SCENA II

Talassjusz ukazuje się w bramie. Widać zewnątrz grupy, które walcząc, pną się po stoku ku górze. Rzymianie bronią się, cofając, Pinarius siada na lewo. Chłopiec stoi obok niego z miną głębokiego współudziału.

TALASSJUSZ

stojąc na progu, woła na zewnątrz

Ręka na rękę, towarzysze, śmiało!

Tarczą o piersi przeć ich, co sił stało,

I spychać w przepaść. Tak!... Już się zachwiali,

Już lecą na dół. Towarzysze, dalej!

Do miasta bieżcie, chrońcie się za mury.

Tędy, Romulu! Śpieszcie, nim zgłuszone

Upadkiem tłumy wdrapią się do góry!

Niechaj szturmują, my znajdziem obronę!

Rzymianie cisną się przez bramę, ranni, niektórzy upadając. Zabitych wynoszą. Na prawo i na lewo rozchodzą się do miasta.

A teraz spocząć i obwiązać rany.

1-SZY RZYMIANIN

Niech krwawią; trudu Sabinom ubędzie.

TALASSJUSZ

Co tobie ulgi wrogów mieć na względzie?

Wstydź się, Sekstusie, coś taki stroskany?

Każdą krwi naszej kroplę u tej bramy

My im za ciężkie żelazo sprzedamy.

Dalej na mury, w kim dech jeszcze! Śmiało!

2-GI RZYMIANIN

Próżno!

TALASSJUSZ

Gdzie wasze męstwo się podziało?

Cóż stąd, że chwilę zatrzymano nas?

Tocieśmy trzykroć wpierali ich w las

I czoło z czołem całą noc walczyli.

Czegóż tak głowę zwieszać w jednej chwili,

Jakby po hańbie? Na jednego wilka

To zbyt morderczo puszczać psów po kilka.

Ale niech jeno podejdą do góry,

Oj złamią zęby o te dzielne mury!

3-CI RZYMIANIN

pomagając nieść zabitego

Nasi najlepsi zalegli na ziemi!

TALASSJUSZ

Wstydź się, Flawiuszu! Jakże najlepszemi

Możesz tych mienić, co w tak ciężkiej chwili

Rzym opuścili?

Czyż ja nie żyję? Czyż wy nie żyjecie?

I czyż nie żyje Romulus, choć niemy

I głuchy, milcząc, nieprzyjaciół miecie?

Ej! Rzym nie zginął, kiedy my żyjemy!

Dalej na mury! Co który zabity,

To go stojący134 wprowadzić na szczyty,

Aby wróg z pola myślał, że kamienie

Rodzą nam coraz nowe pokolenie!

Rannych do domów!... Lecz cóż to król zwleka?

RZYMIANIE

ostatni wkraczający

Nadchodzi!

TALASSJUSZ

Niech mu przebaczą bogowie,

Że tak na oślep narażał swe zdrowie.

A co my znaczym bez tego człowieka?