SCENA I

Taż sama dekoracja. Wieczór.

Hersylia, siedzi na jednym z kamieni przed domem Romulusa, z którego drzwi na pół otwartych widać odbłysk ogniska. Ankus wchodzi z lewej strony.

ANKUS

Czy mąż twój w domu jest, Sabinko?

HERSYLIA

nie patrząc nań

Kogo

Szukasz, człowieku? Jam34 niczyją żoną.

ANKUS

Gdzież tedy król jest, piękna narzeczono?

HERSYLIA

Król Tytus Tacjusz ruszył z ludem drogą

Do Kurów, zemsta skąd idzie straszliwa.

ANKUS

Tęż samą piosnkę o sto kroków śpiéwa

Mój młody ptaszek w klatce. Ale mniejsza!

Jam myślał żeś ty, Hersylio, baczniejsza

Niż twoja siostra.

HERSYLIA

Siostra moja? Bogi!...

Tyś Ankus?...

ANKUS

Szwagier twój, małżonek drogiej

Siostry, druh męża; — tego jako żywo

Dość, byś mi dała odpowiedź życzliwą,

Gdzie jest Romulus. — Za długo już pono

Zostawiam żonę samą.

HERSYLIA

Ona żoną

Twoją nie będzie nigdy. Nieszczęśliwy,

Nie śmiej się! Jutro gorycząć35 się stanie

Ten śmiech.

ANKUS

Gdy duch twój widzi przyszłe dziwy,

Przecześ36 do Rzymu przyszła na wezwanie,

Przecz nie ostrzegła swoich?

HERSYLIA

Nadaremnie

Je ostrzegałam, bo śmiały się ze mnie,

Jak ty, i jęczą, jak ty będziesz srodze.

Ej, Rzymianinie! wierzaj mej przestrodze,

Najmniejszym względem nie łudź się od dziecka,

Które porwała twoja dłoń zdradziecka.

W jej główce wola święci się dojrzała,

Ona drwi z ciebie; — jaka śmierć, nie pyta,

Ma ją wyzwolić.

ANKUS

Niejedna kobieta

Tym się chełpiła, jednak nie przestała

Kobietą być.

HERSYLIA

Lecz być kobietą ona

I nie zaczęła. Walczy śród jej łona

Dziewica z dzieckiem, a młodzieńcze dreszcze

Z chłopięcą butą. Ty jej nie znasz jeszcze.

ANKUS

Jest wszakże bóg, co walki te łagodzi.

HERSYLIA

Prawda, lecz jeśli jako bóg przychodzi.

Przemoc zaś płoszy bogi, które rade

Są na weselną uczęszczać biesiadę.

Patrz, ja ostrzegam ciebie, mego wroga,

Lecz w tym nienawiść nie jest mi podnietą,

Bo mi ma Tullia bardziej jeszcze droga

Niż ta nienawiść. Powiadam ci przeto:

Nigdy nie widział jasny dzień istoty,

Którą by bardziej ukochały bogi,

Nigdy bogatszej w szczęście i przymioty,

Nigdy gniew bogów nie zawrzał tak srogi,

Jak zawrze, gdy ktoś postąpi zuchwale

Z tą ich pieszczotką. Lecz po cóż ją chwalę?

Oko twe błysło ludzkości promieniem;

Nie! ty nie skalasz dzikim postąpieniem

Młodości swojej; nie rozetrzesz przecie

Na proch uszczknionej perły!

ANKUS

Za nic w świecie!

Znam ja jej wartość. Choćby mi sądzono

Z paszczy potworów wydrzeć ją, lub z grona

Zaciętych wrogów — byłaby mi żoną;

Bo najpiękniejsza na ziemi jest ona,

Jak najsilniejszym ja jestem na ziemi.

Eh! wstyd się puszyć słowy chełpliwemi37!

Lecz ty mnie zmuszasz porównywać miary

Wartości jej i mojej. Lichy, stary,

Tchórz — ja bym nie śmiał ubiegać się o nią,

Która młodością jest, wdziękiem i wonią.

A jakiż młodzian tam, w waszej krainie

Godniejszym mężem byłby tej dziewczynie

Niźli ja?... Wskaż mi, proszę, jego imię.

W igrzysku nie był on — przeczyć daremno —

Wasi najlepsi ulegli przede mną,

A ja przed jednym tylko królem w Rzymie.

HERSYLIA

A chociaż ty byś był jako syn boży,

Na skrzydłach uniósł ją i śród38 przestworzy

Trzymał w złocistym uwięzioną dworze,

Nigdy nie stłumisz gniewu wolnej duszy.

I prędzej skruszy ostrą skałę morze,

Niż się w niej miłość ku tobie poruszy.

ANKUS

Kruszyć nie myślę. Im silniejsza fala,

Tym ciszej wszystkie zawady obala

I krok za krokiem ima skałę ostrą,

Więc troskę z głowy wybij sobie, siostro;

Idzie tam król, a twój małżonek.

HERSYLIA

do siebie

Biada!

Próżne me słowa i wszystko przepada!