SCENA II
Romulus wchodzi z prawej strony. Hersylia siada znów nieruchomo na kamieniu. Ankus zwraca się do króla.
ROMULUS
Tak późno, Anku?
ANKUS
Zda się dosyć wcześnie,
Jak na noc, której nie spędzimy we śnie.
Księżyc, ten godów kaganiec39 wspaniały,
Ledwie zaświtał na górach. Gród cały
W ruchu.
ROMULUS
Widziałem. Samem obszedł góry
I straż zaciągnął na obronne mury.
Lecz ty dlaczegoś nie w domu, po trudzie?
ANKUS
Mnie tu przysłali do ciebie...
ROMULUS
Kto?
ANKUS
Ludzie,
Których pytałem, gdzie wino stoczone;
Bo chciałbym przecież uczcić moją żonę
Czarą za zdrowie. Ale, jako żywo!
Wieść ta, mój bracie, byłażby prawdziwą,
Żeś ty, nim jeszcze igrzyska zawrzały,
Kazał tajemnie wywieść zapas cały
Nad Tybr, a wszystkie naczynia i miary
Wylać do rzeki! Ja nie dałem wiary,
To niepodobna; zaprzeczyłem z góry;
Tyś nie powinien, nie mogłeś; ty, który...
ROMULUS
Mogłem, gdym zrobił!
ANKUS
To żart, na Bachusa40!
Albo też...
ROMULUS
Albo?...
ANKUS
Niedobra pokusa,
Nieznośna...
ROMULUS
Sprawić przez życzliwość bratnią,
By ta noc dla was nie była ostatnią?
ANKUS
Czemu ostatnią? Głupstwo!
ROMULUS
Bracie miły,
W sprawie tam żaden z nas nie był podpiły41,
Niechże i skutki na czczo nas zastaną.
ANKUS
Kto na czczo myśli zostać, temu miano...
Lecz po cóż ja się daremnie unoszę?
Wziąłeś nas, przyznaj, na figiel po trosze,
By lud nie uniósł się w zbytnim weselu
I nie zapomniał. Ależ, przyjacielu,
Zrób też coś gwoli roztropności ludu:
Niechaj biesiada uwieńczy moc trudu.
ROMULUS
Biesiadę winno poprzedzić zwycięstwo...
Nie dziś.
ANKUS
Co słyszę? Czyż niebezpieczeństwo
Tak oddalone duszę ci zachmurza?
Mnie przez to raźniej drga serce, że burza
Może mi wszystkie rozerwać rozkosze,
A ty...
ROMULUS
A ja się dawno nie unoszę
Radością własną ani własnym bólem,
Bo jestem królem.
ANKUS
Lepiej ci nie być, niż zapomnieć przeto
Być bohaterem!... Z jakimż przed kobietą
Staniemy czołem? Już słyszę ich drwiny.
Toż lada biedak na cześć swej dziewczyny —
Złego, dobrego — przecież się postara,
Ażeby w domu była wina czara;
A my, to niby w więzieniu zamknięci;
Każdy swej żonie dzban wody poświęci.
ROMULUS
Ty, widzę, płoniesz dosyć, choć bez wina.
ANKUS
Ze wstydu płonę. Cóż za czcza przyczyna!
Obawa wrogów... Miną dnie i noce,
Nim przed tym grodem broń ich zamigoce.
I czyż podobna, byśmy do tej chwili
Jakiegoś święta tu nie urządzili?
A choćby było i ostatnim — mniejsza!
Im w dniu weselszym, tym śmierć jest piękniejsza.
ROMULUS
Jedną znam tylko piękną śmierć dla męża:
Kiedy orężny42 ginie od oręża.
Lecz byłby sławnej godny skon43 pamięci,
Gdybyśmy nocą, opili44, snem zdjęci
Legli — a krewnych obce nasze żony
Naprowadzają na tłum niestrzeżony
I...
ANKUS
Nędzny postrach! Schodziłeś gród cały,
Czyż jęki, żale słyszeć ci się dały?
Czyż dzieciąt kilka, u których łza łatwa,
Łatwiejszy uśmiech, tak ci myśli gmatwa?
Oneż by miały?... Ojczyzna kobiecie
Tam, gdzie znalazła męża. To ci przecie
Wiedzieć należy, iż mnie ciężko boli,
Że ty tu wszystko według jednej woli
Swojej stanowisz, wzbraniasz, każdej chwili,
Jakbyśmy wszyscy nieletnimi byli.
Lud się na pasku daje wodzić tobie;
Zgoda. Ja, nigdy! Tego ja nie zrobię!
Bądź, jak chcesz, królem, tego nie uczynię!
Myśmy się wolno zeszli w tej krainie,
By być wolnymi; a tu naszą szyję
Z dnia na dzień krwawiej twoje jarzmo ryje.
Toż, na Plutona! ta rzecz mi obrzydła.
Do ojcowskiego wolę wrócić bydła,
Do Alby, niż tu cierpieć pod obuchem
Człowieka, com go mienił swoim druhem.
ROMULUS
po krótkiej pauzie, jeszcze się powstrzymując
Więc idź, szaleńcze, prędzej; ja ci radzę:
Nie czekaj, aż ci dam uczuć mą władzę
Mieczem sędziego.
ANKUS
I u mnie miecz w dłoni,
I towarzysze moi nie bez broni.
ROMULUS
Ha! bunt otwarty. — Bądź ustami śmiało
Wszystkich tych, którym właściwym się zdało
Szemrać i stawiać opór porządkowi,
Jaki roztropność w grodzie tym stanowi.
Zagarnij władzę; wszak ona przystoi
Młodości twojej i krewkości twojej?
Tym bardziej, iż tyś najbliższy tyrana,
I tyś istota przezeń ukochana.
Szalej! Istotnie, ten przymus jest srogi,
Niegodny ciebie. Dlaczegoś mi drogi?
Bo przypominasz zabitego brata!
Lecz braciom moim zła dola u świata;
Oni mi giną! A, przez wielkie bogi!
Tego mi starczy. Choćby konać w męce,
Już ja drugiego brata nie poświęcę.
Ankus milczy; Romulus po krótkim przestanku45 mówi dalej.
Idź, Anku, z Rzymu i uprowadź bracię46,
Toż cały stoi świat otworem dla cię47.
Kto ma dość siły i woli po temu,
Znajdzie powolne48 duchy. Czemuż, czemu
Remus nie wyszedł, nim zginął przeze mnie!
Teraz ty znowu... ale to daremnie;
Idź stąd, idź! folgi ja nie dam pokusie!
Odwraca się.
ANKUS
Jak możesz tak mnie ranić, Romulusie?
ROMULUS
Jest mi tak, jakbym z własnej głowy oko
Wydrzeć i rzucić miał w studnię głęboką.
Jednak ty tego chcesz z takim zapałem...
ANKUS
Rozstać się z tobą?... Nie chcę, nie myślałem!
ROMULUS
Choćbyś i nie chciał, losy nie ominą.
ANKUS
Wyrwij mi język; on wszystkiemu winą!
Och! to niesforne, dziecinne gadanie
Tego szczebiota; nie uważaj na nie.
Rozstać się z tobą! Lecz to by znaczyło
Od pnia żywego liść odedrzeć siłą,
By pozbawiony rodzimej zieleni
Usechł i zmarniał pod wiatrem jesieni.
Przebacz, najdroższy! i bądź mi cierpliwy
Za nas obudwóch49. Jam jest niegodziwy,
Że, by pragnienie stłumić, zdjęty szałem,
Ciebie i siebie razem zapomniałem.
ROMULUS
Anku!
ANKUS
Już się nie gniewasz. Zamiast wina
Dobroć mnie twoja orzeźwiać zaczyna.
Przebacz! Me serce, zdobyczą kochanki
Radosne, ślepo skoczyło za szranki50.
ROMULUS
podając mu rękę
A moje było ciężkie i ściśnione,
Więc zapomnijmy.
ANKUS
A teraz ja żonę
Muszę nawiedzić. W domu ją zamknąłem.
Twoja tu siedzi, a z ponurym czołem,
Spiżowy posąg. Tęgiego płomienia
Trzeba, aby ją stopić. Do widzenia,
Mój przyjacielu! A w uprzejmym słowie
Od ciebie siostrę, Hersylio, pozdrowię.
HERSYLIA
w najwyższym wzruszeniu
Jeśli swe życie kochasz, Rzymianinie,
Pamiętaj na to51, com ci powiedziała!
ANKUS
Wieszczko! Kto na śmierć kocha się w dziewczynie,
Jak ja, to życie — rzecz mu nader mała.
Przyjm dobrej nocy, Romulu, życzenia;
Jutroć52 zobaczym.
ROMULUS
Jutro! Do widzenia.
Ankus odchodzi.