines’a, jakiś sędzia, jak mniemam, napisał dzieło prawnicze, które nazywamy Postanowieniami. Powiedziano w tytule tego dzieła, że ułożono je wedle zwyczaju Paryża i Orleanu, oraz sądów barońskich; a w przedmowie, że traktuje się tam o zwyczajach całego królestwa, i Andegawii, i sądów barońskich. Widoczne jest, że to dzieło sporządzono dla Paryża, Orleanu i Andegawii, tak jak dzieła Beaumanoira i Défontaines’a pisane były dla hrabstw Clermont i Vermandois; że zaś okazuje się z Beaumanoira, że wiele praw Św. Ludwika przedostało się do sądów barońskich, kompilator ma poniekąd słuszność, mówiąc, że jego dzieło dotyczy także sądów barońskich.
Jasne jest, iż ten, który ułożył to dzieło, kompilował zwyczaje krajowe z prawami i Postanowieniami Św. Ludwika. Dzieło to jest bardzo cenne, ponieważ zawiera dawne zwyczaje Andegawii i Postanowienia Św. Ludwika, takie jak je wówczas praktykowano, i wreszcie to, co się zachowało z dawnego prawa francuskiego.
Różnica tego dzieła z dziełami Défontaines’a i Beaumanoira jest ta, że mówi się tam w formie rozkazu, jak prawodawcy; i mogło być tak, ponieważ to był zbiór zwyczajów pisanych i praw.
Była zasadnicza wada w tej kompilacji; tworzyła ona kodeks dwoisty, w którym pomieszano prawoznawstwo francuskie z prawem rzymskim; zbliżano rzeczy, które nie miały nigdy z sobą związku, i które często były sprzeczne.
Wiem dobrze, iż trybunały francuskie z lenników lub parów, sądy bez odwołania do innego trybunału, sposób wydawania wyroku tymi słowami: skazuję albo uwalniam, miały podobieństwo z sądami ludowymi Rzymian. Ale mało czyniono użytku z tego dawnego prawoznawstwa; raczej posługiwano się tym, które wprowadzili później cesarze, a którego użyto wszędzie w tej kompilacji, aby miarkować, ograniczać, poprawiać, rozszerzać prawo francuskie.
Rozdział XXXIX. Dalszy ciąg tegoż przedmiotu.
Formy sądowe wprowadzone przez Św. Ludwika wyszły z użycia. Władca ów miał na widoku nie tyle rzecz samą, to znaczy najlepszy sposób sądzenia, ile najlepszy sposób zastąpienia dawnej praktyki sądzenia. Pierwszym celem było odstręczyć od dawnego sądownictwa, a drugim stworzyć nowe. Ale skoro ujawniły się jego niedogodności, ujrzano niebawem, jak miejsce jego zajęło inne.
Tak więc prawa Św. Ludwika nie tyle zmieniły sądownictwo francuskie, ile dały środki do zmienienia go: otworzyły nowe trybunały, lub raczej drogi wiodące do nich, i kiedy można było łatwo dojść do tego, który miał powszechną władzę, wyroki, które wprzód były jedynie miejscowymi zwyczajami, stworzyły powszechne prawo. Doszło, dzięki Postanowieniom, do tego, iż wyłoniły się ogólne orzeczenia, których brakowało zupełnie w królestwie; kiedy gmach był gotów, zwalono rusztowanie.
Tak więc prawa, które wydał Św. Ludwik, miały skutki, jakich nie można by się spodziewać po arcydziele prawodawstwa. Trzeba niekiedy wiele wieków, aby przygotować zmiany; wypadki dojrzewają i oto przychodzi przewrót.
Parlament sądził w ostatniej instancji niemal o wszystkich sprawach królestwa. Wprzód sądził tylko te, które były między diukami, hrabiami, baronami, biskupami, opatami, lub między królem a jego wasalami367, raczej w stosunku ich do ustroju politycznego niż do ustroju cywilnego. Później trzeba było ustalić go w jednym miejscu i kazać mu wciąż obradować; wreszcie stworzono ich kilka, iżby mogły wystarczyć wszystkim sprawom.
Zaledwie parlament stał się ciałem stałym, zaczęto gromadzić jego wyroki. Jan de Monluc za panowania Filipa Pięknego sporządził zbiór, który nazywa się dziś regestrami Olim.
Rozdział XL. Jak wzięto formy sądowe z dekretaliów.
Ale skąd pochodzi, iż porzucając ustalone formy prawne, wzięto formy raczej prawa kanonicznego niż prawa rzymskiego? To stąd, iż zawsze mieli przed oczyma trybunały duchowne, które trzymały się form prawa kanonicznego, nie znali zaś żadnego trybunału, który by trzymał się form prawa rzymskiego. Co więcej, granice jurysdykcji kościelnej a świeckiej były w owych czasach bardzo mało znane; byli ludzie, którzy prawowali się bez różnicy w obu sądach368; były materie, o które prawowano się tak samo. Zdaje się, że jurysdykcja świecka zastrzegła sobie, z wyłączeniem tamtej, jedynie sąd w sprawach feudalnych oraz w zbrodniach popełnionych przez ludzi świeckich w wypadkach nie obrażających religii. Jeżeli bowiem369, z racji umów i kontraktów, trzeba było udać się do sprawiedliwości świeckiej, strony mogły do woli wnieść sprawę przed trybunały duchowne, które, nie mając prawa zniewolenia sprawiedliwości świeckiej do wykonania wyroku, wymuszały sobie posłuch drogą ekskomuniki. W tych okolicznościach, kiedy w trybunałach świeckich chciano zmienić praktykę, wzięto praktykę kleru, ponieważ ją znano; nie wzięto praktyki prawa rzymskiego, ponieważ jej nie znano; w rzeczach bowiem praktyki zna się tylko to, co się praktykuje.
Rozdział XLI. Wzrost i upadek sądownictwa kościelnego i sądownictwa świeckiego.
Ponieważ władza cywilna znajdowała się w rękach ogromnej ilości panów, łatwo było sądownictwu duchownemu zdobywać sobie wciąż większy obszar: że jednak sądownictwo duchowne osłabiło sądownictwo panów i przyczyniło się tym samym do wzmocnienia sądownictwa królewskiego, sądownictwo królewskie ograniczyło stopniowo sądownictwo duchowne, a to cofnęło przed nim. Parlament, który przejął do swojej procedury wszystko, co było dobrego i użytecznego w trybunałach duchownych, widział niebawem już tylko ich nadużycia; gdy zaś sądownictwo królewskie umacniało się z każdym dniem, coraz bardziej było zdolne powściągać te nadużycia. W istocie były one nie do zniesienia; nie wyliczając ich, odeślę do Beaumanoira, do Butyliera, do rozporządzeń naszych królów. Wspomnę tylko o tych, które wprost tyczyły publicznego majątku. Znamy te nadużycia z wyroków, które je powściągnęły. Gruba ciemnota wprowadziła je; przyszło niejakie światło i znikły. Można osądzić z milczenia kleru, że on sam szedł na rękę tej naprawie; co, zważywszy naturę ludzką, zasługuje na pochwałę. Wszelki człowiek, który umierał, nie dawszy części mienia kościołowi, co się nazywało umrzeć bez skruchy, pozbawiony był komunii i pogrzebu. Jeżeli ktoś umarł bez testamentu, krewni musieli uzyskać u biskupa, aby mianował, w porozumieniu z nimi, arbitrów dla ustalenia tego, co nieboszczyk powinien był dać, gdyby był sporządził testament. Nie można było spać razem w pierwszą noc poślubną, ani nawet w dwie następne, nie kupiwszy pozwolenia; między tymi trzema nocami trzeba było wybierać, bo za inne nikt nie dałby wiele. Parlament powściągnął to wszystko. W Słowniku prawa francuskiego Ragueau zamieścił wyrok wydany przeciw biskupowi z Amiens.
Wracam do początku mego rozdziału. Kiedy, w jakiejś epoce lub pod jakimś rządem, widzimy, iż rozmaite ciała starają się zwiększyć swą powagę i zyskać wzajem nad sobą pewne korzyści, mylilibyśmy się często, gdybyśmy uważali ich zabiegi za jawną oznakę ich zepsucia. Nieszczęściem przywiązanym do natury ludzkiej, wielcy ludzie umiarkowani są rzadcy; że zaś zawsze jest łatwiej iść za swą siłą, niż ją powstrzymać, możliwe, iż pośród ludzi niepospolitych łatwiej jest znaleźć ludzi nadzwyczaj cnotliwych, niż ludzi nadzwyczaj roztropnych.
Dusza smakuje tyle rozkoszy w panowaniu nad innymi duszami; ci nawet, którzy kochają dobro, tak bardzo kochają siebie samych, iż nie ma nikogo, kto by, na swoje nieszczęście, nie musiał się mieć na baczności przed swymi dobrymi intencjami: i w istocie, nasze uczynki zależą od tylu rzeczy, że tysiąc razy łatwiej jest czynić dobro, niż dobrze je czynić.
Rozdział XLII. Odrodzenie prawa rzymskiego i co z tego wynikło. Zmiany w trybunałach.
Kiedy około roku 1137 odnaleziono Digesta Justyniana, zdawało się, że prawo rzymskie narodziło się na nowo. Stworzono we Włoszech szkoły, gdzie go nauczano: posiadano już Kodeks Justyniana i Nowele. Powiedziałem już, że to prawo zyskało tam taki mir, iż wyrugowało prawo Longobardów.
Doktorzy włoscy zanieśli prawo Justyniana do Francji, gdzie znany był jedynie370 Kodeks Teodozjański, ponieważ prawa Justyniana powstały dopiero po osiedleniu się barbarzyńców w Galii. Prawo to spotkało się z pewną opozycją; ale utrzymało się, mimo klątw papieży, którzy popierali swoje kanony. Święty Ludwik starał się je umocnić przez tłumaczenia, jakie kazał sporządzić z dzieł Justyniana: mamy je jeszcze w rękopisie w naszych bibliotekach; powiedziałem już, że uczyniono z nich obszerny użytek w Postanowieniach. Filip Piękny kazał uczyć praw Justyniana jedynie jako pisanego rozumu w tych krajach Francji, które się rządziły zwyczajem; przyjęto je zaś jako prawo w krajach, gdzie władało prawo rzymskie.
Powiedziałem wyżej, iż obyczaj sądu przez walkę wymagał u sędziów bardzo niewiele nauki; rozstrzygano sprawy w każdym miejscu, wedle obyczaju każdego miejsca i w myśl paru prostych zwyczajów, które przekazywano tradycją. Były za czasu Beaumanoira dwa różne sposoby wymierzania sprawiedliwości. W jednych miejscach sądzili parowie (pairs)371, w innych ławnicy (baillis). Kiedy trzymano się pierwszej formy, parowie sądzili wedle zwyczaju swego sądownictwa372, w drugiej mądrzy ludzie lub starcy wskazywali sędziemu ten zwyczaj. Wszystko to nie wymagało żadnych nauk, żadnych zdolności, żadnych studiów. Ale skoro się pojawił ciemny kodeks Postanowień i inne dzieła prawne; kiedy przetłumaczono prawo rzymskie; kiedy zaczęto go uczyć w szkołach; kiedy zaczęła się kształtować niejaka sztuka procedury i niejaka sztuka prawoznawstwa; kiedy pojawili się praktycy i prawoznawcy, parowie i mądrzy ludzie nie byli już w stanie sądzić; parowie zaczęli znikać z trybunałów pańskich; panowie mało byli skłonni zbierać ich: tym bardziej iż sądy, zamiast być czynnością świetną, miłą szlachcie, zajmującą dla ludzi wojennych, stały się już tylko praktyką, której nie znali ani nie chcieli znać. Praktyka sądzenia przez parów zaczęła zanikać; rozszerzył się sposób sądzenia przez sędziów. Sędziowie nie sądzili; prowadzili śledztwo i ogłaszali wyrok mądrych ludzi; ale ponieważ mądrzy ludzie nie byli już zdolni sądzić, sędziowie jęli sądzić sami.
To się działo tym łatwiej, iż miało się przed oczyma praktykę sędziów kościelnych: prawo kanoniczne i nowe prawo cywilne po równi przyczyniły się do usunięcia parów.
W ten sposób zatracił się zwyczaj, stale przestrzegany w monarchii, iż sędzia nie sądzi nigdy sam, jak to widzimy z praw salickich, z kapitularzy, i z pierwszych pisarzy — praktyków trzeciej dynastii. Przeciwne nadużycie, które ma miejsce jedynie w lokalnym wymiarze sprawiedliwości, umiarkowano i poniekąd poprawiono przez wprowadzenie w wielu miejscach zastępcy sędziego, którego ten się radzi i który zastępuje dawnych mądrych ludzi; przez nałożony sędziemu obowiązek przybrania sobie dwóch uczonych w prawie w wypadkach, które mogą pociągać karę cielesną; w końcu zaś stało się niczym przez nadzwyczajną łatwość apelacji.
Rozdział XLIII. Dalszy ciąg tegoż przedmiotu.
Tak więc, to nie prawo zabroniło panom sprawować samym swoje sądy; to nie prawo zniosło funkcje, które w nich pełnili parowie; nie było prawa, które by nakazało powołać sędziów; nie prawo dało im władzę sądzenia. Wszystko to stało się powoli, siłą rzeczy. Znajomość prawa rzymskiego, wyroki sądów, świeżo spisane zbiory zwyczajów wymagały studiów, do których szlachta i niepiśmienny lud nie byli zdolni.
Jedyne zarządzenie, jakie mamy w tym przedmiocie, to to, które nakazywało panom wybierać swoich ławników ze stanu świeckiego. Niewłaściwie uważano to za prawo stwarzające tę instytucję: mówi ono tylko to, co mówi. Co więcej, postanowienie swoje określa ono racjami, jakie nam daje: „Dlatego (powiedziano tam), właściwe jest, aby sędziowie byli z ludzi świeckich, iżby mogli być karani za swoje nadużycia”. Wiadomo, jakie przywileje miał kler w owych czasach.
Nie trzeba sądzić, aby prawa, których panowie zażywali dawniej, a których nie zażywają już dziś, odjęto im jako uzurpacje: większość tych praw zatraciła się przez zaniedbanie; innych poniechano, ponieważ, wobec rozmaitych zmian zaszłych w ciągu wieków, nie mogły one istnieć przy tych zmianach.
Rozdział XLIV. O dowodzie przez świadków.
Sędziowie, którzy nie mieli innych prawideł oprócz zwyczajów, dowiadywali się o te zwyczaje pospolicie przez świadków w każdej kwestii, która się nastręczała.
Gdy sąd przez walkę stał się mniej powszechny, zaczęto prowadzić dochodzenia na piśmie. Ale dowód ustny utrwalony pismem jest zawsze tylko dowodem ustnym; to pomnażało jedynie koszta procedury. Stworzono urządzenia, które uczyniły większość tych dochodzeń zbytecznymi; stworzono regestry publiczne, gdzie znajdowały się dowody większości faktów: szlachectwo, wiek, prawość pochodzenia, małżeństwo. Pismo jest świadkiem, który niełatwo daje się przekupić. Zebrano na piśmie zwyczaje. Wszystko to było bardzo słuszne: łatwiej jest poszukać w regestrach, czy Paweł jest synem Piotra, niż dowodzić tego faktu przez długie śledztwo. Kiedy w jakimś kraju istnieje bardzo wielka ilość zwyczajów, łatwiej spisać je wszystkie w jednym kodeksie, niż kazać jednostkom dowodzić każdego zwyczaju. Wreszcie wydano słynne rozporządzenie, które broniło przyjmować dowodu przez świadków, gdy chodziło o dług powyżej stu funtów, chyba że istniał początek dowodu na piśmie.
Rozdział XLV. O zwyczajach we Francji.
Francja rządziła się, jak rzekłem, zwyczajami nie spisanymi; poszczególne zaś zwyczaje każdej pańskiej dziedziny tworzyły prawo cywilne. Każda dziedzina miała swoje prawo cywilne, jak powiada Beaumanoir, i to prawo tak odrębne, iż ten autor, którego trzeba uważać za luminarza owych czasów, i wielkiego luminarza, powiada, że nie sądzi, aby istniały w całym królestwie dwie włości, które by się rządziły w każdej rzeczy tym samym prawem.
Ta zdumiewająca różnorodność miała pierwszą przyczynę, i miała też drugą. Co się tyczy pierwszej, można sobie przypomnieć to, co powiedziałem w tej materii w rozdziale o zwyczajach miejscowych; co do drugiej, znajduje się ona w rozmaitych wynikach walk sądowych; wciąż przygodne wypadki musiały wprowadzić z konieczności nowe zwyczaje.
Te zwyczaje przechowywały się w pamięci starców, ale stopniowo powstały prawa lub zwyczaje spisane.
1-o. W początkach trzeciej dynastii królowie wydali poszczególne przywileje, wydali nawet powszechne, w sposób, który wyłuszczyłem wyżej; takie są Postanowienia Filipa Augusta oraz te, które wydał Ludwik Święty. Toż samo wielcy wasale, w porozumieniu z panami, którzy od nich byli zawiśli, wydali, na sejmach swoich księstw lub hrabstw, niejakie przywileje lub Postanowienia, wedle okoliczności; taki był sejmik Godfryda, hrabiego Bretanii, w sprawie podziału szlachty; zwyczaje Normandii, przyznane przez diuka Raula; zwyczaje Szampanii, wydane przez króla Tybota; prawa Szymona, hrabiego Montfort, i inne. To wydało nieco praw pisanych, a nawet ogólniejszych niż te, które były wprzódy.
2-o. W początkach trzeciej dynastii prawie cały pospolity gmin był w stanie poddaństwa. Wiele przyczyn kłoniło króla i panów do tego, aby go wyzwolić.
Panowie, wyzwalając swoich poddanych, dawali im dobra; trzebaż było dać im prawa cywilne, aby uregulować rozporządzanie tym mieniem. Panowie, wyzwalając swoich poddanych, pozbawiali się swoich dóbr; trzeba było tedy ustalić prawa, które sobie zastrzegli jako równowartość tych dóbr. Jedną i drugą rzecz regulowały przywileje wyzwolenia; te przywileje utworzyły część naszych zwyczajów, i tę część zebrano na piśmie.
3-o. Za panowania Ludwika Świętego i jego następców biegli praktycy, jak Défontaines, Beaumanoir i inni, zebrali na piśmie zwyczaje swoich sądów. Zamiarem ich było raczej dać praktykę sądową, niż zwyczaje swojego czasu tyczące rozrządzania majątkiem. Ale znajduje się tam wszystko; i mimo że ci poszczególni autorzy nie mają innej powagi prócz prawdy i oczywistości rzeczy, o których mówią, nie można wątpić, że wiele się przyczynili do odrodzenia prawa francuskiego. Takie było w owych czasach nasze prawo zwyczajowe pisane.
Oto wielka epoka. Karol VII i jego następcy kazali zebrać na piśmie w całym królestwie rozmaite zwyczaje miejscowe i przepisali formalności, które należało zachować przy ich spisywaniu. Otóż, ponieważ rejestr ten czyniło się prowincjami, i ponieważ z każdej pańskiej dziedziny składano na generalnym zgromadzeniu prowincji pisane lub nie pisane zwyczaje każdego miejsca, starano się uczynić zwyczaje ogólniejszymi, o tyle o ile można było to uczynić, nie raniąc interesów prywatnych, które zabezpieczono. W ten sposób zwyczaje nasze przybrały trojaki charakter; były pisane, stały się ogólniejsze, otrzymały pieczęć powagi królewskiej.
Przy spisywaniu na nowo wielu owych zwyczajów, poczyniono w nich liczne zmiany, bądź odejmując to, co nie godziło się ze współczesnym pojęciem prawa, bądź dodając liczne rzeczy zaczerpnięte z tegoż.
Mimo że w prawie zwyczajowym widzą u nas coś przeciwnego prawu rzymskiemu, tak że te dwa prawa dzielą terytorium, faktem wszakże jest, że liczne zarządzenia prawa rzymskiego weszły w nasze zwyczaje, zwłaszcza kiedy je spisywano na nowo, w czasach niezbyt odległych od naszych, kiedy to prawo było znajome wszystkim tym, którzy wstępowali do urzędów cywilnych; w czasach kiedy nie czyniono sobie chluby z tego, że się nie wie tego, co się powinno wiedzieć, a wie to, czego się nie powinno wiedzieć; kiedy lotność umysłu służyła bardziej do nauczenia się swego zawodu niż do jego wykonywania; i kiedy ustawiczne zabawy nie były nawet właściwością kobiet.
Trzeba by mi się szerzej rozwieść ku końcowi tej księgi, i wchodząc w najdrobniejsze szczegóły, zbadać wszystkie nieznaczne zmiany, jakie, od ustanowienia apelacji, stworzyły wielkie ciało francuskiego prawa. Ale włożyłbym wielkie dzieło w wielkie dzieło. Jestem jak ów antykwariusz, który wyjechał ze swego kraju, przybył do Egiptu, rzucił okiem na piramidy, i wrócił.
Księga dwudziesta dziewiąta. O sposobie układania praw.
Rozdział I. O duchu prawodawcy.
Rzekłem, i zdaje mi się, że napisałem to dzieło jedynie, aby tego dowieść: duch umiarkowania powinien być duchem prawodawcy; dobro polityczne, jak dobro moralne, znajduje się zawsze między dwiema granicami. Oto przykład.
Formalności sądowe potrzebne są dla wolności. Ale liczba ich mogłaby być tak wielka, że naruszyłaby sam cel praw, z których się zrodziły: sprawy nie miałyby końca; własność mienia byłaby niepewna; dawałoby się jednej ze stron dobro drugiej bez zbadania, lub też zrujnowałoby się obie nadmiernym badaniem.
Obywatele straciliby wolność i bezpieczeństwo; oskarżyciele nie mieliby już sposobów dowiedzenia, ani oskarżeni sposobów oczyszczenia się.