LII
[Lublin] 12 stycznia 1866
Wando moja kochana — zupełnie na twój plan się zgadzam. Podaj streszczenie dzieł, które mi wyliczyłaś, i wspomnij zarazem, jakie ci każde z nich pozostawiło jeszcze wątpliwości do rozstrzygnięcia. To będzie pierwsza seria artykułów, gdyż pamiętaj zawsze, że trzeba pisać artykułami odpowiednimi do ciasnych ramek „Bluszczów”. Nic to nie szkodzi zresztą; ścisłość po tylu deklamacjach jest bardzo pożądaną rzeczą. W drugiej serii zaczniesz dopiero mówić o tym, jakie rozwiązania ty sama poznakowałaś sobie; jakimi słowami dopełniłaś różne niedopowiedziane słowa. Nim z jednego ku drugiemu przyjdziesz, będziesz miała dość czasu na przeczytanie kilku uzupełniających „faktowe” wiadomości książek. Przede wszystkim, polecam ci, abyś pod bliższą rozwagę wzięła cośkolwiek porządniej o antropologii napisanego. Tobie szczególniej łatwo to przyjdzie, bo znasz język niemiecki, posiadający najlepsze tego rodzaju prace. Pan Zygmunt się wywie, która na szczególniejsze zasługuje zgłębienie; w ostatecznym razie musiałabyś się ograniczyć chociaż na francuskim Ferrauldzie. Mam go na nieograniczony użytek — jakkolwiek nie zadowala mię wcale, posłużyć jednak może do zwrócenia samodzielniejszej, badawczej myśli na wiele ciekawych, a ze szkodą pomijanych zjawisk natury ludzkiej. Ferraulda jednak musiałabyś uzupełnić sobie drugostronnym jakim pisarzem, choćby „zdrowym” do czytania Szokalskim; dla utrzymania zaś równowagi między dwoma skrajnymi lub raczej dla zawarowania sobie zupełnie swobodnego sądu, musiałabyś jeszcze — przeczytać lub, ulgę ci niosąc, powiem, tylko przerzucić, lada porządniejszą fizjologię, gdzie znajdziesz proste szczegóły bez najmniejszego zastosowania — jednocześnie zaś fizjologię przekładaj sobie jak naleśnik powidłami Fenomenologią ducha Kremera (jest to na polskie przerobiony heglizm) albo wystaraj się od pana Ignacego — chciałam napisać nazwisko, lecz mi się w pamięci zawieruszyło — nie mam czasu odszukiwać go po notatkach — wiem, że to prawnik Belgijczyk — pracował nad etyką — zdaje mi się główne jego dzieło o naturze Dobra. Czy w Kremerze, czy w Belgijczyku znajdziesz zarówno ogólniki; prawa myśli i pojęć, czyli ostateczne „zastosowania”, bez żadnych składowych szczegółów. Po takim przygotowaniu, bardzo łatwo ci będzie kartki twojego kajetu uzupełnić, częstokroć nawet w wielu miejscach sprostować i poprawić. Nie przestraszaj się tylko szeregiem wszystkich wymienionych tytułów; suma ogólna pięciu, sześciu dzieł nie przeniesie. Dwie antropologie, dajmy na to, jedna tłumacząca ciało przez ducha, druga ducha przez ciało, następnie fizjologia mówiąca o samym ciele i filozofia mówiąca o samym duchu lub etyka o samej moralności — raptem wszystkiego pięć. Spodziewam się, że i czasu wystarczy, i umysłu nie strudzisz. Mam ja też prócz tego jeden naddatkowy projekcik dla ciebie, Wandeczko, arabesk — fioritura — przegrywka — wolno wziąć, wolno odrzucić. Cały ranek myślałam dziś o tym — lecz mnie często się zdarza przemyśleć tak myśl jaką, obrazek jaki — a nazajutrz zapomnieć — niewielka strata. Dzisiaj podsuwam ci moją medytację, bo mi właśnie z zamiarem listu do ciebie się zbiegła. Czy byś też nie chciała np., pierwej nim się odezwiesz poważnym słowem przekonania, rzucić w świat choć na próbę kilku słów nie przekonania, lecz domysłów jedynie? — choćby paradoksów pozornych? Paradoksy daleko większe robią wrażenie. Nie moja w tym wina, że ja sama niegdyś wiele prawd zdobytych paradoksami przystroiłam, żeby czyjąkolwiek uwagę zwróciły. Paradoks jest formą stylową — o to idzie, by w sobie samej mieć zawsze treść jego rzeczywistą — by pierwej lub później słowo jego zagadkowe wypowiedzieć. Co byś też pomyślała o mnie, Wando moja, gdybym teraz bez żadnego dalszego objaśnienia zadała ci po dawnemu na wypracowanie taki temat: „Dowieść, że starożytni mędrszymi byli od nas, w tajemnicy trzymając naukowe, polityczne i religijne prawdy”. Zaiste, zgorszyłabyś się takim bluźnierstwem, a jednak takiego właśnie bluźnierstwa żądam od ciebie. Jest ono sukienką zdobytego w ciężkiej pracy przekonania, na które pewnie zgodzisz się ze mną. Dla mnie i dla ciebie to znaczy po prostu, że wbrew teoriom Bukla140 et compagnie141, na nic się nie zda oświata bez umoralnienia — wiedza bez zdolności, zdolność bez skłonności ku dobremu. Rzeczy stare jak Wisła i Karpaty przynajmniej, oklepane jak dzień dobry i dobry wieczór, a jednak pominięte, zapomniane zupełniej niż pierwotny język pierwotnej rasy człowieczej. Gdybyś chciała je nago, bezpodstępnie powtórzyć, nikt by ci pewnie słowa nie zaprzeczył — ach! ty wiesz, co za rozpacz moja te wszystkie niezaprzeczone prawdy! — na które też nikt się już zgadzać nie potrzebuje. Nikt by ci więc nie zaprzeczył, nikt by się nie zgodził — nikt by nie doczytał nawet. Tymczasem rąbnij paradoksalną stroną — stań po stronie Magów, egipskich i eleuzyńskich kapłanów...