SCENA I

Pinarius, ślepy, siedzi na przodzie sceny przed świątynią, na jednym z ciosanych głazów. Syn jego mały stoi w otwartej bramie i patrzy w dół na równinę.

CHŁOPIEC

Przestali się mocować. Ankus znowu

Już po raz trzeci górą. Stanął sobie

Tak, ręce założywszy; a przeciwnik

To ledwie że się biedak z ziemi dźwiga...

Pomiędzy tłum się powlókł! No, ten pewno,

Do domu jak powróci, to nie bardzo

O naszym dzisiaj święcie się rozgada!

Tymczasem Ankus pobiegł... a, do Tybru...

Rękami czerpie wodę; twarz i głowę

Z kurzu i potu zmywa... Teraz wraca...

Odgarnął sobie włosy; idzie z wolna...

O pięknie bo wygląda! Jak bóg wojny!

Wszyscy mu wiwat krzyczą, że zwycięzca.

Być takim mocnym, ach — i takim pięknym!

Dokoła żeby wszystko tak wołało

I biegło na spotkanie! Wszak i tu już

W czasie pochodu z rana, na ulicach

Na niego każdy patrzał; każdy pytał:

A kto to ten przystojny? Kiedy inni

Wciąż z gośćmi kuryjskimi5 rozprawiali

I ten i ów się chlubił z swych popisów; —

To on przez cały czas z królewną obcą,

Z tą młodszą — nieodstępnie. To się śmieją,

To się spierają z sobą. Sam widziałem,

Dziewczęta zazdrościły aż królewnie,

A jemu znów mężczyźni zazdrościli.

Ankus jak dziecko śmiał się. — Teraz wszystkich

Zwyciężył jak bohater!

PINARIUS

Prosta dusza!

Co błyszczy, to mu dobre; choćby to był

Wężowych oczu połysk. Pójdź no, chłopcze!

Pójdź, mój kochany chłopcze; coś ci powiem.

CHŁOPIEC

wychylając się za bramę

Kiedy teraz najpiękniej: — konie, konie!

Dziesięć bialutkich takich, dziesięć karych!

Aż wszyscy z miejsc powstali: takie śliczne.

Mój ojcze, czy też u nich, u Sabinów,

Są w Kurach6 takie konie, jak tu w Rzymie?

Ach! żebym ja był duży, też bym jechał.

PINARIUS

Podziękuj wszystkim bogom, żeś jest dzieckiem,

Żeś z dala tam od złego, co się spełnia.

CHŁOPIEC

Od złego? Jak to, ojcze? Przecież święto

Dla boga się odprawia. Przecież tylu

Sąsiadów, co nas przedtem znać nie chcieli,

Na obchód do nas przyszło. Jakżeż mówisz,

Że złem jest, gdzie nienawiść się uśmierza.

PINARIUS

Nienawiść się zapala! Lecz ty tego,

Mój synu, nie przeczuwasz.

CHŁOPIEC

Jeśli takie

Masz złe przeczucia, ojcze, to uchodźmy.

PINARIUS

Ach, ślepy, dokąd pójdę! Trzeba było

Od Rzymian ujść, gdy gród nasz zdobywali!

O czemuż, zamiast skryć się, czemuż biegłem

Wśród dymów i płomieni do ołtarza,

By wynieść bóstwa posąg! Czemu płomień

Wypalił tylko oczy, a samego

Nie zniszczył razem z drogą mi świątynią!

Jesteśmy teraz łupem tego ludu,

Co nie dba o świętości, co z nich szydzi.

CHŁOPIEC

Znak dają! Teraz — teraz — polecieli!

Toż pędzą! ach jak pędzą! grzywy w górę!

Jak gdyby sam Neptunus7 ich poganiał!

U jeźdźców włosy na wiatr! Ach, że ja też

Z daleka stać tu muszę!

PINARIUS

Zapomnijcie

O bogach! gardźcie nimi! Bogi8 milczą;

Ich piorun mówić będzie.

CHŁOPIEC

Gdybyś widział,

Jak pięknie się kurzawa w słońcu złoci!

Po drugi raz znów lecą. Przed wszystkimi

Ankusa biały ogier. A sam jeździec

To jakby był przykuty; głowa prosto!

Zwyciężył! znów zwyciężył! Wspiął się ogier;

Różowym nozdrzem parska, zarżał dumnie;

Zwycięstwem też się pyszni! Stają wszyscy...

A konie jak spotniały! Aż z nich dymi

Biaława od rzecznego chłodu para.

Ach ojcze, gdybyś widział! Zsiedli teraz

I wodzą swe rumaki w parach, stępa,

Wzdłuż siedzeń.

PINARIUS

wstając

Odwróć oczy, moje dziecko,

I nie patrz na to dłużej i nic nie mów;

Bo źle jest przypatrywać się zdrożności,

Nie mogąc jej zaradzić.

CHŁOPIEC

Co to! Co to!

Co oni robią, ojcze?

PINARIUS

wznosząc głowę

O odwróćcie

Oblicze wasze, bogi, co strzeżecie

Pokoju i praw świętych gościnności

I pory uroczystej!

CHŁOPIEC

Z ław ściągają

Dziewice! Każdy z naszych jedną chwyta,

Porywa, sadza na koń i sam skacze!

I pędzą z miejsca żywo! — Czy to żartem?

Te krzyczą; goście grożą aż pięściami...

Wrzask, bójka! Co to będzie?

PINARIUS

Zaprosili

Na święto, aby zgwałcić i znieważyć.

CHŁOPIEC

I miecze! Czyż to wolno na igrzyskach

Być z bronią?

PINARIUS

Zdradzić wolno! Wszystko wolno!

CHŁOPIEC

A goście są bez broni. To haniebnie!

Porwawszy biednym matkom córki z objęć,

Wywijać gołą szablą przed oczyma!

I wciąż tak robią wszyscy! Coraz inni

Rzucają się na zdobycz za tamtymi!

Tutaj na górę dążą; każdy swoją

Chwyciwszy, ciągnie, wlecze tu do bramy.

O! widzę: to Talassjusz, a tuż za nim...

Czyż można tak zwycięstwo chlubne plamić!

I Ankus! — Gdzież to, ojcze, król się podział?

Król nie dałby im broić.

PINARIUS

Jest ich królem

Dlatego, że ich zbrodniom przewodniczy.

CHŁOPIEC

biegnąc śpiesznie od bramy na przód sceny

Już idą, zaraz wejdą. Słyszysz krzyki?

Ach ojcze, aż drżę cały. Krew się we mnie

Gotuje z bólu, z wstydu! Uciekajmy!

PINARIUS

Słyszycie, nieśmiertelni? Ach ocalcież

To dziecię, co się wzdryga na ohydę,

Ocalcie je od kary, jaka spadnie!

O chciałbym! Władza króla mnie tu trzyma.

Odprowadź mnie przynajmniej gdzie na stronę9,

Aż burza ta ucichnie.

CHŁOPIEC

Idźmy, idźmy!

Odprowadza starego na prawo. W tejże chwili wpada młodzież w otwartą bramę; każdy ciągnie za sobą opierającą się dziewczynę.