SCENA I
ROMULUS
sam, wychodząc z domu
Czy to las płonie, czy dnia świeci gwiazda?...
Świta... Już sowa uciekła do gniazda,
Ćma pod liść sunie; tylko troska żywa,
Z potomstwa nocy jedna niezmorzona
Snem, czuwa po dniu.
Gdzież to moja żona?
Hersylio!... Nikt się żywy nie odzywa.
W nocy, zda mi się — to nie było we śnie —
Ona za siostrą wołała boleśnie.
Biedna!... Jam z sercem walkę musiał zwieść,
Ażeby nie wstać pociechę jej nieść;
Lecz nie żałuję. Wszystko powiedziane
Jest między nami; a wreszcie czyż zbawić
Mogą nas słowa? Dech ust świeżą ranę
Rozdrażnia; ona musi się wykrwawić. —
Bywaj! Hersylio... Gdzież się ona chowa?
Snadź pod ołtarzem poszła szukać schrony73,
Jakby męskiego nie dość było słowa!
Zwraca się na prawo i spostrzega Talassjusza.
Talassjusz! czyś gdzie nie spotkał mej żony?