Henryk Ofterdingen

Oto bór tajny, kędy w szczytach jedli1

Pogwary wiodą bogi2 puszcz odwieczne,

Kędy3 na pustce, z dala od osiedli,

Na graniach wichry się skłębiają sprzeczne;

Gdzie drzewiej4 ciche, bosko-niebezpieczne

O śmierci jasne rozhowory5 wiedli

Dusza i słońce, bożek purpurowy,

Nim noc im zwiła6 wieńce snu na głowy.

Kędy się serce wydziera, na szczyty!

Gdzie orle szumy po nicości chodzą.

Kędy głos każdy nie-wieczny, zabity...

I z tęsknot blaski, widzenia się rodzą...

I śmiech szatana brzmi niesamowity,

Że w dole gazdy7 skiby płotmi8 grodzą,

Że się po ziemi człowiek władczo patrzy...

Od tchnienia śmierci co dnia w duszy bladszy9.

F. Mirandola10

Poręba, w lipcu 1904