XIII

Miłość, słaba na początku,

gdy przechodzi w nawyknienie,

coraz bardziej potężnieje,

zmienia się w żywe płomienie.

Byk, którego dziś się lękasz,

był kiedyś mlecznym cielaczkiem.

Wielkie drzewo rozłożyste

dawniej było małym krzaczkiem.

Małym źródłem się poczyna

rzeka ku morzu płynąca.

Nieskończoną ilość wody

czerpie z dopływów tysiąca.

Przyzwyczaj do siebie lubą.

Znaczy to ogromnie dużo,

znoś wszelakie jej kaprysy,

choć cię męczą, choć cię nużą.

Niech cię widzi bezustannie.

Niech nic prócz ciebie nie słyszy.

Niech twój obraz dniem i nocą

ukochanej towarzyszy.

Lecz gdyś jest pewien, że tęskni

do tkliwej miłości twojej,

oddal się... Twe oddalenie

niechaj ją zaniepokoi.

Niech odpocznie... Wypoczęta

ziemia sutsze daje plony.

Chciwiej deszczu zimne strugi

pochłania grunt wysuszony...

Lecz niech twoja nieobecność

nie dłuży się nieopatrznie.

Luba o tobie zapomni

i o innym myśleć zacznie.

Czas leczy wszelkie tęsknoty.

Nieobecny Menelausie50,

tyś był winien, że z Heleną51

Trojańczyk w amory wdał się.

Jak można było odjeżdżać,

gdy została żona młoda

pod jednym dachem z Parysem52!

Wszyscy wiemy — krew nie woda.

Szaleńcze, dałeś gołąbkę

na pożarcie krogulcowi.

Jagniątko wilkowi, który

tysiące owieczek łowi...

Helena była niewinną.

Parys był również niewinien.

Każdy z nas na jego miejscu

to samo zrobić powinien.

Mąż dał im lokal do grzechu

i zostawił czasu mnóstwo.

Mąż — powiedzieć można — całe

sprowokował cudzołóstwo.