3. Gwiazdy
Gwiazdy uznać można za żywe organizmy, ale dość szczególne pod fizjologicznym i psychologicznym względem. W zewnętrznych i środkowych warstwach dojrzałej gwiazdy prądy i rozżarzone gazy najwyraźniej układają się w „tkanki”, które żyją i utrzymują gwiazdową świadomość, przechwytując część ogromnej powodzi energii płynącej ze skupionego i wściekle aktywnego rdzenia gwiazdy. Najbardziej wewnętrzna z żywych warstw musi stanowić rodzaj układu pokarmowego, który przekształca pierwotne promieniowanie w formy potrzebne dla utrzymania gwiazdy przy życiu. Poza nią mieści się pewnego rodzaju warstwa koordynująca, którą można nazwać mózgiem gwiazdy. Najbardziej zewnętrzne warstwy, w tym korona, odpowiadają na wyjątkowo słabe bodźce otoczenia kosmicznego gwiazdy, na światło z sąsiednich gwiazd, promienie kosmiczne, meteory, siły pływowe wywoływane przez grawitacyjny wpływ planet i innych gwiazd. Odczucia te odbierane są przez dziwną tkankę gazowych organów czucia, które rozróżniają ich rodzaje i kierunki i przesyłają informacje do odpowiedniej warstwy „mózgu”.
Odczucia gwiazdy, choć tak dla nas obce, okazały się ostatecznie dość czytelne. Nie było dla nas bardzo trudne wniknąć telepatycznie w gwiazdową percepcję łagodnego łechtania, głaskania, szczypania i iskrzenia dochodzącego do gwiazdy z galaktycznego otoczenia. Co dziwne, choć samo ciało gwiazdy znajdowało się w stanie ekstremalnej jasności, to płynące na zewnątrz światło nie miało wpływu na organy zmysłów. Widoczne było tylko blade światło pozostałych gwiazd. To dawało jej percepcję otaczającego nieba migoczących konstelacji, na tle nie tylko czerni, ale także niewyobrażalnych dla ludzi kolorów kosmicznych promieni. Same gwiazdy postrzegane były w barwach zależnych od rodzaju i wieku.
Ale choć percepcja gwiazd była dla nas względnie czytelna, inne aspekty gwiazdowego życia pozostawały początkowo niezrozumiałe. Musieliśmy przyzwyczaić się do zupełnie nowego spojrzenia na fizyczne zdarzenia, jako że zwyczajna, zależna od woli aktywność ruchowa gwiazdy wydaje się nie różnić od normalnych ruchów fizycznych gwiazdy badanych przez naszą naukę względem innych gwiazd i całej galaktyki. Należy myśleć o gwieździe jako o niewyraźnie świadomej wpływu grawitacyjnego całej galaktyki i bardziej świadomej przyciągania bliskich sąsiadów, choć oczywiście ich wpływ był zwykle zbyt słaby, by wykryły go ludzkie instrumenty. Na te wpływy gwiazda odpowiada świadomym ruchem, który planetarni astronomowie uznają za czysto mechaniczny; sama gwiazda jednak bez wątpienia odczuwa ten ruch jako ekspresję swojej wolnej woli. Taka przynajmniej była niemal niewiarygodna konkluzja badań wykonanych przez galaktyczną społeczność światów.
Jak się okazuje, normalne doznania gwiazdy wydają się składać z percepcji kosmicznego środowiska oraz ciągłych świadomych zmian w jej własnym ciele i jej pozycji względem innych gwiazd. Ta zmiana pozycji to oczywiście obroty wokół własnej osi i krążenie wokół galaktyki. Życie ruchowe gwiazdy można uznać niemal za życie spędzone na tańcu czy łyżwiarstwie figurowym, wykonywanym z perfekcyjną precyzją zgodnie z ideą, która pojawia się w jej świadomości z głębin gwiazdowej natury i staje się jaśniejsza w miarę dojrzewania gwiazdy.
Idei tej człowiek nie potrafi sobie wyobrazić poza jej praktyczną manifestacją dobrze znanej „zasady najmniejszego działania” w fizyce, ruchu po torze, który w danych warunkach grawitacyjnych i innych jest najmniej ekstrawagancki. Sama gwiazda, dzięki chłonięciu pola elektromagnetycznego kosmosu, najwyraźniej pragnie tego idealnego kursu i realizuje go z całą uwagą i delikatnością, podobnie jak kierowca poruszający się po krętej drodze czy baletnica wykonująca skomplikowane ruchy z jak najmniejszym wysiłkiem. Niemal na pewno całe zachowanie fizyczne gwiazdy doświadczane jest normalnie jako błoga, ekstatyczna i zawsze pomyślna pogoń za pięknem formy.Myślące światy były w stanie odkryć to dzięki własnemu doświadczeniu z formalną estetyką i właśnie dzięki temu doświadczeniu udało im się nawiązać kontakt z gwiazdowymi umysłami. Ale sama percepcja estetycznej (czy też religijnej?) prawidłowości tajemniczego kanonu, którą gwiazdy tak ochoczo przyjmowały, pozostawała daleko poza zasięgiem światoumysłów. Musiały więc zdać się na zaufanie w tym względzie. Najwyraźniej ten estetyczny kanon w jakiś sposób symbolizował pewną duchową intuicję, która pozostawała ukryta przed światami.
Życie pojedynczej gwiazdy to nie tylko życie fizycznego ruchu, ale także niewątpliwie w jakimś sensie życie kulturowe i duchowe. W jakiś sposób każda gwiazda jest świadoma pozostałych jako rozumnych istot. Owo wzajemne postrzeganie jest prawdopodobnie intuicyjne i telepatyczne, choć zapewne wspomagają je także wnioski z obserwacji zachowania innych gwiazd. Z tych psychologicznych relacji między gwiazdami wywodził się cały świat doznań społecznych tak obcych myślącym światom, że nie mogę powiedzieć o nich niemal niczego.
Zapewne istnieje jakiś powód, by uważać, że swobodne zachowanie poszczególnych gwiazd wynika nie tylko z surowych kanonów tańca, ale także ze społecznej woli współpracy z innymi. Relacje między gwiazdami na pewno są doskonale społeczne. Przypominały mi relacje między muzykami w orkiestrze, ale w orkiestrze składającej się z osób w pełni skupionych na wspólnym celu. Być może, ale nie na pewno, każda gwiazda, wykonując swój szczególny motyw, kieruje się nie tylko czystą motywacją estetyczną czy religijną, ale także wolą umożliwienia pełnego samowyrażania się swoim partnerom. Jeśli tak, to życie każdej gwiazdy doświadczane jest nie tylko jako doskonałe wykonanie formalnego piękna, ale także doskonały wyraz miłości. Niemądre byłoby jednak przypisywanie gwiazdom czułości i przyjaźni w ludzkim sensie. Można bezpiecznie powiedzieć jedynie, że większym fałszem było odmawianie im wzajemnych uczuć niż stwierdzenie, że zdolne są do miłości. Badania telepatyczne sugerują, że doświadczenia gwiazd miały zupełnie inną strukturę niż odczucia myślących światów. Nawet przypisywanie im myśli czy pragnień jest zapewne wulgarnie antropomorficzne, ale niemożliwe jest mówienie o ich doznaniach innymi słowami.
Życie umysłowe gwiazdy to niemal na pewno progresja od prostej, dziecięcej mentalności do dojrzałej świadomości. Wszystkie gwiazdy, młode i stare, są „anielskie” w tym sensie, że wszystkie swobodnie i radośnie wypełniają „dobrą wolę”, wzór prawidłowych, na tyle, na ile im wiadomo, działań. Jednakże młode gwiazdy, choć doskonale wykonują swoją część galaktycznego tańca, w pewnym stopniu zdawały się duchowo naiwne i dziecinne w porównaniu z bardziej doświadczoną starszyzną. Dlatego też, choć wśród gwiazd w zasadzie nie istnieje pojęcie grzechu, żaden celowy wybór działań, o którym wiadomo, że jest niesłuszny dla jakiegoś nieistotnego celu, istnieje ignorancja i wskutek tego odchylenie od idealnego wzorca znanego dojrzalszym gwiazdom. Takie błędy młodych są jednak akceptowane przez bardziej przebudzoną klasę gwiazd jako pożądany czynnik w tańcu galaktyki. Z punktu widzenia nauk przyrodniczych znanych myślących światów zachowanie młodych gwiazd to oczywiście zawsze dokładna ekspresja ich natury, podobnie jak zachowanie starszych gwiazd. Co zaskakujące, fizyczna natura gwiazdy na każdym etapie jej rozwoju jest po części ekspresją telepatycznego wpływu pozostałych gwiazd. Faktu tego nie może wykryć czysta fizyka żadnej epoki. Naukowcy bezwiednie wyprowadzają prawa fizyki dotyczące ewolucji gwiazd z danych, które same nie są tylko wyrazem normalnych, fizycznych oddziaływań, ale także niespodziewanych oddziaływań fizycznych gwiazd.
We wczesnych erach kosmosu pierwsze „pokolenie” gwiazd musiało bez niczyjej pomocy odnaleźć swoją drogę od dzieciństwa ku dojrzałości, ale późniejsze „generacje” w jakimś stopniu kierowały się wskazówkami starszych, aby mogły szybciej i skrupulatniej przejść do pełni świadomości umysłowej samych siebie jako uduchowionych istot i duchowego wszechświata, który zamieszkiwały.
Niemal na pewno gwiazdy, które najpóźniej skupiły się z pierwotnej mgławicy, czyniły (czy też będą czynić) szybsze postępy niż ich starsze siostry. Pośród gwiazd uważano, że w swoim czasie młode gwiazdy, gdy osiągną dojrzałość, znacznie przewyższą starsze pod względem duchowej wnikliwości.
Warto wspomnieć, że dwa główne pragnienia wszystkich gwiazd to chęć doskonałego wykonywania swej roli we wspólnym tańcu oraz chęć dążenia do osiągnięcia pełnego zrozumienia natury kosmosu. To ostatnie stanowiło czynnik gwiazdowej mentalności najbardziej zrozumiały dla myślących światów.
Punkt kulminacyjny życia gwiazdy ma miejsce, gdy przejdzie przez długi okres młodości, podczas którego stanowi to, co ludzcy astronomowie zwą „czerwonym olbrzymem”. Pod koniec tego etapu gwałtownie kurczy się do rozmiarów zbliżonych do naszego Słońca. Temu fizycznemu kataklizmowi zdają się towarzyszyć znaczne zmiany umysłowe. Dlatego też, choć gwiazda odgrywa mniej spektakularną rolę w tanecznych rytmach galaktyki, staje się być może bardziej świadoma. Mniej interesuje ją rytuał gwiezdnego tańca, a bardziej jego domniemane znaczenie duchowe. Po tej długiej fazie fizycznej dojrzałości następuje kolejny kryzys. Gwiazda kurczy się do niebywale gęstego stanu, który nasi astronomowie nazywają „białym karłem”12. Jej stan umysłu podczas tego kryzysu okazał się niemal niedostępny badaniom myślących światów. Zdawał się być kryzysem rozpaczy i przekierowania nadziei. Od tej pory gwiazdowy umysł przedstawia w coraz większym stopniu zdumiewające, a nawet przerażające, negatywne nastawienie, lodowatą, niemal cyniczną wyniosłość, która, jak podejrzewaliśmy, stanowiła tylko emanację jakiegoś straszliwego zachwytu. Jakkolwiek by było, stara gwiazda wciąż pieczołowicie odgrywała swoją rolę w tańcu, ale jej nastrój ulegał głębokiej zmianie. Estetyczny ferwor młodości, spokojna, szczera wola dojrzałości, całe dojrzałe oddanie aktywnej pogoni za mądrością — to wszystko ustawało. Być może od tej pory gwiazda jest zadowolona ze swoich osiągnięć i po prostu cieszy się otaczającym ją wszechświatem z dystansem i wnikliwością,jakie osiągnęła. Być może. Ale myślące światy nigdy nie były w stanie ustalić, czy stary, gwiazdowy umysł umykał ich zrozumieniu jedynie dzięki temu, że tak przewyższał je poziomem rozwoju, czy przez jakieś tajemnicze zaburzenie ducha.
Gwiazda pozostaje w tym stanie starości przez dłuższy czas, stopniowo tracąc energię i wycofując się mentalnie, aż zapada w nieprzenikniony trans starczego otępienia. W końcu jej światło wygasa i jej tkanki rozpadają się. Nadal krąży po kosmosie, ale robi to nieświadomie, w sposób odrażający dla wciąż rozumnych koleżanek.
Tak z grubsza wygląda właśnie normalne życie przeciętnej gwiazdy. Istnieje jednak wiele ich odmian, jako że różnią się początkowymi rozmiarami i składem, a także zapewne psychologicznym wpływem na sąsiadów. Jednym z najczęstszych z ekstrawaganckich typów jest gwiazda podwójna, dwa potężne, ogniste globy tańczące wspólnego kosmicznego walca, czasami niemal się stykające. Jak wszystkie relacje międzygwiezdne,partnerstwa te są doskonałe, anielskie. Nie można jednak być pewnym, czy obie gwiazdy doświadczają czegoś, co można by nazwać uczuciem osobistej miłości, czy też postrzegają siebie nawzajem jedynie jako współpracowników wykonujących wspólne zadanie. Badania niewątpliwie sugerowały, że istoty te rzeczywiście poruszały się po swoich krętych torach w stanie pewnego rodzaju wzajemnej radości z bliskiej współpracy nad galaktycznym planem. Ale miłość? Nie da się tego stwierdzić. Z czasem, przy utracie pędu, gwiazdy rzeczywiście stykają się ze sobą. Wtedy, pośród radości i bólu płomieni, scalają się. Po okresie nieświadomości wielka nowa gwiazda wytwarza nowe żywe tkanki i zajmuje swoje miejsce pośród anielskiego orszaku.
Dziwaczne cefeidy13 okazały się najbardziej konsternującymi ze wszystkich rodzajów gwiazd. Zdaje się, że te i inne gwiazdy zmienne o znacznie dłuższym cyklu rozbłysków oscylują między ferworem a wyciszeniem, w harmonii z fizycznym rytmem. Więcej nie sposób jednak powiedzieć.
Pewne wydarzenie, które dotyka jedynie znikomą liczbę gwiazd podczas ich tanecznego żywota, ma najwyraźniej wielką wagę psychologiczną. Jest to zbliżenie się do siebie dwóch lub może trzech gwiazd na tyle, by mogły wystrzelić do siebie nawzajem ogniste macki. W czasie tego „pocałunku”, przed dezintegracją płomienia i narodzinami planet, każda z gwiazd zapewne doświadcza silnej, ale nieczytelnej dla ludzi fizycznej ekstazy. Najwyraźniej gwiazdy, które przeżyły to doświadczenie uzyskują znaczny poziom zrozumienia dla jedności ciała i ducha. „Dziewicze” gwiazdy, choć niepobłogosławione w ten sposób,wydają się nie mieć ochoty na naruszenie świętych kanonów tańca, aby znaleźć sposób na tego rodzaju spotkanie. Każda z nich jest anielsko zadowolona z odgrywania przydzielonej jej roli i obserwowania ekstazy tych, którym sprzyjał los.
Opisanie mentalności gwiazd to oczywiście opisywanie niepojmowalnego za pomocą zrozumiałych, ale zafałszowujących rzeczywistość ludzkich metafor. Tendencja ta jest szczególnie poważna w opisach dramatycznych relacji między gwiazdami a myślącymi światami, jako że pod wpływem tych relacji gwiazdy zdały się po raz pierwszy doświadczyć emocji podobnych ludzkim. Póki gwiezdna społeczność była odporna na wpływ myślących światów, każda z gwiazd postępowała z idealną rzetelnością i czuła doskonałą błogość w perfekcyjnej ekspresji swojej natury i wspólnego ducha. Nawet starość i śmierć akceptowano ze spokojem, jako że postrzegano je jako nieodłączną część egzystencji i każda gwiazda pożądała nie nieśmiertelności, czy to dla siebie, czy dla zbiorowości, ale doskonałego spełnienia gwiazdowej natury. Ale gdy w końcu myślące światy, planety, zaczęły wpływać w istotny sposób na gwiezdną energię i ruchy gwiazd, nowa, straszliwa i niepojęta siła wkroczyła nagle w doświadczenie gwiazd. Dotknięte nią jednostki odczuwały wyniszczający konflikt myśli. Z jakiejś niewykrywalnej dla nich przyczyny nie tylko błądziły, ale chciały błądzić. Zaczęły grzeszyć. Nawet gdy wciąż wielbiły dobro, wybierały zło.
Powiedziałem wcześniej, że problem ten był bezprecedensowy, ale nie jest to, ściśle biorąc, prawda. Coś nieróżniącego się całkowicie od tej publicznej hańby zdawało się wydarzać w prywatnych odczuciach niemal każdej gwiazdy. Ale każda cierpiąca na tę przypadłość jednostka skutecznie ukrywała swój wstyd przed pozostałymi,albo aż stał się z czasem znośny, albo aż jego źródło zostało usunięte. Bardzo zaskoczyło nas, że istoty, których natura była pod tak wieloma względami zupełnie obca i niezrozumiała, w tej jednej kwestii były zdumiewająco ludzkie.
W zewnętrznych warstwach młodych gwiazd życie niemal zawsze pojawia się nie tylko w zwyczajny sposób, ale także w formie pasożytów, drobnych, niezależnych, ognistych organizmów, często nie większych niż chmura w ziemskim powietrzu, ale czasami tak wielkich jak sama Ziemia. Te „salamandry” albo pożywiały się energią gwiazdy w ten sam sposób, jak organiczne tkanki jej samej, albo po prostu polowały na te tkanki. Tu, podobnie jak gdzie indziej, działały prawa ewolucji biologicznej i z czasem mogły pojawiać się rasy inteligentnych, płomiennych istot. Nawet gdy życie salamander nie docierało do tego poziomu, jego wpływ na organizm gwiazdy mógł stać się oczywisty dla samej gwiazdy jako choroba skóry i organów czucia, a nawet organów wewnętrznych. Doświadcza wtedy emocji podobnych nieco do ludzkiego strachu i wstydu i z niepokojem strzeże tej tajemnicy przed telepatycznym zasięgiem pobratymców.
Rasie salamander nie udało się nigdy zdobyć władzy nad swym ognistym światem. Wiele z nich prędzej czy później pada ofiarą jakiejś naturalnej katastrofy, bratobójczych walk lub samooczyszczających czynności potężnego gospodarza. Wiele innych przetrwało, ale w dość niegroźnym stanie, wywołując jedynie lekką irytację swoich gwiazd i cień nieszczerości w ich wzajemnych kontaktach.
W publicznej kulturze gwiazd pasożytujące na nich salamandry zupełnie ignorowano. Każda gwiazda uważała, że tylko ona cierpi na tę przypadłość i jest jedynym grzesznikiem w galaktyce. Szkodniki miały jeden pośredni wpływ na gwiazdowe myśli. Dzięki nim pojawiła się idea czystości. Każda gwiazda tym bardziej ceniła perfekcję gwiazdowej społeczności z uwagi na własną skrywaną nieczystość.
Gdy myślące planety zaczęły poważnie ingerować w energię gwiazd i ich orbity, skutkiem nie był prywatny wstyd, ale publiczny skandal. Dla wszystkich obserwatorów oczywiste było, że winowajca pogwałcił kanony tańca. Pierwsze aberracje spotkały się ze zdumieniem i przerażeniem. Pośród rzeszy gwiazd szeptano, że jeśli skutkiem tak cenionych kontaktów międzygwiazdowych, w wyniku których powstawały naturalne planety, była ostatecznie ta haniebna nieregularność, to być może samo pierwotne doświadczenie było grzeszne. Błądzące gwiazdy protestowały, twierdząc, że nie są grzesznikami, ale ofiarami jakiegoś nieznanego wpływu ze strony krążących wokół nich ziaren. Ale po cichu same w to wątpiły. Czyżby dawno temu, w ekstatycznym wzajemnym kontakcie, rzeczywiście naruszyły kanon tańca? Podejrzewały też, że jeśli chodzi o nieregularności, które powodowały teraz ten publiczny skandal, przy większej sile woli byłyby w stanie się powstrzymać i utrzymać prawidłowy kurs mimo wpływających na nie szkodników.
Tymczasem moc myślących planet rosła. Śmiało sterowały słońcami tak, by jak najlepiej służyły celom swoich pasożytów. Dla gwiazdowej populacji oczywiście te błądzące gwiazdy wydawały się być niebezpiecznymi szaleńcami. Kryzys nadszedł, jak już wspomniałem, gdy światy wysłały pierwszego posłańca ku sąsiedniej galaktyce. Pędząca gwiazda, przerażona własnym maniakalnym zachowaniem, próbowała bronić się jedynym znanym sobie sposobem. Wybuchła do stanu „nowej” i skutecznie zniszczyła swoje planety. Z punktu widzenia gwiazdowej ortodoksji był to śmiertelny grzech, jako że stanowiło to bluźnierczą interwencję w boski porządek życia gwiazdy. Działanie to było jednak skuteczne i wkrótce powtórzyły to inne zdesperowane gwiazdy.
Następnie nastąpiła przerażająca era, którą opisałem już z punktu widzenia społeczności światów. Z perspektywy gwiazd nie była wcale lepsza, jako że warunki dla gwiazdowej społeczności stały się wkrótce rozpaczliwe. Zniknęła perfekcja i piękno dawnych dni. „Miasto Boga” zdegenerowało się do stanu pełnego nienawiści, wzajemnych oskarżeń i rozpaczy. Rzesze młodszych gwiazd stały się przedwczesnymi, zgorzkniałymi karłami, podczas gdy starszyzna popadła w starczą demencję. Taneczny układ stał się chaotyczny. Pozostała dawna chęć trzymania się kanonów tańca, ale stały się one teraz dla nich niejasne. Życie duchowe musiało ustąpić potrzebie natychmiastowego działania. Pasja dla postępu, jeśli chodzi o zgłębianie natury kosmosu, także pozostała, ale gwiazdy miały w nią coraz słabszy wgląd. Co więcej, dawna naiwna pewność siebie, typowa dla młodych i dojrzałych gwiazd,pewność, że kosmos jest perfekcyjny, a stojąca za nim potęga sprawiedliwa, ustąpiła miejsca pustej rozpaczy.