CLIII

25 lutego 1870

Zdarza się dobra sposobność, żeby ci dla pana Władysława Szekspira odesłać — ale nie taka, która by mi czas potrzebny na napisanie długiego listu zostawiła. Twój ostatni wędrował po świecie, nim rąk moich doszedł. Przez ten czas doniosłam sobie o mnóstwie najokropniejszych wypadków; szczęściem, że je mogłam odwołać trochę sprawiedliwiej niż ci, którzy upadłość Kirchmajera odwoływali. Jednak to musi być wstrząsające Krakowem bankructwo. Czy nie wiesz o nim bliższych szczegółów? Julcia niezawodnie donosiła co o tym; ale jak ona sobie z takimi mrozami, tam przy tatrzańskich śniegach dała radę? Ile razy z domu do domu przechodziłam, to sobie o niej wspominałam, z tym jednak zastrzeżeniem na pociechę qu’il y a des grâces d’etat. Do mego stanu przywiązana łaska zdrowia, do jej górskiej okolicy może lżejsze mrozy, może większa łatwość ich zniesienia. Co tylko będziesz mogła, to mi o prelekcji Kraushara donieś; wiem, że raz go u pani Bolesławy spotkałam i podobał mi się.

Czy stanowczo już obrałaś i przedstawiłaś to, co po Gerwinusie chcesz umieścić? Zapewne Daisy chaine jest na inny cel, nie do „Biblioteki” przeznaczona. Zdaje mi się, że Wieniec stokrotek jest dokładniejszym tłumaczeniem niż „Łańcuch”; gdyby można to girlandą nazwać, byłoby jeszcze słuszniejsze, ale my widać w Polsce girland nie splatali i nazwać ich właściwie nie możemy.

A co mi przyślecie w zamian za Szekspira na pożyczkę? Bardzo się zawstydziłam, że tak długo trzymałam go u siebie, ale to nieprędko się czyta. Właśnie zaczęłam sobie historyczne dramata i w sam czas musiałam zwrócić, bo kto wie, może bym w herezję popadła i trochę z rzędu wielbicieli w tył się cofnęła.

Ta pierwsza część Henryka VI — Gdzie tu intuicja historyczna! — Niemcewicz nasz byłby coś podobnego ułożył. Ale nie pogniewaj na mnie pana Władysława, powiedz mu lepiej, że chciałabym mu kiedy jakieś książki na dwa lata pożyczyć także, ale nie mam dość godnej. Dantego w oryginale nie potrzebuje zapewne, więc tylko pozdrowienie i mnóstwo dla syna komplementów.

Nie zawsze bym się ze Zosią zgodziła, kiedy na wsi mieszkam. Wolałabym usłyszeć coś dobrego z ust żywego człowieka, niż w kącie samotnym przeczytać arcydzieło; kto wie jednak, czy w Warszawie na jej gust bym nie przeszła. Spodziewam się, że i bez mego napisania wiesz, jak bym cię chciała uściskać i co dla każdego z naszych dać ci do powiedzenia.