SCENA III
Hersylia, Romulus.
HERSYLIA
Ankus! Odchodzi. Zatrata go czeka!
Przebóg! Przywołaj, och! tego człowieka!
Daremnie!... Zniknął. Skała się zapada...
I dziecię moje przytłucze mi! Biada!
ROMULUS
nie patrząc na nią
Hersylio!
Milczenie.
Wejdź w dom. Już zapadły cienie.
Siądź przy ognisku. Jest mięso jelenie,
Owoce w domu i kawałek chleba.
Posil się nieco.
HERSYLIA
Nic mi nie potrzeba.
ROMULUS
To uściel sobie w mym domu łożysko53,
A zanim uśniesz, zgaś proszę ognisko
I spocznij po dniu, co cię znużył srodze.
HERSYLIA
Ja tu spać będę.
ROMULUS
Na to się nie zgodzę.
Och! ty mnie nie znasz. Wejdź tam, uściel łoże
I śpij; ja nogą nie stanę w komorze.
Ta wilcza skóra, co mi za płaszcz służy,
Nieraz mi łożem bywała w podróży,
Śród przykrej nocy. Tę sobie rozścielę
I tu na stopniach noc przepędzę sam.
HERSYLIA
Ten dom jest twoim, ja nie stąpię tam;
Dopóki dom ten nie legnie w popiele,
Tu pozostanę.
ROMULUS
Czyń, jak chcesz, dziewico!
Żonąś54 Romula, nie zaś niewolnicą.
HERSYLIA
Jestem Sabinką!
ROMULUS
Tyś córą Tacjusza.
Wbrew przerażeniu wzniosła twoja dusza,
Co promieniała ku mnie z twego czoła,
Gdym cię chciał prośbą z rodzinnego koła
Zabrać — wszak nie zastygła. Do tej duszy
Ja się odzywam.
HERSYLIA
Lecz jej nie poruszy
Prośba ni groźba. Porzuć mowę, która
Nic wobec czynu twojego nie wskóra.
Jakąż nadzieją jesteś ożywiony?
Moją jest jedna: umrzeć — niezhańbioną.
ROMULUS
Moją byłaby hańba mojej żony.
Zimno potrząsasz głową?... W twoje łono
Nie zstąpi głos pokoju. Choćby bóg
Z wyroku głosem zstąpił na ten próg,
Ty w rozdrażnieniu wstrząsnęłabyś głową
I nie słuchała, gdyby jego słowo
Nie brzmiało zemstą.
HERSYLIA
Zgadłeś. Więc daremnie
Wszczynasz rozmowę. Oddal się ode mnie.
ROMULUS
zbliżając się do niej
Hersylio!
HERSYLIA
z mocą
Z dala! nie tknij ręki mojej.
Klątwa ojcowska między nami stoi.
ROMULUS
Bóg, co mu służy nad klątwą opieka,
Z jej wykonaniem nie kwapi się wcale.
Gdy człek za człekiem w rozognienia szale
Rzuci pochodnię klątwy, to bóg czeka,
Aż gdzie na drodze łagodniejsze tchnienie
Przytłumi zgubne pochodni płomienie;
Aby, nim wyrok na winnym się ziści,
Powstrzymać w życiu pożar nienawiści.
Gdym czyn zamierzył srogi, wtedy głucho,
Z dala ta klątwa już mi brzmiała w ucho;
Jednak musiałem spełnić. W tej potrzebie
Na ciebie-m liczył — najwięcej na ciebie.
HERSYLIA
Więc taką tobie zdałam się nikczemną,
Żeś aż polegał na pomocy mojej?
ROMULUS
Natura w ciebie wlała niedaremno
Ducha miłości. Tobie też przystoi
Pojednać ludy.
HERSYLIA
Nigdy, Rzymianinie!
Myśmy ofiary, nie pojednawczynie.
ROMULUS
Rozważ wszelako, czyliż się nie godzi
Pojednać tego, co niepojednane;
Jadem niechęci zaogniając ranę,
Was równo z nami do śmierci przywodzi.
Gdy zemsta przyjdzie, to zniesie i was,
Jako Rzymianki. Więc uratowane —
Wdowami Rzymian gdy będziecie w czas.
HERSYLIA
O, nie! Wdowcami was ona zastanie.
A gdy się znajdzie jaka niegodziwa,
Co rzymską żoną pozostanie żywa,
Jej lud ją strąci, jako obcą nam.
ROMULUS
Nielitościwa!
HERSYLIA
Któż miał litość tam,
Gdym ja z rozpaczą za siostrą błagała?
Gdy kurcz wykręcał matek naszych ciała?
Kto, gdy ojcowie bezbronni w tej chwili,
O miecze rzymskie próżno pięść krwawili?...
Ja duchem na wiatru fali
Słyszę z oddali
Jęk moich; słyszę młodzieży zgrzytanie,
Którym bohdanki55 porwali Rzymianie.
Słyszę... i mnież to poruszy,
Co mi Rzymianin czule szepcze w uszy?
ROMULUS
po chwili
Ty kochasz siostrę; lecz się na to zgódź!
Tak ci nienawiść nie mroczy pojęcia,
Byś nie wiedziała, że na całą młódź,
Nigdzie rodzicom za mąż dla dziewczęcia
Ani pomyśleć świetniejszego zięcia.
Nie nam się chwalić; niech między narody
Sam się nad Tybrem chwali nasz gród młody.
I wy, przybywszy do nas na igrzyska,
Ciekawie wszystko oglądając z bliska,
Cośmy w tak prędkiej dokonali chwili,
Wszystkoście przecież otwarcie chwalili.
Bogate pole zdumieniem was zdjęło,
Na barkach góry miasto lśni wspaniale;
I na gród nowy, świątynia ku chwale
Bogów, to także nie ostatnie dzieło.
A teraz dom ten, Hersylio, — dom, który
Zwiedziłaś z ojcem! To mieszkanie... ono
Miłym się tobie wydało, choć mury
Broń tylko zdobi, a w rogu sierp z broną.
Jak ci się zdaje, gdybyś tak po latach
Mogła rzec sobie: — Ja jestem przyczyną,
Że to domostwo nie legło ruiną,
Że w winie ogród stoi, w róży kwiatach,
A dwór w radości. Jam to strzegła bogi
Tego ogniska, zżęła pokój błogi
Na siewie gniewu, co zszedł bezpotomnie.
Więc gdy w przyszłości o założycielu
Rzymu ktoś wspomni, to wspomni i o mnie!
HERSYLIA
wahająco
A gdybym tego próbowała celu,
Wydarła z duszy ziarno nienawiści,
To czyż się wolność siostry mej uiści?
Powiedz.
ROMULUS
Hersylio!...
HERSYLIA
Nie. Wiedziałam wprzód.
A więc wy tylko bez wstydu i miary
Żądacie od nas ofiar na ofiary.
Cóż mi stąd, czy tam zakwitnie wasz gród?
Wyście z szyderstwem życia mego kwiecie
W proch rozszarpali. Dziecię moje, dziecię!
Twarz zakrywa rękami.
ROMULUS
Płaczesz!
HERSYLIA
Nie płaczę. Zostaw tu mnie biedną!
Niech się los spełni.
ROMULUS
Czemuż o to jedno
Prosisz mnie, czemu o to mianowicie,
Co niepodobne? On za własne życie
Nie odda Tullii, ni za pojednanie.
Bo, jako zwycięstw chwalebne wawrzyny,
Przed jego myślą drga postać dziewczyny
Od pierwszej chwili, kiedy spojrzał na nią;
I on, póki żyw, z nią się nie rozstanie.
Jeżeli przecież własna twa swoboda
Do pojednania rękę twoję poda,
To odejdź wolna. Nie myślałem wcale
Przymusem równać losów naszych szale,
Bo szczęścia tobie ja nie mogę dać.
Ciężar krwi bratniej na mej głowie snadź
Zaległ na zawsze. Miałem ja nadzieję,
Że życie z tobą, mile ogrzewane
Przyjaźni tchnieniem, przeszłość tę rozwieje;
Lecz trudna rada; gdy tak być nie może,
Odejdź!
HERSYLIA
Gdzie siostra, tam i ja zostanę.
ROMULUS
Jak chcesz.
Idzie w głąb i otwiera drzwi.
Po raz ostatni proszę; po co
Zostajesz zewnątrz56? Prześpij się w komorze,
Uciec nie myślisz, a prócz tego nocą
Mury i rygle strzegą miasto nasze...
Jak chcesz. Ja z tobą nie idę przemocą.
Płaszcz ci zostawiam; sam ognisko zgaszę.
Idzie do ołtarza i gasi ognisko.
Niechaj twój umysł duch oświeci jasny,
Jak masz postąpić dla korzyści własnej.
Teraz dobranoc, dobranoc ci, żono!
Porzuciwszy płaszcz na stopniach, żywo odchodzi do domu i zamyka drzwi.