SCENA I

Ranek świta. Brama otwarta. W miarę postępu akcji scena rozwidnia się.

Pinarius śpiesznie wychodzi z prawej strony, za nim chłopiec.

PINARIUS

Dalej stąd, synu, dalej! Brama bliska;

Czuję powietrze, co się tu przeciska.

Więc uciekajmy!

CHŁOPIEC

Uciekać! Gdzie, po co?

Zewnątrz się biją. Gdzie spojrzeć za mury,

I beczka by się nie stoczyła z góry

Przez ciżbę mordu, co począł się nocą.

Co za noc! Jakiż dzień się z niej wychyli?

I pocóżeśmy wyszli ze świątyni,

Gdzieśmy przynajmniej bezpiecznymi byli!

PINARIUS

Nie! Chram bez boga bezpiecznym nie czyni,

A bogi wyszły, złorzecząc tej chwili.

I tylko Jędze gospodarzą strachem,

Sowimi skrzydły warkocząc nad dachem,

Który ma runąć. Uciekajmy!

CHŁOPIEC

Po co?

Jak się wychylim, na śmierć nas zdruzgocą.

Całe podole, jak zajrzeć daleko,

Roi się bojem, — pod lasem, nad rzeką.

Żeśmy bezbronni, nic nam nie pomoże.

Jak gradem całe ściemniało przestworze;

Tu świszczą strzały, tam pociski grzmocą,

Tu kamień warczy wyrzucony procą.

PINARIUS

Co mi śmierć! Bylem ten bezbożny gród

Rychlej opuścił.

CHŁOPIEC

Mogąż bezbożnemi

Być martwe mury? Przecież męski lud

Wyległ na pole. Kiedyś legł na ziemi

I zadrzemałeś, jam poszedł do miasta.

Pusto. Gdzie spojrzę przez otwarte drzwi,

Tam przy ognisku sabińska niewiasta

Samotna siedzi i ociera łzy.

Psy, co jedyną zostały obroną,

Liżą ich ręce opadłe na łono.

Biedneż niewiasty! Tak młode a smutne.

Cóż? Gdy mężowie walczą tam z ich braćmi,

Kto bądź zwycięży — losy to okrutne —

Łza po poległym kirem oko zaćmi.

PINARIUS

Czemuż ni jednej nie było tak śmiałej,

Jak córka króla?... Dziś by nie płakały.

CHŁOPIEC

Jeszczem coś widział... Szedłem koło domu

Biednego Anka. Wprawdzie go na mary

Złożyli, ale nie było go komu

Pilnować nocą. Spojrzę przez świt szary

Ode drzwi: w głowach siedziała dziewica

I nad umarłym pochyliła lica.

Tullia!... krzyknąłem. Ona na to słowo

Spojrzała martwo i dała znak głową,

Bym nie przeszkadzał. Jakaś tajemnica!...

Aż mnie dreszcz przeszedł.

PINARIUS

Spojrzyj no ku bramie,

Co to za hałas?

CHŁOPIEC

wyglądając

Ho! nasz szyk się łamie...

Nie... znów stanęli; dotrzymują kroku.

Król przed szeregiem prowadzi na wroga...

Zwarli się... dzielnie!... Już z połowa stoku

Oswobodzona... Droga aż do góry

Stoi otwarta.

PINARIUS

Tak? otwarta stoi?

Więc, pod mym gniewem, prowadź mnie za mury!

A gdybyś ojca w bezbożności swojej

Nie chciał wywieść za ten gród złowrogi,

To sam omackiem pójdę szukać drogi.

CHŁOPIEC

Za późno, ojcze. Czy mnie wzrok nie mami?

Górą znów jakaś wre ciżba straszliwa.

Ktoś ze świeżymi nadciąga hufcami,

A włos mu siwy po szyi opływa:

To Tytus Tacjusz. Jakby mu ubyło

Lat, istny młodzian postawą i siłą;

Jakże znać po nim bohatera-króla!

A teraz... prosto pędzi na Romula.

W promieniach słońca błysnęły dwa miecze...

Zmieszany hufiec rusza na porzecze133

Rozdzielić królów...

PINARIUS

A ja próżno pięście

Ściskam i czekam... na co?

CHŁOPIEC

Ot, nieszczęście!

Rzym do wstecznego zmuszony pochodu.

Woła na zewnątrz.

Tu! tędy! Brama otwarta!

ROMULUS

za sceną

Do grodu!

Zaniechać bitwy!

TACJUSZ

za sceną

Do szturmu, Sabiny!

CHŁOPIEC

odstępując od bramy

Ojcze! Rzym wkrótce pójdzie w gruzy. Biada!

PINARIUS

Słuszny gniew bogów niechaj prędzej spada;

Niech miejsce zgrozy zalegną ruiny!